LASKI

PISMO REHABILITACYJNO–SPOŁECZNE
Z ŻYCIA DZIEŁA
MATKI ELŻBIETY RÓŻY CZACKIEJ

TOWARZYSTWO OPIEKI NAD OCIEMNIAŁYMI
LASKI

ROK XXVII, Nr 5–6 (163–164) 2021

ISSN 1425–3240

Wydawca:

Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi
Laski, ul. Brzozowa 75
05–080 Izabelin
Prezes Zarządu: tel. 22 752 32 21
Centrala: tel. 22 752 30 00
fax: 22 752 30 09

Redakcja:

Sekretariat: 22 752 32 89

Konto:

PKO BP SA II O/Warszawa 81 1020 1026 0000 1602 0015 7289
– z zaznaczeniem: na czasopismo Laski

Zespół redakcyjny:

Władysław Gołąb
Anna Pawełczak‑Gedyk
– sekretarz redakcji
Józef Placha – redaktor naczelny

Korekta:

Justyna Gołąb

Okładka:

Motyw bożonarodzeniowy – grafika: Jan Placha

Skład i łamanie:

www.anter.waw.pl
00–372 Warszawa, ul. Foksal 17
biuro@anter.waw.pl

Drukarnia:

P.H.U. Impuls, ul. Powstania Styczniowego 95d/2
20–706 LUBLIN, tel. 81 533 25 10
impuls@phuimpuls.pl www.phuimpuls.pl
Nakład 500 egz.

Redakcja zastrzega sobie prawo do zmiany tytułów oraz skracania przekazanych materiałów.

SPIS TREŚCI

OD REDAKCJI

Józef Placha – Życzenia świąteczne na trudny czas

Z PERSPEKTYWY ZARZĄDU

Paweł Kacprzyk – Świąteczny bilans dokonań

Z ŻYCIA ZGROMADZENIA FSK

m. Judyta Olechowska FSK – Bóg, który nas prowadzi

LIST

Władysław Gołąb – Na Boże Narodzenie

NA ŚCIEŻKACH WIARY

ks. Marek Gątarz – Należne Mu miejsce

Z NOTATNIKA

Maciej Jakubowski – Niech płoną świece…

ks. Zygmunt Podlejski – Od Bożego Narodzenia do codzienności

ROZWAŻANIA

ks. Edward Engelbrecht – Mój kościół parafialny – bogactwo duchowe

KONFERENCJE W LASKACH

ks. Tomasz Bek – Trwanie w Bogu

POMOC DLA OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI

Waldemar Kozioł – Warsztaty Terapii Zajęciowej w Żułowie

DNI WDZIĘCZNOŚCI ZA BEATYFIKACJĘ MATKI CZACKIEJ

s. Ida Burzyk FSK z Zespołem – Dni Dziękczynienia w Gdańsku‑Sobieszewie

Maria i Robert Kowalscy – Świętowanie w Niepołomicach

s. Irmina Landowska FSK – Dziękczynienie w Rabce

BEATYFIKACJA KSIĘDZA JANA MACHY

Józef Placha – Kolejne ogniwo w łańcuchu świętości

Agnieszka Huf – Cel swój osiągnąłem

BEZ AUREOLI

ks. Zygmunt Podlejski – Witold Pilecki (1901–1948)

W STULECIE URODZIN KRZYSZTOFA KAMILA BACZYŃSKIEGO

Józef Placha – Tematyka religijna w twórczości poetyckiej Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

ARCHIWALIA

m. Elżbieta Róża Czacka FSK – Sprawozdanie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi z 1938 roku

s. Elżbieta Więckowska FSK – Pani Aniela (list z l1983 r.)

INNE WYDARZENIA

OD REDAKCJI

Życzenia świąteczne na trudny czas

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia obchodzą przede wszystkim ludzie wierzący w przyjście na świat Jezusa – zwłaszcza w naszych rodzinach. Nieobojętny wpływ na przebieg tego świętowania mają kolejne zachorowania na COVID-19 – z jego przeróżnymi mutacjami – oraz drożyzna w sklepach; no i pełzający wciąż konflikt graniczny na Wschodzie kraju.

Jako obywatele naszej Ojczyzny mamy nie tylko prawo, ale także obowiązek, ją ochraniać. W związku z tym możemy myśleć o utworzeniu takiej czy innej fizycznej zapory, uniemożliwiającej agresywne przekroczenie granicy osobom wrogo nastawionym do naszego kraju; ale nie możemy budować jakiejkolwiek bariery we własnym wnętrzu; bądź co bądź ewangeliczny imperatyw zobowiązuje.

To wszystko wzmaga w nas poczucie zagrożenia i niepokoju, co jednak wpisuje się w świąteczny nastrój wieczerzy wigilijnej i w jej podniosły klimat życzeń; dobrze byłoby, gdyby nie zatrzymały się one tylko na kurtuazyjnych słowach i gestach, a zostały niejako przedłużone o szeroko rozumiany wymiar społeczny.

Dzieląc się więc wigilijnym opłatkiem w najbliższym otoczeniu, nie zapominajmy także o tych, którzy są od nas daleko, a potrzebują od nas pomocy; a jeżeli to czasem fizycznie niemożliwe, to przynajmniej zachowajmy życzliwą pamięć o ich trudnej, życiowej sytuacji.

A więc pomyślmy o tych, którzy strzegą naszej granicy państwa, często w oddaleniu od swoich rodzin na wiele dni a nawet tygodni; także o tych, którzy z życiowej konieczności zmuszeni są do opuszczenia swojej ojczyzny ze względu na wojnę, prześladowania i terror.

Pamiętajmy o tych, którzy pełnią służbę przy łóżkach chorych, nie tylko na COVID, ale także ze względu na sędziwy wiek czy inne schorzenia, wymagające stałej opieki lekarskiej i pielęgniarskiej.

Ogarnijmy swoją wigilijną troską skłócone rodziny, aby chociaż w ten świąteczny wieczór obudziła się w nich iskra wzajemnej życzliwości, stając się początkiem trwałego pokoju w ich domu.

Pomyślmy o dzieciach pozbawionych opieki rodzicielskiej, aby odnalazły ludzkie ciepło ze strony tych, którzy im towarzyszą.

Zaprośmy do naszego serca osoby w taki czy inny sposób poranione wewnętrznie, aby nie zwątpiły w możliwość prawdziwej miłości w ich życiu.

Bądźmy razem z pogrążonymi w żałobie po utracie swoich Najbliższych.

Pomyślmy także o tych, którzy pozbawieni są dachu nad głową i współczujmy tym wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób są wykorzystywani przez nieuczciwych ludzi, dążących do realizacji swoich niegodziwych celów.

***

Na zakończenie listy pamięci o innych w tym trudnym dla nas czasie, w imieniu redakcji LASEK, życzę radości z adwentowego oczekiwania na małego Jezusa z Betlejem, prostoty, podobnej do tej, w jakiej przyszedł On na nasz tak bardzo niespokojny świat; aby i nasze życie przeniknął duch betlejemskiej stajenki, ucząc nas sposobu bycia bez wygórowanych wymagań, a posiadania tylko tego, co pomaga nam godnie żyć. A co ponadto, umiejmy się tym dzielić z innymi, zwłaszcza z tymi, którzy nie mają nic albo posiadają zbyt mało, by po ludzku żyć.

Z nadzieją na lepszy Nowy Rok

Józef Placha

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

Z PERSPEKTYWY ZARZĄDU

Świąteczny bilans dokonań

Kończy się kolejny rok, co zazwyczaj skłania do analizy i oceny minionego czasu.

Jaki był dla Towarzystwa mijający 2021 rok, co się powiodło, a co nie? Jakie wyzwania nas czekają w przyszłości?

Jako czytelnicy tej rubryki o wielu planach i działaniach Państwo już wiedzą. Obecny odnowiony Zarząd ma przed sobą cztery lata wytężonej pracy dla dobra Towarzystwa. Mam nadzieję, że podołamy tak wielu różnym, niezależnym od nas, wyzwaniom, a efekty tej pracy będą pozytywne.

Zakończyliśmy już termomodernizację w Ambulatorium, o czym już kilkakrotnie pisałem. Po zakończeniu prac stanęliśmy przed pytaniem, jak wykorzystać ten obiekt, aby jak najlepiej służył statutowym celom Towarzystwa. Dotychczasowa forma działalności tzw. Szpitalika z punktu widzenia organizacyjnego (oficjalne zarejestrowanie działalności) i kosztowego (ponad 90% dopłata z funduszy Towarzystwa do kosztów bieżącego funkcjonowania) stała się niemożliwa. Analizując wszystkie możliwości, doszliśmy do wniosku, że oprócz przyjęć w gabinetach lekarskich będą tam świadczone również usługi rewalidacyjne. Realizacji tego zadania podjął się p. Bartłomiej Ziołkowski, który został kierownikiem Przychodni Leczniczo-Rehabilitacyjnej. Wszystkie aktywności Przychodni finansowane są przez NFZ.

Dodatkowo w budynku będą pomieszczenia Specjalistycznego Centrum Wspierania Edukacji Włączającej, o którym wcześniej pisałem. Przeniosą się też tutaj niektóre pracownie, rozlokowane do tej pory w różnych budynkach, np. gabinety rehabilitacji wzroku i psychologa.

Mówiąc o remontach informuję, że pracujemy obecnie nad sfinansowaniem wymiany trzech dachów na budynkach Towarzystwa; inwestycje dotyczą biblioteki, szkół ponadpodstawowych i stajni (dotychczasowy dach jest z eternitu). Mam nadzieję, że jeden z nich uda się wyremontować jeszcze w tym roku. Równolegle staramy się o dofinansowanie do budowy instalacji fotowoltaicznej, co pozwoli nam znacząco obniżyć koszty energii.

Kolejna sprawa; Dział ds. Absolwentów prowadził przez cały miniony rok dwa projekty wspierające osoby dorosłe: Asystent Osoby Niepełnosprawnej oraz projekt wsparcia otoczenia, w ramach którego są prowadzone szkolenia dla osób na co dzień stykających się z osobą niepełnosprawną. Obydwa projekty okazały się bardzo potrzebne. Zarówno usługi asystenckie, jak również wsparcie otoczenia osoby niepełnosprawnej, odpowiadają na potrzeby wielu osób. Będziemy starać się o ponowienie obu grantów również w perspektywie nowego roku.

Kilka tygodni temu podpisaliśmy umowę na prowadzenie przez Towarzystwo tzw. Ośrodka Wsparcia i Testów (OWIT). Ośrodek powstanie przy Dziale ds. Absolwentów, a jego zadaniem będzie wspieranie dorosłych niewidomych poprzez szkolenia, wypożyczanie sprzętu oraz diagnozę. Ma też świadczyć kompleksowe usługi informacyjne i doradcze dla osób z niepełnosprawnością oraz ich otoczenia, a także usługi mające na celu optymalne zaopatrzenie osób z niepełnosprawnościami w szeroko pojmowane technologie asystujące.

Kontynuowany jest również projekt: „Trening orientacji przestrzennej dla osób niewidomych i słabo widzących”, którego celem jest stworzenie wzorcowego modelu nauki orientacji przestrzennej. W ramach obecnie trwającego etapu instruktorzy orientacji przestrzennej odbyli wizytę studyjną w Danii.

Jednak nie samymi projektami i remontami żyjemy; 15 października, w Dniu Białej Laski, Dział Darów i Promocji przygotował nietypową akcję. Zostały wyprodukowane, a następnie rozprowadzone jako cegiełki, kolorowe skarpetki z wzorkiem w białe laski. Chodziło o to, aby w nietypowy sposób zwrócić uwagę na osoby z dysfunkcją wzroku, co może pomóc w przełamywaniu barier i stereotypów związanych z niepełnosprawnością. Ta inicjatywa spotkała się z dużym zainteresowaniem, w związku z czym planowane jest powtórzenie akcji.

Powoli wchodzimy w okres przedświąteczny. Niedługo rozpoczną się spotkania w poszczególnych placówkach, a 15 grudnia spodziewane jest spotkanie opłatkowe z udziałem kardynała Kazimierza Nycza.

Podsumowując miniony rok, trzeba zauważyć szereg wyzwań związanych głównie z prowadzeniem działalności w czasie pandemii. Trwająca pandemia i lockdown znacząco wpływały na działalność wszystkich jednostek organizacyjnych.

Dużą niewiadomą jest również ogólna sytuacja gospodarcza. Rosnąca inflacja i trudniejsza sytuacja ekonomiczna darczyńców indywidualnych, jak również wspierających nas instytucji, może odbić się negatywnie na pozyskiwanych darach. Nie wiemy, jak będą kształtowały się dotacje w przyszłym roku, czy odpisywane na rzecz TONOS 1% podatku utrzyma się na zbliżonym poziomie w świetle zapowiadanego hasłowo „PITu 0%”.

Można zadać pytanie, jak do takich wyzwań podeszłaby Założycielka. Na pewno Róża Czacka powinna być dla nas autorytetem w zakresie zarządzania, bo zbudowała coś z niczego. U Matki ufność w Opatrzność Bożą szła w parze z aktywnością i działaniem. I chyba tej równowagi powinniśmy się od niej uczyć; z jednej strony zaufania, z drugiej – aktywnego poszukiwania rozwiązań.

W imieniu Zarządu i własnym życzę Czytelnikom „Lasek” spędzenia świąt Bożego Narodzenia w atmosferze szczerej życzliwości, kiedy to w blasku Gwiazdy Betlejemskiej odczuwamy wdzięczność i radość płynącą z narodzin nowego życia.

Życzę również, aby zbliżający się Nowy Rok był czasem spotykania dobrych ludzi na ścieżkach codzienności, właściwych wyborów i trafnych decyzji.

Prezes Zarządu TOnOS
Paweł Kacprzyk

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

Z ŻYCIA ZGROMADZENIA FSK

Nie było miejsca dla Ciebie w Betlejem w żadnej gospodzie
i narodziłeś się, Jezu w stajni, w ubóstwie i chłodzie

Nie było miejsca, choć zszedłeś ogień miłości zapalić
i przez swą mękę najdroższą świat od zagłady ocalić

A dzisiaj czemu wśród ludzi tyle łez, jęków, katuszy
bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej człowieczej duszy.

Bóg, który nas prowadzi

Kochani,

Niedługo święta Bożego Narodzenia. Czas łaski i powrotu do Boga – otwarcia serca, aby On mógł w nas na nowo ogień miłości zapalić.Trwamy w dziękczynieniu za dar beatyfikacji naszej Matki Elżbiety Róży Czackiej i ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Kościół uroczyście potwierdził drogę, jaką Matka szła. Widzimy ożywienie kultu, codziennie otrzymujemy wiele próśb o modlitwę za przyczyną Matki. Wiele osób przybywających do Lasek dzieli się z nami radością z otrzymanych łask i darem bliskości Matki (od czasu beatyfikacji przybyło do Lasek wiele osób indywidualnie i około 480 grup z całej Polski). Pielgrzymi wyrażają wdzięczność za spotkanie z Matką przy sarkofagu i możliwość dotknięcia tego miejsca, które tworzyła i gdzie żyła nasza Błogosławiona. Droga, której Matka uczy i którą sama podążała, to droga zaufania i oddania wszystkiego Bogu.Tak wiele razy pytała, gdzie jest nasza siła i pokój serca;

Biedni ludzie i smutne czasy. W cierpieniach swoich zapomnieli ludzie o jedynym ratunku, o jedynym lekarstwie. Zapomnieli, że jedynym dawcą pokoju jest Bóg, że daje On ten pokój za cenę zachowania Jego prawa, Jego przykazań, i że przede wszystkim w modlitwie trzeba szukać pokoju, siły i światła na drogę życia. O biedni, biedni ludzie, którzy nie w Bogu szukają pokoju i siły do życia

Matka Elżbieta Czacka, „Dyrektorium”, Laski,
22 VII 1929r.

Błogosławiona Matka Czacka pragnęła, żeby Pan Bóg był Tym, który nas prowadzi, by był naszym przewodnikiem każdego dnia. Powtarzała: Pragnę żyć dla Ciebie, Boże. Wszystko dla Boga. Wciąż przypomina, że nasze życie nie zależy od nas i nie należy do nas, tylko do Boga. On nas stworzył – z miłości i dla miłości. Chce nas przemieniać, żebyśmy żyli dla innych ludzi. Chce nas posyłać, nawet jeśli jesteśmy narzędziami bardzo słabymi i nieudolnymi. Jeżeli pozwolimy Bogu zamieszkać w sobie i pozwolimy przemieniać się Jego miłością, będziemy apostołami, będziemy pragnęli szczęścia tych, których Bóg postawi na naszej drodze, towarzyszyli im, aby mogli się z Nim spotkać. Trwajmy na drodze oddania i zaufania Bogu.

Przed nami okres świąt Bożego Narodzenia. Czas, kiedy przypominamy sobie na nowo, że Bóg przyszedł do nas z miłości, przyszedł obdarzyć nas swoją pełnią, radością, pokojem. Bóg przynosi światło, pragnie zamieszkać w każdym ludzkim sercu, bo za każdego z nas – z miłości – oddał życie.

Papież Franciszek w liście apostolskim powiedział:

Kontemplując scenę Bożego Narodzenia, jesteśmy zaproszeni do duchowego wyruszenia w drogę, pociągnięci pokorą Tego, który stał się człowiekiem, aby spotkać każdego człowieka. I odkrywamy, że On nas miłuje tak bardzo, że jednoczy się z nami, abyśmy i my mogli się z Nim zjednoczyć.

Franciszek, „Admirabile signum”

Dziś tak wielu ludzi żyje w ciemności, tak często jesteśmy podzieleni, zagubieni pośród niepewności, zamętu, czasem poruszamy się w mroku. Zaciera się nam to, co najważniejsze, to, co jest jedynym sensem naszego życia. Tak bardzo potrzebujemy powrotu do Boga – do Światła! Ukochania Go i podporzadkowania się Prawu Jego Miłości. Matka Czacka była niewidoma, ale to właśnie ona, niewidoma, pokazała swoim życiem – tu, w Laskach, i tak wielu osobom, które idą czy pójdą Jej śladem – drogę do prawdziwego Światła, drogę do Boga. Trwajmy na tej drodze, otwierajmy się na miłość Boga, abyśmy nią napełnieni, mogli się tym dzielić ze wszystkimi.

Przypominamy sobie co roku, szczególnie w czasie świąt, że mamy być wobec Boga jak dziecko;

– wszystkiego spodziewać się od Niego
– dać się Jemu prowadzić
– całkowicie zaufać Jego opiece…
Bo sami nic nie możemy uczynić. On wszystko może!

Duchowo łamiąc się opłatkiem – życzymy z całego serca, aby Jezus rodził się w naszych sercach każdego dnia, przepełniając nas swoją Miłością, Radością i Pokojem – i abyśmy te dary nieśli dalej….

Radosnych świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku.

***

W listopadzie w Zgromadzeniu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża obchodziłyśmy jubileusze sióstr z lat 2020 i 2021, ponieważ w ubiegłym roku ze względu na obostrzenia sanitarne związane z pandemią nie było wspólnego świętowania.

Siostry Jubilatki z 2020 roku
(1995–2020)
25‑lecie – s. Sara Kieliszek od Miłosierdzia Bożego
– s. Bogusława Rompel od Krzyża
(1970–2020)
50‑lecie – s. Brunona Kurek od Ducha Świętego
– s. Prakseda Urbańczyk od Ducha Świętego
– s. Vera Ikon Gierula od Jezusa Upadającego
Siostry Jubilatki z 2021 roku
(1996–2021)
25‑lecie – s. Jeremia Zych od Chrystusa Ukrzyżowanego
– s. Katarzyna Gugulska od Jezusa Cierpiącego i Przebaczającego
(1971–2021)
50‑lecie – s. Donata Anusik od Jezusa z Nazaretu
– s. Katarzyna Gugulska od Jezusa Cierpiącego i Przebaczającego
– s. Ignacja Moroczko od Krzyża Chrystusowego
– s. Nikodema Kluska od Oblicza Chrystusa
– s. Cypriana Cudna od Krzyża
JUBILEUSZ W NIEBIE
s. Afra Masłowska od Jezusa Hostii (ur. 1928–†2004)

m. Judyta Olechowska
Przełożona Generalna
Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża

***

Czcigodnym Jubilatkom składamy gratulacje i gorące życzenia dalszej, owocnej służby w Dziele błogosławionej Matki Elżbiety Róży Czackiej; a śp. siostrze Afrze życzymy radości już z bezpośredniego spotkania z Bogiem w Niebie.

Redakcja Lasek

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

LIST

Czytelnicy LASEK z pewnością przywykli już do regularnych listów pisanych przez Władysława Gołąba – prezesa honorowego naszego Towarzystwa. Niestety, tym razem – z powodu Jego choroby – jest to niemożliwe. Niemniej, aby stało się zadość ugruntowanej już tradycji, wybraliśmy jeden z Jego wcześniej publikowanych listów; było to w roku stulecia istnienia Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. A więc 10 lat temu. Jesteśmy przekonani, że mimo upływu czasu, Jego refleksje wpisują się w klimat również tegorocznych świąt Bożego Narodzenia.

Ufamy jednocześnie, że w następnym numerze LASEK nie będziemy musieli sięgać do przeszłości, a radować się kolejnymi listami, przygotowanymi przez Pana Władysława już na bieżąco.

A tymczasem wspierajmy Go – i Jego Małżonkę Justynę – modlitwą o powrót do pełni sił.

Redakcja

Na Boże Narodzenie

Przy wigilijnym stole,
Łamiąc opłatek święty,
Pomnijcie, że dzień ten radosny
W miłości jest poczęty…

(Jan Kasprowicz)

Mija kolejny rok, i to rok niezwykły, bo jubileuszowy. Pragnę gorąco dziękować Bogu za dobro, które nam dał ten jubileusz, za modlitwy, życzenia i składane dary. Dziękuję Bogu za sto lat trwania Dzieła, które zrodziło się z gorącego porywu tylu serc.

Za kilkanaście dni zasiądziemy do stołu wigilijnego. Będziemy składać życzenia i ogrzewać serca – może zziębnięte ludzką obojętnością. Kiedy młody dziennikarz spytał błogosławioną Matkę Teresę z Kalkuty, co zrobić, aby naprawić Kościół, odpowiedziała: „Musimy zmienić siebie, ty i ja”. Zatem zło, które nas dręczy i budzi niepokój, po prostu tkwi w nas. Przeprowadzając świąteczne porządki, usuńmy z naszych serc kwas minionych dni, aby dzielenie się opłatkiem nie stało się nic nieznaczącym, tradycyjnym gestem.

Ileż wysiłku wkładamy w zachowanie tradycji: koniecznie musi być karp, zupa grzybowa, pierogi, no oczywiście choinka z prezentami ubrana w modne świecidełka…. Czasem to zabieganie o sprawy materialne staje się powodem, że braknie nam już sił na pasterkę, a przecież to sprawa najważniejsza, aby przywitać Tego. który dla nas zstąpił z nieba, aby nas zbawić. Wiem, że nie wszyscy mogą uczestniczyć w pasterce, bo stan zdrowia na to nie pozwala, ale każdy może sprawić, że Bóg narodzi się w naszym sercu.

Adam Mickiewicz napisał:

Szukasz Boga,
On często schodzi po kryjomu
i puka do drzwi twoich,
aleś rzadko w domu

Pamiętajmy, aby zawsze być w domu, gdy Bóg puka do serc naszych, szczególnie w okresie świąt Bożego Narodzenia.

Tradycyjnie zostawiamy miejsce wolne przy stole wigilijnym dla niespodziewanego gościa, a ileż ludzi z naszego otoczenia samotnie spożywa wieczerzę wigilijną. Ileż osób czeka na nasz przyjazny gest, na uśmiech. Rozejrzyjmy się wokół, spróbujmy podać rękę sąsiadowi, z którym dzieli nas bariera niezrozumiałych uprzedzeń.

Dzieląc się z Państwem symbolicznym opłatkiem, życzę wiele radosnych chwil, wynikających ze spotkania z Nowonarodzonym Jezusem.

Niech pokój i miłość płynące z betlejemskiego żłóbka towarzyszą nam przez całe Święta i wszystkie dni Nowego Roku.

Szczęść Boże!

Władysław Gołąb
Prezes honorowy Towarzystwa
Opieki nad Ociemniałymi

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

NA ŚCIEŻKACH WIARY

ks. Marek Gątarz*

Należne Mu miejsce

„Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,7). Tak było wtedy. Tak jest i dziś. Są ci, którzy w sercu bardzo tęsknią za Świętami Bożego Narodzenia i każdego roku aktywnie przeżywają Adwent. Przygotowują się, jak tylko mogą, na świętowanie Tajemnicy Wcielenia Bożego Syna, wraz z całym Kościołem w pięknie liturgii, bogactwie Słowa Bożego i religijnych obrzędów. Podejmują zaproszenie do adwentowego czuwania i duchową wędrówkę, by spotkać Boże Dziecię. Pragną jeszcze lepiej poznawać siebie samych i wolę Pana Boga, który jest i był i który przychodzi. Bo w Nim złożyli całą swą ufność i wszelkie swe nadzieje, wielkie i małe.

Są też i tacy, którzy – niczym Herod – widzą w Bożym Dziecięciu niebezpiecznego konkurenta, który może w czymś zaszkodzić. Może naruszyć utarte zwyczaje, zachwiać wyuczonymi światowymi nawykami, postawić niełatwe wymagania czy wstrząsnąć wygodną hierarchią wartości.

Są i ci, którym Pan Bóg potrzebny jest tylko od święta. Może przede wszystkim po to, by uciszyć sumienie czy zachować pewne zwyczaje, które dają poczucie „bycia w porządku” wobec Pana Boga, wobec innych czy wobec siebie samych. By mieć poczucie, że lepiej czy gorzej, ale jednak podtrzymujemy skądinąd piękne tradycje i „wszystko jest OK”.

A Pan Bóg stale przychodzi i szuka miejsca w naszych sercach. Ma dla nas największe bogactwa, jakie tylko mogą istnieć. Chce zaspokajać nasze najgłębsze potrzeby i karmić głody – także te stare, które czasem dochodzą w nas do głosu i wydają się nami rządzić, a niekiedy stają się „cichym reżyserem” naszej codzienności i wzajemnych relacji. Odwieczna Boża Miłość jest zawsze uprzedzająca. Pierwsza wychodzi z inicjatywą. Wychodzi nam na spotkanie i objawia się na tysiące różnych sposobów. Niby zawsze podobnie a jednak za każdym razem inaczej, w jakimś naszym życiowym „tu i teraz”. Przychodzi do nas w Słowie Bożym i sakramentach Kościoła, w wydarzeniach i osobach spotykanych na co dzień. Przychodzi i zaprasza, byśmy przezwyciężali w sobie grzeszne tendencje, obojętność, pokusę minimalizmu i połowiczności. Byśmy każdego dnia na nowo podejmowali pełne pasji poszukiwanie Boga, który stając się Człowiekiem, ukochał naszą codzienność i ukazuje w niej znaki swej Obecności. Poprzez kontemplację Jego Oblicza zstępuje najgłębiej do serca i przemienia je. Pragnie, byśmy porzucali strach i ćwiczyli się w tęsknocie za Bogiem, który pragnie bliskości z nami. Byśmy uznali dochodzącą nieraz do głosu bezsilność czy zgubę samowystarczalności. Byśmy umieli docenić wartość siostry czy brata, którzy są tuż obok i dzielą z nami te same radości i trudy życia, noszą w sobie podobne pytania. Byśmy szukali swojej ścieżki do świętości i wytrwale nią podążali…

Przyszli ongiś do Bożej Dzieciny pasterze, przyszli Mędrcy ze Wschodu ze swymi darami, pojawiali się kolejni „pielgrzymi nadziei”. Wieść o narodzinach Zbawiciela poruszyła i stale porusza serca wielu, nie pozwala im pozostawać bezczynnie. W tym samym czasie wielu innych pozostaje w swoich domach bądź też udają się w różne pociągające miejsca, by strzec swojej „strefy komfortu”, do której przywykli. Ich ścieżki nie przebiegają przez Betlejem…

Tymczasem Bóg do nas przychodzi. I czyni to w najprostszy z możliwych sposobów. Ten, który jest „Miłośnikiem Życia” (Mdr 11, 26) przychodzi, by rozświetlać mroki ludzkich serc i umysłów. „W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1, 4-5). Przychodzi w ubogiej postaci i w wielkiej prostocie jako bezbronny i pokorny. Nikomu nic nie chce zabierać. Nie chce kogokolwiek do czegokolwiek zmuszać. Nie chce nikogo zniewalać. Przychodzi jako Emmanuel i chce być „Bogiem z nami”. Chce tylko dawać miłość, zbawienie, nadzieję i światło na drogę życia. I niczego tak nie pragnie, jak naszej wolności. I tego, byśmy, poprzez nasze wolne i mądre decyzje, stawali się coraz piękniejszymi duchowo ludźmi. Ludźmi, którzy żyją coraz pełniej na Boży obraz i Boże podobieństwo. Pragnie, byśmy w wolności wybierali drogę do pełni życia, która jest w Nim. Emmanuel uczy nas, że prawdziwe szczęście człowieka nie zależy od posiadania obfitości dóbr tego świata czy wpływowych znajomości. Bóg pokazuje nam, że naprawdę wielkie i wspaniałe rzeczy dokonują się w ciszy, bez hałasu i splendoru. Zniża się do nas, byśmy mogli zbliżyć się do Niego. Wtedy w akcie wiary i miłości możemy Mu ofiarować naszą miłość w odpowiedzi na Jego Miłość do nas. Chce nas uczyć patrzeć na świat, na innych i na siebie samych Jego oczyma.

Boże Narodzenie dokonało się w Betlejem i dokonuje się co rusz w ludzkich sercach. Ewangelia jest żywa i spełnia się w życiu ludzi wszystkich pokoleń. Bóg się rodzi w sercach ludzkich wciąż na nowo. Tym zaś, którzy Go przyjmują, daje moc, aby się stali dziećmi Bożymi (J 1, 12). Tym, którzy Go wciąż szukają z miłością i dają się Mu prowadzić, objawia swe piękno i mądrość. Daje też coraz to bardziej pogłębione poznanie rzeczy najistotniejszych. To doświadczenie wielu osób szczerze szukających w życiu Pana Boga. Wśród nich jest m.in. Blaise Pascal, który w swych „Myślach” dał świadectwo żywej wiary i zapisał m.in.:

Pociesz się, nie szukałbyś mnie, gdybyś mnie nie znalazł. Myślałem o tobie w moim konaniu; wylewałem oto krople krwi dla ciebie. Raczej kusisz mnie niż doświadczasz siebie, rozważając, czy uczyniłbyś taką a taką nieistniejącą rzecz: ja ją uczynię w tobie, jeżeli się stanie. Daj się wieść moim prawidłom; patrz, jak dobrze powiodłem Dziewicę i świętych, którzy mi pozwolili działać w sobie. Ojciec miłuje wszystko, co JA czynię. Czy chcesz, abym płacił ciągle moją ludzką krwią, a ty nie dasz łez nigdy? Moją jest sprawą twoje nawrócenie: nie lękaj się i módl się z ufnością jak gdyby za mnie. Jestem ci obecny przez moje słowo w Piśmie; przez mego ducha w Kościele i przez objawienia, przez moją władzę w księżach, przez moją modlitwę w wiernych. Lekarze nie uleczą cię, w końcu bowiem umrzesz. To ja leczę, i czynię ciało nieśmiertelnym.

Chcę więc i ja dać należne Mu miejsce, w mym sercu i codzienności życia…

Dołączysz?

Zapraszam…


* Autor od sierpnia br. pełni posługę rektora kaplicy pw. Matki Bożej Anielskiej, znajdującej się na terenie Ośrodka dla Niewidomych w Laskach. Powrót do treści

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

Z NOTATNIKA

Maciej Jakubowski

Na progu Adwentu, 2021

Niech płoną świece…

Płonąca świeca, z jej ciepłym, spokojnym światłem, ma wiele symbolicznych znaczeń – daje poczucie bezpieczeństwa, pokoju, nadziei; jest znakiem oczekiwania, dobrej pamięci i wspomnień; dawniej wierzono, i może nadal wierzy się, że odstrasza zło, burzę, nawałnicę; dla chrześcijan jest znakiem wiary, światłości samego Chrystusa i Jego obecności: Światłość Chrystusa – woła kapłan zapalając paschał w Wigilię Paschalną.

W czasie Adwentu mamy świece roratnie i najważniejszą wśród nich roratkę, a także coraz bardziej rozpowszechnione adwentowe wieńce z czterema świecami, zapalanymi kolejno w czterech tygodniach Adwentu; świeczki na choince to już przeszłość, teraz są ledowe lampki, ale przed Bożym Narodzeniem Caritas proponuje świece na stół wigilijny, a przed Wielkanocą świece na stół wielkanocny, zebrane ofiary przeznaczając na pomoc tym, co są w potrzebie; mamy świece ołtarzowe, chrzcielne, komunijne, pogrzebowe…. Jak wiele jest okolicznosći i wydarzeń, gdy płomień świecy nam służy i jak wiele symbolicznych znaczeń ma płonąca świeca!

A można jej nadać także znaczenie znaku czuwania i oczekiwania na Chrystusa – na powtórne Jego Przyjście. Taka jest wiara nasza: każdego roku świętujemy tajemnicę nocy betlejemskiej, ale stale i nieprzerwanie, od pokoleń, czekamy na powtórne Przyjście Jezusa, tym razem jednak nie w maleńkości dziecka i ubóstwie betlejemskiej groty, ale w Chwale, Światłości i Mocy. I choć moment Jego Przyjścia będzie wstrząsem bolesnym dla wielu, a dla wszystkich zaskoczeniem, trzeba go z utęsknieniem oczekiwać, bo to będzie wyzwolenie z ograniczeń naszego świata i naszej natury, i z wszystkich form zniewolenia, bólu, nędzy, cierpienia i ciemności; bo będzie otwarciem ku Nowej Ziemi i ku Nowemu Niebu.

Pan Jezus zostawił uczniom polecenie: Czuwajcie więc bo nie znacie dnia ani godziny [Mt 25,13]. A jeden z wielkich nauczycieli w Kościele naszych czasów mówi o potrzebie gotowości oczekiwania, która – to ważna myśl – jest sama z siebie czynnikiem przemiany… Każda Eucharystia jest Paruzją, Przyjściem Pana, ale tym bardziej jest wyrazem tęsknego pragnienia, by Jego ukryty blask już się objawił [Joseph Ratzinger, Śmierć i życie wieczne, (1978) 1986, s. 220, 222].

***

Każdy może mieć w domu – i dobrze żeby miał – dużą świecę, najlepiej woskową, i zapalał ją nie tylko od święta, albo gdy przyjdzie na niego jakaś noc ciemna, ale nawet każdego dnia, w czasie wieczornej modlitwy albo lektury i medytacji – osobistej, a może w rodzinie, albo we wspólnocie przyjaciół, sąsiadów. I to mógłby być zewnętrzny znak tego, co wewnętrzne, ufnej gotowości oczekiwania.

Przyjdź, Panie, nie zwlekaj już długo… I teraz, i wtedy gdy przyjdziesz: zmiłuj się nad nami, nad nami wszystkimi….

***

A w Kościele rozpoczęła się właśnie realizacja, na trzy lata rozpisanego programu Synodu Biskupów. Do udziału zaproszeni są wszyscy w ramach przyjętych rozwiązań organizacyjnych. I oto pojawia się jeszcze raz znak płonącej świecy – świecy synodalnej. Podczas inauguracji diecezjalnego etapu Synodu „Metropolita Warszawski, Kardynał Nycz wręczył płonącą świecę synodalną powołanym przez siebie tzw. osobom kontaktowym Synodu… Takie świece trafią też do każdej parafii mając przypominać uczestnikom prac synodalnych, że gromadzą się w imię Chrystusa, oraz w obecności Ducha Świętego” [Zaproszeni są wszyscy! http://archwwa.pl/aktualności, 17.10.2021].

Chyba tak jest i powinno tak być, że gotowość oczekiwania i nawet bardzo gorące, tęskne pragnienie, aby Pan przyszedł, nie pozwalają zaniedbywać tego, co zostaje rozeznane jako pilne i ważne zadanie tego czasu, ani też tych wszystkich zwyczajnych obowiązków i powinności, które trzeba podejmować i realizować tu i teraz i każdego dnia. Z ufnością i nadzieją? Chyba właśnie tak, a nie inaczej.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

Poniżej publikujemy fragment dziennika ks. Zygmunta Podlejskiego, który obejmuje okres od Wigilii Bożego Narodzenia do ostatnich dni roku 2020. Mimo rocznego upływu czasu, wiele przemyśleń jest wciąż aktualnych, wpisując się także w rytm życia mijającego już roku 2021.

Redakcja

ks. Zygmunt Podlejski

Od Bożego Narodzenia do codzienności

24. 12. 2020.

Wigilia Bożego Narodzenia. Kościół zaprasza do zadumy nad fragmentem Ewangelii według świętego Łukasza 2. 1 – 14. Łukasz oszczędnymi słowy opowiada o narodzeniu Jezusa. Stwierdza najpierw, że narodzenie Jezusa jest faktem osadzonym w konkretnym kontekście historycznym. Jezus narodził się w czasie rządów rzymskiego cezara Augusta (Oktawian August 63 p. Chr. – 14 po Chr.), w mieście Dawidowym zwanym Betlejem.

Bóg sam zadecydował o czasie i miejscu narodzenia swego Syna. Bóg sam wybrał Mu matkę, która wyraziła zgodę na to, aby urodzić Jezusa, o którym anioł Gabriel powiedział, że będzie nazwany Synem Najwyższego. Bóg zadbał też, żeby jego Syn urodził się i wychowywał w rodzinie funkcjonującej na fundamentach wiary, miłości i wzajemnego zaufania. Maryja, matka Jezusa, i Józef – cieśla z Nazaretu – byli z woli Boga ziemskimi rodzicami Jezusa. Maryja nazywała Józefa ojcem Jezusa. Z zapisu Łukasza wynika, że Maryja, godząc się na wyprawę do Betlejem, przygotowała się na poród swego Syna. Zabrała z sobą pieluszki. Nie spodziewała się jednak, że jej Syn urodzi się w stajni, jego kolebką będzie zwierzęcy żłób. Niebo dało o sobie znać. Zmobilizowało pasterzy, żeby poszli mimo nocy do Betlejem i – jako pierwsza delegacja ludzi dobrej woli – powitali swego Zbawiciela, Mesjasza Pana. Aniołowie towarzyszyli pasterzom i na swój sposób wielbili Boga: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał.

Maryja była zakochana w swoim Synku. Miłość matki do dziecka jest najczystszą postacią miłości ludzkiej. Maryja wiedziała, że jej Syn jest jej Bogiem. Józef obserwował, pomagał i milczał. Chciał zrozumieć, ale miał świadomość, że Bożych zamiarów zrozumieć się nie da. Pogrążył się więc w kontemplacji Matki i Dziecka. Być może przepraszał Boga, że nie zdołał żonie zapewnić miejsca w gospodzie.

Noc betlejemska z Józefem, Maryją i Jezusem, jest demonstracją Bożej hierarchii wartości. Noc betlejemska ukazuje, co w życiu ludzi jest najważniejsze, co jest ważne, i co jest ważne w jakiej kolejności. Najważniejsze jest zakotwiczenie swego życia w Bogu, który jest Miłością. To zakotwiczenie pozwala we własnym życiu ustawić miłość na pierwszym miejscu. Najlepszym poligonem miłości jest miłość kobiety i mężczyzny, która jest fundamentem rodziny. Rodzina zjednoczona miłością jest najlepszą szkołą miłości. Kocham, więc jestem. Życie bez miłości jest procesem prowadzącym do tragedii. Gdy wyeliminuje się miłość z życia człowieka, skazuje się go na pustkę, beznadzieję i zakłamanie. Walka z Bogiem jest zawsze walką z miłością, małżeństwem i rodziną. Noc betlejemska jest demonstracją Bożej hierarchii wartości.

25. 12. 2020.

Dzień Bożego Narodzenia. Fragment Ewangelii Łukaszowej 2. 15 – 20, opowiada o pasterzach; że dali się namówić aniołom i wyruszyli do Betlejem, żeby się przekonać, że rzeczywiście zobaczyli i usłyszeli aniołów; czy się sprawdzi, co obiecywali. Było tak, jak aniołowie zapowiedzieli; Zobaczyli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Potem zaczęli opowiadać wszem i wobec, co tamtej nocy przeżyli. Ludziska słuchali i byli zdziwieni. W tym miejscu Łukasz przerwał relację o pasterzach i zanotował bardzo ważne zdanie: Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. Maryja próbowała zrozumieć wydarzenia, w które została z woli Boga wtajemniczona. Od Zwiastowania doświadczyła tak wiele niespodzianych, szokujących, wykluczających się, w każdym razie niepasujących do siebie wydarzeń, że gromadziła je skrzętnie w swoim sercu i próbowała je sobie jakoś poukładać i pojąć. Wiedziała też, że za milczeniem Józefa, kryje się wiele pytań, wobec których był bezradny. Maryja, tak szalenie bliska tajemnicy wcielenia Syna Bożego, jej Syna Jezusa, nie była w stanie zamiarów Bożych przeniknąć. Wierzyła jednak głęboko i ufała, że Bóg wie, co robi, ona zaś może Jego postanowienia zachowywać w sercu, podziwiać i Jego wolę akceptować.

Być chrześcijaninem, znaczy wydarzenia tamtej nocy przechowywać w sercu, ciągle do nich wracać i rozważać, jakie znaczenie mają tu i teraz. Wcielenie Syna Bożego Jezusa, pozostanie dla nas tajemnicą. Jedno jednak jest pewne: jest ono wyrazem niepojętej dla nas miłości Boga do ludzi. Maryja i Józef rozważali wszystko w swoich sercach i kochali Dzieciątko, które Bóg im powierzył. Rozważać i kochać. Oto prawdziwa i uczciwa postawa wobec wydarzeń tamtej nocy. Coś z tej postawy mieli pasterze, bo wrócili do stajni, żeby dołączyć do zadumy Maryi i Józefa, wielbiąc i wysławiając razem z nimi Boga.

26. 12. 2020.

Dzień poświęcony pierwszemu męczennikowi Kościoła, świętemu Szczepanowi. Pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich (6. 8 – 10. i 7. 54 – 60); drugie z Ewangelii świętego Mateusza (10. 17 – 22). Pierwsze czytanie sugeruje, że przemocą można wprawdzie osiągnąć krótkotrwałe zwycięstwo, ale przemoc nie rozwiązuje żadnych zasadniczych, ludzkich problemów, ale je stwarza, pogłębia i przewleka. Przemoc jest siłą niszczycielską. Na prawdę można zareagować jak przeciwnicy Szczepana – gniewem, pozgrzytać zębami, pokrzyczeć, zatkać sobie uszy i zacząć rzucać kamieniami. Można zabić człowieka. Nie można zabić prawdy. Historia Szczepana pokazuje, że ostatecznie prawda zwycięża, ale jej przeciwnicy ciągle wolą stosować zamordyzm, zniewolenie, szantaż i czystki etniczne. Szczepan wiedział, że nie tędy droga do lepszego świata i Pana Boga. Modlił się do końca za swoich morderców. Prosił Pana Boga, żeby im nie poczytał tego grzechu. Są bowiem ślepi i głusi na prawdę. Przemoc jest między innymi wyrazem głupoty. Tragedia polega na tym, że głupi myśli, że jest mądry. Biada, gdy dorwie się do władzy. Jedyną prawdą jest miłość. Miłość jest wyrazem mądrości. Szczepan był człowiekiem mądrym i kochającym.

Jezus zapowiedział, że tacy jak on będą prześladowani. Biorą bowiem udział w odwiecznym, bezwzględnym starciu zła z dobrem. Zło dysponuje przemocą, fałszem i nienawiścią, dobro dysponuje prawdą i miłością. Zło jest hałaśliwe i butne, dobro jest ciche i pokorne. Cała tragedia wynikająca z odwiecznej walki zła z dobrem wpisana jest w życie i śmierć Jezusa. Jest w fenomenie zła, coś potwornego, straszliwego, ohydnego, ponurego i tajemniczego. Historia chrześcijaństwa ukazywała i ciągle ukazuje, że zło ciągle prześladuje i morduje chrześcijan, czyniąc z wyznawców męczenników. Szczepan był pierwszym z wielu, wielu milionów ludzi, dla których prawda i miłość stały się lajtmotywem ich życia – wiary i nadziei.

27. 12. 2020.

Niedziela poświęcona Świętej Rodzinie. Ewangelia według Łukasza (2. 22 – 24) wspomina o ofiarowaniu Jezusa w świątyni. Ofiarowania dokonywano po czterdziestu dniach od narodzin chłopca albo po osiemdziesięciu dniach od narodzin dziewczynki. Przez ten czas kobieta (matka) uchodziła za osobę rytualnie nieczystą. Ze wzmianki Łukasza wynika, że rodzina Józefa przeniosła się ze stajni do normalnego domu w Betlejem. Po czterdziestu dniach Józef z Maryją i Jezusem poszli do świątyni, żeby zadośćuczynić Prawu Mojżeszowemu i zaprezentować Jezusa Panu, czyli Ojcu niebieskiemu. Mimo świadomości, że Jezus jest Synem Najwyższego, poszli do świątyni, co znaczy, że szanowali religijne prawa ojców. Ich świadomość, że przynieśli do świątyni Syna Najwyższego, potwierdził stary Symeon, który wziął małego Jezusa w ramiona i powiedział: Teraz o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego Izraela. Łukasz zaznaczył w swojej relacji, że rodzice Jezusa byli zdziwieni słowami Symeona. Nie tylko ich treścią, ale faktem, że stary świątynny, sprawiedliwy człowiek, wiedział, że ich Syn jest Zbawicielem narodów, oświeceniem pogan i chwałą Izraela.

Symeon, oddając Jezusa Maryi, powiedział jeszcze coś, co ją mocno zaniepokoiło: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Słowa smutne, tajemnicze i prorocze. Maryja przechowywała je w swoim sercu, jak wszystkie inne wydarzenia związane z jej Synkiem. Była też w świątyni prorokini Anna, kobieta po osiemdziesiątce, która zobaczywszy świętą Rodzinę, wielbiła Boga i opowiadała o Jezusie wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy spod jarzma grzechu i rzymskich okupantów.

Po powrocie do domu, małżonkowie rozmawiali o spotkaniu z Symeonem i Anną. Próbowali odgadnąć znaczenie ich gestów i słów. Bóg im życia małżeńskiego i rodzinnego nie ułatwiał, Wszystkie jednak kłopoty i trudności umacniały ich wzajemną miłość i miłość do powierzonego im Syna Bożego.

Święta Rodzina jest modelem rodziny, zgodnym z wolą Bożą. Bóg doprowadził ją do skutku, za ich zgodą. Rodzina tak pojęta: jeden mężczyzna, jedna kobieta i ich dzieci złączone więzami krwi i miłości, są świadectwem współdziałania Boga i małżonków. Biorą udział w cudownej tajemnicy życia. Tak pojęta rodzina jest rodziną błogosławioną. Dzisiejsze święto jest świętem każdej rodziny, która realizuje model i cele Rodziny z Nazaretu. Walka z tak pojętą rodziną jest zawsze walką z Bogiem.

28. 12. 2020.

Pogoda tudzież samopoczucie denne. Na świecie w dalszym ciągu szaleje koronawirus, ale jego dni są ponoć policzone, bo wczoraj zaczęto na niego uodporniać masowym kłuciem ramion kobiet i mężczyzn, co pokazuje telewizja tak często, że za często. Nie ma to wpływu na pogodę, ale na samopoczucie. Dzisiaj uporałem się z książką Rolanda Ropersa pt. „Mystiker und Weise unserer Zeit” („Mistycy i mędrcy naszych czasów”). Autor szkicuje raczej pobieżnie około siedemdziesięciu wybitnych postaci, które drążyły rzeczywistość myślą, intuicją, sercem i modlitwą po to, żeby poprawić ludzi i świat, co ciągle wymaga korektury, bo świat podąża nie w kierunku, który prowadzi do prawdy, pokoju i miłości. Ropers reprezentuje w chrześcijaństwie silną opozycję w stosunku do chrześcijaństwa instytucjonalnego. Ropers i jemu podobni (w Austrii Rudolf Schermann) walczą z Kościołem instytucjonalnym, żeby ratować – jak twierdzi – autentyczną świadomość Chrystusa, którego stawia tuż obok Buddy, Konfucjusza i Mahometa. Wychodzi na to, że ci kolejni reformatorzy Kościoła walczą o chrześcijaństwo bez Kościoła. Ma się wrażenie, że chodzi im o stworzenie religii uniwersalnej – bez reguł, ram, nakazów, zakazów, dogmatów, kościołów i innych symboli religijnych. Wyłącznie mistyka i mądrość, co ładnie brzmi, ale jest nie dla przeciętnego Kowalskiego, Müllera, Novaka, Kolewanowa czy Mahmeta. Dotychczas wszyscy reformatorzy byli dobrzy w burzeniu jakiegoś porządku, mieli jednak – i mają – szalone kłopoty z budowaniem nowego. Myślę i też marzę o lepszym świecie, ale boję się ludzi, którzy walczą o nowy świat przemocą, zaczynając od niszczenia tradycji i modelowania nowego człowieka, pozbawiając go korzeni kulturowych, tradycji i koniecznych ram instytucjonalnych, bez których ludzie obejść się nie mogą. Burząc stare ramy, od razu montują nowe, niekoniecznie lepsze. Stosunek instytucji do Ewangelii przypomina stosunek butelki, która płyn przechowuje, do płynu. Można i trzeba dyskutować o kształcie butelki, ale prawda i miłość – Ewangelia Jezusa – jest ponadczasowa.

29. 12. 2020.

Słońce rozpanoszyło się na niebie, świat wyładniał, ale rozkołysał, bo wiatr się rozhulał. Cisza przerywana tylko szczebiotaniem ptaków w tujach. Szczebiocą prawdopodobnie na temat pogody, bo samopoczucie im podpowiada, że wiosna w zasięgu krótkiego lotu, ale pewne nie są. Coś się w przyrodzie pozmieniało, o czym nawet ptaki niebieskie świergoczą. Nie jestem niebieskim ptakiem, ale od rana poczułem wiosenny przypływ energii, który niekoniecznie musi być wiosenny, ale dobrze że jest. Odszukałem w komputerze „Bez aureoli VI”, uporządkowałem nieco zapis i zabrałem się do biogramu Mary Baker Eddy, która należy do tych postaci, które z powodzeniem rozkołysały świat, żeby nie zasnął, owładnięty praktycznym materializmem, bezideowością i bezmyślnością. Nie miała z tego powodu łatwego życia, ale była przekonana, że nie ma nic gorszego od łatwego życia. Jej problemem było kiepskie zdrowie, ale – paradoksalnie – dożyła sędziwego wieku. Jej prawdziwą pasją stało się dociekanie, jaki jest stosunek życia psychicznego do biologicznego, wiary do medycyny, siły woli do mdłego ciała. Interesował ją przez całe życie stosunek Jezusa do chorych, który leczył najrozmaitsze ludzkie choroby, często jednak podpowiadał uzdrowionym, że wiara ich uleczyła. Wiara potrafi leczyć, jest jednak darem Bożym. Sprawa wiary do pokonania choroby jest więc sprawą skomplikowaną. Mary Baker wnikała w zarysowany lakonicznie problem i opublikowała swoje spostrzeżenia w książce pt. „Wiedza i zdrowie – z kluczem do Pisma świętego” (1875). Była przekonana, że z Pisma Świętego można i trzeba ciągle czerpać wiedzę na temat zdrowia, które jest darem Bożym, podobnie jak wiara.

30. 12. 2020.

Wczoraj późnym wieczorem film Lecha Majewskiego z 2004 roku, „Ogród rozkoszy ziemskich”. Majewski jest autorem fabuły, współkompozytorem muzyki. Film oglądałem po raz pierwszy, chyba przed piętnastu laty. Wtedy nie zrobił na mnie większego wrażenia. Wczoraj natomiast wrażenie było mocne i siedzi we mnie ciągle, bo przez cały dzień wracam myślami do poszczególnych scen, monologów i dialogów głównych bohaterów filmu. Film jest bezlitosną diagnozą współczesnego świata i rozpaczliwym pytaniem: kim jest człowiek, jaki jest sens jego istnienia? Z jednej strony jest zlepkiem, mieszaniną czy koktajlem wody, wapna, węgla, żelaza, miedzi i kilkunastu innych mikroelementów, czyli czczą materią mającą swoje miejsce w tabeli okresowej pierwiastków; z drugiej strony tenże koktajl pierwiastków potrafi myśleć, kochać, tworzyć dzieła sztuki, przeżywać ekstazy miłosne, modlić się, śmiać się i płakać. Potrafi myśleć, ale nie potrafi zrozumieć samego siebie, znaleźć odpowiedź na pytanie, kim jest i po co? Jest przy tym skazany na cierpienia fizyczne, psychiczne i te, spowodowane niemożnością zrozumienia samego siebie. Film Majewskiego ma wymiar metafizyczny i mistyczny. Miłość odgrywa w życiu człowieka ogromną, decydującą rolę, jest jednak skażona świadomością, że jest śmierć, czyli rozpad koktajlu pierwiastków, który nazywa się śmiercią. I najważniejsze pytanie, co znaczy umierać? Co kryje się za śmiercią? Jest to pytanie o ostateczny sens ludzkiego istnienia, pytanie o Boga, którego człowiek potrzebuje, żeby samego siebie choć trochę zrozumiał i nie pogrążył się w beznadziei. Film sugeruje pośrednio, że wiedza jest wobec najważniejszych pytań człowieka bezradna; że ponosi winę za zbliżającą się katastrofę ekologiczną i niemożność stworzenia na świecie stabilnego porządku społecznego, gospodarczego i politycznego. Naukowcy pracują równocześnie nad opanowaniem pandemii koronawirusa oraz nad ulepszaniem i pomnażaniem bomb, pocisków, samolotów, czołgów i całej skomplikowanej techniki, żeby lepiej i szybciej zabijać nie tylko ludzi, ale i całą resztę natury, której jeszcze nie zdołaliśmy zniszczyć. Film Majewskiego nie jest łatwy w odbiorze. Zmusza do myślenia. Jestem reżyserowi wdzięczny za krótki, ale intensywny czas rekolekcyjny. Daj mu Panie Boże zdrowie i wiarę, że wszystko nabiera przez Ciebie i z Tobą poszukiwany sens.

31. 12. 2020.

Rok 2020 dogorywa. Należy do przeszłości, do czegoś, czego nie ma; co tylko ludzie przechowują w swoich głowach; co staje się często powodem kłótni łysych o grzebień. Rok 2020 był trudny, bo zrobił miejsce pandemii. Miał jednak coś z proroka, bo przypomniał ludziom, że jak będą się zachowywali tak, jak dotychczas, wtedy źle skończą. Historia jest nauczycielką życia, ale ma kiepskich uczniów.

Jestem Bogu wdzięczny, że pozwolił mi przetrwać kolejny rok; że mogłem obserwować i podziwiać Jego świat i ludzi; zachwycać się pięknem natury i dziełami ludzkiego ducha; że pozwolił mi myśleć, czytać, słuchać muzyki, oglądać filmy, wymieniać myśli i spostrzeżenia, poznawać myślenie mądrzejszych od siebie; że zachował mnie w zdrowiu, umacniał moją wiarę, nadzieję i miłość. Moja wiara, nadzieja i miłość mają swoje wzloty i niże, ale są ciągle siłą nośną mego bycia i stawiania czoła przyszłości, która szykuje niespodzianki.

Ludzie życzą sobie z okazji styku Starego i Nowego Roku, żeby nowy był lepszy od starego. Liczą na to, że stanie się to automatycznie, bez ich udziału. Niech będzie lepszy, ale nam pozwól spokojnie konsumować, dewastować środowisko naturalne, brać udział w wyścigu szczurów i hołdować aktualnej ideologii: dla chleba Panie, dla chleba. A potrzeba nam prawdy i miłości, czyli szukania najpierw królestwa Bożego. Wszystko inne będzie nam przydane. Jezus wiedział, co mówi. Polecam Nowy Rok Panu Bogu i obiecuję, że postaram się go wykorzystać maksymalnie, zgodnie z Jego wolą, w miarę sił i możliwości. Dziękuję Bogu za wszystkich przyjaciół i dobrych ludzi, którzy byli mi podporą, radością i inspiracją. Nikt nie jest samotną wyspą, choć bywa, że na przydzielonej nam działce znajduje się tylko dwóch tubylców. Dwóch albo trzech, stanowią już zalążek królestwa niebieskiego, gdy ich regulaminem jest prawda i miłość.

***

Dzisiejszy spacer w atmosferze prawie wiosennej. Słońce wyraziste, zdecydowane, niebo jak trzeba błękitne i trochę zabłąkanych obłoków. Gdy stanąłem u progu domu, żeby wystartować, przywitała mnie żywiołowa, przeraźliwa, chaotyczna kłótnia ptaków w żywopłocie. Gdy zrobiłem pierwszy krok, zaległa nagła, idealna cisza. Zastanawiałem się nad ptakami niebieskimi i doszedłem do wniosku, że mają zmysły o wiele bardziej rozbudzone i subtelne od naszych ludzkich. Kilkadziesiąt małych ptaków ukrytych w gęstych tujach, hałasujących co sił, usłyszało równocześnie ledwo dosłyszalny krok człowieka i zamilkło w jednym momencie jak wytrawna orkiestra symfoniczna na znak równie wytrawnego dyrygenta, co znaczy, że niepozorne ptaszki niebieskie mają słuch, o którym się ludziom nie śniło. Skoro ptaki zamilkły jak nożem uciął, w setnym ułamku sekundy, zademonstrowały, że jak jeden ptasi mąż dysponują słuchem absolutnym. Zachowały się cichutko do momentu, gdy wróciłem do domu. Gdy stanąłem przy oknie, żeby je zamknąć, usłyszałem ptasi świergot, jazgot i pisk da capo al fine. A nam się wydaje, że jesteśmy królami stworzenia.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

ROZWAŻANIA

ks. Edward Engelbrecht

Mój kościół parafialny – bogactwo duchowe

Czy wiesz, że twój kościół parafialny ze swoimi kościelnymi przedmiotami i figurami (jeśli je zrozumiesz), może ciebie ubogacić duchowo? Może ci pomóc wejść na drogę prowadzącą do spotkania z Bogiem Żywym?

Pragnę ci w tym pomóc.

Na krzyżu Pan Jezus odkupił wszystkich ludzi. Przez krzyż Zbawiciel uświęca człowieka, jego myśli, wolę i serce. Uświęca i ciebie!

Pamiętaj jednak, abyś czynił na sobie znak krzyża powoli i z namaszczeniem. Nie zapomnij też pomodlić się, prosząc Jezusa wiszącego na krzyżu, aby w chwili twojej śmierci zapewnił ciebie: „Dziś będziesz ze mną w raju” (Łk 23,43).

Kiedy już jesteś w kruchcie kościoła, rozejrzyj się na prawo i na lewo. Po jednej stronIe znajdziesz naczynie z wodą święconą. To jest KROPIELNICA. Zanurz delikatnie palce w poświęconej wodzie i przeżegnaj się w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

W tym momencie przypomnij sobie twój sakrament chrztu świętego, przez który zostałeś wyzwolony od grzechu i odrodzony jako dziecko Boże stałeś się członkiem Kościoła Chrystusowego. Po prostu: chrzest święty jest sakramentem odrodzenia przez wodę i w słowie. Jest on najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga dla każdego z nas. Niech Bóg przez ten dar strzeże nas na drodze życia doczesnego i doprowadzi do zbawienia, pełni życia.

Wchodząc w głąb kościoła, zauważ na podwyższeniu – świętym miejscu – OŁTARZ, który jest symbolem samego Chrystusa. Na nim Jezus przedłuża (uobecnia) swoją ofiarę krzyżową i karmi nas swoim Ciałem i Przenajświętszą Krwią.

Kiedy przystępujesz do Komunii świętej, w czasie Mszy świętej – Ofiary Krzyża, oznacza to, że przyjmujesz samego Chrystusa, który ofiarował się (i nadal ofiarowuje) dla naszego zbawienia. Kościół Rzymski tak modli się w modlitwie eucharystycznej (I Kanon Rzymski): Pokornie Cię błagamy wszechmogący Boże, niech Twój święty Anioł zaniesie tę ofiarę na ołtarz w niebie, przed oblicze Boskiego majestatu, obyśmy przyjmując z tego ołtarza Najświętsze Ciało i Krew Twojego Syna otrzymali obfite błogosławieństwo i łaskę.

Warto wiedzieć, że są dwa ołtarze podobne do siebie: ten w kościele (symbol Chrystusa) i ten drugi – w sercu ucznia Pana Jezusa.

Niech więc miłość zespala te dwa ołtarze, aby zwłaszcza ten drugi – człowieczy, przez ustawicznie składaną ofiarę, promieniował siłą miłości i świętości.

Zauważ też zapaloną lampkę przed Tabernakulum. Jest ona umieszczona (zazwyczaj) w pobliżu głównego ołtarza. Płonie, oświeca i wskazuje na świętą obecność Boga-Człowieka ukrytego w Arce Przymierza – Tabernakulum. Ten gorejący płomyk jest obrazem naszego duchowego wnętrza, które zostało rozniecone przez Boga, aby przenikać wszystko, co szare, ciemne w nas i wokół nas.

Trzeba jednak być i stać nabożnie przed Jezusem – Miłującą Obecnością. Wiem, że to nie jest łatwe. Postaraj się jednak, aby ten płomyk lampki i Jezus towarzyszyli ci w życiu i doprowadzili do nieba – życia wiecznego.

Zauważ – na ołtarzu wytrwale stoją świece. Są tam, gdzie stać im kazano, przed Bogiem. Zapalone świece na ołtarzu, oświecają wnętrze prezbiterium, w którym żyje zmartwychwstały Jezus pod postacią chleba. Są one bardzo potrzebne!

Jego delikatna obecność w gotowości do działania nigdy nie ustaje. Kiedy rozpocznie się nabożeństwo i będą do nieba wznoszone modlitwy uwielbienia, przeproszenia i prośby, bądź gotów i jak te palące się na ołtarzu świece włącz się w nurt modlitw.

Trwaj mężnie i cierpliwie, nie rozpraszaj się i nie rozglądaj. Dzięki temu będziesz się spalał jak te świece i żarem swego serca ogrzewał te serca, które ciebie potrzebują…

Może to dzięki twoim modlitwom Bóg sprawi, że zaistnieje w nich porządek pełni łask i piękno istnienia.

***

Kończąc te nasze „wędrówki pobożne”, dostrzegliśmy, że przebywając w kościele, żyć możemy w świętym świecie.

Warto włączyć się w ten Boży świat, wychodząc naprzeciw wszystkiemu, co przygotował dla nas Bóg. Niech kościół parafialny będzie miejscem, z którego udamy się z tego świata do nieba.

Bóg i niebo są piękne!

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

KONFERENCJE W LASKACH

ks. Tomasz Bek

Trwanie w Bogu

Na pewno pamiętamy słowa z psalmu 123:

Do Ciebie wznoszę oczy,
który mieszkasz w niebie.
Jak oczy sług są zwrócone na ręce ich panów,
oczy służebnicy na ręce jej pani,
tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu,
dopóki się nie zmiłuje nad nami.

W tym świetle doskonale widać, że elementem świętości jest również stała otwartość na transcendencję, która wyraża się w modlitwie i adoracji. Święty zatem jest osobą o duchu modlitewnym – jest człowiekiem, który potrzebuje komunikacji z Bogiem. Święty Augustyn pisał przecież w „Wyznaniach”: Stworzyłeś nas (…) jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie… Świętemu nie wystarcza doczesność; nie wytrzymuje przytłoczenia w zamkniętej immanencji tego świata i nawet pośród realizowanych wielkich dzieł miłosierdzia tęskni za Bogiem, pragnąc oddawać Mu chwałę i coraz pełniej poznawać Go.

Święty Jan od Krzyża zalecał, aby zawsze starać się chodzić …w obecności Boga, rzeczywistej lub wyobrażeniowej albo jednoczącej, stosownie do uczynków, które się spełnia. Pragnienie Boga zatem nie może nie przejawiać się w naszym życiu codziennym. Jeśli jemy jagody, to mamy fioletowe zęby, a jeśli spotykamy się z Bogiem, to Jego blask ukazuje się w naszej codzienności. I nie byłoby dobrze, aby spotkanie ze Stwórcą rezerwować tylko na pojedyncze chwile naszego życia. Zawsze starajmy się trwać w modlitwie i nawet pośród zajęć fizycznych nie zaniedbujmy jej. Czy jesz, czy pijesz, czy rozmawiasz (…) czy cokolwiek innego czynisz – wskazywał święty karmelita – staraj się tak postępować, by pragnąć Boga i kierować do Niego uczucia swego serca. Nie tylko w niedzielę jestem Twoim przyjacielem – śpiewały dzieci z Arki Noego – Nie tylko od święta, ale codziennie o Tobie pamiętam; a ks. Korniłowicz wskazywał: Wiemy, że do końca życia musimy postępować w doskonałości, coraz ściślej jednoczyć się z Bogiem. Jeśli nawet mamy chwile, w których czujemy się z Nim zespoleni, to na ogół dzień nasz powszedni nie jest jeszcze dość silnie przeniknięty myślą o Bogu. Jeszcze słaba w nas wiara, nadzieja i miłość. Dlatego drogim jest ten czas, w którym możemy oderwać się od codziennych naszych zajęć i oddać się wyłącznie sprawie naszej duszy, w którym za łaską Bożą mamy powrócić do Boga (Konferencja z 23 VIII 1929 r.).

Aby zatem było możliwe doznanie, że Pan przenika i zna każdego z nas, konieczne jest poświęcenie pewnego czasu tylko Bogu, w samotności z Nim. Dla św. Teresy z Ávili modlitwa …nie jest niczym innym, jak nawiązywaniem przyjaźni, podejmując wielokrotnie nawiązywanie jej sam na sam z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje. Ta szczególna relacja między Bogiem a człowiekiem dokonuje się przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie i nie jest zarezerwowana tylko dla nielicznych i uprzywilejowanych. Jest ona dostępna dla każdego, ponieważ …wszyscy potrzebujemy tego milczenia przenikniętego obecnością adorowanego Boga; potrzebuje go teologia, aby mogła w pełni rozwinąć swój charakter mądrościowy i duchowy; potrzebuje go modlitwa, aby nigdy nie zapominała, że oglądanie Boga oznacza zejście z góry z obliczem tak promieniującym, iż trzeba je przykryć zasłoną… (por. Wj 34,33). Potrzebuje go także …ludzki wysiłek, aby zrezygnować z zamykania się w walce bez miłości i przebaczenia (…) Wszyscy, wierzący i niewierzący, muszą nauczyć się milczenia, które pozwoli Bogu mówić kiedy i jak zechce, a nam rozumieć Jego słowo (Jan Paweł II, Orientale lumen 16). Ufna modlitwa jest odpowiedzią serca, które otwiera się na Boga w relacji sam na sam, kiedy uciszane są wszystkie głosy, aby słuchać łagodnego głosu Pana, rozbrzmiewającego w milczeniu. Bo jesteś samą Ciszą, wielkim Milczeniem – wskazywał Karol Wojtyła – uwolnij mnie już od głosu, a przejmij tylko dreszczem Twojego Istnienia…

W milczeniu – w świetle Bożego Ducha – można rozpoznać drogi świętości, które proponuje nam Pan. Dla każdego ucznia zatem niezbędne jest przebywanie z Mistrzem, słuchanie Go, nieustanne uczenie się od Niego. Jeśli bowiem nie będziemy słuchać, wszystkie nasze słowa nie będą niczym innym jak tylko zgiełkiem, który niczemu nie służy – Słuchaj Izraelu… Trzeba więc …słuchać Boga i spełniać to, co Bóg każe i czego wymaga od każdego pojedynczego człowieka i wszystkich razem – pisała Matka Elżbieta.

Jednak modlitewne milczenie nie jest ucieczką, negacją otaczającego nas świata. Rosyjski pielgrzym, który modlił się nieustannie, mówił, że modlitwa nie oddzielała go od rzeczywistości zewnętrznej; Gdy zdarzyło mi się spotkać kogoś – wskazuje – to wszyscy bez wyjątku wydawali mi się tak mili, jak moi najbliżsi […] Nie tylko bowiem czułem ją [rozkosz] we wnętrzu mojej duszy, ale wszystko to, co było zewnętrzne, ukazywało mi się w zachwycającej postaci („Opowieści pielgrzyma”). Modlitwa ukazuje się jako przestrzeń przemiany ludzkiego serca – uzdrowienia oczu, aby dostrzegały dobro, które Bóg złożył we wszechświecie. Spotkanie ze Stwórcą bowiem nie odcina z naszego życia historii, ale pozwala czytać ją w nowym świetle. Pan Bóg może sprawić, że zapomnimy zło, które wydarzyło się w naszym życiu. Może jednak również uzdrowić ludzką duszę, aby zło, które nas spotkało, nie potęgowało nowych zranień, a duchowe blizny serca były jakby chwalebnymi znakami Chrystusowego zwycięstwa.

Modlitwa zatem – właśnie dlatego, że karmi się Bożym darem objawiającym się w życiu – zawsze powinna być ubogacona pamięcią o Bożych dziełach. Jeśli Bóg zechciał wejść w historię osoby ludzkiej, to niewątpliwie modlitwa utkana jest wspomnieniami: pamięcią nie tylko o objawionym Słowie, ale także o naszym własnym życiu, życiu innych osób, o tym, co Pan uczynił w swoim Kościele. Jest to wdzięczna pamięć pojawiająca się mimo doświadczonego zła. Warto więc przypominać sobie wszystkie dobrodziejstwa, jakie otrzymaliśmy od Pana. Kiedy zatem modlimy się, patrzmy na historię własnego życia i w niej odnajdziemy wiele znaków i przejawów miłosierdzia. Ponadto, będziemy mogli na nowo odkryć, że Bóg o nas pamięta i nigdy nie zapomina o tych, których powołał do istnienia.

A skoro Bóg o nas pamięta, to warto, abyśmy i my pamiętali, ale nie tylko o Bogu – również o tych, za których Jezus Chrystus umarł i dla których zmartwychwstał. Błaganie wstawiennicze zatem ma szczególną wartość, ponieważ jest aktem zaufania wobec Stwórcy i wyrazem miłości bliźniego. Niektórzy, z powodu uprzedzeń spirytualistycznych są przekonani, że modlitwa powinna być czystą kontemplacją Boga, bez rozproszeń, tak jakby imiona i twarze braci były zakłóceniami, których należy unikać. Przeciwnie, modlitwa będzie bardziej podobała się Bogu i będzie bardziej uświęcająca, jeśli w niej, poprzez wstawiennictwo, staramy się żyć podwójnym przykazaniem, jakie przypomniał nam Jezus. Wstawiennictwo jest wyrazem naszego braterskiego zaangażowania wobec bliźnich. O tym, kto wielkodusznie poświęca się wstawiennictwu, można powiedzieć słowami Biblii: To jest przyjaciel naszych braci, który wiele modli się za naród (2 Mch 15, 14).

Jeśli naprawdę twierdzimy, że Bóg istnieje, to nie możemy Go nie adorować, czasami w milczeniu pełnym podziwu lub opiewać Go w świątecznym uwielbieniu. W ten sposób wyrażamy, to co przeżywał bł. Karol de Foucauld, kiedy powiedział: Gdy tylko uwierzyłem, że Bóg istnieje, zrozumiałem, że nie mogę żyć inaczej jak tylko dla Niego. Spotkanie z Jezusem w Piśmie świętym prowadzi człowieka do Eucharystii, w której to samo słowo osiąga swoją największą skuteczność. Eucharystia bowiem jest realną obecnością żywego Słowa. Tam jedyny Absolut otrzymuje najwspanialsze uwielbienie, jakie można Jemu oddać na tym świecie, ponieważ to Chrystus ofiaruje samego siebie. A kiedy przyjmujemy Go w Komunii świętej, odnawiamy z Nim nasze przymierze i pozwalamy Mu na coraz pełniejsze wypełnianie Jego przemieniającego działania.

I zauważmy, jest we Mszy świętej taki moment, kiedy kapłan po konsekracji modli się ze wzniesionymi dłońmi. Jest to anamneza – uobecniające upamiętnienie. Nawiązuje on do tradycji liturgicznych Starego Testamentu, kiedy to podczas Paschy, Izraelici wspominali wyzwolenie z Egiptu, wierząc, że właśnie podczas tego święta Bóg na nowo dokonuje zbawienia swego ludu. Zwróćmy również uwagę, że obecność anamnezy w obrzędach Mszy świętej nawiązuje do nakazu Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: To czyńcie na moją pamiątkę. Kościół zatem posłuszny Chrystusowemu wezwaniu, wspomina wcielenie, mękę i śmierć, zmartwychwstanie oraz wniebowstąpienie Syna Człowieczego.

Anamneza jednak jest czymś więcej niż tylko wspominaniem wydarzeń z przeszłości. Chrystus umarł na krzyżu i zmartwychwstał tylko raz, i nie ma potrzeby, aby umierał ponownie i nie ma potrzeby, aby na nowo zmartwychwstawał – przecież jako Baranek zabity żyje i króluje na wieki wieków. On zrealizował już dzieło odkupienia, jednak historia zbawienia, które może być naszym udziałem, dokonuje się na naszych oczach; mamy wpływ na to, jak będzie wyglądała nasza przyszłość eschatologiczna. Ponieważ Zmartwychwstały Jezus nie podlega czasowi, zatem Jego zbawcze dzieła stają się obecne, dostępne tu i teraz, a ich zbawcza moc ogarnia tych, którzy je wspominają. Już tu na ziemi możemy kosztować darów, które napełnią nasze serca w Królestwie – już dziś możemy zasmakować …szczęścia niebian przez ścisłą łączność z Bogiem, dziwną i nieraz dla nas niepojętą (św. Faustyna, Dz 507).

Anamneza jednak to nie tylko przestrzeń określona ramami wspólnej celebracji. Anamneza może być także przeniesiona w nasze życie. Mamy bowiem uobecniać Jezusa Chrystusa i Jego przemieniającą moc wszędzie tam, gdzie przebywamy na co dzień. To w każdym z nas ma być obecny Jezus Chrystus przebaczający, pocieszający, uzdrawiający, a nawet cierpiący.

Jezus przyszedł i przychodzi. A tym, którzy Go przyjęli – przypomina ks. Korniłowicz – dał moc, …aby się stali Synami Bożymi, a ci, którzy Go przyjęli, znalezieni są w Nim. Ale co to znaczy: znalezieni w Nim?. Oznacza to, …że zaciera się granica między Jezusem a tymi, którzy przyjęli Go. Jezus bierze ich dusze w posiadanie i to do takiego stopnia, że utożsamia się z tymi duszami. I tak jak Szawłowi w drodze do Damaszku mówił: „czemu mnie prześladujesz”, wyrażając w tych słowach ból, którym odczuwał prześladowanie Jego członków, tak jak mówił „Coście jednemu z tym braci Moich najmniejszych uczynili – Mnieście uczynili” (Mt 25, 41), tak samo i tutaj Pan Jezus utożsamia się zupełnie ze swymi członkami i w ten sposób znajdujemy się w Jezusie Chrystusie. On w nas, a my w Nim. I teraz my z Nim razem modlimy się, pracujemy, ofiarujemy się. Wszystko to, co w Nim, w nas się powtarza wciąż na nowo.

Obyśmy więc byli naśladowcami naszego Zbawiciela – podobnie jak św. Franciszek z Asyżu, który jako najmniejszy spośród braci pragnął …naśladować życie i ubóstwo najwyższego Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki i wytrwać w nim aż do końca.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

POMOC DLA OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI

Waldemar Kozioł

Warsztaty Terapii Zajęciowej w Żułowie

I. Wprowadzenie

Zakład Opiekuńczo-Rehabilitacyjny dla Niewidomych Kobiet w Żułowie, funkcjonuje jako placówka Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach k. Warszawy. Jednostkę prowadzą siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża1 założonego przez Błogosławioną Różę Czacką (1876-1961), w zakonie matka Elżbieta. Działalność zakładu, datuje się od września 1939 r. Wybuch II Wojny Światowej, napaść Niemiec hitlerowskich na Polskę, spowodował, że część niewidomych i sióstr zakonnych została ewakuowana z Lasek do Żułowa2. Siostry i ich podopieczni zamieszkali w żułowskim folwarku3.

Jak pisze M. Żółtowski; „Od pewnego czasu Matka projektowała utworzenie placówki opiekuńczej dla starszych niewidmych, lecz do wybuchu wojny 1939 r. nie podjęła konkretnych kroków. Wybuch wojny zmusił do przyspieszenia decyzji”4. Folwark w Żułowie, stał się placówką dla osób niewidomych.

Obecnie Zakład funkcjonuje jako dom pomocy społecznej pn.: Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi Stowarzyszenie Dom Pomocy Społecznej w Żułowie. Jednostka zwana jest również „Domem Nadziei”. Przy Domu istnieją warsztaty terapii zajęciowej będące miejscem rehabilitacji i preorientacji zawodowej osób z niepełnosprawnościami, w tym niewidomych kobiet.

II. Rola pracy w Dziele Błogosławionej Matki Róży Czackiej

Praca niewidomych w znaczącej mierze jest tym, co pomaga uzyskać im niezależność, choćby częściową, i poczucie samowystarczalności w bieżącym funkcjonowaniu. Jak pisze J. Stabińska; „Dla Matki praca była jednocześnie czynnikiem samodzielności niewidomych i ich zdrowej równowagi życiowej”5. Celem, do którego dążyła Błogosławiona Elżbieta Róża Czacka, było przygotowanie niewidomych, znajdujących się pod pieczą Towarzystwa Opieki Nad Ociemniałymi i Zgromadzenia, do życia wśród widzących, sprawnego funkcjonowania w mniejszych i większych społecznościach lokalnych, tak, by niewidomi byli pomocni i użyteczni dla innych i samych siebie. Błogosławiona Elżbieta Róża Czacka przekazywała, że „Rodzaj pracy przypadającej każdemu w udziale nie jest przypadkowy. Bóg sam wskazuje, do jakiego rodzaju pracy kogo powołuje (…)”6. Twierdziła, że „W Dziele naszym wszyscy muszą pracować, każdy w inny sposób (…)”7. Sprawom osób niewidomych ich należytemu miejscu w społeczeństwie, zrównanym z osobami widzącymi, Matka Elżbieta poświęciła swoje życie i „Dzieło”8 przez siebie stworzone. „Należało przede wszystkim dać niewidomym ideał życia, w którym problem ich własnego cierpienia znalazłby rozwiązanie w nauce Chrystusowej i pozwoliłby im znosić pogodnie kalectwo, świadcząc tym samym o szczęściu wyższym niż szczęście doczesne. Jednocześnie chodziło o to, by – zgodnie z nowoczesnymi postulatami sprawy niewidomych – doprowadzić ich do osiągnięcia maksimum samodzielności i samowystarczalności, do wniesienia tym sposobem cząstki użytecznej pracy we wspólny dorobek ludzki i przez to samo do podniesienia ich godności człowieka. Myśl ta łączy się z intencją zadośćuczynienia za duchową ślepotę świata. Na tych podstawach oparła się budowa całego Dzieła w jego zasadniczych zrębach” 9.

Udział w terapii zajęciowej przygotowuje niewidomych do samodzielności, a także aktywności zawodowej, stanowi jeden z wiodących kierunków działania Placówki w Laskach i jej Zakładu w Żułowie.

Istotnym wsparciem dla działań terapeutycznych skierowanych do niewidomych są warsztaty terapii zajęciowej. Rozszerzają one zakres i formę ergoterapii10, przyczyniając się do poprawy jakości życia niewidomych, sprawiając, że stają się oni zaradni i szczęśliwi. Błogosławiona Elżbieta Roża Czacka przekazywała niewidomym, że: „ (…) Jeżeli chcecie być szczęśliwymi, nauczcie się dwóch rzeczy: bądźcie zaradni i starajcie się o ile możliwości w pracy każdej brać udział. Po drugie, nauczcie się cierpliwie czekać”11.

III. Warsztaty Terapii Zajęciowej przy DPS w Żułowie

Od 16 października 1995 r. przy Domu Pomocy Społecznej w Żułowie funkcjonują warsztaty terapii zajęciowej (WTZ).

Artykuł ilustruje fotografia: Warsztaty Terapii Zajęciowej przy DPS w Żułowie.

Warsztaty umiejscowione są w oddzielnym dwukondygnacyjnym budynku o powierzchni użytkowej 296 m2. Budynek ten oddalony jest o około 50 m. od „Domu Nadziei”. Zasady dotyczące działalności warsztatów zostały uregulowane przez Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 sierpnia 1998 r. w sprawie szczegółowych zasad tworzenia, działania i finansowania warsztatów terapii zajęciowej12. Zgodnie z § 1 ust. 1 rozporządzenia celem warsztatów jest: realizacja zadań w zakresie rehabilitacji społecznej i zawodowej zmierzającej do ogólnego rozwoju i poprawy sprawności każdego uczestnika. Warsztaty stanowią „wyodrębnioną organizacyjnie i finansowo placówkę, stwarzającą osobom niepełnosprawnym z upośledzeniem uniemożliwiającym aktualnie podjęcie pracy, możliwość udziału w rehabilitacji społecznej i zawodowej poprzez terapię zajęciową”13. Terapia warsztatowa to praca z niewidomymi i dla niewidomych, która przynosi im korzyści, daje możliwość zaspokajania własnych ambicji i potrzeb, przystosowuje do życia w społeczności lokalnej i daje możliwość aktywności zawodowej. Zajęcia warsztatowe prowadzą terapeuci, którzy poza kompetencjami zawodowymi odznaczają się wysokim poziomem kultury osobistej uformowanej w duchu chrześcijańskich wartości. Pracownicy WTZ budzą zaufanie i zapewniają uczestnikom poczucie bezpieczeństwa, uczą akceptacji osoby drugiej, a także „respektowanie godności… bez oczekiwania na taką samą postawę drugiej strony”14, to podstawowe zasady obowiązujące w pracy personelu warsztatów. W zajęciach WTZ formalnie bierze udział 20 osób z niepełnosprawnościami (niepełnosprawność intelektualna i niewidomi) z terenu powiat krasnostawskiego oraz 10 niewidomych mieszkanek DPS. W terapii warsztatowej mogą uczestniczyć również inne pensjonariuszki DPS.

Warsztaty są placówką pobytu dziennego, czynną od poniedziałku do piątku w godzinach 8ºº-16ºº. Terapia zajęciowa w zakresie rehabilitacji społecznej i zawodowej odbywa się w grupach sześcioosobowych, w pięciu pracowniach terapeutycznych: gospodarstwa domowego, rękodzieła, edukacyjno-teatralnej i uzdolnień twórczych, tkactwa i robótek ręcznych, plastycznej. Terapia prowadzona jest przez pięciu terapeutów zajęciowych, rehabilitanta i psychologa. Zgodnie z planem działalności WTZ i programami poszczególnych pracowni, każdy z uczestników realizuje indywidualny program rehabilitacji i terapii, który jest tworzony i weryfikowany przez Radę Programową, na podstawie zgromadzonych dokumentów, wywiadu środowiskowego, obserwacji działańi zachowań w Warsztacie. Równolegle z terapią zajęciową, prowadzona jest terapia psychologiczna, muzykoterapia i rehabilitacja lecznicza w zakresie kinezyterapii. Realizowane w WTZ indywidualne programy rehabilitacji i terapii są autorskimi programami tej placówki. Zostały one podzielone na działy: zaradność osobista, samodzielność społeczna – wypełnianie ról społecznych, rehabilitacja społeczna i zawodowa, formy pracy, metody pracy, formy współpracy z rodzicami bądź opiekunami. Prace uczestników warsztatów prezentowane są na wystawach i kiermaszach.

Artykuł ilustruje fotografia: Praca tkacka na warsztaciku okrągłym

Artykuł ilustruje fotografia: Praca tkacka na warsztaciku podłużnym.

Wykonywane prace, to swoista ekspresja artystyczna. Według J. Kirenko i D. Wyrzykowskiej: „ekspresja artystyczna przyczynia się do rozwoju odporności psychicznej, a także motywacji do życia przez pobudzenie procesów psychicznych, myślenia, percepcji, emocji”15. Ważność twórczości artystycznej osób niepełnosprawnych J. Kirenko uzasadnia następująco: „Jest to szczególnie ważne dla człowieka niepełnosprawnego, który często tkwi w samotności, jest odcięty od przeżyć estetycznych. Twórczość daje mu szansę rozwoju, wzbogacenia życia duchowego, przywrócenia równowagi psychicznej przez wyładowanie nadmiaru energii. Może także łagodzić frustrację i bariery komunikacyjne. Sztuka jest bowiem przekraczaniem niemożności”16. Rozwój poznawczy poprzez aktywność plastyczną wynika z tego, że wykonując kolejne prace, a jednocześnie poznając różne materiały i techniki plastyczne, osoba niewidoma zyskuje możliwość doskonalenia percepcji dotykowej i wyobraźni przestrzennej. Prace użyteczne w ramach ergoterapii, a także aktywność artystyczna, przyczyniają się do wzrostu wiedzy ogólnej osób z niepełnosprawnością wzroku.

Z uczestnikami WTZ został przeprowadzony wywiad17, zawierający 9 pytań, na które uczestnicy odpowiadali samodzielnie lub przy pomocy opiekunów. Wywiad miał określić stopień akceptacji zajęć terapeutycznych przez ich uczestników. W badaniu brało udział 37 osób, w tym 18 niewidomych kobiet z DPS i 19 uczestników z powiatu krasnostawskiego.

Z udzielonych odpowiedzi wynika, że uczestnicy WTZ akceptują formy terapii realizowane w ramach warsztatów, a ponadto są osobami wrażliwymi na różne formy przekazu artystycznego, tj. słuchanie muzyki, czytanie książek i słuchanie książki mówionej. W ramach czynnych form aktywizacji uczestnicy śpiewają, wykonują prace ręczne użytkowe i artystyczne, czytają książki. Wynika z tego, że w aktywizacji przez warsztaty, znaczące miejsce zajmuje uprawianie sztuki18. W książce M. Żółtowskiego poświęconej Henrykowi Ruszczycowi, wybitnemu organizatorowi, instruktorowi i terapeucie warsztatów w Laskach, i nie tylko, autor pisze: „Henryk wyraźnie zaznaczył, że dopiero połączenie pracy umysłowej z fizyczną przynosi dobre wyniki.

Im większa aktywność umysłu, tym praca staje się ciekawsza, bardziej ludzka. Ze wszystkich form działalności na pierwszym miejscu stawiał pracę artystyczną jako zawierającą szczególnie duże wartości”19.

Kardynał Stefan Wyszyński pisał: „Praca jest jednym ze środków naszego postępu duchowego. Ma ona być tak wykonywana, by w jej wyniku człowiek stawał się lepszy nie tylko w znaczeniu sprawności fizycznych, ale i moralnych”20.

Warsztaty Terapii Zajęciowej przy DPS w Żułowie zapewniają uczestnikom sensowne spędzanie czasu: wykonywanie czegoś pożytecznego, jest to praca przynosząca korzyści podopiecznym, jak i ich opiekunom. Korzyści te, to na pewno nie dobra materialne, ale przede wszystkim duchowe, wzmacniające i kształtujące osobowość. Erozja sensu podejmowanych działań, to często przyczyna niepowodzenia w aktywizacji podopiecznych w domach pomocy społecznej. „Naczelną zasadą pedagogicznej koncepcji Założycielki jest wychować niewidomego na człowieka użytecznego, który z pogodą potrafi znosić swoje kalectwo”21. W zasadzie tej zawarty jest sens istnienia warsztatów terapii zajęciowej w Żułowie.

IV. Wnioski

Z przeprowadzonego wywiadu wynika, że prace wykonywane w ramach WTZ przygotowują osoby w nich uczestniczące do pełnienia określonych ról społecznych, w społeczności lokalnej. O jakości przygotowania do pełnienia ról społecznych niech świadczy potwierdzony w przeprowadzonym wywiadzie fakt, że kobiety z „Domu Nadziei”, uczestniczki WTZ, poza wykonywanymi pracami na warsztatach, samodzielnie sprzątają własne pokoje, piorą własną odzież, pomagają przy pracach porządkowych i kulinarnych, samodzielnie chodzą na spacery i zakupy, pomagają mniej sprawnym koleżankom. Również uczestnicy WTZ z terenu powiatu krasnostawskiego pomagają rodzicom w ogrodzie i gospodarstwie domowym, wykonują inne czynności potwierdzające ich społeczną użyteczność. Można więc sądzić, że dzięki różnym formom aktywizacji realizowanym w pracowniach warsztatowych ich uczestnicy są przygotowani moralnie i percepcyjnie do udziału w życiu społeczności lokalnej, do samodzielnego pełnienia różnych ról społecznych.

Formy terapii proponowane przez Warsztaty Terapii Zajęciowej przy DPS w Żułowie, są w pełni akceptowane przez uczestników zajęć, zarówno z „Domu Nadziei”, jak i z powiatu krasnostawskiego. Jednak na pytanie: w jakich nowych formach terapii chciałbyś uczestniczyć? wskazano przede wszystkim na wycieczki, zajęcia w basenie i na świeżym powietrzu oraz hipoterapię. Oczywiście są to działania, które w ramach możliwości WTZ, mogą być zintensyfikowane, bądź realizowane jako nowe formy.

Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden pozytywny aspekt uczestnictwa osób z niepełnosprawnościami w zajęciach WTZ. Aspekt, który nie dotyczy uczestników zajęć terapeutycznych, a dotyczy ich opiekunów. W czasie przebywania ich podopiecznych na zajęciach WTZ mogą oni załatwiać własne sprawy, a także odpocząć.

Wyniki wywiadu wskazują na duże wzajemne zaufanie podopiecznych i terapeutów. Przyjaźń, zrozumienie i pomoc, to cechy łączące podopiecznych WTZ i zatrudnionych tam pracowników22. Niech odzwierciedleniem atmosfery panującej na warsztatach będzie maksyma:

Tu, dłoń prowadzi dłoń, a serce, serce otwiera. Tu, blask światła Błogosławionej Matki, ciemności rozjaśnia i drogę wyznacza.

Myśl Błogosławionej Matki Elżbiety Róży Czackej, dotycząca miejsca pracy w życiu niewidomych i innych osób z niepełnosprawnościami, w terapii warsztatowej znajduje swoje urzeczywistnienie. Niniejszy tekst na pewno nie porusza wszystkich zagadnień dotyczących funkcjonowania Warsztatów Terapii Zajęciowej w Żułowie, jednak może stać się przyczynkiem do dyskusji nad miejscem osób z niepełnosprawnością wzroku, w szerszej lub węższej społecznej rzeczywistości.

LITERATURA

  1. Gościmska Alicja, Kamiński Ryszard: Laski w czasie okupacji, Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej. Warszawa 1987 r.
  2. Jabłońska Deptuła Ewa, Matka Elżbieta Czacka i Dzieło Lasek, Oficyna Wydawnicza „El‑Press”, Lublin 2002.
  3. Kirenko Janusz, Wyrzykowska Dorota, Samoocena a poczucie sensu życia osób niepełnosprawnych zajmujących się twórczością, „Szkoła Specjalna” 1999, nr 4, s. 204–213.[w:] Szubielska Magdalena, Nestorowicz Ewa, Twórczość plastyczna jako forma wspierania rozwoju osób niewidomych i głuchoniewidomych, Uniwersytet Łódzki, 2013.
  4. Kirenko Janusz, Nie jesteś sam. Wsparcie społeczne osób z niepełnosprawnością, ROPSiZUM, Lublin 2002..[w:] Szubielska Magdalena, Nestorowicz Ewa, Twórczość plastyczna jako forma wspierania rozwoju osób niewidomych i głuchoniewidomych, Uniwersytet Łódzki, 2013.
  5. Mazowiecki Tadeusz, Ludzie Lasek Biblioteka Więzi, Warszawa 2000 r.
  6. Misztal Wojciech, Godność jako podstawa relacji międzyludzkich w pracy socjalnej. „Praca Socjalna” Nr 2/2000.
  7. Stabińska Jadwiga OSB AP, Matka Elżbieta Róża Czacka, Drukarnia Wydawnicza im. W. L. Anczyca w Krakowie, Kraków 1986.
  8. Sztumski Janusz: Wstęp do metod i badań społecznych, Wyd. „Śląsk”, Katowice 1995.
  9. Wyszyński Stefan, Myśli o wartości pracy. Duch pracy ludzkiej. Wyd. Księgarnia Błogosławiona Wojciecha, Poznań 1957.
  10. Tyszka Zbigniew, Socjologia rodziny. PWN, Warszawa 1974.
  11. Żółtowski Michał, Henryk Ruszczyc i jego praca dla niewidomych, Laski 1994.
  12. Żółtowski Michał, Blask prawdziwego światła. Matka Elżbieta Róża Czacka i Jej Dzieło, ER – ART., Lublin 1999.

Artykuł ilustruje fotografia: „Dom Nadziei” w Żułowie


1 Okoliczności powstanie Zgromadzenia, wśród wielu publikacji, przedstawia w książce “Matka Elżbieta Róża Czacka” Jadwiga Stabińska OSB AP. Laski 1989r. “Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża założyła Matka – Elżbieta – Róża Czacka w 1918 r Powstanie Zgromadzenia związane jest z powołaniem przez Matkę Elżbietę, przy współudziale osób świeckich – Dzieła zwanego na cześć trójcy Błogosławionej TRIUNO – DZIEŁO LASEK. Siostry służą niewidomym, a także widzącym, zwłaszcza tym, którzy Boga nie znają, szukają Go, lub od Niego odeszli na skutek niewiary lub grzechu”.. Powrót do treści

2 Zob. E. Jabłońska Deptuła, Matka Elżbieta Czacka i Dzieło Lasek, Oficyna Wydawnicza „El-Press”, Lublin 2002 r., s. 253. Powrót do treści

3 Folwark w Żułowie, zapisem testamentowym Jadwigi Poletyłów na rzecz Dzieła Błogosławionej Matki Elżbiety Róży Czackiej, od 1934 r. stał się własnością Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach Powrót do treści

4 M. Żółtowski.; Blask Prawdziwego Światła. Matka Elżbieta Róża Czacka i Jej Dzieło, ER – ART.; Lublin 1999, s. 229. Powrót do treści

5 J. Stabińska OSB AP, Matka Elżbieta Róża Czacka, Drukarnia Wydawnicza im. W. L. Anczyca w Krakowie, Kraków 1986, s. 195. Powrót do treści

6 Za: J. Stabińska OSB AP, Matka Elżbieta Róża Czacka, Dyrektorium, C.XI.VII, Laski 22.VIII.1929, s. 334 Powrót do treści

7 Za: J. Stabińska OSB AP, Matka Elżbieta Róża Czacka Dyrektorium, C.L.III, Laski!5.IX.1928, s. 334 Powrót do treści

8 Zob. E. Jabłońska Deptuła, Matka Elżbieta Czacka i Dzieło Lasek, Oficyna Wydawnicza „El-Press”, Lublin 2002, s. 93–221. Powrót do treści

9 Matka Elżbieta Róża Czacka. Triuno. 1936, w: T. Mazowiecki; Ludzie Lasek. Biblioteka Więzi, Warszawa 2000, s. 527. Powrót do treści

10 Podstawą ergoterapii jest wykorzystanie różnego rodzaju prac, w szczególności manualnych, uwzględniających rodzaj niepełnosprawności, w celu aktywizacji społecznej, w tym zawodowej osób z niepełnosprawnościami. Powrót do treści

11 Za: J. Stabińska OSB AP, Matka Elżbieta Róża Czacka Dyrektorium A.XVI, Laski 9.I.1928, s.339. Powrót do treści

12 Dz. U z 1998 r Nr 118, poz. 764, z późn. zm. Powrót do treści

13 Art. 10a ust. 1 ustawy z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnieniu osób niepełnosprawnych ( DZ. U. Nr 123 poz, 776, z późn.zm.). Powrót do treści

14 W. Misztal, Godność jako podstawa relacji międzyludzkich w pracy socjalnej. „Praca Socjalna” Nr 2/2000, s 19. Powrót do treści

15 J. Kirenko, D. Wyrzykowska, Samoocena a poczucie sensu życia osób niepełnosprawnych zajmujących się twórczością, „Szkoła Specjalna” 1999, nr 4, s. 204–213. [w:] M. Szubielska, E. Nestorowicz, Twórczość plastyczna jako forma wspierania rozwoju osób niewidomych i głuchoniewidomych, Uniwersytet Łódzki, 2013 r. Powrót do treści

16 J. Kirenko, Nie jesteś sam. Wsparcie społeczne osób z niepełnosprawnością, ROPSiZ UM, Lublin 2002. [w:] M. Szubielska, E. Nestorowicz, Twórczość…, dz. cyt. s.101. Powrót do treści

17 Zob. J. Sztumski, Wstęp do metod i badań społecznych, Wyd. „Śląsk”, Katowice 1995, s. 121. Powrót do treści

18 W tym względzie, Warsztaty Terapii Zajęciowej przy „Domu Nadziei” w Żułowie realizują przesłanie Henryka Ruszczyca, wybitnego znawcy i prekursora form rehabilitacji osób niewidomych, który uważał, że: „Najważniejszą rzeczą jest wzgląd na rehabilitację niewidomego. Praca artystyczna zapewnia mu wyższą rangę w społeczeństwie, ułatwia mu harmonijne bardziej partnerskie współżycie z widzącymi, leczy jego egocentryzm i kompleksy psychiczne. Uprawianie sztuki przez inwalidów wzroku ukazuje widzącym pełnię ich możliwości i chroni przed popełnieniem nietaktów, tak boleśnie odczuwanych przez drugą stronę.” M. Żółtowski;. Henryk Ruszczyc i jego praca dla niewidomych. Laski 1994, s.150. Powrót do treści

19 M. Żółtowski, Henryk Ruszczyc i jego praca dla niewidomych, Laski 1994, s.149. Powrót do treści

20 S. Wyszyński, Myśli o wartości pracy. Duch pracy ludzkiej. Wyd. Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1957. s 12. Powrót do treści

21 A. Gościmska, R. Kamiński.; Laski w czasie okupacji, Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej. Warszawa 1987, s.14. Powrót do treści

22 Zespół terapeutyczny WTZ, od początku ich funkcjonowania prowadzi Pani Anna Łukowiec, doskonały organizator i kierownik jednostki. Powrót do treści

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

DNI WDZIĘCZNOŚCI ZA BEATYFIKACJĘ MATKI CZACKIEJ

s. Ida Burzyk FSK z Zespołem

Dni Dziękczynienia w Gdańsku‑Sobieszewie

19 września. Mszy św. dziękczynnej w Bazylice Mariackiej w Gdańsku przewodniczył abp Tadeusz Wojda, który powiedział: „Sobieszewo jest żywym i pięknym świadectwem ducha Bożego Miłosierdzia i Matki Czackiej również w naszych stronach”.

Kościół gdański był licznie reprezentowany przez duchowieństwo diecezjalne i zakonne. Siostry: Ida i Fides wzięły czynny udział w liturgii słowa oraz w procesji z darami. Po Mszy św. została odsłonięta tablica upamiętniająca pobyt Prymasa Tysiąclecia w Gdańsku z okazji obchodów Millenium Chrztu Polski.

W dniu 26 września 2021 roku słowa piosenki wprowadziły nas w radosny i dziękczynny charakter spotkania na Wyspie Sobieszewskiej w Domu św. Ojca Pio.

Matko Czacka, Nasza Matko- przewodniczko w ciemności
Ty umacniaj swoje dzieci, byśmy wzrastali w miłości
Nasza Matko Niewidomych, dziś dzieci proszą Ciebie
O opiekę w Sobieszewie i pośrednictwo Twe w Niebie…
/"Byśmy wzrastali w miłości", tekst i muz. p. Elżbieta Górna-Przedmojska/

Za dar beatyfikacji bł. Matki Elżbiety dziękowali najmłodsi – Przedszkolaki wraz ze swoimi bliskimi, kadrą pedagogiczną, dobroczyńcami oraz pracownikami Ośrodka Rehabilitacyjno-Wypoczynkowego. Wszystkich zgromadzonych gości powitała dyrektorka przedszkola s. Ida, która nawiązała do słów ks. Aleksandra Fedorowicza o bł. Matce Elżbiecie – „Ona jedna widząca, a my wszyscy niewidomi”. Następnie mali artyści wyśpiewali i wyrecytowali z ogromnym zaangażowaniem i wielką radością swoje krótsze i dłuższe teksty, budząc uznanie zgromadzonej widowni.

Mszy św. dziękczynnej przewodniczył ks. Maciej Kucharzyk – proboszcz z parafii MB Saletyńskiej, a homilię wygłosił o. Eugeniusz Pokrywka, dzieląc się ze zgromadzonymi własnym świadectwem, czym są Laski i co mu dały jako wychowankowi.

Świętowanie kontynuowane było w poszczególnych pracowniach i gabinetach oraz w kawiarence Domu św. Ojca Pio. Jeszcze raz Bogu i wszystkim Ludziom Dobrej Woli DZIĘKUJEMY!

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

Maria i Robert Kowalscy

Świętowanie w Niepołomicach

Matka Czacka towarzyszy nam od dawna. Niemal od 20 lat mamy szczęście mieszkać przy ulicy nazwanej jej imieniem – chyba jedynej na świecie. W tym momencie przy naszej ulicy stoi wiele domów, my byliśmy jednymi z pierwszych mieszkańców.

Z wielką zatem radością przyjęliśmy nowinę o zaliczeniu naszej Patronki w poczet błogosławionych. Tydzień po uroczystościach beatyfikacyjnych w Warszawie, w Domu dla Niewidomych Mężczyzn w Niepołomicach, z inicjatywy księdza Jacka Ponikowskiego – założyciela i gospodarza Domu – oraz księdza proboszcza naszej Parafii – Edwarda Bąbola, odbyło się Spotkanie Sąsiedzkie, na które zostali zaproszeni mieszkańcy naszej Ulicy.

Rozpoczęło się Mszą Świętą. Podczas homilii ksiądz Jacek przybliżył nam sylwetkę Błogosławionej, pokazując jej szczególne rysy charakteru. Po Mszy spotkaliśmy się wszyscy, aby poznać się, porozmawiać i wspólnie świętować przy smakołykach przygotowanych specjalnie na tę okazję przez naszego wikarego księdza Marka.

Prawdziwymi gospodarzami spotkania byli Mieszkańcy Domu dla Niewidomych. To oni przygotowali – jak zawsze piękną – oprawę liturgiczną, a później towarzyszyli nam wspólnym radosnym śpiewem. Nie było solistów, każdy był zaangażowany, a radość wspólnego śpiewania obecna była w każdym (bardzo głośnym :-) dźwięku głosów i instrumentów.

Wśród przybyłych gości obecni byli starzy i nowi mieszkańcy naszej ulicy – w ostatnich kilku latach liczba osób tu mieszkających gwałtownie wzrosła i dla części była to pierwsza okazja do spotkania. Swoją obecnością zaszczycił nas były Burmistrz Niepołomic pan Stanisław Kracik z Małżonką; to w czasach jego urzędowania powstał Dom dla Niewidomych Mężczyzn w Niepołomicach. Był także obecny aktualny zastępca Burmistrza – Michał Hebda z Rodziną. Spotkanie upłynęło w ciepłej, życzliwej atmosferze i aż szkoda było je kończyć… być może będzie wstępem do kolejnych podobnych spotkań, np. we wspomnienie liturgiczne Matki Róży Czackiej.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

s. Irmina Landowska FSK

Dziękczynienie w Rabce

Ośrodek im. św. Tereski w Rabce - Zdroju 1 października obchodził swoje Święto Patronalne połączone z dziękczynieniem za dar beatyfikacji Matki Elżbiety Róży Czackiej. Obchody rozpoczęły się Mszą świętą sprawowaną przez proboszcza parafii św. Teresy - ks. Dariusza Paculę. Za wstawiennictwem naszych Patronek: św. Tereski i Błogosławionej Niewidomej Matki Niewidomych wspólnota Ośrodka prosiła dla wszystkich o potrzebne łaski. Po Mszy świętej w inscenizacji słowno - muzycznej o Matce Elżbiecie młodzież, wychowawcy i siostry przybliżyli postać Błogosławionej, dziękując za Jej święte życie, prosząc o opiekę:

Teraz Matkę mamy w Niebie, więc pomoże nam w potrzebie. Wiemy, że o nas pamięta, bo Matka Czacka jest Święta.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

BEATYFIKACJA KSIĘDZA JANA MACHY

Józef Placha

Kolejne ogniwo w łańcuchu świętości

Ksiądz Jan Macha – śląski kapłan wyniesiony na ołtarze 20 listopada bieżącego roku w archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach, stał się patronem i orędownikiem dla tamtego środowiska. Nie oznacza to jednak, że i my w Laskach nie możemy włączyć się w ten przepiękny łańcuch świętości, rozpoczęty ponad dwa miesiące temu w Warszawie. Wręcz przeciwnie; bowiem „listopadowy” nowo Błogosławiony dołączył do naszych „wrześniowych” Błogosławionych: księdza prymasa Stefana Wyszyńskiego i matki Elżbiety Róży Czackiej.

Uroczystościom beatyfikacyjnym księdza Jana Machy przewodniczył kardynał Marcello Semeraro (na zdjęciu powyżej), prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych przy Stolicy Apostolskiej w Rzymie. W koncelebrze Mszy świętej uczestniczyli również: gospodarz Metropolii Katowickiej – abp Wiktor Skworc (na zdjęciu obok), przewodniczący Komisji Episkopatu Polski – abp Stanisław Gądecki, nuncjusz apostolski w Polsce: Salvatore Pennacchio, oraz kardynał Stanisław Dziwisz – senior Metropolii Krakowskiej. W modlitwę liturgiczną włączyło się kilkudziesięciu biskupów z całego kraju; między innymi prymas Polski abp Wojciech Polak i abp Marek Jędraszewski – metropolita krakowski oraz abp senior Damian Zimoń; także wielu kapłanów, reprezentanci rządu RP i administracji samorządowej, oraz wierni – w tym przedstawiciele rodziny błogosławionego księdza Jana Machy: siostrzeniec p. Kazimierz Trojan i dwie siostrzenice p. Małgorzata Kozak i p. Janina Fudała.

Artykuł ilustruje forografie: Relikwi błogosławionego księdza Jana Machy

Homilię wygłosił kardynał Marcello Semeraro, który – po zaprezentowaniu drogi życiowej Błogosławionego i jego męczeńskiej śmierci – zwrócił uwagę na wielką szansę dla nas wszystkich, a szczególnie dla młodzieży, w związku z Jego orędownictwem u Boga. Kardynał między innymi powiedział: „Kult nowego Błogosławionego wyraża się na tej śląskiej ziemi nie tylko poprzez pomniki i kamienne tablice, ale poprzez konkretne dzieła miłosiernej miłości, zwłaszcza w zdegradowanych osiedlach poprzemysłowych, przez wyjście naprzeciw tym, których godność ludzka jest dzisiaj raniona. Przyjmijcie zaproszenie tego kapłana, wyniesionego dzisiaj do chwały ołtarzy, do otwarcia nowych przestrzeni spotkania z młodymi i zaangażowania ich w służbę Ewangelii w różnych stanach życia chrześcijańskiego”.

A nawiązując do obecnej sytuacji epidemicznej, powiedział: „Czas wciąż trwającej pandemii sprawił, że trzeba było poczekać na ten dzień ceremonii, która nas gromadzi. W ostatnich miesiącach zrozumieliśmy, jak niespójne jest życie i jak niestabilna jest codzienność. Ale przede wszystkim zdaliśmy sobie sprawę, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem”.

Uroczyście zostały wniesione relikwie ks. Jana Machy: różaniec wykonany ze sznurka i supełków imitujących paciorki; krzyżyk jest z dwóch małych kawałków drewna. Drugą relikwią jest zakrwawiona chusteczka. A trzecią – ostatni list do rodziny napisany po niemiecku na kilka godzin przed śmiercią.

Na zakończenie uroczystości arcybiskup Wiktor Skworc podziękował przede wszystkim papieżowi Franciszkowi oraz wszystkim osobom zaangażowanym w przygotowanie zarówno procesu beatyfikacyjnego jak i samej uroczystości.

W 4. numerze LASEK z 2020 roku w rubryce Z KSIĘGARSKIEJ PÓŁKI próbowałem przybliżyć sylwetkę księdza Jana Machy w oparciu o recenzję książki Agnieszki Huf pt. „Zawsze myśl o niebie”. Myślę, że Czytelnicy mi wybaczą, że raz jeszcze przypomnimy postać śląskiego kapłana w kontekście niedawnej beatyfikacji; tym razem, niejako z pierwszej ręki, bo autorki wspomnianej już książki – Agnieszki Huf.

Jest jeszcze jeden motyw, dla którego ksiądz Jan Macha jest dla mnie osobiście szczególnie bliski. To fakt, że pochodzi z mojej śląskiej parafii p.w. św. Marii Magdaleny w Chorzowie Starym, gdzie się urodził, chodził do szkoły, zdał maturę, uprawiał różne dyscypliny sportu i uczył się gry na skrzypcach i na fortepianie. Tam również i ja, jako dziecko, służyłem do Mszy świętej, chodziłem do szkoły, grałem w piłkę i uczyłem się muzyki.

Po maturze ksiądz Jan wybrał się do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie, gdzie studiował teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i przygotowywał się do kapłaństwa. Ja również podjąłem studia teologiczne w tym samym miejscu, przy Alejach Adama Mickiewicza 3, które – za zgodą przełożonych i z własnego wyboru – ukończyłem bez przyjmowania święceń wyższych. Było to dla mnie niezwykle cenne doświadczenie i szkoła pogłębionej wiary. Wykształcenie to kontynuowałem w Warszawie w Akademii Teologii Katolickiej, uzupełniając je o profil pedagogiczny na Podyplomowym Studium na Uniwersytecie Warszawskim – z nachyleniem na problematykę osób niewidomych. Jednocześnie podjąłem pracę w znanym mi już wcześniej Ośrodku dla Niewidomych w Laskach – jako wychowawca. Starałem się realizować równolegle moje obowiązki, pracując z osobami niewidomymi, i łączyć je z prowadzeniem zajęć ze studentami w warszawskiej Akademii; uczelnia ta w późniejszym czasie została przemianowana na Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Chciałbym jeszcze dodać, że razem z żoną Małgorzatą w przyszłym roku będziemy już obchodzić pięćdziesięciolecie naszego małżeństwa, którego owocem są trzej synowie i dziewięcioro wnucząt.

Tak więc, mimo odmiennych powołań oraz różnych okresów życia – mojego i księdza Jana – nasze ścieżki jednak krzyżowały się na niektórych odcinkach naszego zaangażowania, zarówno w obszarze Górnego Śląska, jak i w Krakowie.

Czas życia księdza Jana to okres między pierwszą a drugą wojną światową, która niestety okazała się być końcem dla jego ziemskiej egzystencji; zginął w wieku 28 lat z rąk nazistowskich oprawców, zgilotynowany w katowickim więzieniu.

Z kolei moje życie, to już okres powojenny, o którym można mówić, że realizuje się w warunkach względnie pokojowego współistnienia. Być może jest to wartość dodana w postaci dobra wysłużonego przez tych, którzy wcześniej oddali swoje życie, aby inni mogli godniej i lepiej żyć? Z całą pewnością do nich można zaliczyć również błogosławionego księdza Jana Machę. Na kilka godzin przed wykonaniem kary śmierci napisał do swojej rodziny: „Za 4 godziny wyrok będzie wykonany. Kiedy więc ten list będziecie czytać, mnie nie będzie już między żyjącymi! Zostańcie z Bogiem! Przebaczcie mi wszystko! (…) Żyłem krótko, lecz uważam, że cel swój osiągnąłem. Nie rozpaczajcie! Wszystko będzie dobrze. Bez jednego drzewa las lasem zostanie”.

Myślę, że nie tylko „las lasem został”, ale ów las jeszcze bardziej stał się ubogacony o jego ofiarę z życia, która wciąż procentuje i będzie nadal przynosić zaskakujące owoce.

Może to dziwne, ale w swojej wyobraźni zapraszam czasem Hanika – jak popularnie nazywano księdza Jana – do okresu mojego dzieciństwa. Moglibyśmy więc spotkać się w Chorzowie Starym – na przykład na terenie podwórkowego boiska, pograć razem w piłkę niedaleko wykonanych z litej cegły „familoków” przy ulicy Krakowskiej, lub zagrać chociaż jednego seta w ping ponga na zapleczu parafialnego kościoła; może też moglibyśmy pomuzykować razem? Może spotkać się na „hołdzie” pobliskiej kopalni „Prezydent” i odnaleźć w stercie kamieni cenne kawałki czarnego złota – jak mówiło się kiedyś o wydobywanym węglu z głębin śląskiej ziemi. Może moglibyśmy pospacerować razem w kierunku – jak to bywało za jego i moich czasów – wyniosłych kominów i rozpalonych pieców huty „Kościuszko”, zatykając jednocześnie nosy przed przykrym zapachem, dochodzącym z zakładów chemicznych „Azotów”? Dzisiaj zresztą niektóre z tych zakładów przemysłowych już są nieczynne. A może umówilibyśmy się na „krajcoku”, czyli skrzyżowaniu ulic Bożogrobców z Siemianowicką i poszli na ściernisko dopiero co ściętych łanów zbóż, i rozpalili ognisko, puszczając w niebo różnokolorowe „drachy” własnej produkcji? Wreszcie usłyszawszy delikatny dźwięk sygnaturki z pobliskiej kapliczki Podwyższenia Krzyża przy Placu Piastowskim, odmówilibyśmy modlitwę na Anioł Pański? Vis-à-vis tej małej kapliczki, na dawnej ulicy Lwowskiej (dzisiaj jest to ulica Tadeusza Kościuszki) mieszkała za moich czasów rodzina państwa Trojanów: siostra księdza Jana z mężem i jego dwiema siostrzenicami: Małgosią i Janką oraz Kazikiem. Obecnie wszyscy mają już swoje własne rodziny i oddzielne mieszkania. Jankę i Kazika pamiętam z czasów szkolnych ze Starego Chorzowa; uczęszczali o dwie lub trzy klasy niżej ode mnie.

W każdym razie, zapoznając się bliżej z drogą życiową błogosławionego już księdza Jana Machy, chciałbym, aby i dla naszych Czytelników stał się on kimś bardzo bliskim, dołączając do równie bliskich nam: błogosławionego księdza prymasa Stefana Wyszyńskiego i błogosławionej matki Elżbiety Róży Czackiej.

Każda z tych postaci to niepowtarzalny model świętości o niewątpliwie wspólnym mianowniku: odważnego oraz całkowitego i bez reszty oddania się na służbę Bogu i człowiekowi.

***

Nawiązując jeszcze do uroczystości beatyfikacyjnych wszystkich trzech osób wyniesionych w tych ostatnich miesiącach na ołtarze, warto przywołać jeszcze słowa abpa Wiktora Skworca, wypowiedziane na zakończenie spotkania w dniu 20 listopada, a które mogą stanowić także ważne przesłanie dla naszego zmagania się z codziennością w Laskach. A mianowicie: „Jan Paweł Wielki powiedział: «Święci nie przemijają. Święci żyją świętymi i pragną świętości». Pragną także naszej świętości, świętości każdego z nas”.

Można więc powiedzieć, że tak jak dobro rodzi dobro, tak każda świętość ze swej natury pomnaża świętość wokół nas i w nas.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

Agnieszka Huf

Cel swój osiągnąłem*

To musi być święty albo idiota – miał powiedzieć więzienny strażnik, widząc młodego kapłana, który skatowany modlił się, aby móc stanąć u bram nieba razem ze swoim prześladowcą. Kościół nie ma wątpliwości, dlatego ogłasza go błogosławionym.

Droga do świętości Jana, zwanego przez bliskich Hanikiem, rozpoczyna się 20 stycznia 1914 roku w Chorzowie Starym. Tego dnia zostaje przyniesiony do parafialnego kościoła św. Marii Magdaleny i przyjmuje sakrament chrztu świętego. W tym samym kościele rok wcześniej miłość i wierność ślubowali sobie jego rodzice – Paweł i Anna z domu Cofałka. Po Haniku na świat przychodzi jeszcze pięcioro dzieci, dwoje umiera we wczesnym dzieciństwie. Anna i Paweł wychowują więc Hanika, Pietrka, Rózię i Marię zwaną Micią.

Śląski karlus

Przyglądając się Hanikowej liście aktywności z lat szkolnych, można nabrać podejrzeń, że jego doba jakimś cudownym sposobem trwa dłużej niż 24 godziny. Bo jak inaczej pomieścić naukę gry na fortepianie i skrzypcach, szkolne koła: literackie, historyczne i sportowe, działanie w Stowarzyszeniu Młodzieży Polskiej, gdzie prowadzi pogadanki i gra w amatorskim teatrze? Od 15. roku życia trenuje piłkę ręczną. Z sukcesami: z drużyną Azoty Chorzów dwukrotnie startuje w Mistrzostwach Polski, przywożąc z nich medale – brązowy i srebrny. Koledzy pamiętają Hanika jako sympatycznego, uśmiechniętego chłopaka. A biegnąc z jednych zajęć na drugie, potrafi dostrzec potrzebujących. Róża zapamiętała, że czasami przyprowadzał ich do domu i prosił, żeby przygotowała coś do jedzenia.

Janek uczy się w Państwowym Gimnazjum Klasycznym w Królewskiej Hucie. Orłem jednak nie jest – na świadectwach przeważają trójki, a raz nawet musi powtarzać klasę. Na maturze, którą zdaje w 1933 roku, oceny też są przeciętne.

Kleryk

W relacjach rodzinnych nie zachowało się żadne wspomnienie chwili, kiedy Hanik podzielił się z bliskimi marzeniami o kapłaństwie. Anna modliła się, aby któreś z jej dzieci wybrało służbę Bogu, więc zapewne cieszy ją decyzja syna.

Hanik udaje się zatem do Krakowa, gdzie wówczas mieściło się Śląskie Seminarium Duchowne. W ręku, oprócz podania i świadectwa maturalnego, trzyma opinie proboszcza i katechety. Obie bardzo pochlebne, podkreślające jego zaangażowanie, rozmodlenie i dobre, rodzinne korzenie. W królewskim mieście spotyka go jednak potężne rozczarowanie – nie zostaje przyjęty z powodu braku miejsc. Mimo to nie zniechęca się i postanawia przeczekać rok, studiując na Wydziale Prawa i Administracji UJ. Kiedy rok później ponownie staje u seminaryjnych wrót, w podaniu zaznacza, że o kapłaństwie marzył od najwcześniejszej młodości i mimo ubiegłorocznej porażki nie porzucił swoich zamiarów. Tym razem się udaje i w lipcu 1934 roku Hanik zostaje alumnem.

Artykuł ilustruje fotografia: Ks. Jan Macha – pierwszy z lewej – jako kleryk w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Krakowie

Lata formacji seminaryjnej upływają na nauce teologii, modlitwie i angażowaniu się w różne aktywności. Hanik pojawia się wszędzie tam, gdzie może zrobić coś dla drugiego człowieka – czy to w Bratniej Pomocy Studentów Teologii UJ, czy w rozwijającej się Akcji Katolickiej. Jest też blisko kolegów, z którymi uczy się, gra w piłkę i muzykuje.

Nadchodzi rok 1939. Hanik broni pracę magisterską, którą jest monografia jego rodzinnej parafii. Na dyplomie magisterskim u niegdyś przeciętnego ucznia dominują czwórki i piątki. Wraca na rodzinny Śląsk, aby spełnić swoje największe marzenie – zostać kapłanem.

Kapłan

„Ciężkie chmury zbierają się na niebie naszego życia. Kapłan musi być gotowy na wzór Mistrza życie oddać za owieczki swoje. Stuła w formie krzyża ma przypomnieć, żeś zdecydował się na całkowitą ofiarę w służbie Bogu i bliźnim. »Zbliża się godzina, że każdy, kto was zabije, mniemać będzie, że przysługę wyświadcza Bogu. Smucić się będziecie, ale smutek wasz w radość się zamieni«„ – mówi bp Stanisław Adamski, udzielając 25 czerwca 1939 roku święceń 31 diakonom. Katowicka katedra Świętych Piotra i Pawła wypełniona jest po brzegi. I choć wszyscy cieszą się, że śląski Kościół wzbogacił się o nowych kapłanów, nie da się ukryć narastającego niepokoju – widmo wojny staje się coraz bardziej realne. Nie przeszkadza to jednak w zorganizowaniu wielkiej, radosnej uroczystości prymicyjnej, która odbywa się dwa dni później w rodzinnej parafii neoprezbitera. Róża wspomina, że mimo podniosłego nastroju brat jest tego dnia niespokojny. „Ja naturalną śmiercią nie umrę, ani od kuli, ani od powieszenia, zobaczycie” – mówi kolegom. Chwilę później procesja wyrusza do kościoła, gdzie rozpoczyna się Eucharystia. W jej trakcie ma miejsce niezwykłe zdarzenie – dwie parafianki zauważają, jak biały, cienki welon, spływający z góry kościoła, w trakcie Przeistoczenia owija się wokół szyi prymicjanta…

Po wakacjach ks. Jan Macha rozpoczyna posługę wikariuszowską w parafii św. Józefa w Rudzie. Marzenia o pracy duszpasterskiej brutalnie weryfikuje wybuch wojny. Oczywiście młody kapłan robi to wszystko, do czego został powołany – sprawuje sakramenty, katechizuje, głosi kazania – jednak nad tym wszystkim rozpościera się cień lęku o przyszłość własną i bliskich, a także o losy dopiero co odzyskanej ojczyzny. Hanik dodaje otuchy swoim parafianom, z których wielu pamięta jeszcze wielką wojnę i trzy śląskie powstania. Siłę i nadzieję czerpie z modlitwy – parafianie często widzą go w kościelnej ławce, pogrążonego w modlitwie.

Momentem przełomowym stają się dla niego pierwsze odwiedziny duszpasterskie. Chodząc po kolędzie, widzi ogrom biedy. Wielu mężczyzn zostało wcielonych do Wehrmachtu, wywiezionych na roboty albo uwięzionych już w pierwszych tygodniach wojny – w domach pozostały kobiety z dziećmi, często bez środków do życia. Ksiądz Jan zaczyna pomagać, jak potrafi, organizując żywność, odzież czy opał. Szybko zaczynają się do niego przyłączać inni młodzi zapaleńcy – harcerze, członkowie Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej czy studenci. Tworzą ciągle powiększającą się siatkę, która zostaje włączona do Polskich Sił Zbrojnych. W ten sposób ks. Jan zaczyna walczyć – nie z okupantem, ale z głodem, zimnem i cierpieniem. Jego bronią jest serce wrażliwe na Chrystusa żyjącego w drugim człowieku. Pomaga wszystkim, niezależnie od narodowości – nie dzieli ludzi na Polaków i Niemców.

Męczennik

Jego działalność rzuca się w oczy Niemcom. Dwukrotnie zostaje wezwany na przesłuchanie na gestapo. 5 września 1941 roku na katowickim dworcu kolejowym podchodzi do niego dwóch mężczyzn i prowadzi w nieznanym kierunku. Zaczyna się jego droga krzyżowa, która ma trwać prawie 15 miesięcy… Dopiero po kilku dniach bliscy dowiadują się, że więziony jest w Policyjnym Więzieniu Zastępczym w Mysłowicach – miejscu zwanym przedpieklem Oświęcimia, gdzie strażnicy stosują najwymyślniejsze rodzaje tortur. Po dwóch miesiącach przeniesiony zostaje do mysłowickiego więzienia. W lipcu w Katowicach zapada wyrok – kara śmierci za zdradę stanu.

Podczas pobytu w więzieniu z wyciągniętych z siennika nitek splata różaniec i czyni nieustanne starania, aby w celi móc mieć brewiarz. Współwięźniów spowiada, podnosi na duchu i modli się razem z nimi. Władze kościelne i rodzina podejmują liczne starania o uwolnienie kapłana. Bezskutecznie – wyrok pozostaje w mocy.

„Pamiętam, jak prowadzono ks. Machę (…) i jak podniósł po raz ostatni oczy ku niebu i znikł w drzwiach kaźni śmierci” – tak ks. Joachim Besler, kapelan katowickiego więzienia, zapamiętał zimową noc. Kilka godzin wcześniej wyspowiadał skazańców i odebrał od nich ostatnie listy, dyspozycje i pozdrowienia. „Żyłem krótko, lecz uważam, że cel swój osiągnąłem” – pisze Hanik w ostatnim, poruszającym liście do najbliższych.

Gilotyna opadła krótko po północy 3 grudnia 1942 roku. Ciało ks. Jana zostało spalone w oświęcimskim krematorium. Zgodnie z jego ostatnim życzeniem na chorzowskim cmentarzu ustawiono mu symboliczny nagrobek. „Przechodniu! Ciała mego tu nie ma, ale odmów na tym miejscu Ojcze nasz za spokój mej duszy” – głosi umieszczony na nim napis. Dziś to ks. Jan oręduje z nieba.


* Za: Dodatkiem do „Gościa Niedzielnego” z 14.11.2021 – Beatyfikacja Sługi Bożego ks. Jana Franciszka Machy Powrót do treści

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

BEZ AUREOLI

ks. Zygmunt Podlejski

Z okazji 120. rocznicy urodzin

Witold Pilecki
(1901–1948)

Witold Pilecki – człowiek spod znaku Bóg, Honor i Ojczyzna. Urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu, na terenie Republiki Karelii, wchodzącej w skład Imperium Rosyjskiego. Rodzina rdzennie polska została w ramach represji za udział w powstaniu styczniowym przesiedlona do Karelii. Dziadek, Józef Pilecki, przecierpiał siedem lat na Syberii. Jego syn, a ojciec Witolda, ukończył studia w Instytucie Leśnym w Petersburgu i pracował w Karelii jako leśnik. Ożenił się z Ludwiką Osiecimską i osiadł ostatecznie w Ołońcu, gdzie urodziło się pięcioro małych Pileckich: Marysia, Józek, Witek, Wandzia i Jerzy. Józek zmarł w wieku pięciu lat.

Rodzina była katolicka i nie ukrywała miłości do zniewolonej ojczyzny. Pani Ludwika uczyła dzieci pacierza, pan Julian zdrowego patriotyzmu. W 1910 roku udało się Pileckim zaczepić w Wilnie, gdzie Witold zaczął uczęszczać do szkoły handlowej. W 1914 roku przystąpił do zakazanego przez władze polskiego harcerstwa. Został już w wolnej Polsce drużynowym drużyny Adama Mickiewicza w Wilnie. W 1915 roku był druhem Pierwszej Orłowskiej drużyny, której drużynowym był Józef Skwarnicki, ojciec znanego pisarza Marka Skwarnickiego. Polska odzyskała po wojnie niepodległość. Harcerze z Orła przedostali się do ojczyzny. Witold zdał maturę w Wilnie, w 1921 roku. Raczkujące państwo Polskie musiało stawić czoła zmasowanym atakom komunistów. Młody Pilecki wstąpił do Wojska Polskiego i walczył jako kawalerzysta w obronie Grodna. Potem brał też udział w Bitwie Warszawskiej i wyzwalaniu Wilna. Nie oszczędzał się w walkach, za co został odznaczony Krzyżem Walecznych. W 1921 roku został zdemobilizowany. W 1926 został promowany na podporucznika rezerwy.

Trzeba było pomyśleć o przyszłości. Podjął studia na Wydziale Rolnym Uniwersytetu Poznańskiego. Marzył równocześnie o malarstwie. Zapisał się więc równocześnie jako nadzwyczajny słuchacz na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, ale po krótkim czasie zrezygnował z kariery malarskiej. Przekonał się, że nie można równocześnie dmuchać w dwie trąby. 7 kwietnia 1931 roku poślubił nauczycielkę, Marię Ostrowską. Małżonkowie zamieszkali w majątku Sukurcze, gdzie powołali do życia syna Andrzeja i córkę Zofię. Sukurcze znajdują się dzisiaj na Białorusi, po majątku jednak wszelki ślad zaginął.

W sierpniu 1939 roku zanosiło się na wojnę. Podporucznik Pilecki został zmobilizowany, walczył na czele plutonu w szwadronie kawalerii z niemieckim Wehrmachtem do 17 października, po czym rozwiązał pluton i postanowił dalej walczyć w konspiracji. Przedostał się do Warszawy, gdzie już 9 listopada 1939 roku został współorganizatorem Tajnej Armii Polskiej pod dowództwem majora Jana Włodarkiewicza. Przysięgę żołnierską odbierał ks. Jan Zieja. Na przełomie 1941/42 roku organizacja została wcielona do Związku Walki Zbrojnej, która przekształciła się w lutym 1942 roku w Armię Krajową.

Zbrojne polskie podziemie interesowało się żywo obozem koncentracyjnym Auschwitz, o którym niewiele było na początku 1940 roku wiadomo. Władze, zarówno Tajnej Armii Polskiej, jak i Związku Walki Zbrojnej, postanowiły rozgryźć tajemnicę obozu od środka. Poszukiwały człowieka, który zgodziłby się dobrowolnie, w charakterze więźnia, dostać do obozu, dostarczać koniecznych informacji na temat jego funkcjonowania i zorganizowania w obozie ruchu oporu. Zgłosił się porucznik Witold Pilecki. Przyjął fałszywe nazwisko – Tomasz Serafiński, nauczył się fałszywego życiorysu i tak przygotowany, wszedł 19 września 1940 roku w kocioł łapanki. Został pośpiesznie przesłuchany przez Gestapo i już w nocy z 21 na 22 września znalazł się wraz z tak zwanym drugim warszawskim transportem za drutami obozu Auschwitz. Został numerem 4859. Zorganizował siatkę ruchu oporu pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej, do której zdołał zwerbować między innymi Stanisława Dubois, Xawerego Dunikowskiego i Bronisława Czecha. Celem organizacji było wzajemne podtrzymywanie się na duchu, przekazywanie wiadomości ze świata zewnętrznego, potajemne zdobywanie żywności i odzieży, przekazywanie wiadomości poza obozowe druty, wreszcie przygotowanie oddziałów do ewentualnego opanowania obozu. Organizacja wzorowała się na strukturach wojskowych.

Pilecki sporządził pierwsze sprawozdanie o ludobójstwie w obozie Auschwitz, które wylądowało w Warszawie, w Szwecji i na Zachodzie. Zorganizował kilka ucieczek więźniów, którzy wynieśli z obozu meldunki i materiały; dowody hitlerowskich zbrodni dokonywanych masowo w Auschwitz. Będąc jeszcze w obozie, został za swoją działalność awansowany przez generała Stefana Grota-Roweckiego do stopnia porucznika.

W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku, porucznik Pilecki wraz z dwoma innymi więźniami zdołał uciec z obozu. Dotarli wzdłuż Soły do Wisły. U księdza w Alwernii mogli się posilić, odpocząć. Pilecki dotarł do Warszawy. Został mianowany rotmistrzem czyli kapitanem. W czasie powstania służył w wywiadzie, później dowodził jednym z oddziałów zgrupowania Chrobry II. Po upadku powstania dostał się do niewoli niemieckiej i przebywał w stalagu 344 Lamsdorf, później w oflagu VII A w Murnau. Po wyzwoleniu zameldował się w 2 Korpusie Polskim we Włoszech. Walczył kilka miesięcy z Niemcami, po czym wrócił na rozkaz generała Andersa do kraju, żeby zorganizować siatkę wywiadowczą. Pod koniec 1945 roku udało mu się zmontować dobrze zorganizowaną sieć wywiadowczą, która informowała rząd w Londynie o losach żołnierzy AK i żołnierzach 2 Korpusu, których więziono w obozach NKWD, wywożono na Syberię lub mordowano. Generał Anders polecił mu ucieczkę z Polski, żeby nie podzielił losu uwięzionych towarzyszy broni. Pilecki postanowił jednak pozostać na posterunku.

8 maja 1947 roku przyszli po niego funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Dostał się w ręce jednego z najbardziej zaciekłych śledczych Eugeniusza Chimczaka. Był straszliwie torturowany. Podczas ostatniego widzenia z żoną, zdołał jej szepnąć: „Oświęcim to była igraszka”. Córka Zofia będzie później wspominać:… Na jednym z ostatnich posiedzeń, gdy już było wiadomo, że zginie, Ojciec dał mamie mały metalowy grzebyk i powiedział, żeby koniecznie kupiła książkę Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Chciał, żeby mama codziennie czytała nam fragmenty tej cudownej książeczki. „To ci da siłę” – powiedział do niej. Bardzo sobie cenię tę książeczkę i przez cały czas ją czytam. Jest to także testament dla mnie.

Witold Pilecki kierował się zawsze dewizą: Bóg, Honor i Ojczyzna. Bóg odgrywał w jego życiu rolę fundamentu, na którym opierał swój ludzki, żołnierski honor i miłość do ojczyzny. Jego sędziowie, zasiadający w polskich mundurach na ławie oskarżycielskiej i sędziowskiej, skreślili Pana Boga ze swego życia, o honorze zapomnieli, bo służyli ojczyźnie zniewolonej przez sowieckich mocodawców. Proces przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie rozpoczął się 3 marca 1948 roku. Akt oskarżenia zawierał następujące zarzuty: nielegalne przekroczenie granicy, posługiwanie się fałszywymi dokumentami, brak rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, nielegalne posiadanie broni, szpiegowanie na rzecz generała Andersa, przygotowanie zamachu na urzędników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Oskarżony rotmistrz Witold Pilecki odrzucił stanowczo zarzut przygotowania zamachu na kogokolwiek. Twierdził, że działalność wywiadowcza była jego żołnierskim obowiązkiem, bo ciągle uważał się za oficera II Korpusu. Pozostałe zarzuty zaakceptował.

Oskarżycielem był major Czesław Łapiński, przewodniczącym składu sędziowskiego podpułkownik Jan Hryckowian, obaj byli dawnymi oficerami AK. Sędzią był kapitan Józef Badecki. Oficerowie w polskich mundurach skazali polskiego oficera na karę śmierci. Musieli potem oglądać swoje gęby w lustrze, podczas golenia.

Wyrok wykonano 25 maja 1948 roku w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej, strzałem w tył głowy. Katem był także oficer w polskim mundurze, Piotr Śmietański.

Rotmistrz Pilecki pozostawił żonę, osierocił syna i córkę. W roku 2012 ustalono, że został pochowany na tak zwanej Kwaterze na Łączce, na Powązkach Wojskowych, gdzie potajemnie grzebano ofiary terroru ówczesnego UB. Komunistyczne władze zacierały skrzętnie ślady swojego moskiewskiego patriotyzmu.

Rotmistrz Witold Pilecki był wiernym synem Kościoła, odważnym żołnierzem, gorącym patriotą – bohaterem. Został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Orderem Orła Białego, Krzyżem Oświęcimskim, Warszawskim Krzyżem Powstańczym. 6. września 2013 roku został pośmiertnie awansowany przez Ministra Obrony Narodowej do stopnia pułkownika.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

W STULECIE URODZIN KRZYSZTOFA KAMILA BACZYŃSKIEGO

Józef Placha

Tematyka religijna w twórczości poetyckiej Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

W dniu 28 listopada 2020 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej – z okazji setnej rocznicy urodzin poety – ustanowił rok 2021 Rokiem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

Oprócz niego patronami mijającego już roku zostali również: Stanisław Lem, Tadeusz Różewicz, Cyprian Kamil Norwid oraz kardynał Stefan Wyszyński.

Na naszych łamach wiele miejsca poświęciliśmy Prymasowi Tysiąclecia, obecnie już wyniesionemu na ołtarze błogosławionemu, oraz Cyprianowi Kamilowi Norwidowi – z okazji jego dwusetnej rocznicy urodzin.

Tym razem zatrzymajmy się nad życiem i twórczością Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Zaliczany jest on dzisiaj do grona jednego z najwybitniejszych przedstawicieli poetów określanych terminem „Kolumbowie”.

***

Krzysztof Kamil urodził się 22 stycznia 1921 roku w Warszawie w rodzinie inteligenckiej. Jego ojciec, Stanisław Baczyński, był działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej i żołnierzem Legionów. Znany i ceniony krytyk literacki o zdecydowanie lewicującym kierunku działań, daleki był od przyznawania się do wartości religijnych. Matka, Stefania z domu Zieleńczyk (siostra filozofa Adama Zieleńczyka), była nauczycielką, autorką podręczników szkolnych. Mocno zakorzeniona w duchu katolickiej wiary (mimo chwilowych zawirowań moralnych) pochodziła z rodziny żydowskiej. Dla dorastającego Krzysztofa była niewątpliwie inspirującym przykładem życia szczerze oddanego Bogu. Ojciec z kolei zaszczepił w nim ducha autentycznego patriotyzmu, ale też krytycyzmu. Te dwa wektory oddziaływań w jakiś sposób wpłynęły na kształt zainteresowań i twórczość literacką Krzysztofa.

Od wczesnego dzieciństwa Krzysztof był chłopcem chorowitym, cierpiał na dolegliwości sercowe i astmę. Od 1931 roku uczęszczał do Państwowego Gimnazjum im. Stefana Batorego, jednej z najwyżej stojących w okresie międzywojennym szkół warszawskich. W tej samej szkole w 1937 roku rozpoczął naukę w nowo utworzonym dwuletnim Liceum Ogólnokształcącym, w klasie o profilu humanistycznym. W maju 1939 roku otrzymał świadectwo dojrzałości.

Już jako uczeń gimnazjum Baczyński interesował się literaturą – zwłaszcza współczesną. Miał ułatwiony dostęp do najnowszych dzieł z tej dziedziny, bowiem często korzystał z bogatego księgozbioru swojego ojca. Znał poza tym język francuski, co również sprzyjało rozszerzaniu jego myślowych horyzontów. Niemniej, w szkole zadowalał się bardzo przeciętnymi, by nie powiedzieć raczej słabymi, ocenami. Wstąpił do Warszawskiej Drużyny Harcerskiej „Pomarańczarnia”. Działał w Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej „Spartakus”, był także współredaktorem pisma „Strzały”, gdzie zadebiutował jako poeta. Swoje utwory publikował pod pseudonimem „Emil” lub „Jan Bugaj”.

Po maturze zamierzał podjąć studia w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Niestety wybuch wojny przeszkodził mu w realizacji tych zamiarów.

3 czerwca 1942 roku w kościele św. Trójcy na Solcu wziął ślub z Barbarą Drapczyńską. Swojej żonie poświęcił wiele utworów, określanych jako erotyki. W tym też roku podjął studia polonistyczne na tajnym Uniwersytecie Warszawskim, które w 1943 roku przerwał, poświęcając się całkowicie poezji oraz działalności konspiracyjnej. Nie zerwał jednak kontaktów z literaturą. Między innymi powstał wówczas znany utwór, zaczynający się od słów: „Niebo złote ci otworzę”, który został wylansowany w latach 60. ubiegłego stulecia przez znaną i cenioną piosenkarkę Ewę Demarczyk.

Dramatyzm tego utworu wyraża szczególnie ostatnia strofa:

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi,
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył

Baczyński nawiązał żywy kontakt ze środowiskiem ówczesnych pisarzy. Między innymi zaprzyjaźnił się z Jerzym Andrzejewskim oraz Jarosławem Iwaszkiewiczem, a także ze znanym już wówczas językoznawcą i krytykiem literackim – Kazimierzem Wyką.

Działając intensywnie w konspiracji, został sekcyjnym w II plutonie „Alek” 2 kompanii „Rudy” batalionu „Zośka” AK. Po ukończeniu turnusu Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty „Agricola”, 25 maja 1944 roku otrzymał stopień starszego strzelca podchorążego rezerwy piechoty. Kierował też działem poezji miesięcznika społeczno-literackiego „Droga”, wydawanego od grudnia 1943 do kwietnia 1944 roku. Następnie przeszedł do harcerskiego batalionu „Parasol”, gdzie funkcjonował pod pseudonimem „Krzyś”.

Kluczowym momentem w jego życiu był wybuch Powstania Warszawskiego. Krzysztof od pierwszego dnia włączył się czynnie w walkę zbrojną. Niestety poległ na posterunku w Pałacu Blanka przy placu Teatralnym – niedaleko Teatru Wielkiego – już w czwartym dniu trwania walk. Pochowany został na podwórzu pałacu. Po wojnie jego ciało przeniesiono na Cmentarz Wojskowy na Powązkach do kwatery batalionu „Zośka”.

1 września 1944 roku umarła, ciężko ranna po wybuchu bomby, jego żona – Barbara.

To tyle w encyklopedycznym skrócie.

***

Twórczość literacka Baczyńskiego to ponad 500 mniej lub bardziej rozbudowanych utworów poetyckich oraz pewna liczba tekstów napisanych prozą. Całość dorobku została wydana już po wojnie w roku 1961 przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie pod tytułem „Utwory Zebrane” – w opracowaniu Anieli Kmity-Piorunowej i Kazimierza Wyki.

Chyba można zgodzić się z opinią Jerzego Zawieyskiego, który w swoich notatkach napisał: „Z Baczyńskim przepadła wielka poezja polska, nie na mniejszą skalę niż Słowackiego”. Z kolei Stanisław Pigoń, gdy doszła do niego wiadomość o wstąpieniu Baczyńskiego do oddziału dywersyjnego, powiedział Kazimierzowi Wyce: „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami”.

Często twórczość literacką Krzysztofa Kamila Baczyńskiego utożsamia się z duchem katastrofizmu. Wydaje się jednak, że jeżeli już, to jest to katastrofizm innego rodzaju niż ten, który jest kojarzony z nurtem przedwojennej generacji poetów. Kazimierz Wyka – w przypadku Baczyńskiego – nazywa tę odmianę katastrofizmu jako „naukę historii” związaną z realnym obrazem wydarzeń tamtych mrocznych dni okupacji i faszyzmu hitlerowskiego. Stąd z wielu utworów Baczyńskiego emanuje tragizm tego trudnego okresu życia wielu Polaków.

***

W dalszej części rozważań pominę jednak te elementy, które można kojarzyć z katastroficznym nurtem twórczości; są one czasem jednostronnie eksponowane w różnego rodzaju opracowaniach, jako najbardziej reprezentatywne.

Jednocześnie nie chciałbym, aby zatrzymać się na innym uproszczeniu w ocenie jego niezwykłego dorobku literackiego. Mianowicie uważa się czasem, że pierwiastki religijne, które niewątpliwie są w jego twórczości, pojawiły się jedynie ze względu na głęboko wierzącą matkę, której zresztą poświęca większość napisanych w tym duchu wierszy. W związku z tym powstał klucz interpretacyjny, który można nazwać kurtuazyjnym; to znaczy odwoływania się do wartości religijnych tylko i wyłącznie ze względu na więź uczuciową z matką.

Jednak przeglądając pełny zbiór jego utworów zebranych, pojawiają się teksty o tematyce religijnej niezależne od tego uproszczonego klucza interpretacji. Z całą pewnością są one wynikiem autentycznych doświadczeń jego osobistego zmagania się z Bogiem.

Analizując tego rodzaju doświadczenie, trzeba brać pod uwagę fakt, że mamy do czynienia z człowiekiem bardzo młodym, który miał prawo przeżywać różnego rodzaju wewnętrzne rozterki natury egzystencjalnej, zanim doszedł w końcu do ugruntowania głębszego doświadczenia religijnego. Z takim właśnie zmaganiem wewnętrznym mamy niewątpliwie do czynienia w przypadku twórczości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

Z pewnością w kształtowaniu się światopoglądu Baczyńskiego nieobojętne były lata wojenne, gdy był jeszcze studentem tajnego Uniwersytetu Warszawskiego. Uczestniczył wtedy w różnego rodzaju spotkaniach – między innymi z prof. Bogdanem Suchodolskim. Dochodziło wówczas do filozoficznych debat nad problemem zła i cierpienia w świecie i różnych innych kwestii związanych z filozofią egzystencjalną i personalistyczną w wydaniu takich filozofów jak Kierkegaard, Heidegger, Jaspers, Buber, Marcel, Mounier i Maritain. Ta bogata plejada nazwisk gwarantowała pojawienie się pytań na najbardziej podstawowe kwestie dotyczące sensu życia. Nie było tam wprawdzie bezpośredniego nawiązywania do wątków religijnych, ale pewna gimnastyka umysłowa ocierała się, chcąc nie chcąc, o ten zasadniczy obszar ludzkich poszukiwań. Być może ten aspekt wysiłku intelektualnego ukształtował w młodym Krzysztofie postawę bardziej osobistego doświadczenia z Bogiem, dalekiego od nadmiernego formalizmu religijnego i sztywno rozumianych praktyk w tym zakresie. Zbigniew Wasilewski nazywał ten obszar zaangażowania myślowego „personalizmem uspołecznionym”; niezależnie od tego, że w niektórych kręgach była ta odmiana personalizmu postrzegana jako „personalizm socjalistyczny”, czy nawet „humanizm socjalistyczny”, co z dzisiejszego punktu widzenia może budzić raczej pejoratywne skojarzenia.

***

Dla zilustrowania wątków religijnych w twórczości K. K. Baczyńskiego załączam wybrane teksty o tej tematyce. Chcę w ten sposób uniknąć cytowania fragmentów wyrwanych z całego kontekstu wypowiedzi. Niech przemówią one same za siebie – bez zbędnej analizy interpretacyjnej, przypisującej czasem sens znaczeniowy zupełnie inny niż miał to na uwadze sam autor. Sądzę, że czytelnicy sami dokonają czegoś w rodzaju analizy treściowej, która będzie zgodna zarówno z intencjami autora, jak i z własnymi wzruszeniami i przemyśleniami.

POEMAT O CHRYSTUSIE DZIECIĘCYM

Matce i Annie

( fragment)

Motto: Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że mnie pierwej niż was nienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby, co jego jest.

I. Pieśń (Modlitwa)

Odbierz mi, Panie, ręce wygnańca
i daj mi ręce dzieci.
Jakże uradzę w martwych kolumnach
mity wybiegłe naprzeciw?

Jakże ogarnę ze snów najcięższy,
jak ptakom odpowiem słowem?
Oto się sypią czerwone węże,
liście jesieni klonowych.
Jakże wbitemu w urny peanów
trwodze pod prąd ulecieć?
Odbierz mi, Panie, oczy wygnańca
i daj mi oczy dzieci.

Ukończone dn 1 listopada 1940

***

PSALM 2. O KRZYŻU

Matce

Nie nadaremnie jest ten krzyż,
który przykuwa trzepot rąk.
Posłuchaj tylko: czas jak mysz
podgryza rozłożysty dąb.

Nie nadaremny jest ten krzyż,
jakby odarty z czaszki mózg,
gdzie tysiącmłotem wieków łzy,
tak jakbyś ziemię w dłoniach niósł.

On w miłość, w roli skowyt psi,
on się wyciosa z ciszy snu;
jest u każdego progu dni;
jest, jakbyś ziemię w sercu niósł.

I nie daremny, bo gdy w lustro łez -
– jak w lustro nieba – śmiercią spojrzysz,
zobaczysz, powiesz: otom jest,
którym się krzyżem w Bogu drążył.

dn. 15. XII. 41 r.

***

PSALM 3. O ŁASCE

J. Andrzejewskiemu

Cóż mi, Panie, żem lepszy od cieni? W ich tłumie
ognia Twoich objawień rozróżnić nie umiem
od cieni, które we mnie i wśród których błądząc
jestem sercem ciemności i ciemności żądzą.
Kiedy przeze mnie wołasz, jakże ja ostaję,
kiedym jest sam dla siebie obiecanym krajem?
I cóż mi, żem szkatuła, w której nic już więcej
ponad głos w niej zamknięty i złoto uświęceń?

Ja nie okrętem Tobie, bo gdzie by mi unieść
Twój czas nienazywany, Twoje sny – zrozumieć.
Ja sam we śnie płaczący, skuty małym strachem,
przybity niebem znaków jak zwalonym dachem.
Ja sam w tym śnie rzucając ramionami w ciszę,
sam swoich dni nie umiem, swych ramion – nie słyszę.
Przywróć mi, Panie, siłę zamyśleń skupionych,
gdzie mimo trwóg świadomość – ręce są jak dzwony
poważne, morzem brzmiące, a światem serdeczne,
co choć w nim, to ponad nim blaskiem – ostateczne.

dn. 20. XII. 41 t.

***

POEMAT O BOGU I CZŁOWIEKU

(fragment)

VI. Epilog

Jest scena. Obok aniołowie grają
jak dwa obłoki opięte w mosiądz;
głowy znużone w skrzydła skłaniają,
grają bez głosu.

Pośrodku droga. Po niej powrócił
z ust pozbierany, z czynów wyrwany
Bóg, który w ludziach błądzący – ucichł
i znów bez ciała zawisł – nieznany.

Oto jest pieśń jak sen pod powieką
nalany trwogą –
tak Bóg cierpi w człowieku,
a człowiek, w Bogu.

ukończone dn. 5. I. 42 r.

***

HYMNY

(jeden z nich)

*

A nie umiera się w takim czekaniu
z duchów w ciało, z ciała w blask,
bo komu koniec jest tylko w poznaniu,
temu ruiny rozpryśniętych miast.

Ale roślin jest wiele, ziół, co rosną po to,
by gdy się staną, dalej duchem iść,
wtedy się każda gałąź zmienia w złoto,
w potok powietrza każdy liść.

Nie ma końca szukaniu. Tak się w niebo
wstępuje co dzień mimo trwogi,
mimo rozwalin i pogrzebów
niedorastanie samo – już jest Bogiem.

dn. 6. II. 1942 r.

***

MODLITWA I

Niezdarne ręce, martwe trudy!
I cóż ja pocznę pod tym niebem,
gdzie tłumy głuche, gdzie pożogi
i wyją z lęku głodne ludy?
Nie nakarmiony snem ni chlebem,
jak trup nie pojednany z Bogiem,
cóż ja wam pocznę pod tym niebem?

O, nie nazywaj mnie człowiekiem,
bo mi wstyd krwawy – wzrok wyłupi,
bo mi na czole zbrodni znamię,
z ziemi nie owoc – zaduch trupi
i tylko topór, a nie ramię.
O, nie nazywaj, lepiej powieś
na ustach pieczęć – boże słowo
i jakąś pieśń, a nie grobową,
i jakiś hełm, a nie na głowie.
Zanim jak anioł wyjdę z piekieł,
o, nie nazywaj mnie człowiekiem.

I odbierz ręce te niezdarne,
co i z marmuru krew wyplusną,
i zanim ziemię zedrzesz z powiek
i nim odbijesz mnie jak lustro,
by twarz nie była trumną czarną,
daj, żebym umarł choć – jak człowiek.

lipiec 1942 r.

***

MODLITWA II

Tak wzrastamy, idziemy przez czas i kochanie.
Bogu nie dowierzamy, ludzie kłamią nam.
Jeszcze rok, jeszcze życie, a co pozostanie,
kiedy u blasku przystaniemy bram?

Nikt z nas nie jest bez winy.
Kiedy noc opada,
wasze twarze i moja ociekają krwią
i własne ciało jest jak duszy zdrada,
i nienawistne ćwieki własnych rąk.

I nikt bez zmazy. Czarne czasu koła
jedne w drugie wplecione, czyn pociąga czyn.
I noc. A z nocy tej jak gdyby nikt nie wołał
nawet o łaskę, odpuszczenie win.

O spłyń, aniołem spłyń i od konania
Z myślą od głowy odciętą przez bat
oczyść. I przywróć nam moc pokochania,
sosnowy, prosty dom i potok żywych lat.

O ziemio, ziemio moja, powróć w nasze serca
czystym imieniem, rozwiąż skamieniały czas.
Od ciał zabitych, ciał morderców,
od trwogi nocnej oczyść nas.

17 wrzesień 1942 r.

***

KOLĘDA

Aniołowie, aniołowie biali,
na coście to tak u żłobka czekali,
po coście tak skrzydełkami trzepocąc
płatki śniegu rozsypali czarną nocą?

*

Czyście blaskiem drogę chcieli zmylić
tym przeklętym, co krwią ręce zbrudzili?
Czyście kwiaty, srebrne liście posiali
na mogiłach tych rycerzy ze stali,
na mogiłach tych rycerzy pochodów,
co od bata poginęli i głodu?

*

Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi,
ciemne gwiazdy i śnieg ciemny, i miłość,
i pod tymi obłokami ciemnemi
nasze serce w ciemność się zmieniło.

*

Aniołowie, aniołowie biali,
o! przyświećcie blaskiem skrzydeł swoich,
by do Pana trafił ten zgubiony
i ten, co się oczu podnieść boi,
i ten, który bez nadziei czeka,
i ten rycerz w rozszarpanej zbroi,
by jak człowiek szedł do Boga-Człowieka,
aniołowie, aniołowie biali.

***

MODLITWA DO BOGARODZICY

Któraś wiodła jak bór pomruków
ducha ziemi tej skutego w zbroi szereg,
prowadź nocne drogi jego wnuków,
byśmy milcząc umieli umierać.

Któraś była muzyki deszczem,
a przejrzysta jak świt i płomień,
daj nam usta jak obłoki niebieskie,
które czyste – pod toczącym się gromem.

Która ziemi się uczyłaś przy Bogu,
w której ziemia jak niebo się stała,
daj nam z ognia twego pas i ostrogi,
ale włóż je na człowiecze ciała.

Któraś serce jak morze rozdarła
w synu ziemi i synu nieba,
o, naucz matki nasze,
jak cierpieć trzeba.

Która jesteś jak nad czarnym lasem
blask – pogody słonecznej kościół,
nagnij pochmurną broń naszą,
gdy zaczniemy walczyć miłością.

21. III. 44 r.

***

***

Analizując życie i twórczość Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, nasuwa się podstawowy wniosek: by uczyć się doceniania każdej chwili naszego życia. W przypadku Krzysztofa było ono naprawdę bardzo krótkie. To zaledwie 23 lata.

Jednak gdyby to miało być 50, lub choćby nawet 100 lat i więcej, liczy się w końcu stopień dojrzałości wewnętrznej i duchowej; wszak można żyć bardzo krótko, jak on, ale niezwykle intensywnie i twórczo, pozostawiając po sobie ogromny ładunek najszlachetniejszych myśli i najgłębszych wartości, którymi karmić się będzie jeszcze wiele pokoleń. Z kolei można żyć bardzo długo, ale z małym zasobem dokonań; bywa czasem niestety, że mamy do czynienia ze zmarnowaniem wielu lat.

Najważniejsze, że to krótkie życie i bogata twórczość Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pozwoliły mu do końca i w pełni oddać się zarówno Bogu, jak i Ojczyźnie.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

ARCHIWALIA

Poniżej publikujemy sprawozdanie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi z roku 1938 – a więc zredagowane zostało rok przed wybuchem wojny. Jest to niezwykle cenne świadectwo naszej Założycielki o stanie dokonań na rzecz osób niewidomych; nie tylko w wymiarze Lasek, ale także z perspektywy najdawniejszej historii, wykraczającej poza ramy naszego środowiska.

Oryginał sprawozdania oprócz merytorycznych informacji jest również bogato ilustrowany. Jednak z uwagi na dużą objętość materiału, w proponowanej wersji publikacji ograniczyliśmy się tylko do samej treści, z nadzieją, że Czytelnicy odkryją i docenią ponadczasowy charakter tego wyjątkowego opracowania.

Oprócz tego publikujemy list pani Anieli Daszkiewicz oraz jej załącznik w formie ballady bożonarodzeniowej. List ten oraz załącznik powstały w roku 1983 ubiegłego stulecia; wyjaśniającą notatkę przygotowała s. Elżbieta Więckowska FSK.

Redakcja

Sprawozdanie z działalności Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, Laski, 1938, wyd. TOnO, ss. 28

Tekst jest zapewne ostatnim sprawozdaniem TOnO napisanym przed II wojną światową. Pokazuje dokonania Matki i zespołu Jej współpracowników w całym okresie 20-lecia Niepodległej. Nietypową cechą tekstu jest odróżnienie działań „dla naszych niewidomych”, tzn. uczniów, podopiecznych i patronowanych od działań dla wszystkich polskich niewidomych czyli dla sprawy niewidomych w Polsce.

Pani Zofia Morawska przekazała mi opinię, że tekst ten był pisany przez Matkę Elżbietę Czacką. Opinię uzasadniała wyjątkowo treściwym i rzeczowym zredagowaniem („nikt inny tak by nie napisał”).

s. Elżbieta Więckowska FSK

m. Elżbieta Róża Czacka FSK

Sprawozdanie z działalności Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, Laski [1938]

Aby zdać sobie sprawę z rozwoju Towarzystwa w ciągu przeszło ćwierćwiecza jego istnienia, aby ocenić znaczenie jego działalności dla całokształtu sprawy niewidomych w Polsce, trzeba przypomnieć pokrótce okoliczności, w których ono powstało i stan sprawy niewidomych w momencie, gdy założycielka Róża Czacka kładła podwaliny pod jego budowę. Dopiero w tej perspektywie uwydatni się ściślej program działalności Towarzystwa i będzie można osądzić, które punkty tego programu i w jakiej mierze zostały dotychczas zrealizowane.

Sprawa niewidomych w jej ujęciu nowoczesnym została, jak wiadomo, zapoczątkowana przez Francuza Valentin Haüy, który przy końcu XVIII wieku założył pierwszą szkolę dla niewidomych w Paryżu. Inicjatywa jego pobudziła inne kraje do zajęcia się sprawą kształcenia niewidomych i w ciągu XIX wieku szkoły dla niewidomych powstały we wszystkich krajach cywilizowanych. W Polsce pierwszą taką szkołą był oddział dla niewidomych, otworzony w 1842 r. przez księdza Szczygielskiego przy istniejącym już dawniej Instytucie dla Głuchoniemych w Warszawie; w kilka lat później, w roku 1845, został ufundowany Zakład Ciemnych we Lwowie.

Ale nauczanie ogólne, a nawet zawodowe, wprowadzone wkrótce potem do szkół dla niewidomych, było właściwie pierwszym krokiem na drodze pomocy dla nich, bo z chwilą, gdy zaczęto ich kształcić, celem umożliwienia im samodzielnego życia, okazała się potrzeba dostarczania specjalnych książek lub pomocy szkolnych dla niewidomych, a przede wszystkim zapewnienia już wyszkolonemu niewidomemu możności zastosowania nabytych umiejętności. Trzeba było zorganizować warsztaty pracy dla rzemieślników, wynaleźć odpowiednie stanowiska dla niewidomych zdolnych do pracy w zawodach wyzwolonych, wyrobić rynki zbytu dla towarów niewidomych, im samym służyć radą, poparciem, pomocą, która dla każdego niemal powinna być stosowana w inny sposób, utworzyć biblioteki itp.

Rychło stało się oczywistym, że sama szkoła dla niewidomych jest tylko cząstkowym i niekompletnym rozwiązaniem sprawy i że jest ona inicjatywa poniekąd chybioną, o ile nie uzupełnią jej instytucje, dające wszechstronną pomoc wychowankom szkoły w dalszym ich życiu.

Rozumiejąc tą naglącą potrzebę, wybitny francuski niewidomy i tyflofil Maurice de la Sizeranne w drugiej połowie ubiegłego stulecia rozpoczął działalność, mającą na celu zapewnienie niewidomym tej różnorodnej pomocy pozazakładowej, która nie leżała w zamierzeniach i celach istniejących zakładów. Uwieńczeniem jego działalności było założenie w Paryżu w roku 1883 instytucji, noszącej nazwę „Association Valentin Haüy pour le bien des Aveugles”, obejmującej całokształt sprawy niewidomych.

Główną zasługą Maurice de la Sizeranne było, że powołał on elitę odpowiednio przygotowanych niewidomych do współpracy a nawet do kierownictwa instytucji dla niewidomych. Był to prawdziwy przewrót w samej koncepcji pomocy niewidomym, było to w pewnym znaczeniu ich wyzwolenie, gdyż dotąd przeważnie byli oni traktowani w tych instytucjach jak małoletni. Uniknął on jednocześnie i drugiej krańcowości, polegającej na traktowaniu niewidomych jako elementu zupełnie samowystarczalnego i nie potrzebującego pomocy widzących.

Koncepcja Maurice de la Sizeranne polegała na wprowadzeniu racjonalnej i harmonijnej współpracy między niewidomymi a widzącymi. Podobne instytucje powstawały jednocześnie na całym świecie zależnie od lokalnych potrzeb i możliwości, niejednokrotnie czerpiąc zasady, wzory i dyrektywy od wielkiego promotora sprawy niewidomych, Maurice de la Sizeranne i z jego instytucji.

W Polsce nie było takiej instytucji o celach ogólnych. Istniały tylko dwie wyżej wymienione szkoły, z których jedna z językiem wykładowym rosyjskim oraz Stowarzyszenie Muzyków Niewidomych w Warszawie*).

W r. 1910 powstało Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi dla celów ogólnych sprawy niewidomych w Polsce, założone na wzór „Association Yalentin Haiiy” we Francji.

Pole pracy było tak rozległe i leżące odłogiem, że właściwie wszystko było do zrobienia. Nie tworzenie zakładów wszakże, lecz przenikanie działalnością we wszystkie rodzaje potrzeb niewidomych miało być głównym celem Towarzystwa.

Ponieważ jednak w naszym kraju nie było prawie niewidomych, przygotowanych do korzystania z takiej opieki, jakiej udzielano niewidomym na Zachodzie, należało przede wszystkim takich niewidomych wychować. Dlatego też, nie zmieniając swych zasadniczych postulatów, Towarzystwo zmuszone było rozpocząć swą działalność od otworzenia szeregu zakładów zamkniętych, które wówczas zapoczątkowane na bardzo skromną skalę, z czasem rozwinęły się w duże specjalne instytucje.

Jednocześnie nie zaniedbywało Towarzystwo działalności, mającej na celu nie tylko poszczególne grupy niewidomych, ale całokształt sprawy, jako to: rekrutowania dobrowolnych kopistów do Biura Przepisywania Książek systemem Braille’a, tworzenia Biblioteki Brajlowskiej itp.

Pierwszą inicjatywą Towarzystwa było wprowadzenie i rozpowszechnienie na terenie b. zaboru rosyjskiego alfabetu dla niewidomych systemu Braille’a. Alfabet ten, wynaleziony przez niewidomego Francuza Ludwika Braille’a, oddający tak nieocenione usługi niewidomym, otwierający im dostęp do wszelkich zdobyczy myśli ludzkiej, nie był używany w zastosowaniu do alfabetu polskiego w Instytucie Głuchoniemych i Ociemniałych w Warszawie; był znany i używany, lecz w ograniczonym zakresie we Lwowie.

Niewidoma założycielka, poznawszy z własnego doświadczenia i oceniwszy w pełni wartość i znaczenie dla niewidomych pisma Braille’a, wprowadziła je do Zakładu Towarzystwa. Odtąd „brajl” zajmował zawsze uprzywilejowane miejsce w Instytucjach Towarzystwa.

Należało teraz postarać się o książki dla niewidomych. Książki brajlowskiej w Polsce nie było. W tym celu Towarzystwo zapoczątkowało Biuro Przepisywania Książek, które rekrutowało się z osób dobrej woli, podejmujących się przepisywania bezinteresownie książek alfabetem Braille’a.

Praca przepisywania książek znalazła od razu gorliwych wykonawców,

Tak, że do chwili wybuchu wojny światowej Biuro Przepisywania Książek dostarczyło pierwszego zasobu książek do czytania dla niewidomych i dało tym sposobem podwaliny Biblioteki Brajlowskiej pierwszej w Polsce.

W ciągu kilku lat praca ta rozwijała się pomyślnie. Sprzyjała temu zarówno energia osób, które ją zainicjowały i zorganizowały, jak i fakt, że większość spośród nich służyła nie tylko ofiarą swojego czasu i swojej pracy, ale i pokrywała koszty tabliczek lub maszyn brajlowskich i papieru, co pozwoliło na tak szybki i intensywny rozwój Biura Przepisywania Książek i biblioteki, że już przed wojną biblioteka liczyła kilkaset książek przepisanych w ten sposób.

Prócz osób widzących, również paru niewidomych zarobkowało przepisując książki pod dyktando lub samodzielnie z pisma brajlowskiego. Był to sposób patronowania tych osób przez Towarzystwo; trzeba jednak zaznaczyć, że biblioteka nie mogłaby rozwinąć się dostatecznie, o ile opierałaby się na opłacanej pracy. Warunkiem jej normalnego rozwoju jest bezinteresowna praca kopistów, a nawet zwrot kosztu tabliczek i papieru przez nich samych lub z funduszów, zbieranych specjalnie na ten cel przez Biuro Przepisywania Książek.

Przy biurze powstało również Koło, które podjęło się pracy introligatorskiej i tym sposobem pomogło do szybszego kompletowania biblioteki.

Praca, tak pięknie rozpoczęta, została zatamowana wybuchem wojny i rozproszeniem się pierwszego zastępu kopistów. Gdy zawierucha wojenna minęła, pierwsze wysiłki Towarzystwa musiały pójść w kierunku zapewnienia utrzymania niewidomym pozostającym pod jego opieką, zorganizowania i rozszerzenia istniejących zakładów, stworzenia nowych działów. Biuro Przepisywania Książek i Biblioteka znalazły się na dalszym planie wobec innych potrzeb niecierpiących zwłoki.

Praca nad wznowieniem Biura Przepisywania Książek rozpoczęła się w roku 1929. Odtąd znów powoli napływają kopiści, organizuje się korekta pisanych książek, biblioteka rozszerza się stopniowo. Obecnie Biuro Przepisywania Książek liczy 85 kopistów, ogólny stan księgozbioru zawiera 5060 tomów, 1774 dzieła. Prócz kilkudziesięciu tomów, ofiarowanych w swoim czasie przez zagraniczną instytucję „American Braille Press” lub zakupionych za granicą, całość księgozbioru stanowi owoc pracy osób dobrej woli, które z prawdziwym poświęceniem oddają się tej wdzięcznej pracy, przynoszącej tyle pożytku i radości niewidomym.

Choć biblioteka brajlowska Towarzystwa jest niewielka w porównaniu z biblioteką „Association Valentin Haüy” liczącą z górą 100 tyś. tomów, lub biblioteką „National Institute for the Blind”, liczącą około 200.000 tomów, to jednak stanowi ona największą, jeśli nie jedyną bibliotekę brajlowską na ziemiach polskich i, jakkolwiek szczupła, zaspokaja jednak przynajmniej w pewnej mierze potrzeby czytelnictwa naszych niewidomych.

Jedną z przeszkód w jej dalszym rozwoju jest brak odpowiedniego pomieszczenia, gdyż jak wiadomo, biblioteka brajlowska wymaga obszernych lokali.

Książki pisane w Biurze Przepisywania Książek stanowią pojedyncze egzemplarze i służą jako lektura wszelkiego rodzaju. Dla celów nauczania potrzeba jednak podręczników w wielu egzemplarzach i tu przepisywanie ręczne pojedynczych egzemplarzy nie wystarcza. Temu celowi służą drukarnie książek dla niewidomych, które bądź to systemem czcionek ruchomych, bądź stereotypią różnego rodzaju, pozwalają na produkowanie wielu egzemplarzy jednej książki.

Ponieważ niewidomych mogących nabywać drogie książki brajlowskie i posiadających pomieszczenia odpowiednie dla ich rozmiarów jest stosunkowo niewielu, więc też czytelnictwo niewidomych opiera się głównie na wypożyczalniach książek.

W drukarniach produkuje się w małym stosunkowo nakładzie tylko te druki, które, jak np. czasopisma, modlitewniki, podręczniki i t p. mogą z całą pewnością liczyć na nabywców.

W 1927 r. Towarzystwo otrzymało w darze od amerykańskiej instytucji „American Braille Press” podręczną drukarenkę-stereotypię, która umożliwiła odtąd produkowanie własnych podręczników w dostatecznej liczbie egzemplarzy. Drukarnia ta służy przede wszystkim potrzebom szkół Towarzystwa, którym zapewnia stały dobór najlepszych nowych podręczników. Drukarnia zatrudnia kilka osób niewidomych, które traktują już tę pracę jako swój zawód. Od r. 1927 drukarnia wydrukowała 2106 tomów. Poza tym wydrukowano około 1000 drobnych druków najrozmaitszej treści, jak programy koncertowe, modlitwy na zamówienie Apostolstwa Chorych itp.

Rozumiejąc wielkie znaczenie alfabetu Braille’a dla niewidomych, Towarzystwo wprowadziło go nie tylko jako obowiązujący do swoich szkół, ale również podjęło akcję zrewidowania alfabetu, gdy nieopatrznie wprowadzono do niego pewne modyfikacje, zaciemniające doskonale logiczny układ systemu Braille’a. Akcja ta zakończyła się w r. 1934 zatwierdzeniem przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego alfabetu brajlowskiego w formie proponowanej przez Towarzystwo.

Równolegle z tą pracą od r. 1928 Towarzystwo prowadziło, związane z nią ściśle, opracowywanie polskich skrótów ortograficznych, które stanowią rodzaj skróconego pisma i we wszystkich krajach uzupełniają pismo zwykłe celem zmniejszenia objętości książek brajlowskich. Wyniki tej pracy oparte na specjalnie przeprowadzonych badaniach statystyczno-językowych zostały również uznane oficjalnie przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego jako obowiązujące na terenie wszystkich szkół specjalnych dla niewidomych w Polsce.

Opracowanie alfabetu i skrótów brajlowskich należy już właściwie do innej, dziedziny działalności Towarzystwa, a mianowicie do prac mających na celu naukowe ujęcie sprawy niewidomych, do tzw. działu tyflologicznego (tyflołogia – nauka o niewidomych, od wyrazu greckiego tyflos – niewidomy).

Praca tyflologiczna była od początku w założeniach Towarzystwa. Polegała ona przede wszystkim na nawiązaniu kontaktu ze szkołami dla niewidomych w kraju i z instytucjami opieki nad niewidomymi za granicą, na zbieraniu materiałów, dotyczących sprawy niewidomych na całym świecie, jako to książek, czasopism, sprawozdań, katalogów itp. W tej pierwszej fazie staraniem Towarzystwa dokonano szeregu przekładów, dotyczących różnych zagadnień tyflologicznych.

W r. 1925, również staraniem Towarzystwa, została przeprowadzona przy pomocy Urzędów Wojewódzkich rejestracja niewidomych na ziemiach polskich, której rezultaty, opracowane przez Towarzystwo, stanowią właściwie jak dotąd, jedyny, wprawdzie niekompletny, ale pewny, materiał statystyczny sprawy niewidomych.

Przez cały ten okres Towarzystwo prowadziło również pracę popularyzacji najróżnorodniejszych zagadnień tyflologicznych, której wyrazem były publikacje, memoriały itp. Ta praca rozwinęła się szczególnie w kilku ostatnich latach, zarówno w dziale zbierania materiałów oraz kompletowania biblioteki tyflologicznej, jak i w dziale samodzielnych opracowań

Prócz wymienionej powyżej pracy nad alfabetem i skrótami Braille’a dział tyflologiczny Towarzystwa przeprowadził szereg studiów, których wynikiem były wygłoszone na II Zjeździe Nauczycieli Szkół Specjalnych i opublikowane w „Szkole Specjalnej” referaty.

Działalność tyflologiczna Towarzystwa polegała również na udzielaniu informacyj, materiałów i porad bądź to poszczególnym osobom, bądź instytucjom. Dział tyflologiczny łącznie z gronem nauczycielskim przeprowadza systematyczne studia nad zagadnieniem pomocy szkolnych dla niewidomych i wyniki tych studiów stara się zrealizować praktycznie. Na tej drodze przygotowano już projekty tabliczek brajlowskich i podjęto inicjatywę wyrobu polskich tabliczek, jak również pomocy do nauczania arytmetyki, geometrii, geografii itp. Prócz tego Towarzystwo otrzymało w komis tabliczki „American Braille Press”, które sprowadza zarówno dla potrzeb własnych instytucji, jak i na sprzedaż po cenie kosztu.

Biblioteczka tyflologiczna Towarzystwa obejmująca 700 pozycji katalogowych, posiada dzieła z zakresu tyflologii, komplety sprawozdań instytucji zagranicznych, katalogi książek, nut, pomocy szkolnych i t. p. Biblioteka abonuje ponadto szereg czasopism tyflologicznych w języku angielskim, francuskim, niemieckim i włoskim.

Jak wspomniane było powyżej, Towarzystwo musiało z konieczności rozpocząć działalność od tworzenia zakładów, które miały przygotowywać niewidomych do innych form opieki.

Pierwszym działem opieki zamkniętej, który Towarzystwo zaczęło rozbudowywać, była opieka nad dorosłymi, a pierwszym zakładem tego typu było założone w r. 1910 ognisko dla kobiet i dziewcząt niewidomych. Liczyło ono w tym pierwszym roku swojego istnienia 7 niewidomych pensjonariuszek, które otrzymywały w wynajętym niewielkim mieszkanku przy ul. Dzielnej pomieszczenie, całkowite utrzymanie i ubranie.

Założycielka sama uczyła te pierwsze pensjonariuszki brajla, specjalni instruktorzy szkolili je w koszykarstwie, wyplataniu krzeseł i trykotarstwie. Ognisko to traktowane było od razu jako zakład pracujących niewidomych i dlatego specjalny nacisk położony był na przygotowanie zawodowe. Ponieważ te pierwsze niewidome rekrutowały się spośród dorosłych, poza nauką czytania i pisania oraz pogadankami nie otrzymywały systematycznego wykształcenia ogólnego.

Jak widać z tego, początki były bardzo skromne i nie zapowiadały obecnego rozwoju tego działu pracy Towarzystwa.

Obecnie opieka nad niewidomymi ma dwojaki charakter: opieki zamkniętej zakładowej i opieki otwartej. Opieka zamknięta koncentruje się w Laskach, opieka otwarta w patronatach Towarzystwa.

Gdy ciasnota pomieszczeń w Warszawie zaczynała coraz dotkliwiej dawać się we znaki, w r. 1922 Zarząd Towarzystwa zaczął rozbudowywać osiedle Laski, do którego w miarę możności przenosiło się stopniowo różne zakłady Towarzystwa. Ostateczne przeniesienie wszystkich działów opieki zamkniętej nastąpiło w r. 1926.

Największy dział opieki zamkniętej Towarzystwa w chwili obecnej stanowi opieka nad dziećmi i młodzieżą oraz kształcenie ogólne i zawodowe.

Dział ten rozwinął się z bardzo skromnego zaczątku, którym była otworzona w r. 1913 ochronka, rekrutująca się z dzieci pozostających poprzednio pod opieką Patronatu oraz oddział chłopców przy warsztacie męskim. Ponieważ w Statucie Towarzystwa od początku było przewidziane otwieranie szkół dla niewidomych, a nawet szkoła miała pozwolenie na wprowadzenie języka wykładowego polskiego, szkoła Towarzystwa pierwsza pod zaborem rosyjskim wprowadziła naukę czytania i pisania brajlem po polsku. W ochronce był normalny kurs zajęć przedszkolnych, szkoła chłopców miała początkowo dwa oddziały, w których uczono przedmiotów ogólnokształcących w zakresie elementarnym oraz robót i początków koszykarstwa. Ponieważ polskie szkolnictwo powszechne nie miało swojej organizacji na terenie zaboru rosyjskiego, szkoła Towarzystwa w owym czasie nie miała również ustalonej organizacji i programu

W okresie wojny szkoła, jak inne działy, przestała się rozwijać, część dzieci wróciła do domów, po wojnie jednak rozwój tego działu idzie stale i systematycznie naprzód. Z chwilą gdy Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego obejmuje szkolnictwo polskie, zaczyna ono interesować się również szkolnictwem specjalnym, a między innymi i szkołą Towarzystwa, która od czasu do czasu uzyskuje subsydia.

Do r. 1923 szkoła w całości mieści się w Warszawie i składa się z oddziałów o różnym poziomie nauczania. Personel nauczycielski i kierownictwo zmienia się parokrotnie w tym okresie. W r. 1923 niektóre oddziały szkoły dziewczynek zostały przeniesione do Lasek, wreszcie w r. 1926 przenosi się tam cala szkoła i zaczyna się jej reorganizacja. Początkowo nie ma jeszcze wszystkich kolejnych oddziałów, szkoła liczy 25 uczniów i 3 siły nauczycielskie, w przedszkolu jest 4 dzieci.

W r. 1926 szkoła uzyskuje koncesję z Kuratorium i dostosowuje swój program do programu szkoły powszechnej siedmioklasowej. Stopniowo powstają brakujące oddziały, zapełniają się klasy, przybywa nowy personel nauczycielski, personel ten uzyskuje kwalifikacje specjalne. Ministerstwo Wyznań i Oświecenia Publicznego, części personelu przyznaje etaty i tym sposobem szkoła rozwija się stopniowo tak, że w obecnej chwili stanowi ona największą i najliczniejszą szkołę dla niewidomych w Polsce.

Z chwilą wykończenia w r. 1932 specjalnego gmachu z internatem dla dziewczynek szkolnych szkoła została podzielona na równoległe klasy i część żeńska szkoły została przeniesiona do gmachu dziewczynek.

Obecnie Towarzystwo utrzymuje zakłady dla dzieci i młodzieży, które opisujemy poniżej. Przedszkole z internatem mieści się tymczasowo w domu dziewczynek szkolnych. Wychowuje ono jedenaścioro dzieci w wieku lat od 3 – 7, które pod opieką wykwalifikowanej ochroniarki przechodzą kurs zajęć przedszkolnych. W przedszkolu zwraca się specjalną uwagę na ćwiczenia zmysłów, sprawności ruchowej i orientacji, które mają stanowić przygotowanie do ogólnego rozwoju fizycznego i umysłowego dziecka oraz wstęp do nauki szkolnej

Przedszkole stanowi jeden z najważniejszych działów pracy wychowawczej i pożądaną jest rzeczą, aby mogło się ono rozwijać jak najszerzej, czemu na przeszkodzie stoi brak specjalnego gmachu dla tego działu, a także w większym jeszcze stopniu trudność w rekrutowaniu dzieci, która jest skutkiem nieuświadomienia rodziców o celu, zadaniach i dobrodziejstwach przedszkola dla dziecka niewidomego. Towarzystwo ma już jednak wychowanków, którzy ukończyli cały kurs nauk począwszy od przedszkola.

Szkoła powszechna 7-mio klasowa ma program zwykłej szkoły powszechnej dla widzących z pewnymi przystosowaniami do możliwości i właściwości dzieci niewidomych. Zamiast rysunków np. dzieci uczą się modelowania, przy nauce geografii posługują się wypukłymi mapami, przy innych przedmiotach nauczania mają odpowiednie modele i okazy. Wszystkie dzieci zaopatrzone są w podręczniki i czytanki, co ułatwia bardzo nabycie wprawy i zamiłowania w czytaniu.

Poza przedmiotami ogólnokształcącymi wielki nacisk położony jest na nauczanie robót ręcznych, które są niezbędnym przygotowaniem do pracy zawodowej, w wyższych klasach – na rzemiosła w godzinach popołudniowych.

Gimnastyka, sporty i gry ruchowe stanowią również ważny czynnik w nauczaniu niewidomych. Specjalne, uprzywilejowane miejsce zajmuje śpiew z solfedżem i muzyka, która dla zdolnych może z czasem również stanowić odpowiedni zawód.

Aby rozszerzyć horyzonty myślowe niewidomego, dać mu możność nawiązania kontaktu z niewidomymi w innych krajach i korzystania z bogatych bibliotek cudzoziemskich, w szkołach Towarzystwa wprowadzone jest nauczanie języków obcych, mimo że zostały one usunięte ze szkoły powszechnej.

W ogóle szkoła stara się doprowadzić niewidomych do przeciętnie wyższego poziomu umysłowego i kulturalnego niż ten, któryby mogli osiągnąć w szkole powszechnej dla widzących. Jest to konieczne z dwóch przyczyn: lº aby, przyzwyczaiwszy umysł niewidomego do poważnej pracy i dobrych zainteresowań, odsunąć od niego apatię, nudę i zniechęcenie, 2º aby uzbroić go lepiej w walce o byt i dać mu przewagę pod względem duchowym i kulturalnym nad tymi, którym zwykle musi ustępować pod względem zaradności fizycznej.

Dlatego też jest ważną rzeczą otoczenie niewidomego personelem wychowawczym i nauczycielskim o odpowiednim poziomie moralnym, kulturalnym i intelektualnym.

Za jedną z największych i najważniejszych zdobyczy swej z górą 25-letniej pracy uważa Towarzystwo to właśnie podniesienie poziomu personelu, który nie tylko w większości posiada kwalifikacje specjalne do opieki i nauczania niewidomych, ale w znacznej części składa się z osób o wyższym wykształceniu, a co najważniejsza pełnych bezinteresowności i poświęcenia w stosunku do dzieci powierzonych jego pieczy. Toteż, o ile można obserwować, poziom moralny, kulturalny i umysłowy wychowanków podniósł się znacznie i obecne roczniki stanowią element bardziej kulturalny i pod każdym względem bardziej wyrobiony niż roczniki sprzed lat kilkunastu. W chwili obecnej szkoły powszechne Towarzystwa liczą 138 uczniów i uczennic.

Dla dzieci niewidomych upośledzonych umysłowo, których łączenie z dziećmi niewidomymi rozwijającymi się normalnie byłoby ze względów pedagogicznych niewskazane, prowadzona jest klasa specjalna pod kierunkiem odpowiednio wykwalifikowanej nauczycielki. W chwili obecnej klasa ta liczy 8 dzieci.

Ponadto metodą całkowicie już odrębną kształci się w Laskach jedna dziewczynka gluchociemna, t.zn. jednocześnie niewidoma, głucha i niema. W zamiarach Towarzystwa leży przyjście z pomocą tego rodzaju kalectwu przez stworzenie specjalnej klasy dzieci głuchociemnych.

Przedszkole i 7 klas szkoły powszechnej nie mogą dać jednak niewidomemu dostatecznego przygotowania do samodzielnego życia. Jakkolwiek już w wyższych klasach szkoły powszechnej niewidomi otrzymują początki szkolenia zawodowego, nie są one jednak wystarczające, aby uczynić z nich fachowców.

Dlatego też jako dalszy etap w kształceniu niewidomych istnieją w Laskach dwie szkoły zawodowe: męska i żeńska, liczące ogółem 49 uczniów i uczennic. Kurs nauk jest czteroletni. Program obejmuje następujące przedmioty:

  1. zawodowe: technologia, organizacja przedsiębiorstw, materiałoznawstwo z wiadomościami z botaniki, zoologii i chemii, fizyka z maszynoznawstwem, modelowanie figur i brył geometrycznych;
  2. pomocnicze: religia, język polski, jeden z języków obcych, historia, matematyka, geografia gospodarcza, nauka o Polsce współczesnej, nauka o człowieku, tyflologia, hodowla zwierząt i roślin, ćwiczenia cielesne i śpiew.

Przy szkołach istnieją warsztaty: szczotkarski i koszykarski.

Warsztaty szczotkarskie osiągnęły już znaczną wydajność, tak że mogą się podejmować przyjmowania dość pokaźnych obstalunków na szczotki wszelkiego rodzaju, począwszy od szczotek technicznych do najdelikatniejszej galanterii szczotkarskiej. Przy większych zamówieniach stosuje się podział pracy, umożliwiają cy wykonanie zamówienia w najszybszym czasie, ale zasadą szkolenia jest, aby każdy pracownik umiał wykonywać swoją pracę w całości tak, aby ewentualnie mógł pracować samodzielnie we własnym warsztacie jako chałupnik. Szczotkarstwo stanowi jedno z najlepszych rzemiosł dla niewidomych, o ile go nie wypiera praca maszynowa, stwarzająca zbyt wielką konkurencję.

Warsztat koszykarski męski różni się od warsztatu koszykarskiego żeńskiego. Dziewczęta wyrabiają przeważnie galanterię koszykarską z rafii, petyku, trzciny. Robią one ładne koszyczki, bombonierki różnych kształtów i deseni, koszyki do chleba, patarafki itp. Umieją także wyplatać krzesła. Większość pracownic obu warsztatów, poza godzinami warsztatowymi, trudni się trykotarstwem ręcznym. Warsztat koszykarski męski wyrabia meble z wikliny i trzciny, walizki, kosze wiklinowe wszelkiego rodzaju i t. p. Przy warsztacie jest również dział wyrobu mat kokosowych, wycieraczek i słomianek. Tak się przedstawia program szkoły zawodowej. Po ukończeniu całkowitego kursu nauk wychowankowie uzyskują dyplomy czeladnicze Izby Przemyslowo-Rzemieślniczej. Dla uczniów mniej zdolnych istnieje celem udostępnienia im uzyskania dyplomu szkoła dokształcająca z kursem 3-letnim

W chwili obecnej w warsztatach szkolących pracuje prócz uczniów szkoły zawodowej 9 wychowanków, dziś już wyzwolonych czeladników, mężczyzn i kobiet.

Podniesienie i lepsze zorganizowanie pracy w warsztatach wpłynęło dodatnio na ożywienie młodzieży w zakładach Towarzystwa, gdyż ukazało jej użyteczność wysiłków i trudu, który wkłada ona w swoje przygotowanie ogólne i fachowe.

Poza zajęciami w warsztacie czy w szkole wychowankowie biorą udział w chórze wielogłosowym; wychowawcy i nauczyciele dbają o dostarczanie im książek, rozrywek kulturalnych i artystycznych w formie koncertów, przedstawień teatralnych itp. W chwilach wolnych młodzież z zamiłowaniem czyta książki brajlowskie dostarczane przez bibliotekę Towarzystwa, i słucha głośnej lektury oraz radia.

W ogóle młodzież w wieku pozaszkolnym stanowi specjalny przedmiot troski wychowawczej, ponieważ do trudności, związanych z samym tym wiekiem dołączają się tutaj trudności właściwe niewidomym, którzy po wyjściu ze szkoły dopiero w całej pełni zaczynają odczuwać ograniczenia osobiste i społeczne, które nakłada na nich ich kalectwo. Młodzież niewidoma przechodzi wówczas niejednokrotnie mniej lub więcej ostry kryzys zniechęcenia i pesymizmu. Jeśli wychowawcom i kierownictwu zakładów uda się przeprowadzić dobrze wychowanków przez ten trudny okres, można powiedzieć, że odnieśli oni wielkie zwycięstwo nad kalectwem.

W ostatnich latach, o ile można sądzić, zespół wychowawczy Zakładów Towarzystwa zdobywa coraz lepsze wyniki w tej dziedzinie. Młodzież otoczona rozumną opieką i serdecznością, stanowi coraz dzielniejszy, zaradniejszy i pogodniejszy element.

Stali pracownicy warsztatów w Laskach rekrutują się spośród tych niewidomych, którzy bądź pozbawieni są wybitniejszych uzdolnień intelektualnych, bądź posiadają wybitne zdolności i zamiłowanie do rzemiosła, a jednocześnie mają specjalne warunki rodzinne i specjalne właściwości charakteru. Ci mianowicie, którzy nie mają rodzin lub nie mogą znaleźć w swoich rodzinach żadnego oparcia, jak również ci, którym odpowiada spokojniejszy i bardziej zabezpieczony tryb życia zakładowego, lub też ci, którzy nie mają dość samodzielności i zaradności, aby prowadzić życie poza zakładem, znajdują w tych warsztatach możność pracy wraz z pomieszczeniem i utrzymaniem w internatach Towarzystwa.

Jest jednak ogólną tendencją Towarzystwa, aby opiekę nad niewidomymi indywidualizować w możliwie największym stopniu. Zarówno tzw. ,,klasyczne rzemiosła” niewidomych, jak i życie w internatach nie jest odpowiednie dla wszystkich. Rzemiosła są stosunkowo mało popłatne i podlegają ogromnej konkurencji widzących, jak też konkurencji maszynowej produkcji. Do życia internatowego nie nadają się typy bardzo indywidualistyczne i niekarne. Na niektóre usposobienia jego regularność i monotonia działa deprymująco. Podobnie i ci wszyscy, którzy mają dość silne związki rodzinne i mogą w rodzinach swoich znaleźć naturalne i zdrowe środowisko, powinni podlegać właściwie opiece pozazakladowej.

Tę opiekę daje Patronat Towarzystwa.

Patronat jest gałęzią działalności Towarzystwa, która powstała na początku, równolegle z pierwszym zakładem zamkniętym dla kobiet. Patronat rozwijał się początkowo w szybkim tempie, prędzej nawet niż zakłady zamknięte Towarzystwa, gdyż przy końcu drugiego roku istnienia dawał już opiekę 55 rodzinom niewidomych. Niektórzy z patronowanych pracowali w warsztatach koszykarskich Towarzystwa, inni otrzymywali pomoc materialną, jeszcze inni uczyli się brajla itp.

Specjalny dział pracy Patronatu w pierwszych dwóch latach jego istnienia, przed założeniem ochronki i szkółki Towarzystwa, stanowiła opieka nad niewidomymi dziećmi, którą sprawowało specjalnie utworzone koło młodych osób, odwiedzających te dzieci w ich rodzinach, udzielających im rad i wskazówek oraz pomocy materialnej. Działalność Patronatu, podobnie jak innych gałęzi Towarzystwa, została ograniczona w okresie wojennym i dopiero w ostatnich latach zaczęła się znów szerzej rozwijać.

Patronat ma obecnie sześć oddziałów: w Laskach, w Warszawie, w Chorzowie, w Poznaniu, w Wilnie i w Krakowie.

Oddział Patronatu w Laskach obejmuje tych wszystkich niewidomych, którzy pracują poza warsztatami rzemiosł i nie należą do poszczególnych zakładów. Patronat daje opiekę i pomoc najróżnorodniejszą 55 niewidomym. Wielu spośród patronowanych jest zatrudnionych w różnych działach pracy i biurach Towarzystwa. Praca niewidomych dla niewidomych stanowi jedną z najodpowiedniejszych form ich zatrudnienia i daje im względnie szerokie, a dotąd nie dość wyzyskane pole działania. W Laskach niewidomi pracują na najróżnorodniejszych placówkach.

Więc przede wszystkim niewidomi nauczyciele; jest ich 7, w czym 5 nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących, 2 – muzyki. Spośród tych nauczycieli dwoje są wychowankami Towarzystwa od dzieciństwa i całkowite przygotowanie oraz wykształcenie otrzymali w Zakładach Towarzystwa lub przy jego pomocy. Pozostali nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących, praktykę i pomoc dla osiągnięcia kwalifikacji specjalnych uzyskali dzięki Towarzystwu i na jego terenie. Obaj nauczyciele muzyki, przybyli już do Zakładu z dyplomami i całkowitym przygotowaniem fachowym.

Wszyscy nauczyciele niewidomi stanowią cenny element w szkole, gdyż przez lepsze zrozumienie potrzeb i psychiki dziecka niewidomego mają istotniejszy do niego dostęp. Rozumie się, że praca ich wymaga specjalnych pomocy; potrzebni im są lektorzy, przewodnicy, dozór na lekcjach, co wpływa na konieczność zwiększenia personelu Towarzystwa, ale koszty z tym związane kompensuje z jednej strony wartość jakościowa pracy nauczycieli niewidomych, z drugiej sam fakt, że tym sposobem znajdują oni tak pożyteczną i milą dla siebie pracę. Towarzystwo na polu zatrudnienia i kształcenia niewidomych nauczycieli było pionierem i przeprowadziło tę sprawę, walcząc z uprzedzeniami i przesądami społeczeństwa w tym kierunku.

Należy zaznaczyć również, że w chwili obecnej siedmioro wychowanków Towarzystwa, w tym 6 dziewczynek i l chłopiec, kształci się w gimnazjach warszawskich.

Wdzięcznym polem pracy dla niewidomych jest również większość czynności związanych z produkowaniem książki brajlowskiej w drukarni lub w Biurze Przepisywania Książek. Pisanie książek na kliszach lub ręcznie, korekta, odbijanie w prasie, to wszystko manipulacje dostępne niewidomym. Toteż w drukarni w Laskach, w Biurze Przepisywania Książek, w biurze drugiej kopii pracuje 9 niewidomych, a chcemy liczbę ich zwiększyć w tym tak ważnym dziale.

W introligatorni Towarzystwa niewidomi pracują również przy oprawie książek brajlowskich, niewidomi także stanowią częściowo obsługę biblioteki brajlowskiej

W biurach Towarzystwa pewna liczba niewidomych lub półwidzących pracuje w charakterze urzędników i telefonistek. W dziale opieki lekarskiej jest półwidząca masażystka. Niewidomi pracują również przy gospodarstwie podwórzowym i jako pomoc w warsztatach mechanicznych.

Wielu spośród niewidomych patronowanych w Laskach pracuje w tych różnorodnych działach, zależnie od swoich uzdolnień i umiejętności. Możność zatrudnienia niewidomych w charakterze pracowników swoich zakładów Towarzystwo uważa za udaną realizację swoich założeń tyflofilskich.

Największym liczebnie oddziałem Patronatu jest oddział w Warszawie, który daje opiekę 108 rodzinom niewidomych. Patronowani w Warszawie mieszkają poza zakładami Towarzystwa i otrzymują pomoc bardzo różnorodną zależnie od swoich potrzeb. Ci spośród patronowanych, którzy są zdolni do pracy, pracują w warsztatach Towarzystwa, otrzymując poza wynagrodzeniem pieniężnym utrzymanie (śniadanie, obiad, kolacja w jadłodajni Patronatu)

W Warszawie Towarzystwo utrzymuje warsztaty: koszykarski, tkacki, trykotarski, wyplatania mat oraz galanterii koszykarskiej. W warsztatach pracuje 31 osób niewidomych.

Jest paru chałupników, którzy wykonywują swoją pracę w domach. Pozostałym niewidomym, którzy stanowią element niezdolnych do pracy z powodu wieku, niedołęstwa lub chorób, Patronat udziela pomocy duchowej i materialnej. Osoby patronujące odwiedzają chorych, służą radą i pociechą, pełnią przy nich różnorodne posługi, załatwiają im sprawy w urzędach, wyrabiają zapomogi w Komisariacie Rządu lub w Zarządzie Miasta, pośredniczą w wyszukiwaniu pracy dla członków rodzin niewidomych lub w umieszczaniu dzieci w szkołach. W Patronacie są lekarze i adwokaci, udzielający darmo porad niewidomym.

Wszyscy ubodzy niewidomi otrzymują prócz tego z Patronatu paczki żywnościowe, kartofle i węgiel na zimę, odzież i inne przedmioty codziennego użytku. Wielu otrzymuje zapomogi pieniężne lub pożyczki długoterminowe.

Patronat rozdaje również bilety na przejazdy tramwajowe i do kąpielisk, dba także o rozrywki i przyjemności niewidomych, dla których organizuje koncerty, odczyty, słuchowiska, radio w świetlicy Patronatu, wycieczki na wieś itp.

Od paru lat co rok Patronat organizuje dla niewidomych i ich rodzin kolonie letnie w niewielkiej posiadłości Towarzystwa, Wólce Grodziskiej pod Warszawą.

Patronat jest formą opieki tak giętką i tak różnorodną, że nie sposób jest dokładnie wyliczyć i opisać wszystkich jego funkcji, które są równie rozmaite, jak rozmaitym jest życie ludzkie w całym bogactwie jego przejawów. Od inicjatywy, pomysłowości, ofiarności i wiedzy fachowej kierowników Patronatu i osób patronujących zależy w wielkiej mierze zasięg jego działalności oraz sprawność i skuteczność funkcjonowania. W Warszawie na czele Patronatu od szeregu lat stoi osoba całą duszą oddana jego sprawie.

Patronat w Chorzowie jest jedną z placówek Oddziału Śląskiego Towarzystwa. Oddział ten został. zorganizowany w następujących okolicznościach. W r. 1923 powstało w Chorzowie Stowarzyszenie Niewidomych Województwa Śląskiego zamiast dawnego Górnośląskiego Stowarzyszenia Niewidomych, organizacji niemieckiej z siedzibą w Bytomiu

Stowarzyszenie mając na celu obok doraźnej pomocy materialnej również i szkolenie zawodowe niewidomych, prowadziło w związku z tym warsztat szczotkarski i koszykarski.

W roku 1935 Stowarzyszenie zetknęło się z Towarzystwem Opieki nad Ociemniałymi z okazji kwesty zorganizowanej przez Towarzystwo na terenie Śląska. Pragnąc choć w części pokryć koszty związane z prowadzeniem swej działalności, Towarzystwo od paru lat na zasadzie zarządzenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przeprowadza co rocznie we wrześniu zbiórkę ofiar na terytorium całej Polski. W związku ze zbiórką organizowana jest propaganda nie tylko działalności Towarzystwa, ale i sprawy niewidomych jako takiej przez prasę, radio itp. W kilku miastach wojewódzkich urządzane są propagandowe wystawy pomocy szkolnych dla niewidomych oraz wystawy wyrobów warsztatów prowadzonych przez Towarzystwo.

W wyniku takiej kwesty w roku 1935 na podstawie decyzji Województwa Śląskiego dzieci niewidome Śląska skierowane zostały do szkół Towarzystwa w Laskach. Następnie zarówno Zarząd jak i ogół członków Stowarzyszenia doszedł do wniosku, że celowe będzie oddanie opieki nad niewidomymi Śląska dużej ogólnopolskiej instytucji.

Wpłynęło na to poznanie metod pracy Towarzystwa i duże trudności finansowe Stowarzyszenia związane z budową własnego gmachu w Chorzowie. Zwrócono się więc z odpowiednią propozycją do Towarzystwa, które ze względu na potrzebę koordynacji pracy dla niewidomych propozycję tę przyjęło.

W kwietniu 1936 r. Stowarzyszenie Niewidomych Województwa Śląskiego zostało rozwiązane, a jego działalność i majątek przekazano Towarzystwu.

W ten sposób powstał Oddział, który otrzymał własny Zarząd mianowany przez Zarząd Główny.

Rozpoczynając pracę Towarzystwo przede wszystkim starało się nawiązać bezpośredni kontakt z niewidomymi drogą osobistych wywiadów. Poza tym Towarzystwo uzyskało w Urzędzie Wojewódzkim przeprowadzenie rejestracji niewidomych, która dostarczyła 455 wypełnionych kwestionariuszy.

Przeprowadzono reorganizację warsztatu, dzieląc istniejący warsztat zarobkowy szczotkarski na dwa oddziały: męski i żeński. Osiągnięto zwiększenie wydajności pracy. Zaangażowano nowego kierownika warsztatów i kierownika działu sprzedaży.

Jednym z głównych celów chorzowskiego Oddziału Towarzystwa jest szkolenie młodych niewidomych i reedukacja tych, którzy w późniejszym wieku stracili wzrok. W tym celu Towarzystwo zorganizowało 4 warsztaty, zatrudniające 37 niewidomych pod kierunkiem niewidomych instruktorów i instruktorek wyszkolonych w warsztatach Towarzystwa w Laskach. Stworzono również bezpłatny internat dla chłopców z dalszych okolic Śląska, którzy dojeżdżać do warsztatów nie mogli, a na prośbę niewidomych pragnących uzupełnić swoje wiadomości ogólne zorganizowano dla nich kurs dokształcający. Równocześnie otwarta została biblioteka i wypożyczalnia książek brajlowskich.

Oprócz wymienionych działów Towarzystwo zorganizowało w Chorzowie Patronat. Osób patronujących było 23. Urządzano dla nich zebrania o charakterze instruktorskim, mające na celu zapoznanie ich ze sprawą niewidomych i metodami pracy dla nich.

Patronat starał się otoczyć niewidomych możliwie wszechstronną opieką, prowadząc między innymi biuro porad, do którego każdy niewidomy mógł zwrócić się o wskazówki i pomoc, w załatwieniu swoich spraw zawodowych, handlowych itp.

Patronaty w Poznaniu i Wilnie istniały od roku 1933 nie jako zorganizowane instytucje, lecz jako prywatna praca prowadzona przez przyjaciół Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi.

W r. 1936 Patronaty te zostały zalegalizowane przez miejscowe władze administracyjne. Patronat poznański posiada już swój własny lokal i w roku bieżącym otworzył sklep z wyrobami niewidomych i stałą wystawę ich prac. Patronat przychodzi niewidomym z różnorodną pomocą materialną, załatwia im sprawy w urzędach, dostarcza pracy chałupnikom itp.

Raz na miesiąc odbywają się zebrania patronujących, raz na miesiąc również zbierają się niewidomi na zebrania świetlicowe o charakterze pouczająco-rozrywkowym, urozmaicone koncertami z udziałem wybitnych artystów oraz referatami.

Patronat w Wilnie stara się również przyjść niewidomym z możliwie wszechstronną pomocą. Zapomogi pieniężne i w naturze, załatwianie spraw w urzędach, pomoc lekarska itd. Jedna niewidoma na skutek przeprowadzonej staraniem Patronatu operacji odzyskała na jedno oko wzrok; innej umożliwiono pobyt na klinice laryngologicznej i operację na koszt Patronatu.

Patronat starał się również zatrudniać niewidomych zdolnych jeszcze do jakiejkolwiek pracy; kilku niewidomych zarabia przędzeniem lnu, inni wyrabiają sznury do alb kościelnych.

Patronat w Krakowie założony został w jesieni 1936 r.

Jedna z pań, długoletni i ofiarny pracownik Patronatu warszawskiego, poznawszy przy okazji kwesty w Krakowie szereg osób dobrej woli, nakłoniła je do współpracy z Towarzystwem w zakresie opieki patronatowej. W ciągu dwóch miesięcy przeprowadziła 70 wywiadów, zbierając dane o miejscowych niewidomych i zapoznając się bezpośrednio z warunkami ich życia.

Równocześnie z tą pracą wszczęto starania o zalegalizowanie Patronatu, co nastąpiło w rok potem.

Obecnie Patronat krakowski ma pod opieką 38 niewidomych. Są to przeważnie niewidomi starsi, niezdolni do reedukacji i do pracy.

Patronat przychodzi im z pomocą, oddając każdego pod opiekę indywidualną. Obejmuje ona pomoc materialną, jak rozdawnictwo paczek i bonów żywnościowych, odzieży, drobne zapomogi pieniężne, darmowe przejazdy tramwajowe, zupełnie bezpłatną pomoc lekarską, naukę brajla, wypożyczanie książek brajlowskich, wreszcie cały szereg usług, ułatwiających codzienne życie niewidomemu, jak prowadzenie na spacer, głośne czytanie itd.

Osoby patronujące odwiedzają również w szpitalach ludzi tracących wzrok.

Od czasu do czasu odbywają się zebrania świetlicowe, a przed świętami Bożego Narodzenia i w okresie kwesty – wystawa i sprzedaż prac niewidomych.

Podobnie jak i w innych Patronatach raz na miesiąc odbywają się zebrania osób patronujących.

Działalność Patronatu ma na celu w pierwszym rzędzie pomoc tym niewidomym, którzy są zdolni do pracy i do mniej lub więcej samodzielnego życia. Ale ponieważ zawsze jest i będzie dość znaczny odsetek niewidomych chorych, niedołężnych, starych, niezdolnych do pracy, Patronat będzie miał zawsze również dział pracy ściśle charytatywnej.

W opiece zamkniętej Towarzystwa istnieje również ten dział; stanowi go przytułek dla niewidomych staruszek.

Przytułek powstał jako dział opieki Towarzystwa przy końcu r. 1913. Gdy zakład dla dorosłych został przeniesiony do mieszkania przy ul. Złotej, przytułek zajął dawny lokal opróżniony. W czasie wojny przytułek ten został rozwiązany, a większość jego pensjonariuszek umieszczono w przytułkach dla widzących. Po wojnie znów przyjęto do przytułku lub przeniesiono z zakładu dla dorosłych kilkanaście niewidomych kobiet i staruszek, które w roku 1922 umieszczono w pierwszym domku osiedla Laski.

jest jako dział opieki dodatkowy, gdyż głównym zadaniem Zakładów Towarzystwa jest przygotowanie niewidomych do pracy. Z braku miejsca do przytułku nie przyjmuje się nowych pensjonariuszek. Z czasem przytułek będzie przeznaczony dla dawnych wychowanków i pensjonariuszy Zakładów T-wa, gdy przestaną być zdolni do pracy.

Te spośród pensjonariuszek przytułku, które nic są chore lub całkowicie niedołężne, pracują w miarę możności, biorąc udział w zajęciach gospodarczych Zakładów lub trudnią się łatwiejszymi rzemiosłami. W kuchni zatrudniona jest również półwidząca spośród patronowanych przez Towarzystwo.

Kończąc ten krótki zarys działalności Towarzystwa, podkreślić należy raz jeszcze, że celem, który przyświecał tworzeniu zakładów wychowawczych jest kształcenie i wychowanie zastępu dzielnych niewidomych, którzy powinni stać się pionierami sprawy i służyć innym niewidomym swoją pracą i przykładem, pomagając swoim towarzyszom niedoli i sami znajdując radość w użytecznej pracy.

Samo tworzenie szkół i zakładów wychowawczych nie jest ani monopolem ani celem Towarzystwa, które zakłada je tylko w miarę potrzeby i dla osiągnięcia ogólniejszych celów sprawy niewidomych przez przygotowanie jej odpowiednich pracowników.

Ta różnorodna i tak wszechstronna działalność Towarzystwa rozwijała się w przeciągu z górą ćwierćwiecza etapami, nierównej niejednokrotnie długości, przy czym w każdym z tych etapów dominował przeważnie jakiś charakterystyczny rys lub wysuwała się na plan pierwszy jakaś placówka. W tym rozwoju wytwarzały się też stopniowo i krystalizowały formy i poszczególne organa tej działalności.

W pierwszym etapie kapitał zakładowy majątku, pracy i poświęcenia jednej osoby stanowi ziarno, z którego całość wyrasta. Zawiązek drobny nie może wówczas ukazać wszystkich ukrytych mocy, które w nim tkwią, ale już pierwsze pędy wyrastają we właściwym kierunku, stanowiąc początek realizacji wszystkich podstawowych założeń instytucji, jak staraliśmy się w całym powyższym zarysie wykazać.

Trudno by jednak rozpoznać zaczątek wielkiego osiedla Laski i Biur oraz Centrali Towarzystwa w Warszawie w pierwszym biurze Towarzystwa i w skromnym ognisku dziewcząt przy ul. Dzielnej, w pierwszych warsztatach męskich, w ochronce i szkółce, które przekształciły się w obecne szkoły Towarzystwa. W kilku zasadniczych rysach należy więc skreślić te fakty i tę podstawę materialną, która stanowiła podłoże tych przemian.

W pierwszym etapie, który trwał do wojny i częściowo w czasie wojny, zostały założone podwaliny Towarzystwa. Ofiarność grupy osób życzliwych dla sprawy zapewniała fundusze na utrzymanie pierwszych zakładów, Patronatu i biura Towarzystwa. Ofiarność ta była tak znaczna w stosunku do ówczesnego zakresu działalności Towarzystwa, że w pierwszym roku kapitał zakładowy, przeznaczony na prowadzenie zakładu, pozostał nienaruszony i przekazany do budżetu następnego roku.

Jednakże potrzeby niewidomych były tak wielkie, że już w następnym roku budżet układano w stosunku do tych potrzeb, a nie do przewidywanych dochodów, które wszakże aż do wybuchu wojny nie zawodziły. Większą trudność w tych pierwszych latach istnienia Towarzystwa stanowiło niedostateczne zrozumienie sprawy u wielu spośród osób zajmujących się niewidomymi i brak personelu odpowiednio przygotowanego, a co najważniejsze całkowicie oddanego sprawie.

Do r. 1918, to jest do chwili powołania przez Różę Czacką Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża dla służby niewidomym, personel ten rekrutował się spośród osób płatnych z wyjątkiem bezinteresownych pracowników Patronatu i Biura Przepisywania Książek. Na przeszkodzie dalszemu rozwojowi Towarzystwa stał wówczas również brak odpowiednich pomieszczeń na zakłady i biura.

Powyższy zarys historyczny podkreślił wyraźnie to zahamowanie, które do działalności Towarzystwa wprowadziły lata wojny i okres ściśle powojenny. Jasną jest rzeczą, że w tym okresie nie było mowy o rozszerzaniu placówek Towarzystwa, ale tylko o przetrwaniu bardzo ciężkich warunków. Wielką zasługę położyła tu ówczesna skarbniczka, na której pod nieobecność prezesa spoczywał ciężar utrzymania niewidomych, pozostających pod opieką Towarzystwa. Liczba niewidomych zredukowała się jednak w owym czasie do tych tylko, którzy nie mogli poza Towarzystwem znaleźć żadnego oparcia.

Nowy okres w historii Towarzystwa stanowi rok 1923, w którym do Zarządu weszły osoby głęboko zainteresowane sprawą niewidomych i gotowe służyć jej z całym oddaniem.

Jedną z pierwszych inicjatyw nowego Zarządu była rozbudowa osiedla Laski na działce gruntu, ofiarowanego Towarzystwu w roku 1921. Rozbudowa ta była wywołana koniecznością, gdyż wynajęte mieszkania w Warszawie nic dawały możności normalnego funkcjonowania a tym bardziej rozszerzania Zakładów Towarzystwa. Ciasnota, brak warunków zdrowotnych, brak jakichkolwiek urządzeń specjalnych dla niewidomych, wszystko to zmuszało do pomyślenia o tym, aby dać im nie tylko strawę i dach nad głową, ale odpowiednie warunki życia, rozwoju, szkolenia i pracy. Te warunki miało dać osiedle w Laskach.

Rozbudowa osiedla stawała się koniecznością nie tylko ze względu na bezpośrednie potrzeby niewidomych, ale również i ze względu na to, że dopiero Zakłady prowadzone na pewną skalę, pozwalają na racjonalną gospodarkę finansową, gdyż koszty tego samego personelu, tych samych środków szkolenia, rozkładając się na większą liczbę niewidomych, tym samym obniżają się. Toteż Towarzystwo z całym zrozumieniem zarówno potrzeby, której tym sposobem służy, jak i ciężaru, który na siebie bierze, przystąpiło do rozbudowy osiedla, wypełniającej dziesięciolecie dalszej działalności od r. 1922 do 1932. Rozbudowa ta została przeprowadzona głównie kosztem olbrzymiego wysiłku energii i przedsiębiorczości ówczesnego skarbnika Towarzystwa. Trudności były wielkie, ponieważ nie było żadnych gotowych funduszów i ponieważ jednocześnie z rozbudową należało organizować życie wewnętrzne i pracę coraz bardziej rozwijających się Zakładów Towarzystwa, a nade wszystko utrzymać i wyżywić coraz większą gromadę niewidomych.

Dwa pierwsze domki zostały wybudowane z ofiar. Przeniesiono do nich co rychlej, do jednego – część szkoły dziewczynek, do drugiego – przytułek staruszek.

Do roku 1926 wszystkie Zakłady Towarzystwa zostały przeniesiono do prowizorycznych, skromnych bardzo na razie budynków.

Było ciasno, odludno i biednie w tworzącym się osiedlu, tak że prócz trudności materialnych Zarząd miał do pokonania uprzedzenia i niezadowolenie ówczesnego personelu i samych niewidomych, którzy niechętnie widzieli przenosiny do Lasek. Wielu z nich odeszło, nie rozumiejąc dokonywujących się zmian.

To dziesięciolecie stanowi w historii Towarzystwa okres tak ciężkich prac trudów i tak wielkich wysiłków, że opisanie go szczegółowe przekraczałoby ramy tego sprawozdania.

Pierwszy duży nowoczesny gmach na szkołę i internat chłopców, rozpoczęty w r. 1926 został skończony w r. 1927. Budowa była przeprowadzona częściowo z subsydium Magistratu Warszawy, wykończona z pożyczek długoterminowych i ofiar. Dom dla dziewczynek z piękną salą koncertową został wybudowany w kilka lat później również z długoterminowych pożyczek Banku Gospodarstwa Krajowego i z ofiar.

Prócz tego wybudowano kilka mniejszych najniezbędniejszych domów na pomieszczenie biur i personelu. W obecnej chwili osiedle w Laskach ma 11 domów mieszkalnych i 6 budynków gospodarczych.

Ciężar wysiłków włożonych w tę rozbudowę był tak znaczny, że i dziś jeszcze daje się odczuwać w postaci szeregu zobowiązań pieniężnych, które powiększają i tak duże rozchody Towarzystwa. Tylko zrozumienie konieczności i celowości rozbudowy pozwoliło Towarzystwu podjąć ją i przeprowadzić w tak trudnych warunkach na wielki pożytek instytucji.

Praca nad rozbudową i zorganizowaniem osiedla Laski pochłonęła głównie i na czas dłuższy uwagę i trudy Zarządu Towarzystwa. W Warszawie w tym czasie była właściwie tylko kancelaria, dość słabo funkcjonujący oddział Patronatu i Biuro Przepisywania Książek.

Działalność Towarzystwa w Warszawie zaczęła się ożywiać od roku 1930, od chwili, gdy Towarzystwo przeniosło się z wynajętego lokalu przy ul. Polnej do darowanej posesji przy ul. Wolność 4, gdzie w pofabrycznych budynkach zostały zainstalowane biura Towarzystwa, Patronat, warsztaty dla przychodzących i Biuro Przepisywania Książek. Odtąd wszystkie te działy zaczęły się rozwijać szybko, zarówno pod względem liczebnym, jak i pod względem zorganizowania wewnętrznego.

W ciągu ostatnich lat Towarzystwo zaprzestało na pewien czas dalszej rozbudowy i działalność jego zwróciła się w kierunku lepszego zorganizowania istniejących działów, pogłębienia wiedzy tyflologicznej i umiejętności fachowej personelu, rozszerzenia i uporządkowania Biur, szczególnie Biura Sprawy Niewidomych i Działu Tyflologicznego, które mają stanowić kierownictwo teoretyczno-fachowe prac Towarzystwa.

Obecnie jednak sprawa rozbudowy stała się ponownie aktualną i bardzo pilną. Szkoły zawodowe, warsztaty zarobkowe, przedszkole – wszystkie te zakłady mieszczą się w dwóch gmachach przeznaczonych na szkoły powszechne. Odbija się to niesłychanie ujemnie zarówno na pracy w szkole czy w warsztacie, jak i na życiu internatowym. Poza tym rozrastająca się stale biblioteka brajlowska nie ma również właściwego pomieszczenia dusząc się już od lat w ciasnym, zupełnie nieodpowiednim lokalu.

Trzeba więc w Laskach znowu budować; budować dużo i prędko.

Nie jest to łatwe, zwłaszcza wobec braku jakichkolwiek stałych funduszów; poza tym Towarzystwo świadome jest, jak wielkie są jeszcze potrzeby niewidomych i jakie braki i luki są w dokonanej dotychczas pracy. To, co zostało dotąd osiągnięte, Towarzystwo zawdzięcza w pierwszym rzędzie energii i poświęceniu swych pracowników. Energia ta i to poświęcenie zdolne przezwyciężyć trudności wszelkiego rodzaju płynęły i płyną nadal ze źródeł głębszych niż czysto ludzka moc charakteru i niż czysto humanitarny cel. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi stawia sobie bowiem jako zadanie oparcie życia i pracy niewidomych na gruntownych zasadach Wiary i nauczanie ich, aby w Wierze szukali niezawodnego oparcia, hartu i męstwa w walce życiowej, która ich czeka. Również w Wierze i Ufności w Opatrzność Bożą Towarzystwo znajduje silę do pokonywania trudności, które się piętrzą na jego drodze. Opatrzność Boża na tę Wiarę odpowiada stałą i niezawodną pomocą, budząc w sercach dobrych ludzi zainteresowanie dla niewidomych ł inicjatywę przyjścia im z pomocą.

Laski, 10 kwietnia 1938 r.


*) Powrót do treści

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

s. Elżbieta Więckowska FSK

Pani Aniela

Pani Aniela pojawiła się w mojej świadomości wtedy, gdy przez Osobę, do której miała zaufanie, przysyłała mi wiosną 100 zł. na radość wakacyjną dla niewidomego dziecka. Nie oddawałam tych pieniędzy do kasy, tylko czekałam na zorganizowanie ekipy kolonijnej i przekazywałam kolonijnej siostrze wychowawczyni wraz z intencją p. Anieli i sugestią, że może to być dla dziecka, które z domu nie dostanie żadnego kieszonkowego. Z czasem ta sama Osoba pośrednicząca przekazała prośbę p. Anieli o odwiedzenie Jej w domu i podała adres w Legionowie. Pojechałam z. s. Hieronimą w niedzielne popołudnie. Pani Aniela Daszkiewicz mieszkała w jednoizbowym lokalu w bloku. Przywitała nas sąsiadka Stasia, bo p. Aniela leżała w łóżku po amputacji nogi. Serdecznie ucieszyła się do nas. W ożywionej rozmowie opowiedziała, że pracowała w szkole Matki Czackiej na Polnej. Matka nawet wizytowała jej lekcję. Pamiętała wyraźne swoje wrażenie, że ta niewidoma Kobieta widzi ją na wylot. Nie przeniosła się razem ze szkołą do Lasek, bo winna była odpracować w Warszawie pobrane stypendium. Od m. Czackiej dostała świadectwo pracy. Mimo ożywionej rozmowy, zaczęłyśmy wybierać się do domu. Pani Aniela najpierw nas zatrzymywała, a potem zreflektowała się: „Bo Wy jeszcze musicie dojechać do tych Lasków. Stasiu, pokaż Siostrom drogę na skrót do stacji”. Po spiesznym pożegnaniu p. Stasia poprowadziła nas między blokami wprost ku stacji. W kasie powiedziano, że pociąg będzie już. Gdy wchodziłyśmy na peron. z przeciwka zbliżały się światła elektrowozu. Z Dworca Gdańskiego weszłyśmy na wiadukt i zaraz do przystanku podjechał autobus linii 116. Na Dworcu PKS Marymont „nasz” autobus już stał na stanowisku i ledwie wsiadłyśmy, odjechał. Musiała p. Aniela serdecznie pomodlić się za nas, bo dojechałyśmy do domu w godzinę!

Gdy zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, posłałam do p. Daszkiewicz życzenia przygotowywane w Dziale Darów z fotografią naszych dzieci. List ten i fotografia tak bardzo wzruszyły p. Anielę, że odpowiedziała listem pełnym entuzjazmu, dołączając do listu balladę o niewidomej dziewczynce Jej autorstwa. Widać, że niewidome dzieci trwale zapisały się w Jej sercu.

Legionowo, 27 IV 1983

Kochana, Droga Siostro!

Ten serdeczny, niekonwencjonalny tytuł mego listu powstał w związku z tym, co za chwilę mam zamiar napisać:

Posyłając przez dobrą i inteligentną młodą Osobę, jak co roku moją skromna sumę na powiększenie funduszu zbieranego przez Was, Siostry, na uprzyjemnienie Kochanym Dzieciom wakacji – szkoda tylko, że tak niewielką – postanowiłam podzielić się z Siostrą wzruszeniem, jakiego doznałam otrzymując od Siostry i Dzieci życzenia Bożonarodzeniowe wraz z fotografią małej niewidomej dziewczynki, która pieści Dzieciątko w zaimprowizowanym żłóbku. Dała mi poczucie pokoju i szczęścia w mym samotnym przeżywaniu Świąt.

Był to duży wkład w moje wewnętrzne uszczęśliwienie, zawdzięczam go Waszym dzieciom i pomysłowi Sióstr by takie zdjęcia robić i posyłać je przyjaciołom Dzieci.

Nas dowód tego, co w mym wdzięcznym liście Wam przekazałam postanowiłam dołączyć do niniejszego podziękowania wierszyk, który moja fantazja twórcza poświęciła tej przemiłej dziewczynce i - jej świętej zabawie. Proszę go przyjąć szczerym sercem.

Łączę pozdrowienia dla Sióstr i wyrazy uszanowania

Aniela Daszkiewicz

Gwiazda Betlejemska nad domem dziewczynki

Ociemniała dziewczynka pięcioletnia
– radośnie stukają kopyta wielbłądów ze Wschodu…
Obróciła swą buzię uśmiechniętą
Do Jezuska leżącego w żłóbku – pudełku.
– Magowie podnoszą raz po raz wzrok
Na ognistą gwiazdę prowadzącą do Mesjasza.

Maleńka, uśmiechając się anielsko,
Otula pieluszką marznące członeczki Zbawcy.
– Gwiazda stanęła nad domem dzieci w Laskach.
– Tu?.. – pytają zdumieni Magowie.

Miał być na sianku między bydlętami
w Betlejem, jak czytali w świętych księgach.
– Spójrzcie na tę Maleńką, czy nie widzicie
Na jej twarzyczce odblasku Narodzonego Zbawcy?
Jest Mu dobrze w tym domu, jest w nim
Uczczony i ukochany! ..

Przyglądałam się fotografii i myślałam:
Przecież tu, nad tym domkiem musiała
Gwiazda się zatrzymać. Ja też szukam
Jezusa, Miałam udać się do Stajenki,
Tu Go znalazłam, najprawdziwszego, choć z gipsu…
Prawdą jest, że „przyszedł do swoich”. Maleńka głaszcze Go.

AD.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

INNE WYDARZENIA

Na przełomie sierpnia i września br. przez kilka tygodni pracownicy Zakładów Farmaceutycznych Polpharma S.A. w ramach wolontariatu zrealizowali w Laskach projekt odnowienia introligatorni w Bibliotece Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Pomysłodawczynią projektu była Starsza Specjalistka ds. Operacyjnego Zapewnienia Jakości z Polfy Warszawa – pani Lucyna Szcześniak, którą wsparły 24 osoby z różnych działów firmy. Oprócz introligatorni odnowiono także ściany pomieszczeń sąsiadujących z introligatornią; między innymi pomalowano drzwi w redakcji LASEK. W pomieszczeniu głównym odświeżone zostały ściany i sufit, położono nową wykładzinę imitującą parkiet oraz odnowiono stół introligatorski. Wielu pracowników wsparło akcję finansowo, ponieważ dostępny budżet okazał się zbyt skromny.

W pracach pomagali pracownicy biblioteki, dzięki czemu udało się dokonać tak wiele. Na szczególne podziękowanie zasługuje również pan Bogdan Włodarczyk, który złożył wszystkie nowe regały i przez kilka tygodni wspierał wolontariuszy życzliwą pomocą, usprawniając technicznie ich pracę. Na zakończenie wszyscy zaangażowani w projekt spotkali się przy kawie i pysznej szarlotce.

Ważna dla naszego środowiska jest opinia głównej Pomysłodawczyni projektu – pani Lucyny Szcześniak, która powiedziała: „Biblioteka w Laskach to miejsce szczególne, historyczne, promieniujące dobrem i troską o drugiego człowieka. Dobro rodzi kolejne dobro. W trakcie tego wolontariatu przekonałam się, jak wielkim darem jest nasz czas, który dobrowolnie i z radością możemy ofiarować komuś innemu”.

Załączamy listę wolontariuszy. Panie: Wioletta Cylkowska, Wiesława Dolińska, Agnieszka Frączyk, Barbara Gawronia, Joanna Ginko, Anna Górnicka, Edyta Kisielewska, Hanna Kornatowska, Lena Korneli, Anna Kruk, Ewa Kucharska, Małgorzata Krupa, Agnieszka Mędrala, Żaneta Mężyńska, Aneta Piasecka, Beata Pogorzelska, Anna Sołoducha, Joanna Szaro, Lucyna Szcześniak, Ewa Wierczuk, Magda Zio

Panowie: Leszek Borowski, Kamil Kiska, Tomasz Klisowski i Krzysztof Rutkowski

Każdemu z osobna i całej ekipie – dziękujemy za niezwykłe zaangażowanie i serce pozostawione w Laskach. Zapewniamy o trwałej pamięci, życząc z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia wiele radości i pomyślności w Nowym Roku 2022.

2.08. W kaplicy Matki Bożej Anielskiej śluby wieczyste złożyły: s. Justyna i s. Jadwiga. Po uroczystej Eucha rystii Siostry wraz ze swoimi gośćmi udały się na agapę do Domu Rekolekcyjnego. Świętowanie trwało jeszcze podczas wspólnego obiadu.

14.08. Podczas Mszy św. o godz. 8:00, Siostry Profeski Wieczyste po ośmiodniowych rekolekcjach odnowiły swoje śluby.
Po Mszy św. na Sali Domu św. Franciszka nastąpiło poświęcenie i wręczenie habitów Siostrom Nowicjuszkom oraz nadanie imion zakonnych s. Sylwii – s. Alicja i s. Dorocie – s. Zuzanna.

15.08. Kolejny dzień sierpniowych uroczystości. Podczas Mszy św. o godz. 8:00, w tym roku inaczej niż w latach poprzednich, bo w kaplicy MB Anielskiej w Laskach pierwsze śluby złożyły s. Maria Alicja od Woli Bożej i s. Maria Zuzanna od wierności Boga. Po Mszy św. i życzeniach uczestnicy uroczystości spotkali się na śniadaniu w Domu Rekolekcyjnym.

Artykuł ilustruje fotograia: s. Leona Czech FSK

5.09. W Laskach odbyła się prapremiera filmu p. Piotra Górskiego pt. „Widzieć w ciemności”. Film ukazuje Matkę Czacką w wielowątkowy sposób. Jednym torem biegnie opowieść o jej życiu, drugim są świadectwa mieszkańców i współpracowników Lasek.
Film zaprezentowano w specjalnie na tę okazję ustawionym namiocie między murem Zakładu, a kawiarenką Domu Przyjaciół. Wśród zaproszonych gości był ks. kard. Kazimierz Nycz oraz przedstawiciele głównych sponsorów filmu.

12.09. Wielki dzień dla całego Dzieła Lasek. O godz. 8:00 do Świątyni Opatrzności wyruszyły z Lasek pierwsze grupy. Na miejscu spotkali się „ludzie Lasek” z Żułowa, Sobieszewa i Rabki. O godz. 12:00 rozpoczęła się uroczysta Msza św. beatyfikacyjna, której przewodniczy ks. kard. Marcello Semeraro. W Eucharystii można było też uczestniczyć poprzez udostępnione na szeroką skalę transmisje. Przed kaplicą Matki Bożej Anielskiej w Laskach ustawiono duży telebim dla wszystkich, którzy chcieli przeżyć ten dzień w szczególnej bliskości Matki Elżbiety.

13.09. W kaplicy MB Anielskiej w Laskach o godz. 10:30 sprawowana była Msza św., której przewodniczył wyjątkowy gość – kard. Marcello Semeraro. W koncelebrze byli: abp Salvatore Pennacchio oraz kilku kapłanów, którzy przybyli do miejsca życia i śmierci Błogosławionej, dziękując za Jej życie i powołanie.

22.09-1.10. Pielgrzymka do Medjugorje zorganizowana przez Krajowe Duszpasterstwo Niewidomych wspólnie z Biurem Podróży „Ad Astra”. Pielgrzymkę, połączona była ze zwiedzaniem zabytków Bośni i Chorwacji. Podczas pobytu w Medjugorje pielgrzymi codziennie uczestniczyli w międzynarodowych modlitwach rozpoczynających się późnym popołudniem na pla cu przed kościołem; był to wspólny różaniec i Msza św. W kolejnych dniach w programie pielgrzymki było wejście na Górę Objawień Podbrdo, zapoznanie z historią objawień Matki Bożej, nawiedzenie kościoła św. Jakuba. Na górę idzie się po nieregularnych kamieniach, także nie wszystkim udało się dotrzeć na miejsce, w którym pierwszy raz, w czerwcu 1981 r., ukazała się Matka Boska. Do dziś „widzący” mają objawienia, chociaż w różnym czasie i nie wszyscy z taką samą częstotliwością. Maryja w przekazywanych im krótkich orędziach prosi o modlitwę, post, pokutę, czytanie Pisma Świętego.
W Medjugorje jest zwyczaj, że każdy pielgrzym może poprosić o błogosławieństwo każdego napotkanego księdza. Na placu przed kościołem cały dzień odbywa się spowiedź w różnych językach, w tę posługę włączyli się również nasi księża.
Wzruszające było spotkanie z młodymi ludźmi mieszkającymi i pracującymi we wspólnocie, która ratuje młodzież uzależnioną od różnych nałogów.
Wszyscy głęboko przeżyliśmy udział w drodze krzyżowej, odprawianej podczas wejścia na Górę Krizevac, a dla części pielgrzymów przy wyjątkowym krzyżu w Medjugorje.
Z Bośni pojechaliśmy do Chorwacji na wybrzeże Adriatyku, skąd robiliśmy wycieczki do kilku znanych z historii miejscowości. Zwiedziliśmy pałac Dioklecjana w Splicie, Trogir i Dubrownik. Oczywiście, jak na pielgrzymów przystało, każdego dnia uczestniczyliśmy we Mszy św. i innych modlitwach. Pogoda nam dopisywała; ostatniego dnia pobytu w Chorwacji, kąpaliśmy się w morzu i odpoczywaliśmy pod palmami.
Krajowe Duszpasterstwo Niewidomych, od wielu lat organizuje pielgrzymki do znanych sanktuariów w Polsce i zagranicą. Każda z nich, jest bardzo starannie przygotowywana, tak, aby osoby niewidome mogły jak najwięcej poznać i doświadczyć.

23.09. W Domu Dziewcząt uroczyście obchodziliśmy święto Patrona - Stanisława Kostki. W tym dniu miała miejsce premiera przedstawienia pod tytułem
„O tym jak święty Stanisław bal dla Matki Elżbiety w niebie przygotował” – scenariusz i reżyseria: siostra Jana Maria. Ale zanim przedstawienie odbyło się, wymagało to ogromnego zaangażowania wielu osób. Potem przyszła kolej na zakupienie odpowiednich tkanin, rozmaitych dodatków, aby ubrać lalki, czym zajęła się pani Agata Wiśniewska. Konstrukcję lalek stanowiły drewniane łyżki, które należało ubrać i odpowiednio ucharakteryzować z uwzględnieniem najważniejszych szczegółów. Nad wykonaniem lalek pracowały s. Jana Maria, s. Agata, panie: Ewa Dejek, Agata Wiśniewska, Asia Betlińska-Kowalska. Za choreografię odpowiedzialna była pani Marzena Olkowska, za scenografię pani Basia Kaiser. Za audiodeskrypcję odpowiadała pani Małgosia Połomska, a nad aranżacją muzyczną czuwała pani Ania Urbańczak-Psuja.

26.09.75. Rocznica śmierci Czcigodnego Sługi Bożego o. Władysława Korniłowicza połączona z modlitwą o Jego beatyfikację.

5. 10. Uroczystość z okazji święta Domu Chłopców rozpoczęła się o godzinie 16.00 Mszą św. w Kaplicy Centralnej koncelebrowaną przez Księży: Marka, Kazimierza i Edwarda. W trakcie kazania ksiądz Marek nawiązał do patronki Domu Chłopców św. Tereski od Dzieciątka Jezus. Po Mszy św. przeszliśmy do Domu Chłopców.Wystrój sali na pierwszym piętrze w Domu Chłopców tworzył kameralny, wyjątkowy nastrój. Na samej górze granatowej kurtyny umieszczony został napis białymi, drukowanymi literami, który brzmiał „Połączyła ich Świętość”. Poniżej zawieszone zostały portrety matki Czackiej, św. Tereski oraz kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pod wizerunkami znane nam już motta:
„Przez Krzyż do Nieba”, „Moim Niebem będzie dobrze czynić na Ziemi”, „Soli Deo – Bogu Samemu”. Po części artystycznej goście zostali zaproszeni na uroczystą kolację.

22-23.10. W Orawskim Centrum Kultury w Jabłonce odbył się XXIV Festiwal Piosenki Religijnej na Orawie STABAT MATER. Wzięli w nim udział wychowankowie Internatu z Rabki, prezentując dwa utwory związane z Błogosławioną Matką Elżbietą Czacką – „Wszystko dla Boga” (słowa i muzyka s. Damiany FSK) oraz pieśń autorstwa ks. Rafała Jaworskiego „Błogosławiona Elżbieto Różo Czacka”. Utwory zostały wykonane przez uczniów – Angelikę i Krzysztofa – wraz z siostrami: s. Dolores i s. Józefą przy akompaniamencie wolontariuszki Julii i ucznia Wojtka. Do udziału w tegorocznej edycji zgłosiło się 28 wykonawców, a z naszego Ośrodka Zespół „Słoneczne Nutki” zgłosili p. Katarzyna Kaznowska – Kozioł i p. Adam Zięba, którzy służyli pomocą artystyczną i organizacyjną. Przesłuchania odbywały się w serdecznej atmosferze. Zespół Słoneczne Nutki z Rabki-Zdroju otrzymał wyróżnienie w kategorii zespół młodzieżowy. Podczas ogłoszenia wyników odczytano słowa:, Jury z serca pragnie przekazać uznanie Siostrom Franciszkankom ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Rabce-Zdroju za stworzenie zespołu „Słoneczne Nutki” i przybliżenie sceny swoim podopiecznym”.

1-3.10. W Domu Rekolekcyjnym w Laskach odbyła się kolejna Sesja rekolekcyjna ze św. Franciszkiem – Franciszku, dlaczego za Tobą? Poprowadził ją o. Robert Serafinowski OFM Conv., redaktor programowy Radia Niepokalanów.

13.10. W kościele św. Marcina w Warszawie przy ul. Piwnej, podczas Mszy św. o 17:30, ks. kard. Kazimierz Nycz udzielił sakramentu bierzmowania młodzieży z KIK‑u

14.10. Laski. W świetlicy Domu Dziewcząt odbyło się ośrodkowe spotkanie kadry pedagogicznej z prezesem Pawłem Kacprzykiem, z dyrektorką Ośrodka p. Elżbietą Szczepkowską, z dyrektorką Szkoły Muzycznej p. Beatą Dąbrowską i z kierownikami poszczególnych placówek. Podczas spotkania nagrodzono pedagogów zasłużonych w pracy pedagogicznej. Po południu dziewczęta skupione w Radzie Internatu uczciły ten dzień koncertem, na którym zaprezentowano własną twórczość. Było dużo radości i śmiechu. Nie zabrakło też smacznych wypieków.

16.10. Siostra Gabriela uczestniczyła w 50. Jubileuszowej Ogólnopolskiej Konferencji Sióstr Historyczek i Archiwistek w Warszawie. Temat wiodący: „Błogosławiony Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Polski – Ojciec żeńskich wspólnot zakonnych”. Siostry przedstawiały wybrane momenty wspólnych spotkań Księdza Prymasa z siostrami z poszczególnych zgromadzeń, np. podczas wakacji, jubileuszy, a także przy okazji rozwiązywania trudnych spraw. S. Gabriela przedstawiła prezentację „Wspólne drogi błogosławionych Matki Róży Czackiej i kard. Stefana Wyszyńskiego”. Podobnym tematem siostra podzieliła się 22 października w Sosnowcu z siostrami Karmelitankami Dzieciątka Jezus, u których – w Czernej – w czasie II wojny światowej ukrywały się nasze siostry: s. Teresa Landy i s. Katarzyna Steinberg

22.10. W dzień 145. urodzin naszej Matki – bł. Elżbiety Czackiej – Matka Judyta, s. Miriam, s. Jana Pawła i ks. Marek Gątarz – wyruszyli na Ukrainę, aby wziąć udział w uroczystości wprowadzenia relikwii nowej Błogosławionej w Białej Cerkwi.

24.10. Siostra Agata FSK odwiedziła niepubliczne przedszkole sióstr Służebniczek Śląskich w Warszawie, gdzie starała się opowiedzieć o tym, jak wyglądają misje w Indiach i w Rwandzie (Afryka), opowiedzieć o tamtych dzieciach, ich zabawach i uczeniu się samodzielności. W przerwach, których wymagały najmłodsze przedszkolaki (3-4 latki,) dzieci "przeleciały się samolotem", pozamiatały podłogę szczotką z trawy i wyprały swoje chusteczki na kamieniu. Dowiedziały się, że nie można grymasić, bo to na misjach jest zakazane. Na zakończenie p. Marta, wychowawczyni jednej z grup, włożyła sari i zamieniła się w indyjską nauczycielkę. Bardzo ładnie wyglądała w tym stroju.

2.11. Ośrodek w Rabce wziął udział w akcji Ministerstwa Edukacji Narodowej „Szkoła pamięta”. Uczniowie podjęli działania realizowane w ramach akcji „Szkoła pamięta” i przeszli szlakiem miejsc pamięci w Rabce, przygotowali przepiękne wiązanki nawiązujące do polskiej tradycji świąt zadusznych, nawiedzili cmentarz żydowski oraz grób Fundatorek Szkoły św. Tereski w Rabce, modlili się modlitwą różańcową za bohaterów naszej Ojczyzny.

7.11. Podczas Mszy świętej dla dzieci w parafii św. Marii Magdaleny na warszawskim Wawrzyszewie. Podczas kazania s. Agata opowiedziała dzieciom i młodzieży historię Dzieła Lasek i przybliżyła postać bł. Matki Elżbiety Czackiej. Czytanie podczas Mszy św. miał nasz wychowanek Damian – mieszkaniec tej parafii, Po Mszy św. wiele osób było zainteresowanych ewentualnym wolontariatem w Laskach.

9.11. Rabka. Z okazji obchodów 103. rocznicy odzyskania Niepodległości uczniowie zaprosili społeczność szkolną na montaż słowno-muzyczny pt. Pisk Białego Orła. W czasie inscenizacji śpiewano pieśni patriotyczne, a symbolem wolnej Polski stał się Biały Orzeł, którego głos – pisk, słyszalny w duszy Polaków, nie pozwalał tracić nadziei. Ta niecodzienna lekcja historii z pewnością dla wielu z nas była okazją do refleksji nad tym, jacy jesteśmy, czego pragniemy, do czego w życiu dążymy.

10.11. O godz. 11:11 uczniowie, nauczyciele i siostry z Ośrodka św, Tereski w Rabce odśpiewali Hymn Państwowy, włączając się w inicjatywę Ministerstwa Edukacji Narodowej Szkoła do Hymnu z okazji Narodowego Święta Niepodległości.
Po południu w odbyła się Wieczornica Patriotyczna poświęcona Bohaterom Niepodległości. W czasie spotkania wokół zaimprowizowanego ogniska z płonącym ogniem zaśpiewaliśmy Katechizmu dziecka polskiego W. Bełzy, co było okazją do przypomnienia polskich symboli narodowych. Naśladowaliśmy lot orła białego, słuchaliśmy łopotu flag biało-czerwonych, odgłosów walk. Przybliżyliśmy historię rozbiorów Polski, utratę niepodległości. przypomnieliśmy nazwiska wybitnych Polaków. Na zakończenie podążaliśmy ,,Marszem Niepodległości”, w rytm piosenek legionowych, a w muzycznym konkursie: ,,Śpiewające fortepiany” – podzieleni na białą i czerwoną grupę – odgadywaliśmy tytuły patriotycznych piosenek.

11.11. W Dniu Święta Niepodległości włączyliśmy się w obchody 103. rocznicy odzyskania niepodległości w Rabce-Zdroju. Po Mszy Świętej w intencji Ojczyzny, którą odprawiał ks. Szymon Janiczek, o godz. 13.00 wyruszyliśmy z flagami na Deptak Zdrojowy, gdzie odsłonięto pomnik Żołnierzy z Rabki walczących w II wojnie światowej u boku gen. Stanisława Maczka. W uroczystości brali udział przedstawiciele władz samorządowych i wojewódzkich z panem burmistrzem Leszkiem Świdrem. W wydarzeniu uczestniczyli także inni goście oraz przedstawiciele różnych grup z naszego miasta, w tym także harcerze, uczniowie szkół podstawowych i średnich. Na zakończenie uroczystości wysłuchaliśmy koncertu orkiestry dętej OSP Rabka-Zdrój.

14.11. W Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie podczas pięciu Mszy świętych siostry mówiły o bł. Matce Elżbiecie oraz Jej służbie w czasie wojny. Siostra Margerita zaśpiewała psalm, a także opowiedziała o swojej łączności duchowej z Matką, przywołując niektóre momenty z życia naszej Błogosławionej. Po Mszy św. dzieci – i nie tylko – mogli otrzymać na kartonikach napisane przez s. Margeritę alfabetem Brailla swoje imiona.

20.11. Rabka. Delegacja uczniów ze szkoły podstawowej i przysposabiającej do pracy reprezentowała nasz Ośrodek w Ogólnopolskich Mistrzostwach Sztafet Uczniów na ergometrze wioślarskim w Krakowie. Zawody zostały zorganizowane przez klub UKS Salwator "NPS" w Krakowie w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie. Na hali spotkali się zawodnicy ze szkół dla osób niewidomych z Warszawy, Bydgoszczy, Krakowa i Rabki. Nasi zawodnicy zdobyli medale i statuetkę za udział w zawodach oraz słodkie nagrody.

21.11. Siostra Jana Maria i s. Jana z dwoma dziewczynkami z Ośrodka w Laskach pojechały do parafii Chrystusa Króla w Żywcu, gdzie odbyło się uroczyste wprowadzenie relikwii bł. Matki Elżbiety Czackiej i Prymasa Wyszyńskiego. Wydarzenie poprzedziły trzydniowe rekolekcje prowadzone przez ks. Tomasza Beka. Niedzielna uroczystość połączona była z odpustem parafialnym i srebrnym jubileuszem kapłaństwa jednego z księży. Parafianie w tradycyjnych strojach żywieckich, orkiestra oraz strażacy prowadzili procesję z relikwiami wokół kościoła..

25.11. Na Sesji Koła Naukowego Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku s. Radosława przybliżyła charyzmat bł. Matki Elżbiety, a p. Jadwiga Borek – podzieliła się własnym doświadczeniem i ukazała wartość duchowego przesłania Matki Elżbiety. Po południu klerycy wraz z księżmi profesorami przyjechali do Lasek

26.11. Rabka. Uczniowie wraz z nauczycielami zaprosili Siostry na spotkanie z okazji Święta Zgromadzenia. Zaprezentowano piękny program artystyczny, dziękując w ten sposób za codzienną obecność Sióstr. Uczniowie przedstawili historię błogosławionej Matki Elżbiety Róży Czackiej w kilku scenkach z jej życia. Następnie złożyli życzenia w formie muzycznych instrumentalizacji i innych niespodzianek. Wszystkim Siostrom Franciszkankom pracującym w różnych placówkach w Polsce jak i za granicą składamy serdeczne życzenia: „Przez Krzyż – do Nieba!”

30.11. W Żułowie zmarła mieszkanka śp. Irena Frączek, lat 90. Pochodziła z Krasnegostawu, a w „Domu Nadziei” przebywała kilka miesięcy.

3.12. Prezydent Andrzej Duda wręczył odznaczenia państwowe z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Niepełnosprawnych. Wyróżnione zostały osoby zaangażowane w niesienie pomocy niepełnosprawnym oraz zasłużone dla rozwoju sportu.
Srebrnym Krzyżem Zasługi został wyróżniony Paweł Kacprzyk - prezes Towarzystwa Opieki Nad Ociemniałymi Stowarzyszenie! Redakcja LASEK składa serdeczne gratulacje!

INNE WYDARZENIA

przygotowała Anna Pawełczak‑Gedyk na podstawie „Karty z życia Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża” redagowanej przez siostrę Leonę Czech FSK, informacji placówek TOnO z Rabki, Sobieszewa i Żułowa oraz strony internetowej Lasek redagowanej przez Weronikę Kolczyńską.

FOTOGRAFIE:

siostra Leona Czech FSK, Weronika Kolczyńska, siostra Lidia Witkowska FSK oraz archiwum z Rabki, Sobieszewa i Żułowa. Wykorzystano również zdjęcia z archiwum rodzinnego błogosławionego księdza Jana Machy oraz materiał fotograficzny zamieszczony na stronie internetowej Kurii Metropolitalnej Archidiecezji Katowickiej. Włączono także zdjęcia z Archiwum Zakładów Farmaceutycznych Polfarma S.A.

⤌ powrót do spisu treści

⤌ powrót na początek spisu treści

Warunki prenumeraty czasopisma Laski na cały rok

Prosimy o przekazanie na adres:
Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach,
Laski, ul. Brzozowa 75, 05-080 Izabelin

– kwotę 50 zł (pięćdziesięciu złotych)z koniecznym zaznaczeniem: na czasopismo Laski

lub na konto:
PKO BP S.A. II O/Warszawa
Nr 81 1020 1026 0000 1602 0015 7289
również z zaznaczeniem: na czasopismo Laski
(w miejscu: rodzaj zobowiązania – na odcinkuprzeznaczonym dla posiadacza rachunku)

Redakcja

Lista ofiarodawców
na czasopismo „Laski” – na 2021 rok

Helena Adamczyk, Ludwika Amber, Irena i Antoni Bełchowie, Jadwiga Bieniak, Maria Burczyńska, Bożena Cierżyńska, Teresa Chartman, Stefania i Wacław Czyżyccy, ks. Stanisław Ćwierz, ks. Antoni Drosdz, Maria i Wiesław Dworniccy, Zofia Formańska, Stanisław Gąsior, Joanna Geiger, Katarzyna i Adam Glema, Norbert Głowik, Jan Gołąb, Justyna i Władysław Gołąbowie, Czesława i Kazimierz Gorzelokowie, Marian Grobelny, Anna i Piotr Grocholscy, Teresa Herman, Christina Hakuba, Maciej Jakubowski, Marian Jaworek, bp Jacek Jezierski, Jarosław Komorowski, Maria Kowalska, Genowefa Krużyńska, Maria Kwiatkowska, Kazimierz Lemańczyk, bp Piotr Libera, Jarosław Łabęcki, Anna Maria Manek, Paweł Meissner, Kazimiera Musiałowicz, Urszula Teodozja Mikusek, ks. Jan Niewęgłowski, Barbara Niewiadomska-Michałowicz, Genowefa Niziołek, Władysław Norkiewicz, Marianna Ogień, Zofia Okrutniewicz, ks. Jan Ornat, Bożena Paradowska, Krystian Pendziwiatr, Agnieszka Piotrowska, Teresa i Bolesław Pochopień, ks. Zygmunt Podlejski, Urszula Pokojska, ks. Jarosław Popławski, Henryk Przewłocki, Jacek Putz, Alicja Rakowska, Maria Rawicz, Grzegorz Rosiak, Maria Ruszkowska, Włodzimierz Samborski, Paweł Sawicki, Zofia Sądej, ks. Tadeusz Skura, Barbara Strońska, Teresa Szymańska, Elżbieta Ślipska, ks. Tadeusz Śliwowski, Jadwiga Śmiałowska, ks. Antoni Tronina, Jan Tronina, Elżbieta Więckowska, Agnieszka Wężyk, Zofia Wilczyńska, Krystyna Wróbel

Serdeczne Bóg zapłać

⤌ powrót na początek dokumentu