Już od samego początku istnienia Towarzystwa
Opieki nad Ociemniałymi widziała
jego założycielka - Róża Czacka potrzebę zbliżenia świata widzących i świata
niewidomych oraz konieczność powołania placówki, która otoczy osoby
niewidome wszechstronną opieką. Później, w 1935 roku już jako Matka Elżbieta
napisze: "konieczne są instytucje, które by łączyły w sobie wszelkie działy
opieki nad niewidomymi, a obejmowały w teorii i w praktyce całokształt sprawy
niewidomych". Matka chciała przez właściwe wykształcenie wychować
niewidomych na samodzielnych członków społeczeństwa, a jednocześnie zawsze
mówiła o tym, by otaczać ścisłą opieką tych niewidomych, których nie stać
na samodzielne działanie; a w stosunku do innych ograniczać się do przyjścia
z pomocą na początku ich usamodzielnienia. "Patronat - określi sama -
obejmuje opiekę nad niewidomymi i ich rodzinami na mieście, kształcenie
i reedukację, pośrednictwo pracy, kasę pożyczkową i mieszkaniową, zapomogi
w pieniądzach i w naturze, rozdawnictwo odzieży, porady medyczne
i prawne, świetlicę i organizowanie rozrywek".
Sprawa dorosłych niewidomych była potem szczególnie
bliska Henrykowi Ruszczycowi,
związanemu z Laskami od 1930 roku. Twórca polskiej szkoły rehabilitacji
zawodowej był przekonany o możliwościach samodzielnego życia i pracy
niewidomych. Z jego inicjatywy powstały spółdzielnie pracy niewidomych.
Zajmował się też intensywnie zdobywaniem dla absolwentów Lasek stanowisk
pracy w różnych zakładach przemysłowych na terenie całego kraju. Jeździł,
organizował, przekonywał, zajmując się indywidualnie każdym swym podopiecznym.
Myślał nie tylko o pracy, ale i o mieszkaniu.
Patronackie działania kontynuował następnie jako
pełnomocnik Zarządu ds. Absolwentów -
Andrzej Czartoryski, człowiek wielkiej szlachetności i wrażliwości na losy
każdego potrzebującego człowieka, a zwłaszcza na wszelkie biedy absolwentów
Lasek. Nie szczędził siły ani czasu, by nieść pomoc materialną i duchową;
pomagał znaleźć pracę i mieszkanie. Nawiązywał i utrzymywał bardzo dobre
stosunki z władzami spółdzielni niewidomych i zakładów pracy, w których
udało się zatrudnić wielu niewidomych absolwentów. Nie szczędził czasu na
rozmowy z absolwentami; odwiedzał ich w domu, pomagał rozwiązywać
najtrudniejsze problemy rodzinne i życiowe.