Ośrodkowa Droga Krzyżowa

01-04-2022

Wstęp

Panie Jezu Chryste, o Tobie mówił prorok Izajasz: „Nazwano Go imieniem: Książę Pokoju” (por. Iz 9,5). O Tobie pisał św. Paweł: „On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość” (Ef 2,14). Ty sam mówiłeś: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam … Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka” (J 14,27).

Jezu, niosąc w sercu czas niepokoju i wojny, współprzeżywając dramaty rannych i zabitych, współcierpiąc z cierpiącymi – prosimy Cię, pozwól nam przejść drogę krzyżową w naszej wspólnocie z Tobą. Tak, byśmy z każdym dniem coraz bardziej byli pewni prawdy, którą powtarzamy raz po raz, że przez Krzyż idziemy do Nieba. By i do nas dotarło na nowo Twoje paschalne pozdrowienie „Pokój Wam”.

I. Jezus na śmierć skazany.
(przyg. i czyt. Wojciech Święcickipracownicy domu św. Maksymiliana)

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Błogosławiona Matka Elżbieta Róża Czacka pisała: „W Laskach powinna panować miłość bliźniego, kochająca dusze odkupione Męką Pana Jezusa. Miłość ta powinna się wznosić ponad narodowości… Nigdy dla żadnych względów ludzkich, nie wolno odwracać się od ludzi, którym jest obowiązkiem przyjść z pomocą materialną lub duchową”.

Panie Jezu, Ty który zostałeś niewinnie skazany na śmierć, obudź w nas wrażliwość na wszelką ludzką krzywdę, nie pozwól na obojętność, znieczulicę i zniechęcenie.

Daj nam siły, aby nasza chęć pomagania innym nie była tylko chwilowym uniesieniem, ale stała się fundamentem życia.

Panie Jezu, nie pozwól abyśmy owładnięci własnym strachem lub wygodnictwem usprawiedliwiali naszą obojętność.

Panie Jezu, daj nam szczodrość i wytrwałość w pomaganiu naszym siostrom i braciom z Ukrainy, niewinnie skazywanym na śmierć, wygnanie i cierpienie .

Naucz nas swoim przykładem wzrastać w naszym człowieczeństwie,  stworzonym przecież na obraz i podobieństwo Pana Boga.

 

II. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona.
(przyg. Ludwik Zasada; czyt. Bartosz Wróbel; chłopcy z Internatu i wychowawcy)

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

„A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować” (Mk 15, 20).

Gdy w ciągu dnia cały plan się przewróci z powodu nieprzewidzianych zdarzeń i wskutek tego powstałych nowych obowiązków, staram się je przyjmować ze spokojem, bo wiem i rozumiem, że to Bóg wszystko to daje lub dopuszcza i że moja jest rzecz być posłusznym narzędziem w Jego ręku. Wtedy naprawdę obojętną jest rzeczą, co człowieka spotyka, czuje się spokojnym i szczęśliwym, chociaż może bardzo cierpieć.

 

III. Jezus upada pod krzyżem.
(przyg. i czyt. Tomasz Dziura; pracownicy pedagogiczni)

 

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

„Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy.”

   Czy jestem wrażliwy na potrzeby tych, którzy są wokół mnie w domu, we wspólnocie, w szkole, w pracy? Człowiek, który upada, potrzebuje konkretnej pomocy. Nieraz nie umie o nią prosić, boi się, wstydzi powiedzieć o swojej sytuacji. Czy i mnie niszczy choroba obojętności? Albo czy potrafię uznać, że  ja także jestem człowiekiem, który upada i potrzebuje pomocy?

   W swoim sercu pragniemy teraz uczcić Twoje święte rany. Prosimy Cię Panie, abyś, otoczony miłującym spojrzeniem Ojca, niósł drogą krzyża naszych cierpiących Braci z Ukrainy i Rosji. Zabierz ich ze sobą na krzyż, który zajaśnieje chwałą, przedstaw ich swojemu Ojcu i ulecz wzajemnym przebaczeniem.

 

IV. Jezus spotyka swoją Matkę.
(przyg. Artur Niegrzybowski; czyt. Adam Leśniowski; pracownicy działu gospodarczego i remontowo-budowlanego)

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Maryja patrzy na cierpienie swojego ukochanego Syna. Widzi Jego poranione ciało. Słyszy słowa oskarżenia i poniżenia kierowane pod Jego adresem przez ludzi, którzy zaledwie kilka dni wcześniej witali go jak króla. Syn najpierw zbity a teraz poniżony. Odarty z wszystkiego i wszystkich. Nawet z najbliższych towarzyszy.

Jezus spotyka Tą, która w małej wiosce Nazaret, wiele lat wcześniej, usłyszała słowa Anioła: „Nie bój się Maryjo”. Wtedy uwierzyła i zaufała, że to co Bóg czyni w jej życiu ma sens. Że nic nie dzieje się bez celu, jeśli Bogu zawierzy swoje życie.

Maryja pragnie dzielić ze swoim synem to zaufanie i zrozumienie. Nie walczy z tymi, którzy ranią Jej Syna. Nie woła, aby Go uwolnili. Nawet nie szuka wsparcia u tych, którzy towarzyszyli Jezusowi przez ostatnie lata. Jedynie ufa, że to ma sens, że obietnica przekazana jej przez Anioła, iż Jej Syn „będzie nazwany Synem Najwyższego” – jest nienaruszalna.

A Ja w kim pokładam ufność?  Kto jest moim gwarantem: wiedza, umiejętności, znajomości, władza, spryt, bogactwo?

Czy potrafię – tak jak Maryja – do końca zaufać Bogu i w nim pokładać całą nadzieję? Czy wierzę w Boga czy wierzę Bogu.

 

V. Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi.
(przyg. ks. Tomasz Bek; czyt. s. Jadwiga FSK; młodzież przygotowująca się do bierzmowania)

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Bł. Ksiądz Prymas Wyszyński wskazał: „Szymon (...) był przymuszony, zapewne przez żołnierzy (...) A więc wywarli na niego presję, by chciał pomagać w dźwiganiu krzyża. Ale to nie był tylko przymus żołnierski, to był jakiś delikatny wpływ Boga, który niósł krzyż ludzkości (...) W tej świętej wspólnocie zbawiania świata potrzebny był Bogu człowiek. Świat nie może być zbawiony jedynie przez Boga, bez udziału naszego. I człowiek nie może być zbawiony bez własnego udziału. W mojej duszy nic się nie odmieni bez osobistego wysiłku, bez współdziałania z Łaską Bożą”.

Zdarza się, że człowiek chce być bardzo niezależny i robić wszystko według własnego upodobania. Dlaczego? Być może nie chce absorbować sobą innych – być może uważa, że to on wie najlepiej i nie potrzebuje niczyjej rady – a może niekiedy chce oznajmić całemu światu: „Chcę być sam, dajcie mi święty spokój!”. Trudno powiedzieć, co jest właściwym powodem. Jednak każda z tych sytuacji może pociągnąć za sobą negatywne konsekwencje. A przecież żaden z ludzi „...nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu”. Zauważmy więc, że każde życie ludzkie ma sens, tylko czy ja chcę go odkryć? A może wolę zamknąć swoje serce na potrzeby braci i realizować tylko własne „chcę”? Jeśli tak zacznę postępować, wówczas mogę stać się jakby samotną wyspą, która – nawet, gdyby chciała – i tak nie będzie samowystarczalna.

Trójjedyny Boże, naucz nas współtworzyć wraz z Tobą oraz z braćmi i siostrami w Chrystusie, cywilizację miłosiernej miłości.

 

VI. Weronika ociera twarz Jezusowi.
(przyg. s. Julitta FSK i s. Alicja FSK; czyt. Agnieszka Wdówik; pracownicy przedszkola)

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył. 

 „Nie miał On wdzięku ani też blasku,

aby na Niego popatrzeć,

ani wyglądu, by się nam podobał.

Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,

Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś,

przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony

tak, iż mieliśmy Go za nic” (Iz 53, 2-3).

 

Tradycja mówi o odbiciu twarzy Zbawiciela na chuście Weroniki. Weronika została wynagrodzona za to, że umiała w zakrwawionej twarzy niosącego krzyż Jezusa dostrzec oblicze samego Boga. Nagrodą była możliwość oglądania tego oblicza odtąd każdego dnia. Ja też mam taką możliwość – codziennie mogę patrzeć na Jezusa, którego kapłan trzyma w dłoniach od momentu przeistoczenia. Codziennie możemy Go adorować w Najświętszym Sakramencie.

Jezu, proszę, ożyw moją wiarę w Twoją obecność w Eucharystii.

,,Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą” (1J 3,18).

Błogosławiona Matka Elżbieta wskazuje nam  jak żyć tymi prawdami na co dzień:

„Cały nasz stosunek do ludzi tylko wtedy będzie miał wartość wobec Boga, jeżeli w bliźnich naszych będziemy się starali widzieć samego Pana Jezusa, i tylko wtedy, jeżeli z miłości ku Niemu zwracać się będziemy do bliźnich naszych”.

Każdy odruch serca wobec cierpiącego człowieka jest uczynkiem wobec samego Zbawiciela. Dziś Polska jest jak chusta Weroniki... Dzisiaj Polacy ocierają cierpiące twarze ludzi z Ukrainy. Niech Bóg zostawi na tych chustach swoją twarz miłości i wdzięczności.

 

VII. Jezus drugi raz upada.
(przyg. i czyt. Małgorzata Kwiatek; dziewczęta z Internatu i wychowawcy) 

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

„Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali złamani na duchu” (Hbr 12,3).

 

Gdy się powtórnie upada, trudniej jest powstać i trudniej się potem idzie...

„Pan Jezus cierpi jako człowiek. Tym bardziej cierpi, że ma Boże widzenie wszystkiego, przede wszystkim okropności grzechu, grzechów całej ludzkości wszystkich czasów, za które przyszedł na świat Bogu zadośćuczynić przez swoje życie (..). Przyszedł także nam drogę wskazać, nas nauczyć cierpieć (...)”: wziął na siebie ten krzyż, który był przeznaczony dla nas. Dźwignięcie się Jezusa upadającego po raz drugi pod ciężarem cierpienia dodaje nam otuchy.

Błogosławiona Matka Elżbieta Róża Czacka tak pisała o doświadczeniu cierpienia:

„Jest faktem niezaprzeczonym, że wszyscy ludzie wcześniej czy później, mniej lub więcej dotkliwie w ciągu swego życia cierpią. Cierpią młodzi i starzy. Już nawet niekiedy dzieci cierpią. Cierpią ubodzy i bogaci. Cierpią wielcy i mali tego świata (...). Są cierpienia, które dotykają nieraz całą ludzkość, całe narody (...). Bywają w życiu niektórych ludzi wielkie katastrofy, które druzgocą, łamią, rwą i przewracają wszystko. Nic już nie pozostaje z tego, co wiązało z życiem. Uderzenie jest tak mocne, że za jednym zamachem ogałaca człowieka ze wszystkiego. Zdaje się, że oprócz miażdżącego bólu już nic mu nie pozostaje. Bóg jest wtedy najbliżej. Szczęśliwy ten człowiek, który – wśród bólu – tylko Boga szuka i Jego znajduje. Wtedy – wśród cierpienia i bólu – zaczyna człowiek nowe życie (...)”.

Panie, daj nam siłę i odwagę, by podzielać Twój Krzyż i Twoje cierpienia w codziennym życiu i wypełnianiu naszych obowiązków.

Daj łaskę ufności, że od Ciebie możemy czerpać siłę w tym, co jest trudem i naszym upadkiem.

Wlej w nas ducha służby i poświęcenia, byśmy zabiegali nie o władzę i chwałę, ale o to, by stać się narzędziem solidarności i pokoju – dla tych, których druzgoce przemoc i niesprawiedliwość wielkich tego świata.

W Tobie Jezu, obciążony Krzyżem i o zmęczonym obliczu, pełni uznania i podziwu chcemy pokładać Nadzieję... Amen.

 

VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty.
(przyg. dr Jarosław Komorowski, czyt. Bartłomiej Ziołkowski; personel medyczny)

 Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

„A szło za nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: „Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i swoimi dziećmi” (Łk 23,28).

 

Czy Ty, Jezu umęczony, mówisz też do nas?

Płakać nad Tobą – to tak. Jesteś okrutnie zmaltretowany, ledwo dźwigasz krzyż, upadasz co kilka kroków.

Ale mamy płakać nad nami? Nad naszymi dziećmi? Jesteśmy przecież zdrowi – mniej lub bardziej. Jesteśmy życiowo ustawieni – mniej lub bardziej.

Ale Ty – nawet podczas swej męki – przenikasz i znasz nasze serca, myśli i dusze. Ty znasz te wszystkie powody, które nawet sami skrywamy przed sobą, a dla których winniśmy płakać właśnie nad sobą, a często jeszcze bardziej nad naszymi dziećmi i wnukami.

Bo choć czasem czcimy Ciebie wargami, to serca nasze daleka są od Ciebie.

Bo łamiemy wiarę dla marności.

Bo zdrowia, sławy i pochlebstw pragniemy bardziej niż Ciebie.

Płaczę więc nad swoją nędzą, nad swymi dziećmi i wnukami, ale też całym sercem wyznaję: Jezu, pragnę ufać Tobie. Jezu, naucz mnie ufać Tobie. Nieś dalej ten krzyż, przez kolejne stacje mego życia i pomóż bym zawsze szedł za Tobą, blisko Ciebie. Do końca. Do Nieba. Przez Krzyż. Amen.

 

IX. Jezus upada po raz trzeci.
(przyg. i czyt. Beata Hermanowicz i Jadwiga Borek; pracownicy tyflologii i biblioteki)

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

Znów to samo! Niespodziewane potknięcie, uderzenie o ziemię upadającego ciała! Z uporem, ale bez złości i nienawiści, czynisz to kolejny raz: dźwigasz się mimo skrajnego wyczerpania. Twoja determinacja wypływająca z miłości do nas, daje nam przystęp do Ojca. Zapewniasz nas, że tylko w Tobie nasze upadki mają sens, bo bez Ciebie nic nie możemy uczynić (J 15,6). Kiedy próbujemy upodobnić się do Ciebie, kroczącego i upadającego pod krzyżem, całkiem słusznie doświadczamy uczuć skruchy i bólu. Jednak jeszcze silniejsza powinna być wdzięczność ogarniająca nasze dusze. Jezu, pomagaj nam stąpać po ścieżkach laskowskiej codzienności – z nadzieją, jaką miała błogosławiona Matka Elżbieta – idąc przez krzyż do nieba.

 

X. Jezus z szat obnażony
(przyg. Paweł Kacprzyk; czyt. Artur Niegrzybowski; pracownicy biura) 

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

W oddali widać Golgotę. Idziesz Panie Jezu już ostatkiem sił. Zatrzymują Cię, zdejmują krzyż. Czy może chcą pomóc? Nie, to kolejne upokorzenie. Przyszedłeś na świat w grocie betlejemskiej, a potem całe ziemskie życie żyłeś w ubóstwie. Teraz zabierają Ci ostatnią szatę...

Istnieje jednak i inne odarcie człowieka z szat. Z szat dobrego imienia, godności ludzkiej, zaufania, uczciwości... Odarcie po to, by obnażyć czyjąś słabość, grzeszność, ciemność, by zniesławić, skompromitować, ośmieszyć, zniszczyć. Tak potrafi uczynić człowiek człowiekowi.

Dziś potrzeba ludzi wrażliwych na drugiego człowieka, wrażliwych na wartość czystości, poszanowanie siebie i innych...

Oprawcy przygotowują Ciebie Panie do ukrzyżowania, a Ty w tym stanie skrajnego ogołocenia pokazujesz, jak żyć w dzisiejszym świecie, aby nie stracić prawdziwego skarbu, którym jest godność Bożego dziecka, ściśle złączona z szacunkiem dla ludzkiego ciała. W obliczu śmierci tracą wartość wszystkie sprawy, pozostają jedynie duchowe skarby, których nic nie zniszczy.

Panie Jezu, daj łaskę wyzwolenia z niewoli grzechu dla ludzi współczesnego świata, niech nasze serca będą czyste i wolne od pożądliwości i pychy tego świata.

 

XI. Jezus do krzyża przybity.
(przyg. Artur Niegrzybowski; czyt. Grażyna Rzeźnicka; pracownicy działu transportu i zaopatrzenia)

 Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

Jezusa, jedynego Syna Ojca przybito do krzyża – do symbolu poniżenia, odrzucenia, porażki i przegranej. Symbolu straconego i zmarnowanego życia. Życia wypełnionego bezowocnym wysiłkiem, niezrealizowanymi planami i trudem.

Symbol krzyża to też moje życie. Życie wypełnione zmartwieniami i codziennymi troskami. Do tego krzyża, do mojego życia Jezus dał się przybić, aby ukazać mi, że aż do śmierci pragnie wejść w moje życie – by moje brzemię stało się lekkie (Mt 11,30). Aby wziąć na siebie to wszystko co mnie przytłacza i wskazać mi ostateczny cel jakim jest zbawienie. Bo On zwyciężył i pragnie abym i ja razem z Nim zwyciężył swoje życie.

Czy potrafię w chwilach upokorzenia, porażki, zdrady, codziennego trudu oddać to wszystko Jezusowi i w Nim złożyć całą ufność? Czy potrafię w Nim pokładać całą swoją nadzieję?

 

XII. Jezus umiera na krzyżu.
(przyg. i czyt. Leszek Połomski; rodziny mieszkające na terenie Ośrodka)

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

Jezus jest przybity do krzyża. Obok Niego stoją kobiety – Maryja Matka, Maria, kuzynka Maryi oraz Maria Magdalena. Obok Jego Matki stoi umiłowany uczeń Jan. Przechodzący obok przeklinają Go i drwią aby wybawił sam siebie, jeśli jest Synem Bożym. Podobnie szydzą arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi „zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje” (Mt 27,43). Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani. Ktoś z ludzi stojących nieopodal namacza gąbkę octem i daje się napić Jezusowi, podając mu ją na trzcinie.

Jezus niesłusznie oskarżony umiera za nasze grzechy – z miłości do nas, do końca wierny Ojcu, abyśmy razem z nim mogli z martwych powstać.

Kim jest dla mnie Pan Jezus ? Jako kto, stoję pod krzyżem Pana Jezusa ?

Czy jestem gotów, aby razem z nim umrzeć dla swoich grzechów: egoizmu, słabości, lenistwa, braku miłości bliźniego. Czy wierzę, że cierpienie z Jezusem ma sens, że skoro wspólnie z Nim cierpimy – to po to, by wspólnie mieć udział w chwale.  

Czy potrafię rozpoznać, co jest moim krzyżem, aby go naznaczyć wiernością Bogu i miłością do drugiego człowieka – tym krzyżem, który ma mnie doprowadzić do radości Zmartwychwstania. Przez Krzyż do Nieba.

Boże spraw, abym umiał rozpoznać w swoim życiu to co pochodzi od Ciebie, i przyjmował to z miłością – nawet wtedy, gdy jest to dla mnie niewygodne i sprawia ból.

 

XIII. Jezus zdjęty z Krzyża i oddany w ramiona Swojej Matki 
(przyg. S. Miriam FSK; czyt. S. Maristella FSK; Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża)

 Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

                                                                         

Matko, zawsze widzimy Ciebie przy Twoim Synu. Matko Boga – Człowieka, piastująca Jego martwe ciało w swoich dziewiczych dłoniach; jesteś nadal Matką Twojego Syna i nas wszystkich – Jego dzieci, odkupionych we krwi Baranka. Niech Twoje matczyne dłonie będą ukojeniem dla tych, którzy cierpią i uciekają pod ciężarem bomb. Niech Twoje macierzyńskie objęcie pocieszy tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów i swej ojczyzny. Niech Twoje bolejące Serce poruszy nas do współczucia i przynagli do otwarcia drzwi i opieki nad zranioną i odrzuconą ludzkością. Ufamy, że przez Twoje Serce nastanie pokój.

Razem z bł. Matką Elżbietą Czacką i z Tobą Maryją przytulamy się do Krzyża Jezusowego i zawierzamy Miłosierdziu Bożemu niepokoje i nadzieje świata.

 

XIV. Jezus złożony w grobie.
(przyg. i czyt. ks. Edward Engelbrecht; księża)

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

Ciało Jezusa zostało zdjęte z krzyża i owinięte w grobowy całun. W tej stacji drogi krzyżowej bierzemy udział w pogrzebaniu tego Ciała, w którym Jezus wyniszczył samego siebie, aż do śmierci na krzyżu (Flp 2,9-11).

Jezus przyjął na siebie ludzką śmierć i wszystko, co jest pomiędzy Bogiem i człowiekiem, za wyjątkiem grzechu.

Była to śmierć odkupieńcza, która wydźwignęła człowieka do samego nieba. Tak więc Grób Jezusa Chrystusa to i dla nas początek nowego, nadprzyrodzonego życia. W nim Bóg ociera z oczu wszelką łzę, przywraca pełnię ludzkiego bytu, czyniąc go promieniującą i uduchowioną istotą. Od tej chwili z tego człowieczeństwa spływa dobrotliwa pomoc dla bliźnich. Od tej chwili miłość do Boga jest szersza i głębsza…

Tak więc Grób Jezusa kryje w sobie ugruntowaną moc nieskończonej Miłości. Śmierć dopełniła się Zmartwychwstaniem oraz dla każdego z nas nadzieją na pełnię Życia w Królestwie Niebieskim.

Panie Jezu, każdy z nas zmierza ku śmierci, ku własnemu grobowi. Prosimy Cię, spraw, aby Twój Grób, w którym objawiło się Życie, stał się dla nas lampą oświetlającą nam nasze wędrowanie ku Tobie. Amen.

 

Zakończenie

Chociaż nieraz może się wydawać, że śmierć, nienawiść, zło i krzywda są silniejsze niż wszystko, to jednak ostateczne zwycięstwo jest po stronie Boga, miłości, życia i pokoju.

 

Niech wielkanocne „Pokój Wam” Jezusa, naszego Pana i Zbawiciela, które słyszymy na co dzień w Eucharystii i usłyszymy po raz kolejny w Święta Paschalne – wlewa w nasze serca wielką ufność na nasze dziś, na jutro i na zawsze. Amen.

wróć