Orszak Trzech Króli

07-01-2016

3 stycznia dzieci i młodzież naszego Ośrodka powróciła z domów rodzinnych po świątecznej przerwie. Z nowymi siłami i nową pasją rozpoczęliśmy 2016 Rok. W Uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia, 37 osobowa delegacja z Domu Dziewcząt wyruszyła do Stolicy, by wziąć udział w VIII Orszaku Trzech Króli - czyli warszawskich ulicznych jasełkach. Tegoroczne hasło Orszaku Trzech Króli brzmiało: "Nade wszystko Miłosierdzie". Naszą delegację oprócz wychowawczyń wspierały siostry postulantki i nowicjuszki oraz wolontariuszki. Nie przestraszyły nas mrozy i z gorącymi sercami dołączyliśmy do kolorowego pochodu, który zgromadził się na placu Zamkowym.

O godz 12.00 Jego Eminencja ks.Kard.Kazimierz Nycz odmówił modlitwę Anioł Pański, po której Orszak Trzech Króli wyruszył w drogę, którą wskazywała gwiazda. Tuż za gwiazdą i pastuszkami podążaliśmy my - przebrani za Anioły. Kolorowy pochód szedł przez Krakowskie Przedmieście, by na pl. Piłsudskiego przechodząc przez Bramę Miłosierdzia dotrzeć do Betlejemskiej stajenki. Pokus po drodze było bez liku, Herod z dworem chciał nas zatrzymać, właściciele gospody zapraszali do ogrzania się i ciepłego posiłku, a w okolicach Kościoła Sióstr Wizytek toczyła się bitwa pomiędzy diabłami i aniołami. Tuż za nami dołączył do pochodu Prezydent RP Andrzej Duda z Małżonką, którzy zapragnęli przywitać się z naszymi dziewczętami, a s. Agata zaprosiła Pierwszą Parę RP do Lasek...

Ale wróćmy do relacji z Orszaku. Kiedy już powitaliśmy Nowonarodzone Dziecię, do stajenki przybyli Trzej Królowie - Kacper VIII, Melchior VIII i Baltazar VIII. Królowie Afryki, Azji i Europy złożyli hołd Dzieciątku i ofiarowali swoje dary: złoto, kadzidło i mirrę. Do zgromadzonych przemówił ks. kard. Nycz, mogliśmy też wysłuchać orędzia i pozdrowień Ojca Świętego Franciszka. Po kolędowaniu był czas na obejrzenie zwierząt i strojów, w planach był również koncert Arki Noego, ale my po uroczystości wróciliśmy do Lasek, by ogrzać się ciepłym obiadem, bo przymarzały nam już stopy i skrzydła.  

Tekst s. Jana Maria, fot. s. Martyna, s. Jana Maria

wróć