Opinie


UCZNIOWIE I ABSOLWENCI O SZKOLE

"Niezmiernie cieszy mnie fakt, że mogłam być uczennicą Szkoły Muzycznej w Laskach. Piszę o tym z głębokim przekonaniem, choć zrozumiałam to w pełni dopiero wtedy, gdy rozpoczęłam studia w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, będące spełnieniem moich dziecięcych marzeń. Realizacja ich nie byłaby możliwa bez edukacji w Laskach. Z perspektywy czasu doceniam wiec wiedzę, którą zdobyłam w ciągu sześciu lat nauki. Chciałabym zachęcić wszystkich, którzy są uczniami szkoły muzycznej, by wytrwale dążyli do wyznaczonych celów rozwijając swoje pasje i życzyć wielu sukcesów".
Roksana Hajduk – absolwentka Szkoły Muzycznej w Laskach

"Moje ulubione zajęcia w szkole muzycznej to śpiew i pianino. Lubię pracować z panią Beatką, ponieważ uczę się grać na pianinie i ustawiać dobrze palce. Na zajęciach ze śpiewu z panią Łucją, uczę się śpiewać nowe utwory. Uwielbiam śpiewać po włosku, jak i zarówno w innych językach".
Maciej Kotyński

"W szkole muzycznej jestem już od kilku lat i z każdym rokiem o muzyce dowiaduję się coraz więcej. Największą przyjemność mam z grania na instrumentach i śpiewu, bo w ten sposób muzykę poznaję się najlepiej. Oprócz poznawania muzyki w praktyce w szkole muzycznej można też poznawać muzykę w teorii na audycjach muzycznych. Tam uczymy się rozpoznawania muzyki z różnych epok, dowiadujemy się różnych rzeczy o życiu kompozytorów i ich twórczości, jeździmy na koncerty do filharmonii. To umożliwia nam poznanie środowiska muzycznego i ludzi z nim związanych".
Klaudia Sieradzka

"W szkole jest super! Najbardziej lubię śpiewać i grać na fortepianie. Uwielbiam też występować".
Maciuś – uczeń pierwszej klasy Szkoły Muzycznej
 

"Dzięki temu, że podjęłam naukę w Szkole Muzycznej w Laskach, mogę rozwijać swój talent. Otrzymane tu podstawy pomagają mi dziś, gdy kontynuuję naukę w Studium Organistowskim w Warszawie".
Karolina – uczennica Studium Organistowskiego
 

"Szkoła muzyczna dała mi wiele przestrzeni radości. Ta szkoła jest takim miejscem dla mnie, bez którego nie umiem żyć. Muzyka jest całym moim światem. Nie umiem bez niej być”.
Magdalena – absolwentka
 

"Szkoła jest dla mnie miejscem radości. Lubię grać i śpiewać, chociaż nie mam emisji głosu".
Ewa – uczennica szóstej klasy Szkoły Muzycznej
 

"Generalnie rzecz biorąc miło wspominam edukację w Szkole Muzycznej, jednak najbardziej lubiłam uczęszczać na lekcje organów u Pana Tomasza Tokarskiego. Dla mnie Szkoła Muzyczna poza tym, że się w niej rozwijałam, była często odskocznią od różnych innych problemów. No chyba, że przychodził czas egzaminów to wiadomo, że człowiek w stresie, więc nie myśli się w takich kategoriach".
Dorota – absolwentka z 2007 roku
 

"Zainteresowanie muzyką i grą na fortepianie towarzyszyło mi już od najmłodszych lat. Na pierwszą lekcję gry na fortepianie zostałam zapisana na moją własną prośbę, kiedy byłam w przedszkolu. Dobrze pamiętam ten dzień, kiedy powiedziałam Pani wychowawczyni, że ja chcę grać na pianinie. Moje życzenie zostało niemal natychmiast spełnione. Uczęszczałam na lekcje fortepianu, a po kilku latach dołączyły także zajęcia z gry na organach. Poznałam w tym czasie wielu nauczycieli. Wspomnienia z egzaminów semestralnych towarzyszą mi do dziś. Najbardziej rysują się w mojej pamięci te długie chwile oczekiwania na swoją kolej, ten stres jak pójdzie, a potem oczekiwanie na werdykt, po którym następowała radość, zadowolenie z siebie, duma, ale też i poczucie porażki, niezadowolenie i słowa nauczyciela, że nie jest tak źle, że i tak było dobrze. Bardzo ciepło wspominam zajęcia z poszczególnymi osobami, na których dane było mi poczuć się wyjątkowo, kiedy czułam, że robię coś dobrze, kiedy byłam chwalona za postępy. Najbardziej lubiłam występy różnego rodzaju. Z jednej strony była trema, był stres, ale było też pozytywne napięcie, kiedy wchodziłam na scenę i miałam świadomość, że występuję przed publicznością. To jest to, czego dzisiaj mi brakuje chyba najbardziej.
To, co jednak najbardziej pamiętam i co jako pierwsze wspomnienie przychodzi mi do głowy, to przedłużane zajęcia. Dobrze pamiętam jak tego nie lubiłam i jak nie umiałam powiedzieć, że już chyba muszę iść, bo zaczynają się kolejne zajęcia. Ale najbardziej nie lubiłam tego, że musiałam ćwiczyć. Tak, wiem, że to konieczne i wtedy też wiedziałam, i nie miałam nikomu za złe, że jest to ode mnie egzekwowane, ale szczerze tego nie lubiłam. Z pewnością byłam najmniej zdyscyplinowaną uczennicą.
Z jednej strony kochałam grę na fortepianie, a jeszcze bardziej na organach, ale ćwiczyć nienawidziłam. Mogłam grać już wtedy, kiedy utwór dobrze umiałam, to sprawiało mi największą przyjemność.
Nauka w szkole muzycznej zajęła kawał mojego życia i mimo, że często wiązało się to z brakiem wolnego czasu, bo najpierw lekcje w szkole, a potem zajęcia w Szkole Muzycznej, to nie żałuję. Miałam szansę na rozwijanie swoich zainteresowań i pasji i to jest najważniejsze".
Monika – absolwentka z 2007 roku
 

"Mam wiele wspomnień z okresu nauki w szkole Wyjazdy z chórem na rozmaite koncerty i trasy zagraniczne, różne pojedyncze wspomnienia z lekcji lub muzycznych wydarzeń szkoły i wiele innych. Chciałabym jednak opisać moje wspomnienia związane ze zdawaniem dyplomu pierwszego Stopnia Szkoły Muzycznej z fortepianu. Do dyplomu przygotowywała mnie Pani Beata Dąbrowska. Pamiętam dobrze, jak wielkie to było dla mnie przeżycie.
Z jednej strony ogromna nobilitacja, bo po raz pierwszy miałam zagrać utwór Fryderyka Chopina (Cantabile B-dur). Z drugiej jednak strony ogromne nerwy. Ciągle miałam gdzieś w głowie: «tam będzie pełna sala ludzi i sroga komisja egzaminacyjna, a na scenie tylko fortepian i ja». Miałam to szczęście, że do pierwszego egzaminu w szkole muzycznej, (mowa o Szkole Muzycznej w Izabelinie), przygotowywała mnie też Pani Beata Dąbrowska. Byłam małym dzieckiem i tak mocno przejęłam się tym egzaminem, że usiadłam do fortepianu, trzy razy podnosiłam i opuszczałam ręce, ale zagrać nie mogłam nic. Wtedy Pani Beata do mnie podeszła, coś mi powiedziała, uściskała i jakoś poszło. Na dyplomie… No cóż. Na dyplomie nie byłam już małą Agatką i nikt nie mógł do mnie podejść i uścisnąć. Pamiętam, jak Pani Beata wycierała mi ręce spirytusem salicylowym, żeby się nie pociły. Pamiętam, jak wywaliłam się w etiudzie. Pamiętam też, że cantabile zagrałam pięknie. Grałam z serca i duszy, z ciała całego i umysłu. Wyszło! Po dyplomie poproszono mnie do świetlicy, gdzie ogłoszono mi wynik: ocena bardzo dobra. Pamiętam, że wszyscy ściskali mi rękę, a św. pamięci Pan Andrzej Garbarski, który miał wyjątkowo duże i silne ręce, życzył mi rąk co najmniej tak samo dużych. Tego samego dnia zdawały też dyplom Ania i Julita. Każda z nas grała jeden utwór Fryderyka Chopina. Największym wyróżnieniem było dla mnie, gdy obecna na naszych dyplomach Profesor Barbara Hesse-Bukowska powiedziała, że moje wykonanie jej się podobało najbardziej".
Agata – absolwentka z 1999 roku