Wiersz "Łódka"

14-06-2014

Nie szukajcie łodzi co płynie po jeziorze. Nie wypatrujcie w ciemności jej żagli purpurowych. Nie pytajcie o ludzi na niej płynących, bo nikt nie odpowie. Ściana milczenia

Gdy ich jednakże jakoś odnajdziecie nie próbujcie wejść w ich życie z łoskotem Oni na zawsze otuleni są ciszą. Tą która dusze ze strachu ulecza

Nie skaczcie w wodę gdy fale wysokie żaglówkę ich zakrywać poczynają. Ona wypłynie. Bo jest zrobiona z marzeń.

Ona wypłynie jak ich marzenia, których nie zatopili w burzliwym morzu życia. Oni na tej łódce poznali szczęście.

Nie pamiętają o dawnym życiu. Nie pamiętają o swych zakrętach. Nie pamiętają drogi do domu. Bo to jest przecież łódź zapomnienia.

Trzciny na brzegach jeziora szumią. Ptaki na drzewach przybrzeżnych śpiewają. Wody jeziora się kołysaną w rytm nie spokojny.

Oni osiedli gdzieś nad jeziorem. Im przyjdzie dożyć tego co chcieli. Czyli spokoju.

Oni się śmieją. I myślą także. Mimo radości nić smutku przeplata się w tym obrazie.

A gdzieś tam w mieście znowu dzień pracy. Ludzie czekają na podwyższenie ich pensji marnych. A inni jeszcze w telewizorze. Makabrę dnia znów oglądają. Ludzi bez dusz. Ludzi bez serc. Ludzi ze sztuczną maską uśmiechu znów przez ekran widzą

Jednak my czujemy się lepsi od tych ludzi zza szklanej szyby. Lepiej się śmiać. Lepiej się smucić. Lepiej czasem nad swym życiem przystanąć.

Lecz czemu jest tak, że my myślimy nad życiem. A inni odwrotnie. Myślą już nawet jak śmierć udoskonalić. Pytają dzieci czy chcą umierać. Pytają o to ich. Naszą przyszłość. Niektóre dzieci odpowiedziały. Lecz nie są winne. Przecież nie wiedziały.
Pęd samochodów, huk szybkich kroków. Ludzie gdzieś biegną, a ja nie nadążam.
Ja nie nadążam, bo więcej myślę. Zamiast biec z nimi wracam na Mazury.

Ciche jezioro chce uspokoić. Cichy szum trzcin chce uśpić mnie. A ja nie umiem ni odpłynąć łódką, ni w trzcinach położyć się i w sen zapaść, ni przestać myśleć o ludziach biegnących. O ludziach biegnących. Zadaję sobie podstawowe pytanie czy odchodząc pokpiłam sprawę? Stchórzyłam? Wszystko na bok odrzuciłam? A może ja tu tylko odpoczywam, by znów do miast wrócić? A może ja tylko tu siły zbieram, by walczyć słowem pisanym z śmiercią udoskonaloną. A może ja tu zostanę na zawsze z wami, bo już tam nie mam domu. Nie mam go nie mam.

W jasną gwiaździstciłam. Tą noc sierpniową. O północy w godzinę duchów. Stoję w wodzie po kolana. Idę i idę. Coraz głębiej. A wy stoicie na brzegu żeby widzieć, gdzie płynę. Przecież tu wrócę. Płynę i płynę wraz z ludźmi nocy, żeby nie myśleć o ludziach biegnących.

Kiedy powracam do was o świcie z kroplami wody wplątanymi we włosy niby drogie kamienie, ozdoby nocy. Wy jeszcze śpicie. Mamo, tato wróciłam. Uśmiecham się do was. I sama się kładę spać i teraz wiem. Tu zostanę z wami. Tu będę pisać. Tu! Tu! Tu. Dobrze, że na starość tu wróciliście. W to ukochane miejsce naszego szczęścia. Tu jestem silna. Tu będę pisać to co ja myślę. Tu będę kochać, tu będę smutki swoje przeżywać.

Śniardwy jak lustro błyszczą zielonkawe. Świeci się woda od słońca letniego. Czasem spokojne czasem przeciwne ludziom. Jezioro, którym widzę część swoich uczuć.

Mamo i tato przecież dawno powinnam była wrócić. A teraz wreszcie… Wreszcie wróciłam!

Oliwia Selewoniuk

wróć