| LASKI PISMO REHABILITACYJNO-SPOŁECZNE Z ŻYCIA DZIEŁA MATKI ELŻBIETY RÓŻY CZACKIEJ TOWARZYSTWO OPIEKI NAD OCIEMNIAŁYMI LASKI ROK XII, Nr 3-4 (71-72) 2006 Wydawca: Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, Laski, ul. Brzozowa 75, 05-080 Izabelin Prezes Zarządu: tel. 022 752 30 70 Centrala: tel. 022 752 30 00, fax: 022 752 30 09 Konto: PKO BP SA II O/Warszawa 81 1020 1026 0000 1602 0015 7289 (czasopismo „Laski”) Redakcja: Józef Placha, Dział Tyflologiczny SPIS TREŚCI Józef Placha – Wciąż umacniać się Władysław Gołąb – Nie tylko do wychowawców s. Anita Harasim, s. Irmina Landowska – Konkurs Wiedzy i Twórczości o Matce Elżbiecie Czackiej Józef Placha – W poszukiwaniu autentyzmu wiary Teresa Cwalina – Byłam w Żytomierzu Natalia Zakrzewska – Litania do Matki Elżbiety Czackiej bp Bronisław Dembowski – Bez cienia goryczy Małgorzata Samulak – Na 85. urodziny BENEFIS SIOSTRY BLANKI Sławomira Włoskowicz – Uczeń niewidomy w szkole muzycznej Teresa Cwalina – Promocja „Biuletynu Centrum” Teresa Cwalina – Lechoń w Laskach Łukasz Święcicki – Babcia na jabłoni – wspomnienie o Hannie Święcickiej Józefa Hennelowa – Zamiast kwiatów
Teresa Cwalina – „Kapelanowałem” dziełu Matki Czackiej
s. Rut Wosiek FSK – śp. siostra Błażeja s. Rut Wosiek FSK – śp. siostra Marta
* * * * * * * * * * WCIĄŻ UMACNIAĆ SIĘ Wakacje to przede wszystkim zasłużony wypoczynek po całorocznym wysiłku pracy pedagogicznej i jednocześnie kumulacja sił przed nowym rokiem szkolnym, który – już tradycyjnie – rozpoczęlismy w Laskach Sesją Pedagogiczną. Tym razem była to refleksja nad dojrzałością osobową naszych wychowanków. Uwzględnione zostały dwa szczegółowe tematy: 1. Znaczenie wczesnego wspomagania rozwoju w wychowaniu; 2. U progu dojrzałości osobowej wychowanków. W pierwszym temacie chodziło o zwrócenie uwagi na konieczność jak najwcześniejszej ingerencji w proces rozwoju dziecka, natomiast drugi koncentrował się na pracy z młodzieżą, wskazując na pewne zagrożenia oraz szanse rozwojowe związane z tym niełatwym okresem życia naszych wychowanków. Z pewnością ten jeden dzień skupienia naszej uwagi na powyższych zagadnieniach nie jest w stanie wypracować skutecznej strategii działania na cały rok szkolny, ale mógł być jakimś wsparciem, chociażby tylko poprzez przypomnienie sobie tego, co w pracy pedagogicznej najważniejsze. To jakby pewien „zadatek” na starcie. Obyśmy w równie dobrej kondycji – takiej, jak na początku roku – dobrnęli do mety i z pełną satysfakcją zwieńczyli sukcesami kolejny rok szkolny, oczekując z radością na następne wakacje. W imieniu redakcji „Lasek” życzę wszelkiej pomyślności wszystkim pedagogom naszego Ośrodka oraz tym, którzy w mniejszym lub większym stopniu uczestniczą w procesie rozwoju naszych wychowanków. * * * Niezależnie od tego, co w Laskach pierwszoplanowe – a z pewnością jest to sprawa prawidłowego rozwoju naszych wychowanków – w minionym okresie wiele wydarzeń skupiło naszą uwagę. Na pierwszym planie była to pielgrzymka Ojca Świętego Benedykta XVI do naszego kraju i jej hasło: „Trwajcie mocni w wierze”. Uczestniczyliśmy w niej bezpośrednio, bądź śledząc jej przebieg w środkach masowego przekazu. Wizyta obecnego Papieża z pewnością będzie przynosić z każdym dniem spodziewane owoce. W tym swoistego rodzaju „rachunku pamięci” nie możemy pominąć wydarzeń, które są związane z życiem Przyjaciół Lasek. Na pierwszym miejscu chcemy przypomnieć 25-lecie posługi w archidiecezji warszawskiej oraz 50. lecie kapłaństwa Prymasa Polski – kardynała Józefa Glempa. Gratulując Jego Eminencji tak pięknych jubileuszy, jednocześnie dziękujemy za Przyjaźń i życzymy dalszych, owocnych w Boże łaski, lat życia. 50. lecie kapłaństwa obchodził również nasz wielki Przyjaciel – związany zwłaszcza z naszą placówką w Sobieszewie – metropolita gdański: ksiądz arcybiskup Tadeusz Gocłowski, któremu również dziękujemy za zainteresowanie sprawami naszego środowiska, życząc Bożego Błogosławieństwa. Z wielką radością przeżywalismy także ingres na krakowską stolicę arcybiskupią (metropolię) księdza kardynała Stanisława Dziwisza, który zastąpił odchodzącego na emeryturę naszego wypróbowanego Przyjaciela – księdza kardynała Franciszka Macharskiego. Wreszcie, w naszym „rachunku pamięci” nie możemy zapomnieć o 70. rocznicy święceń kapłańskich księdza Tadeusza Fedorowicza i 60. rocznicy śmierci księdza Władysława Korniłowicza Na samym końcu wspominamy 130. rocznicę urodzin Matki Elżbiety Róży Czackiej oraz 45. rocznicę jej śmierci, o czym szerzej piszemy w tym numerze „Lasek”, wypełniając go fragmentami myśli naszej Założycielki, zaczerpniętymi z jej „Notatek”, które w tym roku wydano drukiem nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Sięgając do źródeł, chcemy weryfikować własne miejsce w Laskach i umacniać się wzajemnie – oraz naszych Przyjaciół – w tym, co dla nas najcenniejsze.
Ewangelia św. czy też Naśladowanie Chrystusa Pana, im więcej się je czyta, tym lepiej się je rozumie, tym coraz nowsze i głębsze prawdy się w nich znajduje. I Ewangelia, i Naśladowanie Chrystusa Pana uczą prawdziwie żyć. I nie wiem, po co szukać innych książek, kiedy w nich wszystko się mieści. [Laski, dn. 21 VIII 1927]
Od początku widoczną jest rzeczą, że Bóg żąda bezwzględnego stanowiska katolickiego. Od początku to Dzieło miało być na chwałę Bożą i dla dobra dusz i ten charakter musi zachować do końca. Bóg żąda od nas, byśmy strzegli tego charakteru Dzieła i żąda od nas, byśmy na każdy dzień obowiązki nasze spełnili bez względu na to, czy ciężko lub łatwo, czy spotykają nas upokorzenia czy zaszczyty. Upokorzenia, trudy i umartwienia, nieodłączne od takiego rodzaju życia, przyjmujmy na umartwienie nas; zaszczyty, dobre obchodzenie się z nami, uprzejmość ludzi, skierowujmy wprost do Boga. Gdy z góry ofiarujemy w ten sposób wszystko, co nas spotyka, z całym spokojem i pogodą podejmować będziemy wszystkie starania i zabiegi, które nam zdrowy rozum i warunki nasze podsuną. Obojętnym jest, czy po ludzku udane będą nasze usiłowania i czy uwieńczone są pomyślnym rezultatem, nie o to chodzi. Pan Bóg żąda od nas aktów cnót, a pomoc nam daje z innej strony, tak jakby chciał nam pokazać, że my sami niepotrzebni jesteśmy, a że mocen jest wszystko bez nas dać. Starania najmniej udane w oczach ludzi są najbardziej udane w oczach Boga. Bóg chce od nas bezustannych aktów wiary i ufności, męstwa w trudnych chwilach. [Laski, dn. 28 VIII 1927]
Nie tylko do wychowawców Mamy za sobą kolejne wakacje. Na alejkach Laskowskich znów ukażą się grupy naszych wychowanków pełnych radości i słonecznych wspomnień z upalnego lata. Nadszedł czas powrotu do nauki i pracy. Nowy rok szkolny zawsze niesie ze sobą nadzieję czegoś lepszego, szans na sukces i naprawienie tego, co nam nie udało się w poprzednim roku. Uczucia tego nie należy tłumić, ale spróbować zamieniać je w realne działanie. Ośrodek Szkolno-Wychowawczy jest wielką budowlą składającą się z poszczególnych cegiełek ludzkich istnień. Są nimi wychowankowie, nauczyciele i wychowawcy. Od każdej cegiełki zależy piękno tej budowli. Każda z nich ponosi społeczną odpowiedzialność za całość. Odpowiedzialność ta jest różna, zależna od sprawowanej funkcji. Według słownika Witolda Doroszewskiego „odpowiedzialność” to „obowiązek moralny odpowiadania za swoje czyny”. Z kolei Julian Kleiner dodaje: „Uchyla się od odpowiedzialności człowiek słaby, bierze ją na siebie bez zastrzeżeń silny”. Moim zdaniem odpowiedzialnym za Dzieło Lasek jest każdy człowiek tej szczególnej wspólnoty, niezależnie od sprawowanej funkcji, choć w różnym wymiarze. Wychowanek, nawet ten najmniejszy, odpowiada za swój stosunek do codziennych obowiązków, postawy wobec wychowawców i kolegów. Wychowawca i nauczyciel odpowiada za świat, jaki przekazuje całym sobą powierzonym mu wychowankom. Dozorca – za ochronę dozorowanego mienia, pracownik biurowy – za rzetelne wykonywaniepowierzonych zadań, a wszyscy razem – za tworzony klimat życzliwości, pokoju i tak upragnionego przez współczesnego człowieka ładu i poczucia bezpieczeństwa. Wychowawca i nauczyciel ma do spełnienia określone programem nauczania zadania, ale chyba najdoskonalszym pedagogiem jest ten, który swoim codziennym życiem potwierdza wiarygodność głoszonych zasad. Dziś, gdy w polityce rozsypują się w gruzy cenione autorytety, ta wiarygodność jest w szczególnej cenie. Bądźmy jednak ostrożni w potępianiu słabych ludzi, bo nie wiemy, jaki ciężar zrzucono na ich wątłe serca i sumienia – dziękujmy Bogu, że nie były one naszym udziałem. Potępiajmy grzech, ale nie grzesznika, szczególnie gdy on z pokorą uderzy się we własne piersi. Na zakończenie przytoczę krótki fragment kazania Jana Pawła II, które wygłosił w Wielkim Poście 1979 r. do młodzieży w Rzymie: „Dając życiu ludzkiemu to „paschalne” znaczenie, że życie jest przejściem do wolności, Jezus Chrystus uczył swoim słowem, a jeszcze bardziej przykładem, że jest ono próbą. Jest to próba myśli, „serca” i woli, próba prawdy i miłości. W tym znaczeniu jest to jednocześnie próba przymierza z Bogiem. Pojęcie „próby” łączy się ściśle z pojęciem odpowiedzialności. Oba są zaadresowane do naszej woli, do naszych czynów. Przyjmijcie, drodzy przyjaciele, oba te pojęcia, a raczej obie te rzeczywistości, jako elementy budowania waszego człowieczeństwa (...) Tę próbę trzeba podjąć z całą odpowiedzialnością. Jest to odpowiedzialność osobista: za moje życie, za jego przyszły kształt, za jego wartość – i równocześnie społeczna: za sprawiedliwość i pokój, za ład moralny własnego rodzimego środowiska, całego wreszcie społeczeństwa, za autentyczne dobro wspólne. Człowiek, który ma taką świadomość sensu życia, nie burzy, ale buduje przyszłość. Chrystus nas tego uczy.” Niech słowa Jana Pawła II staną się naszym programem na każdy dzień. Laski, 22 sierpnia 2006 r.
s. Irmina Landowska Konkurs Wiedzy i Twórczości o Matce Elżbiecie Czackiej Szczególne rocznice zachęcają do szczególnego ich przeżywania. 15 maja 2006 roku przypadała 45. rocznica śmierci Matki Elżbiety Róży Czackiej, a 22 października 2006 roku minie 130. rocznica urodzin Matki. W związku z tymi rocznicami 22 października 2005 roku, w Laskach został ogłoszony konkurs o Założycielce Dzieła Lasek i Patronce Ośrodka Szkolno-Wychowawczego pod hasłem ,,Niewidoma Matka Niewidomych.” Zespół organizacyjny tworzyły wychowawczynie z Domu Dziewcząt: p. Anna Gierczak, p. Beata Zięba, p. Małgorzata Połomska, siostra Bogumiła i siostra Magdalena. W dniu imienin Matki Elżbiety 17 listopada 2005 roku podano zasady konkursu, którego finał zaplanowany został na dzień Święta Ośrodka 15 maja 2006 r. Cały konkurs został pomyślany tak, aby dzieci i młodzież mogły poznać osobę Matki Elżbiety Róży Czackiej z dostępnej lektury i wykazać się wiedzą w formie odpowiedzi na pytania. Poniżej podajemy zestaw dostępnych lektur, z których uczestnicy konkursu mogli korzystać:
Lektury obowiązujące: 1. Folder o ,,Niewidomej Matce Niewidomych”. 2. S. Cecylia Gawrysiak – ,,Róża Czacka – Matka Elżbieta w XXX rocznicę śmierci.” Wydawnictwo PZN, Warszawa 1991 (w czarnym druku i w brajlu). 3. S. Jadwiga Stabińska – ,,Matka Elżbieta Róża Czacka” – wydano nakładem FSK i TOnO (w czarnym druku i na kasetach – 12 kaset). 4. Matka Elżbieta Czacka – 2 kasety, Wydawnictwo PZN z okazji XXX rocznicy śmierci. Lektura uzupełniająca: Michał Żółtowski – ,,Blask prawdziwego światła, Matka Elżbieta Róża Czacka i Jej Dzieło” – Lublin 1999 (w czarnym druku, w brajlu i na kasetach – 15 kaset), z tej książki część II Narodziny Dzieła, rozdział 1-9, część III, rozdział 6.
Ponadto uczestnikom konkursu zostały zaproponowane inne – ujęte w trzy tematy – formy artystycznej wypowiedzi: 1. Kim jest dla mnie Matka Czacka? 2. Matka Czacka i ja. 3. Moja wdzięczność dla Matki Czackiej z możliwością wyrażenia w wybranej przez siebie formie: - literackiej – np. opowiadanie, wiersz, list do Matki Czackiej - muzycznej – np. piosenka, utwór muzyczny - plastycznej – np. rysunek, ceramika, wiklina.
Konkurs wiedzy o matce Elżbiecie Róży Czackiej składał się z trzech etapów: I ETAP GRUPOWY – odbyły się eliminacje w grupach do dnia 10 kwietnia 2006 r., przeprowadzone przez wychowawczynie w swoich grupach, z którymi wspólnie dziewczęta wytypowały 2 uczestniczki – liderki, które miałyby odpowiadać w imieniu grupy na pytania w II etapie. II ETAP MIĘDZYGRUPOWY – 11 maja 2006 r. odbyły się eliminacje ustne na dużej sali. W tym etapie uczestniczyły całe grupy ze swoimi liderkami i przystępowały do rywalizacji z sąsiednią grupą. Wszystkie dziewczęta włączone były w zdobywanie punktów na rzecz swojej grupy, a odpowiadały w ich imieniu liderki. Odpowiedzi były punktowane. Na koniec przewidziane były nagrody. Rywalizowały ze sobą: grupa I z grupą II oraz dwóch chłopców z domu św. Teresy grupa III z grupą IV. 22 maja 2006: grupa VII i VIII oraz dwóch chłopców z domu św. Maksymiliana. III ETAP – WIELKI FINAŁ – odbył się 15 maja 2006 roku o godz. 15.00. w sali domu Dziewcząt. W tym etapie mogli wziąć udział wszyscy, którzy wiedzą najwięcej o Matce Elżbiecie Róży Czackiej. Do udziału w tym etapie zaproszeni zostali także chłopcy. Zgłosiło się łącznie 11 finalistów, w tym 8 dziewcząt i 3 chłopców.
Wiedzę uczestników w WIELKIM FINALE oraz w II ETAPIE MIĘDZYGRUPOWYM oceniało Jury w składzie: 1. Przewodnicząca – Matka Noemi Wróbel 2. Prezes Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi Władysław Gołąb 3. Michał Żółtowski 4. Józef Placha 5. Siostra Anita Harasim
Werdykt Jury: 15 maja w WIELKIM FINALE wiedzy o Matce Elżbiecie Róży Czackiej najwięcej punktów zdobyły: Roksana Hajduk – I miejsce Amanda Grabowska – II miejsce Milena Rot – III miejsce Ewelina Włodarczyk Marzena Kowalska Barbara Leszczyńska
Oto przebieg konkursu w zakresie twórczości muzycznej: Przesłuchania w tej części konkursu odbyły się 26 kwietnia 2006 r. Jury w składzie: 1. Sławomira Włoskowicz 2. Czesław Kurek, 3. Siostra Olga, podzieliło uczestników na dwie kategorie wiekowe – młodszą oraz starszą – i przyznało następujące nagrody:
w młodszej grupie wiekowej: I nagroda– Milena Rot i Roksana Hajduk – za pomysł i wykonanie piosenki „Wszystko Bogu” II nagroda – zespół dziewcząt z II grupy w składzie: Aleksandra Stenka, Monika Neubert, Patrycja Kłosowska, Klaudia Wiśniewska i Alicja Szymańska – za pomysł i wykonanie piosenki „Droga do nieba” III nagroda – Emilia Pasyńczuk – za interpretację piosenki „Modlitwa o mądrość” Nagroda specjalna – Roksana Hajduk i Katarzyna Marek – za recytację „Hymnu o miłości” Matki Czackiej
w starszej grupie wiekowej: I nagroda – Monika Burnatowska, Dorota Wojeńska, Monika Woźnialis – za pomysł, opracowanie i wykonanie dwóch utworów: „Wszystko w pełni dla Boga” oraz „Teraz rozumiem i widzę jasno” (nagrodę odtwarzacze MP3 - ufundowała pani Bożena Leszczyńska z Izabelina) II nagroda – Patrycja Malinowska – za pomysł i wykonanie piosenki „Matka Czacka i III nagroda – Rafał Węsierski – za tekst, muzykę i wykonanie piosenki „O Matko nasza”
Nagroda specjalna Dyrektora Szkoły Muzycznej (płyty CD z muzyką G. F. Haendla i F. Schuberta) – Rafał Węsierski – za skomponowanie oraz Dominik Strzelec – za wykonanie piosenki „O Matko nasza” * * * Oto przebieg konkursu w zakresie twórczości literackiej: Na konkurs wpłynęło 8 prac, w tym jedna praca zbiorowa.
Komisja konkursowa obradująca dnia 9 maja 2006 w składzie: 1. Małgorzata Galster 2. Jadwiga Dąbrowska 3. s. Faustyna po przeczytaniu i wnikliwej analizie tych prac przyznała następujące nagrody: Nagrodę Grande Prix za wyjątkową formę, za bogactwo treści i osobistych refleksji Natalii Zakrzewskiej – uczennicy z Domu św. Maksymiliana z grupy VIII. Natalia ułożyła Litanię do Matki Elżbiety.
Wpłynęły także prace, które miały charakter listów. W tej grupie przyznano: I miejsce – Justynie Bierdzio z grupy IV (klasa VI), za pracę pt. „Moja wdzięczność dla Matki Czackiej”. Autorka mówiła nie tylko o swojej wdzięczności, ale też wykazała się znajomością życia Matki Czackiej, a swoją wypowiedź zakończyła wzruszającą modlitwą. Niektóre listy były zapakowane w piękne, własnoręcznie zrobione koperty. II miejsce – Aneta Olizarowicz z grupy IV (klasa VI). Autorka tego listu mówiła o swojej wdzięczności dla Matki. List ten ujmuje prostotą. Jest niezwykle szczery, ciepły i autentyczny. Należy dodać, że został napisany bez żadnego błędu ortograficznego. III miejsce – Paulina Flak z grupy II, jedna z najmłodszych uczestniczek. List autorki świadczył o dużej wrażliwości, ukazując odbiór świata charakterystyczny dla osoby niewidomej. Komisja wyróżniła pracę chłopców z Koła Teatralnego z Domu św. Maksymiliana – Piotra Konopińskiego, Marcina Ciruka, Rafała Węsierskiego, Józka Stasiowskiego, Krystiana Pędziwiatra, Piotrusia Zanio, Dominika Strzelca i Darka Pankiewicza – jako jedyną reprezentację chłopców w konkursie z twórczości literackiej. List wyrażał szczerą wdzięczność za wiele dobra dokonującego się za przyczyną Matki. Nagrody uczestnictwa otrzymały: Magda Mydłowska z grupy II, Emilia Pasyńczuk z grupy III, Aleksandra Świątecka z grupy IV. * * * Oto przebieg konkursu w zakresie twórczości plastycznej: WERDYKT KOMISJI PLASTYCZNEJ obradującej dn. 25 kwietnia w składzie: 1. Pani Elżbieta Tarczałowska 2. Pani Lucyna Michalik 3. Siostra Jana Maria Komisja, oceniając prace, podzieliła je na sześć kategorii i przyznała następujące miejsca:
I. KATEGORIA ,,MODELOWANIE” Wyróżnienie za prace wykonane techniką modelowania otrzymują ex aequo : Paulina Lewandowska – ,,Maleńka Róża” Izabela Osiak – ,,Róża na koniu”
II. KATEGORIA „TKACTWO” Nagrodę specjalną za wykonanie pracy pt. „Kwiaty dla Matki Czackiej” techniką tkactwa artystycznego otrzymuje Izabela Anuszkiewicz.
III. KATEGORIA „CERAMIKA” Grand Prix dla Arniki Bukowskiej w dziedzinie rzeźby w ceramice – praca pt. „Koń, Matka Czacka i ja” – za piękno kompozycji, precyzję wykonania i siłę przekazu swojej myśli: „Tak jak Róża bardzo lubię jazdę konną, dlatego moja praca przedstawia Matkę Czacką wraz ze mną i z koniem”. I miejsce dla Róży Ramolli – za dwie płaskorzeźby w ceramice „Matka Czacka w lesie” i „Dla naszej Matki od Róży kwiatki” – oddające ciepły stosunek Matki Czackiej do ludzi i miejsca, w którym żyjemy. II miejsce dla Pauliny Kanasz i Izabeli Pukszty prace pt. „Wdzięczne serca dla Matki Czackiej” wykonane w ceramice.
IV. KATEGORIA „TECHNIKI RÓŻNE” Nagrodę specjalną za pomysłowość wykonania i symbolikę przekazu otrzymuje Alicja Szymańska, która do swojej pracy pt. „Poduszeczka brajlowska” – dołączyła następujący komentarz: „Nie mając jeszcze żadnych przyrządów do pisania brajlem, Róża Czacka nauczyła się tego alfabetu, wpinając w poduszkę szpileczki”. Nagroda specjalna dla Pauliny Frączek za pomysłowość i precyzję wykonania samodzielnie ilustracji pt. „Matka Czacka i ja”. Paulina jako pierwsza z uczestniczek konkursu w kategorii plastycznej wykonała pracę i oddała swój obraz organizatorom.
V. KATERGORIA „RYSUNEK” Grand Prix dla Moniki Neubert za pracę pt. „Przez Krzyż do Nieba” ukazującą prostotę i trafność pozdrowienia. Jako ilustrację autorka pracy wybrała następujące cytaty: „Gorąco pragnęła przelać w niewidomych to, czym sama żyła – osiągnąć pokój i radość w krzyżu”. „Matka nie usiłowała nikomu wmawiać, że ślepota jest tylko pewną niewygodą życiową, jak niekiedy twierdzą nawet sami niewidomi, bagatelizując jak gdyby brak wzroku. Z całą świadomością i znajomością problemu nazywała ona ślepotę – cierpieniem”. Nagroda specjalna dla Mateusza Góry, który wykonał dwie prace techniką brajlowską na dużym formacie na temat: „Matka Czacka wiosną w Laskach.” Prace nagrodzone za samodzielność wykonania i odwagę w wykorzystaniu dużej formy. Rysunki oddają wspomnienie Matki Czackiej wybrane przez autora: „Do dzisiejszego dnia pamiętam to pierwsze zetknięcie się moje z wiosną. Zapach specjalny w powietrzu, cudowny koloryt nieba i świergot ptaków...” I miejsce otrzymała Łucja Czartoryska za pracę pt. „Obrazki z życia Róży” wykazała w nich dobrą znajomość życiorysu Matki Czackiej i misterne wykonanie ilustracji ukazujących drogę powołania Róży: „Mała Róża w Białej Cerkwi”, „Podróż pociągiem do Warszawy”, „Ochronka”, „Matka Czacka”. Aleksandra Stenka wykonała dwie prace – otrzymała I miejsce za twórcze ukazanie laskowskiego pozdrowienia „Przez Krzyż do Nieba” oraz wyróżnienie za pracę wykonaną techniką modelowania „Róża w łóżeczku”. II miejsce otrzymała Magdalena Mydłowska za pracę pt. „Słoneczny uśmiech dla Matki Czackiej”.
VI. KATEGORIA „PRACE W DREWNIE” Grand Prix dla Tomka Grochowskiego, który wykonał pracę pt. ,,Krzyż” obrazujący kolejne pokolenia przechodzących „przez Krzyż” Lasek. Wyróżnienie dla Filipa Szamika za pracowitość w wykonaniu modelu Szkoły Podstawowej i Gimnazjum, który tą pracą pt. „Wdzięczność Matce Czackiej” pragnął podziękować Założycielce Dzieła za to, że ma gdzie się uczyć. I miejsce dla Piotra Rakowskiego i Bartka Radomskiego za interesującą formę oprawy zdjęć Matki Czackiej – prace pt. „Obrazek z Matką Czacką”. Nagroda specjalna dla Grzegorza Przystupy, Sebastiana Komorowskiego i Adama Jamroza za wykonanie pracy pt. „Różaniec” ze znakomicie dobranego materiału oraz za precyzję wykonania.
PODSUMOWANIE Święto Ośrodka przebiegało w podniosłej, uroczystej atmosferze. Konkurs wiedzy i twórczości dedykowany Matce Czackiej sprawił, że wszyscy zebrani: zarówno Goście, jak i mieszkańcy Lasek przeżyli wzruszające chwile żywego i bardzo osobistego kontaktu naszych wychowanków z Matką Elżbietą. Jeszcze większym dobrem zapisał się fakt, że rodzice, rodzeństwo naszych uczestników konkursu sięgali do lektur, nabywali do domowych bibliotek książki o Matce Czackiej, a przez to przybliżali sobie postać Założycielki Lasek. A sami niewidomi jeszcze raz i w sposób szczególny przeżyli spotkanie ze swoją Matką – Matką wszystkich Niewidomych.
W poszukiwaniu autentyzmu wiary W 130. rocznicę urodzin i 45. rocznicę śmierci Założycielki Dzieła Lasek, nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, pod naukową redakcją Marii Prussak, w opracowaniu Katarzyny Michalak, wydano drukiem pierwszy tom „Pism” Matki Elżbiety Czackiej. Jakkolwiek Matka swoje główne założenia ideowe określiła w innych, bardziej programowych pismach, to uzasadnienia „pierwszeństwa” wydania jej „Notatek” – bo pod takim tytułem wydrukowano ów pierwszy tom – należałoby doszukiwać się w tym, że te luźno spisywane myśli, to najbardziej osobisty nurt jej poszukiwań, stanowiący coś w rodzaju pamiętnika życia wewnętrznego – jakże ważnego dla jej osobistego rozwoju, ale także dla każdego czytelnika, któremu nieobcy jest los własnego rozwoju. Pierwszymi osobami, które miały możność zapoznania się z jej notatkami w pierwotnym kształcie byli: Antoni Marylski i ksiądz Władysław Korniłowicz; nieco później ksiądz Prymas Stefan Wyszyński i siostry oraz inni pracownicy Dzieła Lasek. Ta forma spontanicznie zapisywanych w latach 1927-1934 refleksji była wcześniej w różnym stopniu i na przestrzeni dłuższego okresu kolportowana w formie maszynopisów i była przeznaczona tylko do użytku wewnętrznego; nigdy nie miała tego kształtu, co obecne wydanie, które – zgodnie z ogólnie przyjętymi normami edytorskimi – redaktorzy udostępnili nam do powszechnego użytku, skłaniając do głębokich rozważań nad najważniejszymi sprawami ludzkiego życia. Na początku swojego „dziennika” – bo i tak niektórzy nazywają ten niezwykle cenny zapis myśli Założycielki Dzieła Lasek – pod datą 15. VIII 1927 roku Matka pisze: „Dzięki dobroci K.B., która mi dała do użytku maszynę, mogę zadość uczynić życzeniu Ojca. Zapisywać mam myśli moje w miarę, jak one przychodzą, by utrwalić to, co Bóg chce przez to Dzieło i w tym Dziele uczynić. Pragnę być tylko narzędziem, i to narzędziem posłusznym w ręku Boga. Nie umiem pisać, będą to więc tylko notatki pisane dla Ojca i dla Antka. Oni z nich wybiorą, co będzie pożytecznego dla sióstr, dla niewidomych i reszty osób pracujących w Dziele.” Matka bliżej określa również cel i strukturę spisywanych niemal codziennie na maszynie czarnodrukowej zapisków. Pisze o tym pod datą 14.IX.1927 roku: „Ojciec mi kazał pisać. Myślę więc podzielić moje notatki na trzy odrębne części. Pierwsze: będą to notatki tyczące się Dzieła. Drugie: będzie to historia mego życia w świetle łaski Bożej. Trzecie: będzie to opis szczególnych łask Bożych. Zaczynam dziś pisać historię mego życia. Zaczynam ją pisać w chwili, kiedy większa część życia mego przeszła. W chwili, kiedy bardziej niż kiedykolwiek mam uczucie rzeczywistości wieczności, bliskości jej. A życie moje przeszłe wydaje mi się tak jakoś dziwnie odległym, jakby to było nie moje życie, a jakby historia życia innej osoby. Toteż coraz bardziej i coraz mocniej rozumiem i wierzę, że tylko to, co wobec Boga i wobec wieczności ma wartość, tylko to i jedynie to jest ważnym na świecie i w życiu ludzkim. Jeżeli tak rozumiem i wierzę, to wiem, że to jest wielka łaska Boża. Łaska Boża następująca po całym szeregu łask Bożych.” Oprócz wielu wątków autobiograficznych Matka snuje między innymi rozważania nad wiarą, właściwie rozumianym posłuszeństwem zakonnym, znaczeniem „Naśladowania Chrystusa Pana” Tomasza ŕ Kempis w jej życiu, centralnym miejscem Eucharystii, rolą Opatrzności Bożej, umiejętnością współpracy i koniecznością wzajemnego szacunku wśród osób pracujących w Dziele, właściwie rozumianą ascezą, Miłosierdziem Bożym, ważnym miejscem lektury w życiu osób niewidomych, znaczeniem modlitwy, koniecznością utrzymywania porządku w otoczeniu osób niewidomych, wychowawczą rolą cierpienia... W opublikowanych „Notatkach” uwzględniono również kilka tekstów, w których Matka dzieli się doświadczeniem szczególnych łask Bożych. Tak więc oprócz spraw związanych z szarością życia codziennego Matka wiele miejsca poświęca sprawom duchowym, a nawet tym, które bez wątpienia świadczą o jej głębokich przeżyciach mistycznych. Redaktorzy „Notatek” dołączyli również – w formie „Dodatku” – kilka pism Matki z lat pięćdziesiątych. Całość nosi znamiona swoistego rodzaju testamentu duchowego. Miejmy nadzieję, że kolejne tomy „Pism” Matki Elżbiety Czackiej ukażą jej przekaz w jeszcze pełniejszym wymiarze, przez co zapewne staną się cennym źródłem nie tylko dla badaczy polskiej kultury religijnej XX wieku, ale dla wszystkich, którzy poszukują klucza do autentyzmu swojej własnej wiary.
Do rzędu uczynków miłosiernych chciałabym zaliczyć dobroć i serdeczność, uprzejmość w zetknięciu się z ludźmi. Ile dobrego w ten sposób zrobić można! Już sam wyraz twarzy uprzejmy, pogodny i łagodny, ile spokoju wlewa do duszy bliźniego. Intonacja głosu serdeczna, łagodna, życzliwa, ile może dodać otuchy w niejednym wypadku. [Warszawa, dn. 4 IX 1927]
BYŁAM W ŻYTOMIERZU Wiosną tego roku podróżowałam znowu po Ukrainie. Ale tym razem postanowiłam o tej wyprawie opowiedzieć czytelnikom „Lasek”. Udało mi się bowiem dotrzeć do Żytomierza. Odwiedziłam nasze siostry i byłam w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło. Matka Czacka mówiła o tym wprost: Myśl o zgromadzeniu powstała w Żytomierzu. Chciałam wstąpić w Paryżu i to się przygotowało. Modliłam się do św. Józefa, żeby zdecydował moje powołanie, bardzo modliłam się i św. Józef dał mi tę łaskę. W Żytomierzu spotkała Róża Czacka ks. Władysława Krawieckiego, przyjęła jego kierownictwo duchowe i odbyła nowicjat; 19 marca 1917 roku złożyła jako siostra Elżbieta pierwsze śluby tercjarskie; wieczyste – 15 sierpnia następnego roku i z myślą o przyszłym zgromadzeniu – powie potem – przywdziałam za pozwoleniem łucko-żytomierskiego biskupa habit III Zakonu Świętego Franciszka. * Po porannej mszy świętej w krzemienieckim kościele, znanym przede wszystkim z pomnika Juliusza Słowackiego, przez Berdyczów – największe sanktuarium maryjne na Ukrainie, którym i dzisiaj opiekują się karmelici, a pątnicy modlą się znowu – od 1997 roku – w dolnym kościele przed kopią słynącego cudami od XVII wieku obrazu Matki Bożej z Dzieciątkiem – Ozdoby Ukrainy, Wołynia i Podola, koronowanego w 1765 roku przez Benedykta XV (cudowny wizerunek zaginął w czasie wojny), jechałam do Żytomierza. Mijałam pielgrzymujących w odświętnych strojach ludzi; całe rodziny zdążające poboczem dróg w kierunku cmentarzy, z wianuszkami i wiązankami sztucznych kwiatów, z torbami i wielkimi, czarnymi reklamówkami wypełnionymi jadłem. W Niedzielę Przewodnią wszyscy bowiem chcą odwiedzić swoich zmarłych, pomodlić się przy grobach, a potem – zgodnie z tradycją – zasiąść przy mogile, biesiadować, wspominać. Te obrazy przesuwające się za oknami samochodu przypominały mi listopadowe wędrowanie w Polsce i sam obrzęd dziadów, ale i ten zapis Matki wspominającej letni dzień, bo opisywał i moją pogodę tego wiosennego czasu tutaj: Żar słońca, cudny zapach rozedy i innych kwiatów, a jednocześnie orzeźwiający powiew wiatru stepowego, który, jak mówili starsi, zaczynał dąć przy wschodzie słońca, a uciszał się wraz z jego zachodem. (Notatki, 5 kwietnia 1932 r.). Pamiętałam też fragment ze Wspomnień Heleny Makowieckiej o podróży Matki drogą, którą przyszło mi teraz wędrować: Więc był wyznaczony czas wyjazdu. Ojciec Krawiecki odprawił Mszę św. w intencji szczęśliwej podróży, z błogosławieństwem i modlitwami. Było to w ostatnich dniach maja, 26 czy 27, 1918 r., kiedy rano wyjechaliśmy z Żytomierza do Berdyczowa. W Berdyczowie zatrzymaliśmy się w klasztorze karmelitańskim, gdzie nas bardzo [serdecznie] ugoszczono. Byliśmy na majowym nabożeństwie przed cudownym obrazem Matki Boskiej. Pojechaliśmy na stację, gdzie przenocowaliśmy i raniutko 28 maja 1918 r. wyjechaliśmy do Warszawy (...). A ja jechałam z Warszawy do Żytomierza, gdzie czekała już na mnie s. Maria Zadorożna (pod nieobecność s. Miriam Isakowicz pełniąca rolę gospodyni naszego zakonnego domu). W rozmowie telefonicznej umówiłyśmy się, że zadzwonię zaraz po wjeździe do miasta. Przed podróżą obejrzałam stare, z czasu pobytu Matki, mapy i zdjęcia Żytomierza; poznałam też najnowszy plan miasta, a jednak – przekraczając rogatki – poczułam się zagubiona z tą swoją wiedzą, a może bardziej z wyobrażeniem Żytomierza. Miała rację Siostra Maria odpowiadając na moje pytanie, jak mam się przygotować do wyprawy: Trzeba serce i oczy mieć otwarte. Spotkanie z człowiekiem jest większym odkryciem od tego, co się już przeczytało, wie się i co jest ostatecznie naszym nastawieniem. Miasto w niczym nie przypominało opisów znanych mi z książek. Może tylko dało się odczuć i dzisiejszą jego wielkość wpisaną w urbanistyczne rozwiązania z epoki – na szczęście – minionej. Mijałam jakieś gmachy ważnych instytucji (Żytomierz jest jednym z 24. obwodowych miast Ukrainy), okazały budynek Żytomierskiego Muzeum Kosmonautyki im. S. Korolowa i brzydkie, sypiące się już, dzielnice bloków mieszkalnych - znamię nowoczesności lat ostatnich. Ale widziałam też małe domki z niebieskimi okiennicami i wokół nich ogródki, ulice bardziej przypominające wiejskie trakty. Aż trudno uwierzyć, że to ponad trzystutysięczne miasto (około 40 tysięcy Polaków) z portem lotniczym, ważny węzeł kolejowy i drogowy, ośrodek kulturalno-naukowy (dwie szkoły wyższe i instytut piwowarski, Ukraiński Muzyczno-Dramatyczny Teatr i teatr lalkowy). Przejechałam główną arterią miasta – ulicą Kijowską i znalazłam się w samym centrum Żytomierza – na Majdanie Sobornym. Udało mi się też w końcu dostrzec – bo skrzętnie starano się go ukryć zabudowując cały fronton świątyni – pobernardyński kościół św. Jana z Dukli (tzw. seminaryjny) z pierwszej połowy XIX wieku, zamieniony przez sowietów na dom kultury, później muzeum geologiczne, w końcu całkowicie zdewastowany oddany wiernym w 1990 roku. Okazały budynek mieszkalny nie tylko przesłania kościół – jak to potem zobaczyłam – ale na tyle utrudniał dostęp wiernym, że trzeba było odwrócić kościół i ołtarz główny znalazł się w miejscu dotychczasowego wejścia, a wejście główne w miejscu dawnego ołtarza. Przy nowym wejściu dobudowano jeszcze wieżę dzwonniczą. Zatrzymałam się jednak dopiero przed klasycystyczną katedrą św. Zofii, wzniesioną w latach 40. XVIII wieku w miejscu dawnej – z 1225 roku – świątyni; obok katedry stoi neobarokowy pałac biskupi z II połowy XIX wieku. Tu 19 listopada 1917 roku – i o tym też pisała Helena Makowiecka wspominając trzyletni pobyt Matki w Żytomierzu – była Msza św. z błogosławieństwem dla hrabianki biskupa Dubowskiego, potem w domu [przy ulicy Teatralnej] było poświęcenie habitu i obłóczyny, których dokonał Ojciec Krawiecki. Dzisiaj w pałacu mieści się Muzeum Krajoznawcze z kolekcją malarstwa europejskiego, pochodzącą głównie ze zniszczonych siedzib magnackich. Wiadomo, że Wołyń do rewolucji słynął z rezydencji magnackich, świetnie łączących okazałą architekturę z pieczołowicie od pokoleń gromadzonymi ziemiańskimi archiwami i bibliotekami; obecnie większość z nich to ruina i jedynie wspomnienie. Zaginęły też zbiory Czackich z Porycka. W towarzystwie młodych dziewcząt pojawiła się w umówionym miejscu Siostra Maria – mój przewodnik. Poczułam się bezpiecznie, u siebie. Zaczęłam odczytywać przywrócone sprzed bolszewickiej epoki nazwy ulic. Zobaczyłam w końcu gubernialne miasto stojące na wysokiej górze, u którego stóp płynęła wąskim korytem Teterew; miasto z jego niską zabudową, przecięte kiedyś trzema głównymi ulicami: Berdyczowską, w stronę Berdyczowa, Kijowską w stronę Kijowa i Cmentarną, liczące około 60 tysięcy mieszkańców (głównie emerytów); cichą mieścinę wtedy – jak wspominała Maria Weyssenhoffowa – porośniętą bzami, która pachniała w maju jak ogromny bukiet kwiatów. Przypomniały się żytomierskie adresy Matki: hotel sąsiadujący z kościołem seminaryjnym, dom zgromadzenia sióstr sercanek na ulicy Cmentarnej, wynajęte mieszkanie na ulicy Teatralnej. Pojechałyśmy do nowego domu sióstr przy drugiej przecznicy Ostrowskiego. Już trzy lata istnieje nasza placówka w Żytomierzu. Na początku swego pobytu zamieszkały siostry w bloku, w trzypokojowym mieszkaniu: w jednym pokoju mieściła się kaplica, drugi – zajmowały siostry, trzeci był pokojem gościnnym. Teraz – od października ubiegłego roku – dzięki dobroci i hojności ludzi mają siostry jednopiętrowy, murowany dom ze strychem, który postanowiły także zaadaptować do potrzeb niewidomych i niedowidzących, dzieci i młodzieży. W Żytomierzu jest prawie tysięczna grupa takich osób; jest też szkoła z internatem dla uczniów z dysfunkcją wzroku (większość stanowią słabowidzący). To im – wzorem Matki Czackiej zupełnie oddanej Bogu – pragną służyć siostry, szczęśliwe, że mogą chodzić Jej śladami. Siostry pracują jako wolontariuszki w szkole. Prowadzą zajęcia prac ręcznych – uczą dziania na warsztacikach, robią z dziećmi zabawki. Potrzeby są wielkie. Brakuje wciąż jeszcze w kształceniu niewidomych podejścia tyflologicznego. Powoli przybywa nauczycieli z odpowiednim wykształceniem, znajomością metodyki pracy z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Ciągle jeszcze nie ma jednak lekcji orientacji przestrzennej i poza budynkiem szkolnym uczniowie korzystają z pomocy przewodników. Od podstaw należy też podjąć pracę nad wychowaniem. Cały dotychczasowy system szkolny skupiał się na działaniach nie obejmujących sferę duchową w wychowankach albo też ją niszczących. Dzieci często pytają – opowiada Siostra Maria – dlaczego tak właśnie jesteśmy ubrane, co to znaczy krzyżyk, kto to jest Pan Jezus; dzieci spragnione są odpowiedzi, bo o tym wszystkim nie mówi się w szkole. W domu sióstr jest kaplica. Ci, którzy przychodzą – m.in. dzieci i młodzież szkolna – uczą modlić się. Siostra Maria prowadzi także katechezę w kościele. Przygotowuje setkę dzieci do pierwszej komunii świętej. Spotyka się też z młodzieżą. Przy parafii św. Jana z Dukli istnieje grupa Młodzieży Franciszkańskiej, Franciszkański Zakon Świecki, koło biblijne. Jest wielu ministrantów. W niedzielę na mszę świętą przychodzi około 2 tysięcy wiernych. Niezwykłym przeżyciem była i dla mnie modlitwa w wypełnionej ludźmi świątyni; w miejscu, gdzie klęczała Matka, gdzie odkryła swoje powołanie w Kościele. Żytomierz jest dziś rzeczywiście jednym z ośrodków odradzającego się życia religijnego i społecznego Polaków na Ukrainie. Warto wiedzieć, że działają w mieście różne polskie stowarzyszenia – m.in. Kulturalno-Oświatowy Związek Polaków im. W. Reymonta, Towarzystwo Nauczycieli Polonistów, Stowarzyszenie „Cmentarz Polski” (żytomierski cmentarz katolicki – dopowiem – jest drugą po Łyczakowskiej, co do wielkości i znaczenia, nekropolią na Ukrainie). Spotkanie z Siostrą Marią wywołało i we mnie pytanie: jak znalazła się w Żytomierzu? Jak tu trafiła? Brzmi to trochę, jak pytanie o koniec drogi, ale mam mocne przeświadczenie, że to raczej początek, choć wiem przecież, że za kilka miesięcy – 10 wrześniu – będzie Siostra składać śluby wieczyste, pierwsze tu po ślubach Matki. Matka Czacka podkreślała zawsze potrzebę całkowitego otwarcia na Boga i odczytywania w każdej sytuacji Bożej Woli. Dojście do Żytomierza – próbuje odpowiedzieć na moje pytanie Siostra Maria – to dla mnie podporządkowanie się Woli Bożej w przełożonych. Każde przyjęcie ich decyzji – odkrywam – to może być wielka łaska. Nigdy nie myślałam, gdzie chciałabym być, w jakim domu zakonnym, czy nawet na Ukrainie... Poznałam zgromadzenie w Starym Skałacie, do którego przyjechały po raz pierwszy siostry z Polski, żeby pracować w mojej parafii. Patrząc na ich życie i nade wszystko radość, jaką niosły, odkryłam w sobie głos, że Pan Jezus też mnie woła do takiego bycia i poszłam za głosem. Byłam wtedy w 7 klasie szkoły podstawowej... Dzisiaj odczytuję to tak, że Pan Bóg posłużył się i s. Darią,, i s. Miriam, i s. Olgą, żeby mnie mieć w tym zgromadzeniu. Usłyszane wtedy „Przez Krzyż – do Nieba” zostało w obranej przeze mnie tajemnicy zakonnej „od Krzyża”, która zresztą kształtowała się przez wszystkie lata mojej formacji. Na pierwszym miejscu zawsze była dla mnie Miłość, ale towarzyszyła jej nieodłącznie myśl o krzyżu – krzyżu codziennym, trudzie, krzyżu niewidomych i w momencie, kiedy wybierałam tajemnicę, nie umiałam się zdecydować, czy będzie to Miłość Ukrzyżowana czy Nieskończona Miłość Pana Boga. Ostatecznie zrozumiałam – pomogła mi w tym lektura pism Księdza Prymasa Wyszyńskiego – że największa Miłość objawiła się na krzyżu; zobaczyłam, że w tym jest prawdziwy pokój i radość, mimo że jest krzyż. Pójście za wezwaniem oznaczało też wyjazd z Ukrainy do Polski. Miałam wtedy 22 lata. Imię „Maria” nadane mi na chrzcie świętym zostało ze mną. Teraz mogę – wybrane świadomie i potwierdzone w formule ślubów zakonnych – realizować je pełniej. Poprosiłam o nie w wolności, wiedząc że mogę je nie otrzymać (w poprzednich latach siostry prosiły o to imię, ale Rada decydowała inaczej), ale zgodzono się – Pan Bóg trzymał to imię w zgromadzeniu dla mnie. 26 sierpnia 2001 roku dane mi było złożyć swoje pierwsze śluby w rodzinnej parafii w Starym Skałacie. I dla tamtejszej wspólnoty było to też wielkie szczęście i szczególny znak, że ktoś spośród nich został przez Pana Boga wybrany i wezwany po imieniu. * Podczas swego krótkiego pobytu w Żytomierzu zobaczyłam, jak bardzo są tu siostry potrzebne i kochane; jak ważne jest ich bycie dla ludzi. Towarzyszyła mi jednocześnie świadomość, że nie mogę zatrzymywać dłużej Siostry Marii, bo czekają na nią dziewczęta i im bardziej jest teraz pomocna. To spotkanie ożywiło we mnie też wspomnienie s. Marii Gołębiowskiej (tej pierwszej Marii w naszym zgromadzeniu), mojej Siostry Marii, którą przed laty poznałam, i pragnienie wyrażenia wdzięczności za Nią i za Laski. Prawdziwą łaską była więc możliwość modlitwy tam w Żytomierzu, gdzie – pisała Matka Czacka – Miłosierdzie Boże wielkie i wszystko się zaczęło. * * * Wzięte na drogę z Opowiadania Matki zapisanego przez O. Korniłowicza: Gdy przyjechałam do Żytomierza Helena Ledóchowska zaproponowała pozostanie w Żytomierzu. Zostałam bez środków. Braterstwo potem trochę pomagali. Zamieszkałam u Sercanek. Złe warunki mieszkaniowe, najtrudniejsze do zniesienia. Najprymitywniejsze miasto, zimno. Był to wstęp do Zakładu. Poznałam tam panią Ponińską /Jastrzębską/. Miała wiele pięknych książek – co dzień chodziłam na czytania, które dużo dobrego mi zrobiły. W Żytomierzu Miłosierdzie Boże wielkie. W Żytomierzu odrzuciłam powoli wszystko. – Początek nawrócenia w czasach ks. Załuskiego. Tam byłam zupełnie poddana Bogu. Ludzie dziwnie nie rozumieją pokornego życia wewnętrznego. Dziwne, że ...tego nie mają. Dopiero w Żytomierzu dowiedziałam się, że to jest mistyka. Odczuwałam te rzeczy... Staję na progu życia nadprzyrodzonego. „Marie Lataste” jak Pan Jezus codziennie Sam prowadził. Zastanawiałam się, że ludzie nic nie wiedzą o całej tej dziedzinie pobożności. Życie Pana Jezusa /wewnętrzne/ zdaje się, że z łaski Bożej mam. Myśl o Zgromadzeniu /powstała/ w Żytomierzu. Chciałam wstąpić w Paryżu – to się przygotowało. Modliłam się do św. Józefa, żeby zdecydował moje powołanie, bardzo się modliłam – i to św. Józef dał mi tę łaskę. O. Krawiecki nie robił trudności co do modlitwy, nie utrudniał modlitwy, którą żyłam. Największa rozkosz – modlić się zaraz po przebudzeniu, przed ubraniem się, już klęczałam na łóżku. Wspólna modlitwa wytryskająca ze zjednoczenia z Bogiem, odrzucenie wszystkiego co świat daje, ubóstwo, zdecydowało o św. Franciszku. W Żytomierzu był taki czas /i w Natolinie, jak traciłam wzrok/, że bardzo cierpiałam i miałam uczucie, jakbym przechodziła czyściec i tak jakbym wydostała się z ognia, to było zewnątrz i nie w ciemności, z zewnątrz, w dzień. Widzi się na zewnątrz, albo tak jakby ciemno było, a wie się, że tak jest. Cierpiałam długo, widziałam Pana Jezusa, przychodził dłuższy czas, gdy cierpiałam. Widziałam przy Komunii św. Bóstwo wylewa się na mnie i przeze mnie, potem znowu ustaje. Wierzę w to, że Pan Jezus w Komunii św. Przemienia wszystko w człowieku, jakby wszystko było Nim przeniknione. Czułam tak mocno, że mi się zdawało, że łaski Swojej Pan Jezus może udzielić tym, którzy się do mnie dotkną. Czułam po Komunii świętej, że Pan Jezus w sercu moim ofiarę spełnia i ofiaruje Trójcy Przenajświętszej. To trwało jakiś czas, a potem co innego. W Żytomierzu był czas wielkich łask. Najczęściej ciemne wszystko, a potem czuję obecność Pana Jezusa.
Ile szczęścia i spokoju daje w życiu codziennym usposobienie równe, spokojne i łagodne, wtedy zwłaszcza, jeżeli wypływa z opanowania i z umartwienia. Człowiek opanowany i umartwiony widzi o wiele więcej dobrego wkoło siebie, widzi to dobro, umie je ocenić i jest za nie wdzięczny. Egoista tyle wymaga dla siebie, że zawsze ma żal do wszystkich i zawsze mu wszystkiego mało, i w rezultacie, chociaż się bardzo o siebie troszczy, zawsze jest nieszczęśliwy i ma pretensje do wszystkich. Nikogo nie chcieć zajmować sobą, myśleć o drugich, nie o sobie, umieć się zastosować do wszystkich i do wszystkiego we wszystkim, co jest osobistą wygodą lub przyjemnością. Jest to niezawodny sposób utrzymania zgody i miłości w swoim otoczeniu. [Warszawa, dn. 7 IX 1927]
Dzień św. Franciszka... O życiu franciszkańskim dużo w Laskach się mówi. Nie wiem jednak, czy wszyscy dobrze rozumiemy św. Franciszka. Może ja również źle Go rozumiem. Chciałabym jednak tu powiedzieć, co skłoniło mnie do wybrania św. Franciszka na zakonodawcę naszego Zgromadzenia i za Patrona naszego Dzieła. Gdy poznałam lepiej św. Franciszka, zrozumiałam, że jest On jakby przeciwstawieniem obecnego rodzaju życia i że powrót do ideału Ewangelii jedynie uleczyć może świat z choroby, która go toczy. Powrót do prostoty w życiu, wyrzeczenie się siebie jako przeciwstawienie się żądzy używania, ukochanie cierpienia z miłości ku Panu Jezusowi jako przeciwstawienie się obawie przed chorobą, śmiercią. To wszystko skłoniło mnie do oddania się św. Franciszkowi w opiekę. W rzeczach Bożych jednak nie może być niewolniczego naśladownictwa. [Warszawa, dn. 4 X 1927]
Napisał ktoś niedawno, cytując amerykańskie słowa: „czas to pieniądz”, że w Laskach, gdzie ubóstwo powinno panować, w równej wzgardzie z pieniędzmi powinien być i czas. Byłoby bardzo źle, gdyby tak było, gdyż czas powinien mieć dla nas niezmierną wartość, gdyż odpowiada wieczności i dobre spędzenie czasu odpowiada szczęśliwości wiekuistej. Co zaś do pieniędzy, przyjmujemy je również z ręki Bożej, jak wszystko zresztą. Chodzi o to, by ich nie pragnąć i nie przywiązywać się do nich. Rozumieć powinniśmy, że szafarzami tylko jesteśmy i że na chwałę Bożą powinny być użyte. Marnowanie ich i wyrzucanie za okno nie odpowiadałoby obowiązkowi nałożonemu przez Boga. [Laski, dn. 26 X 1927]
Litania do Matki Elżbiety Czackiej Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami Synu Odkupicielu świata Boże, zmiłuj się nad nami Duchu Święty Boże, zmiłuj się nad nami Święta Trójco Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami Święta Maryjo, módl się za nami Matko Elżbieto, która urodziłaś się na Ukrainie Matko Elżbieto, córko Feliksa Czackiego Matko Elżbieto, której ojciec był bardzo dobry Matko Elżbieto, przez Pelagię Sapieżankę wychowana Matko Elżbieto, która tak bardzo kochałaś Pelagię Sapieżankę Matko Elżbieto, pomocy dla niewidomych na Duszy i na ciele Matko Elżbieto, która straciłaś wzrok mając 22 lata, Matko Elżbieto, założycielko Zakładu dla Niewidomych w Laskach Matko Elżbieto, wzrastająca w łasce u Pana Matko Elżbieto, kochająca Krzyż Pański Matko Elżbieto, ucząca niewidomych pisma brajla Matko Elżbieto, która mimo trudności nie poddawałaś się Matko Elżbieto, której słowa były prawdą Matko Elżbieto, która umiałaś pocieszyć każdego człowieka Matko Elżbieto, która pomagałaś chorej dziewczynce Matko Elżbieto, która pomagałaś dzieciom z cygańskiego taboru Matko Elżbieto, która cierpiałaś podczas swojej ciężkiej choroby Matko Elżbieto, która wstąpiłaś do Zgromadzenia w Żytomierzu Matko Elżbieto, opoko Dzieła Lasek Matko Elżbieto, która pomagałaś ludziom niewidomym przyjść do Chrystusa Matko Elżbieto, którą nazwano Matką jasnych dni laskowskich Matko Elżbieto, która będziesz obecna zawsze wśród nas Matko Elżbieto, którą chcemy mieć za swoją Świętą Matko Elżbieto, która nigdy nie byłaś smutna, mimo trudności Matko Elżbieto, która jesteś nam wzorem do naśladowania Matko Elżbieto, którą zawsze będziemy kochać jak Matkę Niewidomych Matko Elżbieto, która miałaś bardzo trudne życie Matko Elżbieto, opiekunko wszystkich niewidomych Matko Elżbieto, która powiedziałaś, że „Dzieło to z Boga jest i dla Boga” Matko Elżbieto, która uwierzyłaś, że nie ma nic niemożliwego dla Pana Matko Elżbieto, którą uważamy za naszą Matkę Matko Elżbieto, która nam wskazujesz drogę do Lasek Matko Elżbieto, która nam pomagasz w trudnościach, kiedy Cię o to prosimy Matko Elżbieto, z którą kiedyś się spotkamy w niebie Matko Elżbieto, która już cieszysz się oglądaniem Boga w niebie Matko Elżbieto, która patrzysz na nas z góry Matko Elżbieto, która masz w sobie ducha Prawdy i Miłości Matko Elżbieto, która uczysz nas pobożności Matko Elżbieto, która jesteś dla nas wszystkim Matko Elżbieto, która miałaś pod opieką wielu niewidomych Matko Elżbieto, którą chcemy prosić o łaski z nieba Matko Elżbieto, która niosłaś pokój na całe Laski Matko Elżbieto, pomocy dla dzieci mających trudności w nauce Matko Elżbieto, która jesteś nam pocieszeniem w smutku Matko Elżbieto, odważna i mocna Matko Elżbieto, Siło, która pochodzi od Pana Matko Elżbieto, modląca się za całe Dzieło Lasek * uczennica z Lasek, której „Litania...” została wyróżniona w konkursie Wiedzy i Twórczości o Matce Elżbiecie Czackiej.
W rocznicę śmierci i 70. lecie kapłaństwa ojca Tadeusza Fedorowicza 24 czerwca – z dwudniowym wyprzedzeniem – obchodzono w Laskach czwartą rocznicę śmierci oraz 70. rocznicę święceń kapłańskich Ojca Tadeusza Fedorowicza. O godz. 14.00, pod przewodnictwem księdza biskupa Bronisława Dembowskiego – który wygłosił również kazanie – została odprawiona Msza święta, którą koncelebrowali: ks. Jakub Szcześniak, o. Marek Pieńkowski OP, ks. Tomasz Falak i ks. Jan Konarski. Po Mszy św. odbyło się spotkanie przy grobie Ojca Tadeusza. Tam – oprócz modlitwy – nie sposób było uciec od wspomnień, które kontynuowano w sali Domu św. Stanisława, ilustrując je filmem oraz przeźroczami z wędrówek z Przyjaciółmi, którzy nazywali Ojca Tadeusza Wujem. Niektóre z nich były już publikowane w Laskach. Poniżej załączamy tekst ks. bp. Bronisława Dembowskiego, który ukazał się z okazji trzeciej rocznicy śmierci Ojca Tadeusza w książce pt. „Bez cienia goryczy...”, wydanej w 2005 roku przez Księgarnię Świętego Wojciecha w Poznaniu (pod redakcją Jerzego Chełkowskiego).
bp Bronisław Dembowski Bez cienia goryczy... 26 czerwca zmarł w Laskach w 96 roku życia ksiądz Tadeusz Fedorowicz, kapłan Archidiecezji Lwowskiej, kierownik duchowy Dzieła Lasek, następca Sługi Bożego ks. Władysława Korniłowicza. W dniu jego śmierci czytaliśmy w czasie Mszy świętej słowa z Ewangelii według św. Mateusza: „Poznacie ich po ich owocach (...) Każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydawać złych owoców”. Ks. Tadeusz był dobrym drzewem, które wydawało dobre owoce przyjaźni, życzliwości, które wielu pomagało zbliżać się do Boga. Poznałem Go w Wielkim Poście 1947 r. jako 20-letni człowiek, student filozofii. Brałem udział – po raz pierwszy w życiu – w rekolekcjach zamkniętych w domu rekolekcyjnym, założonym w Laskach staraniem ks. Korniłowicza. Prowadził je ks. Tadeusz Fedorowicz. Zadziwił mnie prostotą w zachowaniu i głębokimi myślami wyrażanymi w łatwym języku. Myślałem już wtedy o seminarium duchownym, ale nie wykluczałem też innej drogi i założenia rodziny. Dlatego bardzo ważne były dla mnie słowa ks. Tadeusza o niebezpieczeństwie zaimka zwrotnego „się” w zdaniu „oni się kochają”. Czy to znaczy, że on rzeczywiście kocha ją, a może kocha siebie – „się” i czegoś się od niej dla siebie spodziewa? Czy ona kocha jego, czy może kocha siebie – „się” i czegoś się od niego spodziewa? I konkluzja: Kochać, to chcieć dobra kochanej osoby. Słowa, które często wypowiadał Sługa Boży ks. Władysław Korniłowicz. W czasie moich studiów co roku brałem udział w wielkopostnych rekolekcjach zamkniętych w Laskach. Prowadzili je albo ks. Tadeusz, albo jego młodszy brat ks. Aleksander, zmarły w lipcu 1965 r. Te dni przeżywane w Laskach były dla mnie bardzo ważne. W ich czasie podjąłem decyzję pracy w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach, aby tam dokończyć studia, a po magisterium wstąpić do seminarium duchownego. Opinia księży Aleksandra i Tadeusza Fedorowiczów na temat mojej przydatności do stanu duchownego była dla mnie ważna. Wstąpiłem więc do seminarium, a tam wkrótce dowiedziałem się, że ksiądz Tadeusz jest jednym ze spowiedników. Trwało więc jego kierownictwo duchowe, tak bardzo ważne dla młodego człowieka, który decydował się być księdzem. Z czasów uniwersyteckich pamiętam wydarzenie, które mnie ukierunkowało w moich poszukiwaniach teoretycznych. Mianowicie w czasie dyskusji z kolegami, pozytywizującymi agnostykami i ateistami, broniłem stanowiska wiary i Kościoła, podkreślając wielką wartość i użyteczność społeczną etyki chrześcijańskiej. Odpowiedzieli: – Etyka chrześcijańska jest wspaniała, obyście tylko potrafili ją w życie wprowadzać. Ale po co te uzasadnienia dogmatyczne, jakieś Trójce Święte i Niepokalane Poczęcia. Do tej pory słyszę brzmienie tych przerażających słów. Nie umiałem im odpowiedzieć. Przy najbliższej okazji zreferowałem to ks. Fedorowiczowi. Odpowiedział mi z ogromną życzliwością, a jednocześnie we właściwy sobie, żartobliwy sposób: – Dobrze ci tak, boś głupi. Argumentowałeś za religią, że jest ona użyteczna, a ona jest prawdą. Użyteczna jest, ponieważ jest prawdą. Szukaj więc prawdy! Te słowa ukierunkowały mnie w moich studiach, w których przede wszystkim szukałem podstaw intelektualnych naszej wiary. Czyniłem to, tkwiąc w środowisku zafascynowanym osobą prof. Kotarbińskiego, którego wysiłki, by stworzyć etykę autonomiczną, niezależną od podstaw religijnych, miały pozbawić religię jedynego uzasadnienia, jak sądzono w niektórych kołach, od czasu Kanta. Po przemianach w październiku 1956 roku zostałem 22 grudnia rektorem kościoła św. Marcina przy ul. Piwnej w Warszawie i kapelanem Sióstr Franciszkanek z Lasek, które do klasztoru przy kościele św. Marcina przeniosły dom generalny i nowicjat. Ks. Tadeusz przyjeżdżał na Piwną regularnie co środę, będąc spowiednikiem wielu ludzi z Warszawy. Także ja z tego korzystałem. Już w 1957 roku ksiądz Prymas powierzył księdzu Tadeuszowi zorganizowanie Krajowego Duszpasterstwa Niewidomych. Razem je montowaliśmy. Zastanawialiśmy się, na czym ma ono polegać. Doszliśmy rychło do wniosku, że nie chodzi o to, by organizować odrębne duszpasterstwo wydzielające Niewidomych z ich parafii, ale żeby wszystkich księży informować o problemach tej grupy. Ks. Tadeusz osobiście opracował wytyczne dla duszpasterzy, aktualne do tej pory. Podkreślał w nich potrzebę organizowania co jakiś czas Mszy św., a także rekolekcji specjalnych dla tej grupy wiernych. Tak więc podwaliny pod duszpasterstwo Niewidomych kładł ks. Tadeusz. Jest ono obecnie w normalnych strukturach diecezjalnego duszpasterstwa w Polsce. Któregoś dnia w końcu października 1962 roku zgłosiło się do mnie dwóch weteranów pierwszej wojny światowej i wojny bolszewickiej z prośbą, abym 11 listopada odprawił Mszę św. za śp. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Pamiętamy, że w owym czasie każde wspomnienie wojny 20 roku, oraz Piłsudskiego, było właściwie niemożliwe. Ogłosiłem w uprzednią niedzielę, że w sobotę 10 listopada wieczorem odprawię Mszę św. za tych, którzy życie ofiarowali za wolność Ojczyzny, także za Marszałka Piłsudskiego. Kilka dni później, w środę rano, otrzymałem wezwanie do stawienia się w Komendzie MO w Pałacu Mostowskich. Jak zwykle w środę był obecny ks. Tadeusz. Pokazałem mu to wezwanie mówiąc, że muszę się tam udać. Powiedział bardzo ważne słowa: – Jeśli musisz się tam udać, to znaczy, że Bóg cię tam posyła. Pamiętaj, że ci oficerowie milicji są ludźmi mającymi nieśmiertelne dusze, a ty jesteś kapłanem posłanym do nich przez Boga. Nie bój się ich i nie pogardzaj nimi. Mów prawdę. Może coś z niej w nich pozostanie. Bardzo była ważna dla mnie ta rada. Moja rozmowa z owymi panami skończyła się szczęśliwie i bez żadnego kompromisu z mojej strony. Myślę, że dałem im nieco do myślenia. Zapamiętałem na zawsze słowa: – Jeśli musisz tam iść, to znaczy, że Bóg cię posyła tam, gdzie są ludzie, którym masz dać świadectwo. Niejednokrotnie te słowa mi się przydały i pewnie jeszcze przydadzą. Blisko 20 lat później, gdy wybuchł stan wojenny, w środę 16 grudnia 1981 r. zapytał mnie ks. Tadeusz: – Ilu księży jest aresztowanych? Odpowiedziałem, że dwóch czy trzech było zatrzymanych, ale wszyscy zostali już zwolnieni. Powiedział z wielką powagą: – To niedobrze. Księża powinni być razem z internowanymi. On miał prawo to powiedzieć. Wiemy przecież, że ukrywając to, że jest księdzem, na ochotnika pojechał do Kazachstanu razem z zesłańcami ze Lwowa. A potem, już w Armii Andersa, gdy okazało się, że nie wszyscy mogą opuścić Związek Radziecki, by okrężną drogą wracać do Ojczyzny, on pozostał, aby służyć pomocą duszpasterską tym, którzy nie mogli opuścić Związku Radzieckiego. Ciekawe i zadziwiające są jego wspomnienia z czasu wojny („Drogi Opatrzności”, Norbertinum, Lublin 1991), a także o pobycie w więzieniu sowieckim. O wszystkich swoich cierpieniach i trudnościach, o tym, że był tak głodny i tak wychudł, że na twardym krześle nie mógł siedzieć, pisze bez cienia goryczy, jakby opisywał zjawiska klimatyczne, a nie bolesne skutki działania ludzkiego. Natomiast o dobrych ludziach, o dobrych spotkaniach, o ludziach, którzy mu pomagali, pisał z wielką życzliwością, radością i dziękczynieniem. Zadziwia brak jakiejkolwiek goryczy we wspomnieniach o oficerach śledczych. Prawdziwie był wobec nich świadkiem: Jeśli musisz tam iść, to pamiętaj, że jesteś tam posłany przez Boga.
Na 85. urodziny BENEFIS SIOSTRY BLANKI
„Nie każdy ma to szczęście, żeby mieć taki dzień, w którym może przyjrzeć się całemu swojemu życiu i mieć świadków!” – Siostra Blanka nie ukrywała wzruszenia podczas przepięknej uroczystości: benefisu dedykowanego specjalnie dla Niej, zorganizowanego przez Szkołę Muzyczną dla Dzieci Niewidomych w Laskach z okazji 85. urodzin Siostry. Z tej okazji redakcja „Lasek” dziękuje Drogiej i Czcigodnej Solenizantce za dotychczasowe dokonania oraz życzy zdrowia i wytrwania w duchu ewangelicznej Radości, prosząc jednocześnie – na ile to możliwe – o stałą obecność wśród nas i nieustanne dzielenie się swoją mądrością i doświadczeniem pedagogicznym. W dniu 31 maja 2006 r. po uroczystej Mszy Świętej sala koncertowa Internatu Dziewcząt wypełniła się po brzegi zaproszonymi gośćmi. Cała widownia wraz z obecnymi na scenie młodymi artystami – wychowankami Lasek, absolwentami i uczniami Szkoły Muzycznej dla Dzieci Niewidomych oraz ich nauczycielami z niecierpliwością oczekiwała na przybycie Dostojnej Jubilatki. Przy dźwiękach Hejnału Szkoły Muzycznej I stopnia dla Dzieci Niewidomych w wykonaniu ucznia klasy trąbki – Michała Skorowskiego oraz jego nauczyciela Wiktora Szablewskiego, Pan Dyrektor Piotr Grocholski wprowadził na salę siostrę Blankę. Wszyscy wstali i gromkimi, serdecznymi oklaskami powitali Dostojną Jubilatkę. Zapanowała uroczysta atmosfera. Pierwsze słowa oficjalnego, serdecznego powitania wszystkich zebranych gości oraz Wielebnej Jubilatki należały do prowadzącej benefis pani Sławomiry Włoskowicz – Dyrektora Szkoły Muzycznej. Przy konferansjerskim stoliku zasiadał również pan Wiesław Komasa – zaprzyjaźniony z Laskami wspaniały aktor, wykładowca Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, zdobywca licznych nagród na najbardziej prestiżowych festiwalach teatralnych Europy. Jednym z doniosłych wydarzeń tej uroczystości było wręczenie Siostrze Medalu Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi „PAX ET GAUDIUM IN CRUCE”. Głos zabrał pan prezes Władysław Gołąb. W swoim przemówieniu powiedział: Siostra Blanka swoje umiłowanie do Ojczyzny i do muzyki zdobyła w domu rodzinnym od swoich rodziców – od swojego ojca. Bardzo pokochała Polskę, chciała jej służyć całym swoim życiem, ale pokochała też muzykę. Kiedy przyszła do nas, już była dojrzałym artystą. W Łodzi pracowała jako kierownik działu muzycznego Polskiego Radia. Propagowała muzykę wśród dzieci i młodzieży. Odbywające się do dziś w Filharmonii Narodowej w Warszawie koncerty – spotkania z Ciocią Jadzią – to dzieło, które rozpoczęła siostra Blanka. Koncertowała, miała kontakty w całej Polsce, ale przyszło powołanie... i zawitała w Laskach. Tu znalazła swoją nową Ojczyznę, nowy Dom Rodzinny. W lutym 1963 r. Siostra Blanka przyjęła pierwsze śluby zakonne. Wówczas przez cały czas starała się dawać swojego płomiennego ducha tu, w Laskach, swoim wychowankom jako nauczycielka w szkole, jako wychowawczyni, kierowniczka internatu, organizatorka życia artystycznego – w najszerszym tego słowa znaczeniu: bo i chór, i profesjonalne przygotowywanie naszych wychowanków do życia muzycznego – to wszystko było jej dziełem. Siostra Blanka z chórem, który zorganizowała w ostatnim 15-leciu swego artystycznego aktywnego życia, objechała cały świat: Australię, Niemcy, Austrię, Włochy – gdzież jej nie było? Chór śpiewał wobec Ojca Świętego Jana Pawła II. Organizowała teatralne imprezy, odwiedziny w muzeach, na Zamku Królewskim w Warszawie (gdzie występował zespół chóralny pod kierownictwem siostry Blanki). Pamiętam do dziś, jak czytałem w jednej z gazet o tym, jak bardzo w Malborku przeżyto wizytę siostry Blanki z naszymi wychowankami... To była piękna impreza. Trudno tu dziś wszystkie niezwykłe wydarzenia wymieniać. Mogę tylko powiedzieć: siostro Blanko, z całego serca dziękuję! Dziękuję za to, że Siostra była, że Siostra żyła, że swoje gorące serce potrafiła przelewać swoim uczniom, swoim uczennicom – i uczyła języka polskiego, i mówiła o kulturze, uczyła w Szkole Muzycznej – to, że przed paru laty powstała Szkoła Muzyczna, której pierwszym Dyrektorem była p. Elżbieta Górna, to też ogromna zasługa siostry Blanki. Za to wszystko dziś z całego serca chcemy Siostrze dziękować! Zarząd Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, w dowód uznania, pragnie przekazać siostrze Blance Medal, pamiątkowy Medal, którego autorem był prof. Jerzy Jarnuszkiewicz, nieżyjący już; Medal – który oddaje istotę Dzieła Lasek: „Pokój i radość w krzyżu”. Ogromnie raduję się, że dziś mogę ten medal wręczyć siostrze Blance w imieniu kierownictwa TOnO. Siostra Blanka nie ukrywała wzruszenia. Zapytana po uroczystości o to, jak przyjęła to najwyższe wyróżnienie odpowiedziała: „Medal dostałam niespodziewanie. Ostatni raz, kiedy widziałam kogoś udekorowanego tym medalem – to była Pani Jolanta Kwaśniewska. Samo uzasadnienie jest bardzo pięknie sformułowane – to za wiele...” – dodała Siostra. We wspomnianym uzasadnieniu napisane jest: Zarząd Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi i Dyrekcja Ośrodka Szkolno–Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych im. Róży Czackiej w Laskach odznacza Wielebną Siostrę Blankę Wąsalankę Medalem Towarzystwa „PAX ET GAUDIUM IN CRUCE” w dowód wdzięczności za życie oddane Dziełu Matki Elżbiety Czackiej” – – pod powyższą adnotacją podpisał się prezes Towarzystwa Władysław Gołąb oraz dyrektor Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Piotr Grocholski. Po uroczystym wręczeniu Medalu przez pana Prezesa serdeczne gratulacje i urodzinowe życzenia złożyli Siostrze kierownicy i dyrektorzy poszczególnych placówek wraz z delegacjami wychowanków Ośrodka Szkolno- -Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych w Laskach. Tymczasem donośnie zabrzmiał uroczysty śpiew „Plurimos Annos” w wykonaniu Chóru „Leśne Ptaki”, któremu towarzyszył na fortepianie p. Czesław Kurek. Do pieśni przyłączyły się głosy wszystkich obecnych na sali gości. Siostra Blanka w odpowiedzi na tak piękne jej powitanie zabrała głos i powiedziała: Wprawdzie powitanie już było, ale czuję ogromną potrzebę, żeby również powiedzieć: Witam Szanownych Państwa, Witam Kochanych, Drogich Przyjaciół! – Tak chyba mogę nazwać wszystkich tych, którzy tutaj są. Tutaj na sali siedzi całe moje życie. Jestem bardzo wzruszona tą uroczystością! Jednak piękne słowa, które Pan Prezes wypowiedział trzeba troszeczkę skorygować. Rzeczywiście, to wszystko bardzo pięknie brzmiało, ale przecież wszystkie dzieła, które tu się odbywały, które miały miejsce, i wszystkie wymienione dziś osiągnięcia to owoce nie tylko mojej pracy! – Na to składał się trud bardzo, bardzo wielu osób, które współpracowały, które chciały się uzupełniać. Był blok przyjaciół, którzy radzili... Wszystko razem, właśnie dzięki współdziałaniu, mogło przynieść owocne rezultaty. Muzyką interesowałam się od urodzenia. Mogłam szczęśliwie, jak mało kto może być tak szczęśliwy, realizować to, co bardzo ukochałam od dzieciństwa. W tej chwili bardzo cieszę się i bardzo dziękuję, że możemy razem ten czas wspólnie spędzić! Tak się cieszę, że widzę tutaj na sali osoby, które właściwie towarzyszą mi, są świadkami mego życia niemal od dzieciństwa...! (w tym momencie obecny na sali kolega Siostry od 9-tego roku życia, z którym Siostra bawiła się kiedyś, zakrzyknął gromkim głosem: „Ja!”). Tak! – właśnie! – już podniosła się jedna ręka! ...więc mam tu swoich kolegów i koleżanki, z którymi poznaliśmy się w wieku mniej więcej 8 – 10 ciu lat. Widzę tutaj osoby, które były mi bliskie, czy też współpracowały, które na jakąś moją prośbę, czy też moje marzenie, brały udział tutaj w naszych różnych imprezach. Wszystkie te osoby bardzo, bardzo serdecznie pozdrawiam i bardzo, bardzo serdecznie witam i cieszę się! Myślę, że nie każdy ma to szczęście, żeby mieć taki dzień, w którym może się przyjrzeć całemu swojemu życiu i mieć świadków! Po przemówieniu siostry Blanki w refleksyjny nastrój wprowadziła wszystkich Agata Sapieha – wybitna wykonawczyni muzyki dawnej, która kilkakrotnie występowała w organizowanych przez siostrę Blankę Mikrokongresach Nauki i Kultury w Laskach, grając swój repertuar. Na skrzypcach Johna Cresswella 1999 wykonanych wg A. Stradivariego z 1704 r. artystka wykonała swój muzyczny prezent dla Siostry: J. S. Bacha Largo z III Sonaty C – dur na skrzypce solo, BWV 1005. Podczas części artystycznej nie mogło zabraknąć własnej kompozycji siostry Blanki. Przy dźwiękach fletów poprzecznych, na których zagrały Barbara Leszczyńska – tegoroczna absolwentka Szkoły Muzycznej dla Dzieci Niewidomych oraz jej nauczycielka pani Hanna Szablewska, zabrzmiał piękny śpiew na 2 głosy chóru „Leśne Ptaki” przygotowanego przez panią Martynę Drabik – Dziedziczak. Była to pieśń zawierająca słowa: „Bóg zaczyna i Bóg kończy, kochające serca łączy”. Po muzycznej wypowiedzi chóru z towarzyszeniem fletów poprzecznych, pani dyrektor Sławomira Włoskowicz przedstawiła głęboko zapadającą w pamięć i serce refleksję nawiązującą do założycielki Dzieła Lasek – Matki Róży Czackiej: Chciałabym podziękować Matce Elżbiecie Róży Czackiej, Założycielce Dzieła Lasek. Niewątpliwie wymodliła dla Lasek siostrę Blankę i innych wspaniałych muzyków. W swoich notatkach z grudnia 1927 r. Matka Elżbieta Czacka napisała: „Jakby szczęśliwie było, gdyby Pan Bóg dał nam kogoś, który by umiał prawdziwie pięknie grać i śpiewać, i uczyć muzyki i śpiewu. Muzyka takie ważne zajmuje miejsce w życiu niewidomych...” Dziękujemy Panu Bogu, że przysłał do Lasek siostrę Blankę...! Obraz jej życia z łatwością można było odnaleźć w pieśni Wszystko w pełni dla Boga... zarówno skomponowanej jak i przepięknie zaśpiewanej przy akompaniamencie organów przez wykonawczynie. Były nimi 2 uczennice Ogniska Muzycznego: Monika Burnatowska i Dorota Wojeńska oraz grająca na organach Monika Woźnialis – tegoroczna absolwentka Szkoły Muzycznej I stopnia dla Dzieci Niewidomych. Oto słowa zaprezentowanej pieśni: Wszystko w pełni dla Boga Od świtu do nocy wszystko dla Boga Od początku do końca wszystko dla Boga Pierwszy oddech i ostatni dla Boga Świadomie dla Boga! Pierwsze słowo dla Boga – kocham Ciebie! Ostatnie – kocham Ciebie Boże! Pragnę żyć dla Ciebie Boże Amen Przepiękne, poetyckie życzenia złożył Siostrze pan Wiesław Komasa. Dedykował Jej wiązankę poezji Romana Bandtstaettera pochodzącej z „Księgi modlitw dawnych i nowych” oraz Bolesława Leśmiana – wiersz „Szewczyk”. Dostojnej Jubilatce dedykowane były m.in. takie słowa, jak: „od Boga poczynajmy, Bóg początkiem wszemu...”, „o daj nam, Panie, natchnienie do wiary...”, czy też Wyznanie Szymona z Cyreny – „nie z własnej woli dźwigałem Twój krzyż, Panie...” oraz wymowne słowa z wiersza B. Leśmiana „błogosławiony trud...” i „dałeś mi Boże kęs istnienia, co mi na całą starczy drogę”, które skłaniały do zadumy i refleksji nad wszystkimi podziękowaniami złożonymi Siostrze za życie poświęcone Dziełu Lasek. Wiele nieocenionych muzycznych upominków przygotowali Siostrze młodzi artyści – wychowankowie Lasek. Niezwykle muzykalna absolwentka Szkoły Muzycznej dla Dzieci Niewidomych, a obecnie studentka Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie – Anna Kuszaj wykonała przy fortepianowym akompaniamencie Maksymiliana Bieleckiego arię G. F. Haendla „Lascia ch’io pianga” z opery Rinaldo. Podczas tego śpiewu głębokie wzruszenie ogarnęło niejednego z gości, a w oczach słuchaczy zakręciły się łzy... Muzyka z epoki baroku rozbrzmiewała jeszcze przez czas znakomitego występu Agaty Sapiehy, która ponownie pojawiła się przed publicznością i w prezencie dla Siostry przedstawiła swoją interpretację muzyki J. S. Bacha w Andante z II Sonaty a – moll na skrzypce solo BWV 1003. Jednym z gości honorowych był prof. Franciszek Wesołowski – wybitny teoretyk muzyki, kompozytor i organista, wspaniały muzyk, autor znakomitych podręczników i prac naukowych z zakresu teorii muzyki – zasad muzyki, harmonii, autor pracy „Basso continuo, teoria i praktyka”. Był wieloletnim Rektorem Akademii Muzycznej im. Kiejstuta Bacewicza w Łodzi i przez ponad pół wieku – jak wspomina siostra Blanka – ogromnie cenionym i kochanym wykładowcą wielu przedmiotów teoretycznych, m.in. harmonii, kontrapunktu, współczesnych technik kompozytorskich. Profesor jest również wybitnym znawcą ornamentyki muzycznej w muzyce renesansu, baroku i klasycyzmu (!). Jest profesorem zwyczajnym i Doktorem Honoris Causa AM w Łodzi, wieloletnim przyjacielem siostry Blanki. Profesor Franciszek Wesołowski był Rektorem w okresie, kiedy Siostra studiowała teorię i profesorem szeregu przedmiotów teoretycznych, a także promotorem pracy magisterskiej Siostry pisanej na zamówienie PWM w Krakowie – Jak słuchać muzyki, z czego „tłumaczył się” publicznie w czasie uroczystości. Gdy prof. F. Wesołowski zabrał głos, ujawnił wspaniałe poczucie humoru i rozweselił swoimi wspomnieniami i sposobem wypowiedzi wszystkich gości. Wrócił wówczas myślą do swojego pierwszego spotkania z siostrą Blanką, a historię znajomości z Dostojną Jubilatką przedstawił słowami: Proszę Państwa, po wysłuchaniu Agaty Sapiehy, młodzieży pięknie grającej i śpiewającej oraz znakomitej poezji, cóż ja mogę powiedzieć...? Nie lubię być nigdy na przedzie – zniosłem Doktorat Honoris Causa, wytrzymać musiałem, nie było innej rady, ale teraz jak trzeba, to też powiem coś. Wracam do siostry Blanki – niekiedy będę mówił „Hania” też, bo dla mnie to była Hania, dla wszystkich zresztą była najpierw Hanią, a potem dopiero siostrą Blanką. Proszę Państwa – 1945 rok, Państwowa Średnia Szkoła Muzyczna w Łodzi. Przybyłem tam z Bydgoszczy. Hania już była. Już ją doceniano. Nie posiadała jeszcze dyplomu z teorii muzyki, ani ze śpiewu, a już ją tam zaangażowano. Brakowało nauczycieli i prof. K. Sikorski zatrudnił ją – jeszcze nie dyplomowaną. Od razu z Hanią właściwie zaprzyjaźniliśmy się. Hania – działaczka – zaczęła pisać pracę dyplomową. Jaką? – Państwowe Wydawnictwo Muzyczne w Krakowie zamówiło już u niej pogadanki muzyczne! Zostałem promotorem tej pracy. No, dobrze, tylko przy tych pogadankach muzycznych nie wiem, czy promotor się uczył od studentki, czy studentka od promotora, nie jestem pewny... – Hania napisała pracę sama, a ja mogłem się z nią tylko zapoznać i podziwiać ogrom wiedzy studentki na temat słuchania muzyki, bo przedstawiła mi gotową, bardzo interesującą i wyczerpującą temat pracę – „tłumaczył się” profesor. W czasie obrony też trudno było ustalić kto uczył się od kogo – komisja egzaminacyjna, czy broniąca swojej pracy magisterskiej studentka... Bardzo interesująco przedstawiał się również następny występ nawiązujący do Siostry dzieciństwa – do czasu, kiedy Siostra jako dorastająca dziewczynka akompaniowała na fortepianie swojemu tacie grającemu na skrzypcach. Podczas benefisu owa „dziewczynka” – a obecnie nasza droga 85-letnia Jubilatka zasiadła przy fortepianie tak jak niegdyś, rozłożyła nuty, które zachowały się z dawnych lat i z wielką pasją zagrała wraz ze znakomitą skrzypaczką – nauczycielką Szkoły Muzycznej – Magdaleną Kasperską Pieśń polską Henryka Wieniawskiego, zdobywając gorący aplauz słuchaczy. Przed występem Siostra podzieliła się swoimi wspomnieniami: Od dzieciństwa uczyłam się grać na fortepianie. Mój tato grał na skrzypcach. Zagrać z tatusiem – to mogło być moim najwyższym marzeniem. Tato dał mi grubą księgę – nuty – i kazał mi ćwiczyć. I rzeczywiście zabrałam się do grania. Troszkę miałam niepokoju, że w nutach oprócz dwóch pięciolinii jest jeszcze trzecia pięciolinia. Więc pytałam się taty: „nie wiem jak mam to zagrać, te 2 pięciolinie to wiem, a ta trzecia?” W odpowiedzi usłyszałam: – „Nie przejmuj się, to jest właśnie pięciolinia, gdzie są zapisane nuty dla skrzypiec!” Zrozumiałam więc, że będę grała z moim tatą, że będę akompaniowała mojemu tatusiowi! Nauczyłam się grać swoją partię i niedługo potem doczekałam się wspólnego muzykowania z tatą. Kiedy miałam 12 lat z małym kawałkiem przyszedł taki moment, kiedy tatuś powiedział, że zagramy razem na akademii z okazji imienin Józefa Piłsudskiego 19.III.1934 r. I to był początek – początek tego właśnie „rzucenia się na pełne wody”, zakochania się do końca w muzyce! Muzyka sama w sobie jest do zakochania się w niej, ale muzyka z tatą jest już szczęściem do kwadratu, czy nawet do wyższej potęgi...! Ponieważ księga z nutami, które dostałam od taty przyjechała ze mną do Lasek, znalazłam w tej księdze ten właśnie pierwszy utwór, który graliśmy z moim tatusiem na akademii w 1934 r... I tak sobie pomyślałam, że zagranie tej kompozycji dziś – będzie właśnie chwilką sentymentalnej zadumy, wiążącej się zresztą ze wspomnieniem o moim ojcu... Bardzo piękny list pełen humoru i wspomnień o czasach szkolnych z Siostrą Blanką wraz z najlepszymi życzeniami na urodzinowy Jubileusz nadesłał Grzegorz Kukiełka – były laskowski wychowanek, kształcący się tu w latach 1973-1985, uczeń Siostry Jubilatki pozostający pod Siostry nadzorem pedagogicznym w VII i VIII klasie Szkoły Podstawowej w Laskach (w latach 1978-1981), obecnie będący pracownikiem Biblioteki Centralnej PZN w Warszawie. List ten został odczytany przez prowadzącego benefis – obok pani dyrektor Szkoły Muzycznej Sławomiry Włoskowicz – pana Wiesława Komasę, a jego treść sprawiła Siostrze ogromną radość. Zawierał następujące słowa: Droga i Szanowna Jubilatko! Z okazji tak pięknej i godnej, życzę Siostrze tego wszystkiego, czego życzyłbym sobie, gdyby dane było mi dojść do tak wspaniałego miejsca na drodze życia. Życzę więc dalszej Opieki Bożej, zdrowia, wspaniałych uczniów, wiele satysfakcji i radości z kształtowania ich osobowości i wrażliwości na piękno i sztukę oraz kształtowania ich nieugiętych charakterów. Obracając się w wielu kręgach wśród naszych laskowskich wychowanków stwierdzam, że nietrudno rozpoznać tych, którzy wyszli spod Siostry ręki. Wielu doszło do czegoś, a inni dążą, a wszyscy są rozśpiewani. Uczniowie, tak, to ciekawa materia, którą Siostra poddawała obróbce i kształtowaniu. Jestem jednym z tych właśnie uczniów. W VII i VIII klasie uczyła nas Siostra polskiego i usiłowała nas nakłonić do śpiewania. Jeśli chodzi o śpiewanie, to cóż, ... jest jak jest, a że czasem coś się wydobędzie z mojej krtani, to nic. Ale ten „Polski”? – Tak, to wspaniała rzecz! Wtedy, w podstawówce, nie przypuszczałem, że właśnie dzięki lekcjom Siostry ukształtuję się i zdobędę wiedzę, która przyda mi się w teraz wykonywanej przeze mnie pracy. Zaczęło się wszystko od sławnej czterodniowej wycieczki do Krakowa. W VII klasie odwiedziliśmy gród Kraka, gdzie procesowi odkurzania przez nas poddane zostały eksponaty w wielu tamtejszych muzeach i miejscach świętych. Bolały mnie nogi, ale to nic... Nigdy później nie miałem okazji dotknąć wawelskich arrasów, tronów królewskich, zabytkowych złotych insygniów w Collegium Maius, posłuchać echa w wawelskiej katedrze, czy odwiedzić groby wielkich Polaków tam się znajdujących. Potem był Kochanowski. Jego osoba stała się mi bliska dzięki lekturom i lekcjom. Konkursy poezji Jana z Czarnolasu i program słowno – muzyczny, który był przez nas wystawiany... Mickiewicz. Adam z Wilna, to kolejna przygoda literacka. Zaczęło się od wystawy, którą stworzyliśmy dzięki Siostry pomocy. Byli wspaniali goście – aktorzy z warszawskich teatrów, którzy recytowali fragmenty z eposu „Pan Tadeusz”. Potem było pierwsze zadanie, które, mimo, że trudne, dało mi wiele satysfakcji. Podzieleni zostaliśmy na dwuosobowe zespoły i mieliśmy za zadanie przeprowadzić sondaż. Jego celem było pokazanie, jaka jest teraz wiedza w naszym społeczeństwie o społeczeństwie z XIX wieku, pokazanym w „Panu Tadeuszu”. Na stawiane pytania otrzymywaliśmy różne odpowiedzi, ale wnioski były te same: „Za mało czytamy i za mało wiemy!” W przeprowadzaniu ankiet korzystaliśmy z pożyczonych magnetofonów kasetowych, które były jeszcze szczytem marzeń. Musieliśmy je skądś wypożyczyć, a ponadto respondenci też na nas nie czekali! Trzeba było ich znaleźć. Potem, co prawda, przydało nam się to, gdy rok później pisaliśmy reportaże o ciekawych ludziach... To nowatorskie stawianie nam zadań, uatrakcyjniało je i dawało wiele emocji. Potem Słowacki. Jego poezja i poematy, dramaty i jego życie. Była kolejna wystawa. Zrobiliśmy pierwsze w naszym życiu słuchowisko. Były to fragmenty z dramatu „Balladyna”. Robienie słuchowiska nie jest łatwe, gdyż nocne nagrywanie roli Chochlika w łazience z dużym pogłosem nastręcza czasem dodatkowych problemów. Moje wypracowanie o „Anhellim” – sam nie wiem, jak zostało uznane za dobre. To trudny poemat, ale piękny. Pozytywiści i ich dzieła i działalność społecznikowska, to kolejny krok w poznawaniu historii literatury polskiej. Potem był Gałczyński, Skamandryci i dwudziestolecie międzywojenne... Droga Siostro! Dużo by pisać o tym, jak kształtowała się niehartowna stal naszych umysłów! Siostry lekcje to nie tylko były wykłady o literaturze, ale też wspaniałe opowieści. Były różne, ale te najciekawsze były o Pułtusku. Tam Siostra dorastała i wspominała nam tamte lata, swoich nauczycieli, koleżanki i kolegów i atmosferę tamtego czasu. Teraz my wspominamy... Osobną opowieść należałoby napisać o tym, jak to Siostra kierowała internatem chłopców... – Była Siostra postrachem, ale budziła respekt. Dobrze wspominam ten czas. Droga Siostro! Niech nam Siostra długo żyje w zdrowiu! Niech wszyscy wiedzą, że siostra Blanka z Lasek, to właśnie ta, a nie inna Siostra. Niech Siostrze uczniowie nie dają powodów do zmartwień, a samych radości. Szczęść Boże! – Grzegorz Kukiełka Na uroczystość benefisu siostry Blanki przybył – aby odznaczyć Siostrę Złotą Odznaką Towarzystwa Muzycznego – dyrektor Towarzystwa Muzycznego im. H. Wieniawskiego w Lublinie, pan Jacek Ossowski. Przemówił następująco: Czcigodna Siostro, Szanowni Państwo! Znam dwa motta, którymi chciałbym się podzielić, a które całkowicie pasują do siostry Blanki. Pierwsze – „...tylko wtedy, gdy człowiek potrzebny jest innym, znajduje sens swojego istnienia...” Drugie motto – to myśl Piotra Czajkowskiego, która mówi: „gdzie nie ma serca, tam muzyka istnieć nie może”. I za to Siostrze serdecznie dziękuję i przekazuję najlepsze życzenia! Ponieważ reprezentuję Towarzystwo Muzyczne, w imieniu Zarządu Towarzystwa Muzycznego chciałbym wręczyć siostrze Blance Złotą Odznakę Towarzystwa Muzycznego i dyplom. Oto treść tego dyplomu: „Zarząd Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego w Lublinie przyznaje czcigodnej siostrze Blance Wąsalance, wybitnemu muzykologowi i wieloletniemu pedagogowi Złotą Odznakę Towarzystwa Muzycznego w Lublinie.” Pod dyplomem podpisali się: prezes Towarzystwa Muzycznego – prof. Jerzy Karski oraz dyrektor Jacek Ossowski. Na dyplomie zwraca uwagę lakowa pieczęć, pięknie wygrawerowana i ozdobiona rzeźbą w kształcie harfy zwieńczonej wieńcem laurowym. Również Złota Odznaka prezentuje się bardzo okazale. Na scenie zabrzmiała ponownie muzyka – II część Sonaty G - dur Jana Křtitela Vaňhala w wykonaniu Barbary Leszczyńskiej (flet poprzeczny) oraz Hanny Szablewskiej (fortepian) – prezent dla siostry Blanki. Po niej usłyszeć można było zagraną na trąbce przez Michała Skorowskiego „Polkę” Dymitra Kabalewskiego przy akompaniamencie Hanny Szablewskiej. Kolejnym upominkiem dla Siostry był występ bardzo utalentowanego młodego muzyka – ucznia Szkoły Muzycznej – Maksymiliana Chlewińskiego, który zagrał fortepianowe preludium Claude Debussy’ego: „Dziewczyna o włosach jak len”. Do muzycznych życzeń dołączyła następnie także bardzo zdolna uczennica klasy skrzypiec – Ala Szymańska, która przy akompaniamencie fortepianu granym przez p. Alicję Czołpińską wykonała „Cavatinę” Joachima Raffa. Po tych interesujących występach nauczyciele i uczniowie Szkoły Muzycznej złożyli oficjalnie Szanownej Jubilatce swoje życzenia. Pojawiły się także inne życzenia wypowiadane do mikrofonu. Na benefis siostry Blanki przybyła osobiście pani Naczelnik Wydziału Oświaty Starostwa – Janina Wieczorek, która przywiozła ze sobą pięknie wypisane życzenia od pana Jana Żychlińskiego – starosty Powiatu Warszawskiego Zachodniego. Składając Siostrze życzenia powiedziała:– „bywam tutaj w Ośrodku, mam wiele serca dla Lasek, wiem o waszej pracy, wiem o Siostry pracy, wiem doskonale, ile serca Siostra wkłada. Tu jest atmosfera przecudowna, mogłabym tutaj przebywać od rana do wieczora, jesteście przemili. Starosta prosił mnie o przekazanie najserdeczniejszych życzeń dla Siostry z racji tak pięknego Jubileuszu” – i przekazała Siostrze list z następującą treścią:
Motto: „... nie liczy się, co robimy ani ile robimy, lecz to, ile miłości wkładamy w działanie” (Matka Teresa z Kalkuty)
Siostra Blanka Wąsalanka: Dostojna Jubilatko! Z okazji 85 urodzin życzę Błogosławieństwa Bożego na dalsze lata życia oraz składam gratulacje za wieloletnią działalność artystyczną i pedagogiczną na rzecz dzieci niewidomych w Ośrodku Szkolno – Wychowawczym w Laskach. – starosta Powiatu Warszawskiego Zachodniego – Jan Żychliński. Niezapowiedzianie przybyła pani z Fundacji Jolanty Kwaśniewskiej z kwiatami od pani prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej. Zabrała głos, mówiąc: „chciałabym się Siostrze bardzo, bardzo nisko kłaniać od pani Jolanty Kwaśniewskiej, która nie mogła osobiście przybyć, ale przysyła ten piękny bukiet z wyrazami podziękowania za wielkie serce, za dobroć; zawsze Siostrę serdecznie wspominamy i będziemy wspominać i dziękujemy za tyle lat wspaniałej współpracy”. Życzenia złożyła także pani Zofia Morawska, która powiedziała: „przybyłam, aby podziękować za ponad 40 lat przyjaźni i życzliwości; po drugie jeszcze – za wszelkie trudy, które Siostra ponosiła jeżdżąc z chórem, nieraz zmęczona, składam wielkie podziękowanie – Siostro – specjalnie na tę uroczystość.”
Dotarły także życzenia od pani Zdzisławy Zielińskiej – dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury w Piastowie. Na dostarczonej ozdobnej karcie widnieją wypisane następujące słowa: Motto: „A Ja Wam mówię, czas to miłość” (Kardynał Stefan Wyszyński – Prymas Polski)
Droga Naszym Sercom Siostro Blanko. Dziękujemy Panu Bogu, że mogliśmy na naszej ścieżce życia spotkać Ciebie, otrzymując lekcje wiary, miłości i radości – – Z wielkim poważaniem, Zdzisława Zielińska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Piastowie oraz Współpracownicy.
Wzruszającą chwilą tej uroczystości stało się spotkanie siostry Blanki z p. inż. Sergiuszem Heine, którego na wózku inwalidzkim przywiozła córka, znana słuchaczom radiowym pani redaktor programu I – Ewa Heine. Znajomość, zdawałoby się, przelotna, z czasu wojny, gdy siostra Blanka (wówczas Hanka) musiała sie ukrywać przez pewien czas u swej przyjaciółki w Ostrówku Mazowieckim. Tam to Hania, studentka Wydziału Wokalnego Konserwatorium Warszawskiego (zwanego wówczas Städtische Musikschule) wśród kwitnących jaśminów, konkurując ze słowikami wyśpiewywała gronu młodych przyjaciół (wśród których był student politechniki Sergiusz i jego sympatia – a przyszła żona – Halusia) – serenady, barkarole, piosenki ludowe i romanse cygańskie, a wreszcie kołysanki... Kilka lat temu pani redaktor Ewa Heine, przygotowując audycję o Laskach, w trakcie rozmowy z siostrą Blanką odkryła, że siostra Blanka jest ową śpiewająca Hanią, która nieraz pojawiała się we wspomnieniach wojennych jej rodziców. Pierwsze po 60-ciu latach spotkanie dawnych znajomych z czasu okupacji, łapanek, aresztowań, ucieczek i ukrywań miało miejsce w Kościele Środowisk Twórczych w Warszawie na koncercie „Leśnych Ptaków”, chóru kierowanego przez siostrę Blankę. I dziś w towarzystwie córki (żona od kilku lat nie żyje) zechciał pan Sergiusz choć przez chwilę uczestniczyć w jubileuszowej uroczystości siostry Blanki. Fantazja losu...? Meandry życia..?. Wierność pamięci...? Do mikrofonu podchodziły jeszcze inne osoby, aby zabrać głos. Usłyszeć można było m.in. refleksje pani Bożeny Niemirowskiej- -Szczepańczyk – koleżanki z czasów studiów i długoletniej przyjaciółki siostry Blanki, wielce zasłużonej w pracy konspiracyjnej, która wspominała, jak w roku 1946 pierwszy raz spotkała siostrę Blankę w Konserwatorium w Łodzi, gdy próbowała podjąć tam naukę gry na fortepianie, aby zdobyć wykształcenie muzyczne. Po nieudanych egzaminach wstępnych siostra Blanka (wówczas jeszcze Hanka) sama rozmiłowana w muzyce, nie chciała pozwolić swojej koleżance łatwo zrezygnować z nauki w tej dziedzinie, dlatego podsunęła jej pomysł o kształceniu muzycznym na kierunku wokalnym. Dziś pani Bożena wspominała: „takiej otuchy mi wtedy dodała, że próbowałam przez trzy lata w klasie mezzosopranu, ale niestety choroba matki i inne okoliczności rodzinne spowodowały, że musiałam zrezygnować i zmienić kierunek studiów na studia prawnicze... Po tym jak musiałam jako były żołnierz AK opuścić niebezpieczne dla mnie miasto Łódź, poszukiwałam Hanki przez 15 – do 20 lat, aż ją odnalazła znana śpiewaczka Maria Fołtyn i mi doniosła, że: – w Laskach jest!” Niewiele osób wiedziało, że szczególne więzy przyjaźni i współpracy wiązały siostrę Blankę z Zamkiem Królewskim w Warszawie. Uświadomiła nam to swym krótkim, ale niezwykle serdecznym wystąpieniem pani Anna Kocięcka – wieloletnia pracownica działu imprez muzycznych, organizatorka koncertów, festiwali, spotkań na Zamku, konferencji... Blanko Kochana, zwracam się do Ciebie, jak zawsze przez przeszło 30 lat, bo tak długo trwa nasza przyjaźń osobista. Jak Państwo wiecie – jestem również z Lasek, ale dziś przychodzę tu także w imieniu moich koleżanek, w imieniu prof. Gieysztora, który na pewno patrzy teraz na nas z „Góry”, mojego dyrektora Rottermunda i wszystkich tych, z którymi spotykałaś się i spotykasz na co dzień i od święta w Zamku. Przychodzę, aby Ci bardzo podziękować. Basia Grosfeld musiała niestety odejść, bo pilne zajęcia ją do tego skłoniły, ale mówiłyśmy ze sobą, że jesteśmy „z Ciebie” trochę, a także i „z Lasek”, bo gdyby nie Laski i Ty, gdybyście nie przyjechali do nas, to być może nasza działalność edukacyjna, to, co robimy dla młodzieży, dla niepełnosprawnych, ale przede wszystkim sam Zamek, nie wyglądałyby tak, jak to w tej chwili wygląda – że ma tam miejsce każdy: i dzieci, i niepełnosprawni, i niewidomi; wszystkim wychodzimy naprzeciw, ponieważ pokazałaś nam, że niemożliwe staje się możliwe. A ja osobiście chciałabym jeszcze wspomnieć wydarzenia, kiedy Twój chór „Leśne Ptaki” występował dwukrotnie na zakończenie ogólnopolskiej sesji historyków z programem: „Historia Polski w pieśni historycznej, patriotycznej i żołnierskiej” i „Starość i młodość w historii, psychologii i sztuce”. Ale przede wszystkim Zamek pamięta wielki spektakl „Taka jest narodu wola” związany z 200-leciem Sejmu Czteroletniego i uchwalenia Konstytucji 3-Maja. Była to piękna lekcja historii udzielona na zamkowej scenie nauczycielom historii z całej Polski przez wychowanków niewidomych, nauczycieli i innych pracowników Lasek. Oczywiście „Leśne Ptaki” stanowiły trzon zespołu „aktorskiego”, a ich śpiewy z tamtej epoki ubogacały całe to wzruszające widowisko. Wydarzenie to zostało udokumentowane fotografią i notatką w kronice zamkowej. Jeszcze raz, Blanko, dziękuję.
Pozostali goście po wysłuchaniu powyższych wypowiedzi i gratulacji odnieśli wrażenie, że wyczerpały się już muzyczne upominki, a benefis ma się ku końcowi, więc ruszyli do składania życzeń siostrze Blance. Do Siostry ustawiła się spontanicznie potężna kolejka z kwiatami i życzeniami! Każdy ze stojących w niej gości nie mógł się doczekać momentu uściskania tak dostojnej Jubilatki! Tymczasem na przekazanie siostrze swoich muzycznych upominków oczekiwali jeszcze absolwenci i związani z Laskami młodzi artyści: Anna Kuszaj, Wiesława Stolarczyk, Bronisław Harasiuk oraz Jolanta Kaufman. Po przyjęciu części życzeń Siostra powróciła na swój fotel, aby wysłuchać pozostałych muzycznych dedykacji. Na scenie pojawiła się po raz drugi Anna Kuszaj, która przy akompaniamencie Maksymiliana Bieleckiego przedstawiła swoją interesującą interpretację szwedzkiej piosenki: „Gdy się ma 17 lat.” Następnie w duecie fortepianowym wystąpiły Alicja Czołpińska i Sławomira Włoskowicz, które zagrały „Geburtstagsmarsch” op. 85 na 4 ręce Roberta Schumanna. Na urodzinową uroczystość Siostry przyjechało wielu absolwentów – uczniów i wychowanków Siostry. W ich gronie znalazła się także pani Joanna Witkowska – jedna z najlepszych uczennic i wychowanek, która obecnie pracuje jako tłumacz książek, artykułów, korespondencji w j. angielskim w bibliotece Politechniki Radomskiej. Siostra jest z niej bardzo dumna – powiedziała o swojej wychowance, że „jest ona przykładem, gdy niemożliwe staje się możliwym”. Pani Joanna wspominając Siostrę jako wychowawczynię klasy, nauczycielkę języka polskiego i historii, podziękowała za wszystko Jubilatce w imieniu ostatniej klasy, jakiej Siostra była wychowawczynią i w prezencie przeczytała wierszyk napisany specjalnie na uroczystość Jubileuszu: Kochana Siostro Blanko, Zadanie przede mną nie lada Bo zbyt uboga jest mowa Gdy przyjdzie za aż tak wiele W niewielu słowach dziękować. Nie wiem jak mogę wyrazić Cały ocean wdzięczności Za Siostry Serce i ciepło Za ogrom ku nam miłości Za ten czas koncertów, prób chóru, Za długie szkolne te lata Za pracę internatową, gdy trud z nadzieją się splatał Za każdą chwilę w swym życiu Jaką się Siostra dzieliła To jednak za wszystko Z serca mówimy Siostrze: DZIĘKUJĘ! Chwila jest wielka – słów mało Proszę ten wierszyk dlatego Ocenić nieco łagodniej Niż prace na lekcji polskiego!
Własną twórczość zadedykowała Dostojnej Jubilatce także utalentowana młoda artystka Wiesia Stolarczyk – laureatka ubiegłorocznego Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, która przepięknie zaśpiewała przy fortepianowym akompaniamencie p. Czesława Kurka napisane przez siebie dwie piosenki: „Psalm” i „Nie żal mi”. Wystąpił również Bronisław Harasiuk – znakomity muzyk i wokalista jazzowy. Zaśpiewał piosenkę „Godzien jesteś”. Przy fortepianie towarzyszył mu p. Czesław Kurek. Anna Kuszaj zagrała na organach Chorał J. S. Bacha: „Herr Gott, nun schleuss den Himmel auf.” Swoim występem uświetniła uroczystość benefisu również Jolanta Kaufman, która zaśpiewała arię Quia Respexit z dzieła oratoryjnego „Magnificat” J. S. Bacha. Artystce towarzyszyła na flecie Ewelina Kliczkowska, a na fortepianie Maksymilian Bielecki.
Na specjalne życzenie siostry Blanki można było posłuchać „Legendy” H. Wieniawskiego w wykonaniu nauczycielek Szkoły Muzycznej – Magdaleny Kasperskiej (skrzypce) oraz Barbary Dębowskiej (fortepian). Tuż przed końcem koncertu chór żeński „Leśne Ptaki” zaśpiewał utwór St. Moniuszki „Jak Lilija” z Verbum Nobile.
Siostra Blanka podziękowała wszystkim gościom za przybycie, za wszystkie życzenia i pamięć. Wyraziła swoje ogromne wzruszenie i podziękowanie dla wszystkich młodych wykonawców koncertu. Szczególne wyrazy wdzięczności Dostojna Jubilatka skierowała do pani Sławomiry Włoskowicz – dyrektora Szkoły Muzycznej dla Dzieci Niewidomych, za podjęty trud zorganizowania tak pięknej uroczystości. Goście nagrodzili panią Sławomirę serdecznymi oklaskami. Koniec benefisu to donośnie i uroczyście brzmiące: „Alleluja!” W. A. Mozarta z Exultate Jubilate, zaintonowane przez pełny chór „Leśne Ptaki” wspierany wszystkimi instrumentami, jakie brały udział w koncercie. Do śpiewu tego dołączyły głosy zgromadzonych gości. Wkrótce po zakończeniu uroczystości 85. urodzin siostry Blanki goście opuścili salę koncertową. Na scenie pozostało ogromnie dużo pięknych kwiatów przyniesionych tu, aby obdarować Jubilatkę wyrazami wielkiej wdzięczności. Nie wszystkie zaproszone osoby mogły jednak przybyć na benefis, dlatego Siostra otrzymała wiele pięknych życzeń drogą pocztową.
Swoje życzenia przesłał jeden z wielkich przyjaciół Lasek – Krzysztof Zanussi, który napisał: „Wiele serdecznych myśli na Jubileusz przesyła Krzysztof Zanussi”. Wiele radości sprawiły Siostrze przysłane życzenia od pani Prezydentowej – Jolanty Kwaśniewskiej, która napisała: „Kochana Siostro Blanko, w dniu Siostry Święta przekazuję płynące z głębi serca życzenia zdrowia, pomyślności, łask Bożych. Dziękuję Panu Bogu, że dane mi było spotkać na mojej drodze osobę tak zacną, dobrą, ciepłą jak promyk słońca, bezgranicznie oddaną sprawom dzieci niewidzących. Wniosła Siostra w ich życie szczęście. Nigdy nie zapomnę występów „Leśnych Ptaków” i ich Opiekunki. Przesyłam najgłębsze wyrazy szacunku od mojego małżonka i Oli, z miłością, Jolanta Kwaśniewska.”
Również pani Barbara Wachowicz – dziennikarka, literatka, historyk, pielęgnująca pamięć rocznic historycznych i wspomnień związanych z Powstaniem Warszawskim napisała do Siostry: Ukochana Siostro Blanko! „Niechaj Opatrzność płaszczem szczęścia owinie Cię” – jak mawiał Kościuszko „Niechaj Cię strzegą Aniołowie Ojczyzny” – jak mawiał Norwid Niech ten Jubileusz milowym będzie kamieniem, czekamy następnych z wielkim w sercu wzruszeniem ~ i nadzieją na nowe wspólne spotkania w Polskim Domu Lasek – Basia z Podlasia Wachowicz – wieczna wielbicielka siostry Blanki O siostrze Blance pamiętali także zaprzyjaźnieni z Laskami państwo Nowosielscy – pani Krystyna, która jest artystką plastykiem oraz pan Lucjan – członek misji naukowej na Spitzbergenie. Przysłali następujące życzenia wraz z mottem: [1 czerwiec], Horoskop poetycki z XIX w. „Zawdy ma w głowie tyle piosneczek, ile kwiateczek kwitnie w dąbrowie” (Teofil Lenartowicz) „najwyższa mądrość – to czuć się dzieckiem Boga” (na dzień 1. czerwca, ks. Jan Twardowski)
Kochanej siostrze Blance, Szanownej Jubilatce, satysfakcji z dni minionych, nadziei i wiary na nadchodzące dni; Zdrowia i pogody ducha, ludzkiej życzliwości i uznania, Bożej opieki na każdy dzień życzymy i dziękujemy Siostrze za okazywaną nam przyjaźń i życzliwość – Krystyna i Lucjan Nowosielscy Życzenia wraz z nutką wspomnień przekazał Siostrze również pan Michał Żółtowski pisząc: Siostro Blanko Droga, dołączam się do ogólnych życzeń i gratulacji całej laskowskiej wspólnoty. Doskonale pamiętam ów dzień, a raczej owo popołudnie, gdy Siostra po raz pierwszy przyjechała do Lasek jeszcze w świeckim stroju – w celu umuzykalniania Zakładu. Myślę, że w tym długim ciągu lat chyba „trochę” się to Siostrze udało, i że odczuwa Siostra z tego powodu trochę radości. Przez Krzyż ... – Michał Żółtowski Dotarły również życzliwe słowa od zaprzyjaźnionej pani prof. Aliny Jasielskiej z Akademii Muzycznej w Warszawie: Czcigodnej Jubilatce z okazji 85 – lecia wiele Łask Bożych i dużo zdrowia, aby jeszcze długo swoim talentem i miłością mogła obdarowywać swych wychowanków, życzy Alina Jasielska-Okoń z rodziną.
Niektóre życzenia z pewnością wzruszyły Siostrę, gdy je czytała: ...nie mogło na tej Uroczystości – wspaniałego Jubileuszu siostry Blanki – Drogiej Hanki – zabraknąć Danki Pietrzakówny (była to Siostry najbliższa przyjaciółka od trzeciej klasy szkoły podstawowej aż do jej śmierci). Pozwolę sobie użyć metafory, którą posługujemy się teraz mówiąc o Janie Pawle II – na pewno babcia patrzy z Niebieskiego Okna... i razem z nami cieszy się dzisiejszym świętem. Dziękuje zapewne Panu Bogu za TAKĄ przyjaźń i wstawia się za Hanką u Boga. Przecież „tylko nieobecni są najbliżej” (ks. J. Twardowski) w imieniu Danki – wnuczka Paulina Jędruszak.
Do Siostry dotarło jeszcze wiele innych ciekawych i oryginalnych życzeń płynących wprost z serca. Należą do nich życzenia od prawnuczków: Nasza Droga Kochana Siostro Blanko! I my również dołączamy się do tego chóru przyjaciół, który „skrzyknął się” dziś w Laskach, by zaśpiewać Szanownej Jubilatce gromkie „Vivat!!!” Dziękujemy Panu Bogu, że postawił Siostrę w Laskach by zapalała niewidomym światło... I dziękujemy też gorąco za to, że postawił Siostrę w naszej rodzinie, byśmy mogli – już od lat! – ogrzewać się przy jej cieple, radości, życzliwości, mądrości, serdeczności i ... dużo by wymieniać! Ściskamy jubileuszowo! Paulina, Irek oraz prawnuczki: Dominika i Tymoteusz Jędruszakowie
Karta od rodziny zawierała również piękną sentencję ks. Jana Twardowskiego: „kiedy dziękujemy ludziom nie zapominajmy oddać chwały Bogu (...) Dziękuje się Bogu, że poprzez ludzi potrafi tyle dobrego zdziałać, tyle świateł pozapalać” Następne słowa przybyły z Zarządu Głównego PZN: Z okazji Jubileuszu 85-lecia najserdeczniejsze życzenia zdrowia i wielu Łask Bożych życzą Przewodnicząca PZN Anna Woźniak-Szymańska i dyrektor Zarządu Głównego PZN Małgorzata Pacholec.
Niektórych byłych wychowanków, pamiętających o siostrze Blance, można było spotkać podczas benefisu. Jedna z bardzo utalentowanych uczennic siostry Hanna Pasterny nie mogła wprawdzie osobiście przybyć na benefis, ale pamiętała o Jubileuszu 85. urodzin i przysłała piękne życzenia, które sprawiły Siostrze radość swoją treścią: Kto pragnie innych uszczęśliwić musi sam być człowiekiem radości. Kto chce światu dać ciepło – musi ogień w sobie nieść Kto ludziom chce pomagać – musi być wypełniony miłością. Kto pokój na ziemi zaprowadzić pragnie – musi ten pokój w swoim sercu najpierw znaleźć... Radość, Pokój, Miłość i Błogosławieństwo Boga niech spływają na Siostrę każdego dnia. Życzy Hania Pasterny z mamą.
Na zaproszenie Siostry piękną kartą odpowiedziała Jubilatce także prof. Regina Smendzianka, która nie mogąc przybyć na uroczystość napisała: Wielce Szanowna i Droga Siostro, wciąż pamiętam nasze spotkania w Łodzi i Warszawie. Nie będę na uroczystościach urodzinowych, ale sercem jestem ze wszystkimi, którzy będą składać Siostrze dobre życzenia, do których najgoręcej się dołączam. Dziś życzę zdrowia i zapału na dalsze lata pracy dla dzieci i dla muzyki. Może los sprawi, że się kiedyś znów spotkamy. Pamiętając życzliwość Siostry dla mnie, bardzo bym się tym kontaktem ucieszyła. Bardzo serdecznie pozdrawiam, Regina Smendzianka.
Najlepsze życzenia przesłał także redaktor Programu I Polskiego Radia pisząc: Droga Czcigodna Siostro, życzę wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Z wyrazami szacunku – Krzysztof Wyrzykowski.
Pani Bożena Niemirowska-Szczepańczyk – koleżanka Siostry z czasów studiów, długoletnia przyjaciółka Siostry Blanki, osoba niesłychanie zasłużona w pracy konspiracyjnej i w walkach w okręgu świętokrzyskim w okolicach Opoczna, odznaczona wieloma cennymi odznaczeniami; autorka szeregu książek i publicznych wystaw dokumentujących czasy II. wojny światowej, choć była obecna na Benefisie, przesłała Siostrze urodzinową kartę pisząc: Kochanej Hani, Siostrze Blance z okazji 85 urodzin życzenia zdrowia i spełnienia dalszych planów oraz gratulacje z wielkich dokonań chóralnych z zespołem wychowanków niewidomych, realizowanych zarówno w kraju jak i za granicą. Kierują do Ciebie, Kochana Haneczko Bożena i Andrzej Szczepańczykowie.
Siostra otrzymała dwa telegramy, które dostarczono również w związku z Jubileuszem: Pierwszy z nich przysłał Edward Przyłęcki – pianista, kolega i częsty akompaniator siostry Blanki, obecnie profesor Akademii Muzycznej w Łodzi: Serdeczne życzenia i gratulacje z okazji tak pięknej uroczystości – Helena i Edward Przyłęccy. Drugi – od pani Barbary Krasowskiej – koleżanki z czasów nauki w Gimnazjum im. Klaudyny Potockiej w Pułtusku: Z okazji urodzinowego święta z głębi serca płynące życzenia wszystkiego, co najlepsze oraz nieustającego Błogosławieństwa Bożego, dziękując za pamięć przesyła Barbara Krasowska z rodziną. Długoletni przyjaciele Siostry – ponad 50 lat przyjaźni – Henryka Kalicka oraz Alina i Bogumił Dąbrowscy również pamiętali o 85. urodzinach siostry Blanki, więc napisali do Niej: Kochana Haniu! Droga siostro Blanko! Czy 50 lat temu w małym mieszkaniu przy ul. Mickiewicza 36 w Warszawie, gdzie spotykałyśmy się, mogłaś sobie wyobrazić swoją świetlaną, ale pracowitą przyszłość: dziesiątki lat w Służbie Bożej, niezmordowane zaangażowanie w pomoc istotom najbardziej potrzebującym, wytrwałą aktywność twórczą i rozwijanie działalności muzycznej, którą zawsze kochałaś? Dziś obchodzisz swój osobisty Jubileusz 85-lecia wśród otaczającej Cię życzliwości i miłości, oddanie wiernych Ci „Leśnych Ptaków” i nas, wieloletnich, serdecznych przyjaciół. Czy można życzyć Ci czegoś więcej? Chyba tylko tego, aby Łaska Pana naszego pozwoliła Ci zachować jak najdłużej życie i zdrowie oraz Twoje wszechstronne umiejętności i osiągnięcia. Ciesz nas nadal, kochana Haniu, Twoją osobowością i przyjaźnią. – Henryka Kalicka oraz Alina i Bogumił Dąbrowscy Profesor Franciszek Wesołowski, nie będąc pewnym, czy uda mu się dotrzeć do Lasek na benefis przesłał Siostrze kartę pisząc: Drogiej Solenizantce, siostrze Blance, chlubnej absolwentce Akademii Muzycznej w Łodzi, głosem Bożym wyrwanej z naszego grona pedagogicznego, do zbożnej pracy w Laskach, przesyłam życzenia wielu Łask Nieba, spokoju serca i wewnętrznej radości. Oddany Franciszek Wesołowski Wszystkie te słowa życzliwości, które dotarły do Siostry świadczą o Jej owocnym życiu i działalności oraz o wyraźnym działaniu Opatrzności Bożej prowadzącej Siostrę przez życie, o Siostry szerokim sercu i otwarciu na drugiego człowieka. Listy, kartki, telegramy mówią o wielkich przyjaźniach, jakie Siostra zawierała przechodząc przez życie. Wszelka ludzka wdzięczność za dobro, jakie rodziło się na skutek działań Siostry nie zna jednak obecnie takich słów, które mogłyby za nie podziękować i o nim właściwie opowiedzieć... Bo jak wyrazić wdzięczność za tak piękne życie Siostry? – życie całkowicie oddane Bogu...? Jak pozbierać wszystkie jego okruchy podarowane dla Lasek? Po tak wielkiej uroczystości (trwającej ponad 4 godziny) można jednak żywić nadzieję, że młodym artystom choć trochę udało się poetycko-muzycznymi upominkami, dedykowanymi Jubilatce, wyrazić swoją wdzięczność za to wszystko, czym siostra Blanka przez wiele lat żyła, za to, że była i jest nadal wśród nas, że dawała i nadal daje swoje kochające serce każdemu, kogo spotyka. Wszyscy chcieli rozweselić i wzruszyć duszę siostry Blanki, a także pozwolić Jej w tym jednym dniu przyjrzeć się całemu życiu po to, by ujrzała wielkie owoce swojej pracy... Błogosławiony trud... Siostry, błogosławiony Krzyż Jej życia – zawsze niesiony z godnością, konsekwencją, siłą ducha... i jakże piękny, pochodzący od Boga kęs Jej istnienia... dany niewidomym wychowankom i całkowicie oddany Dziełu Matki Róży Czackiej ... – na drodze do Nieba – przez Krzyż!
Uczeń niewidomy w szkole muzycznej Tak zatytułowane zostało seminarium, które odbyło się 11 kwietnia 2006 r. w Zespole Szkół Muzycznych w Gdańsku- Wrzeszczu z inicjatywy Leszka Kaufmana, wicedyrektora gdańskiej szkoły. Grupa uczestników prowadzących seminarium składała się z dziewięciu nauczycieli i dwóch uczniów Szkoły Muzycznej I stopnia dla Dzieci Niewidomych w Laskach. Zaprezentowały się również dwie nauczycielki z regionu pomorskiego wraz ze swymi uczennicami. O dużym zainteresowaniu tym specjalistycznym przecież spotkaniem może świadczyć fakt, że w sali koncertowej szkoły przy ul. Dmowskiego zgromadziło się co najmniej 50 osób. Moja prezentacja multimedialna „Szkoła Muzyczna dla Dzieci Niewidomych w Laskach - historia, cele kształcenia” była wstępem do seminarium. Zawierała ona m.in. zdjęcia ważnych osób w historii kształcenia muzycznego w Laskach – Matki Elżbiety Róży Czackiej, Edwina Kowalika, Stefanii Skibówny, siostry Blanki Wąsalanki i jej chórzystów oraz Elżbiety Górnej, jak również zdjęcia uczniów reprezentujących różne klasy instrumentalne naszej szkoły – klasę fortepianu, organów, skrzypiec, fletu i trąbki. Pierwsza część spotkania obejmowała pięć prezentacji lekcji muzyki z niewidomym uczniem, bądź na żywo, bądź w postaci filmu. I tak, Magdalena Kasperska, nauczycielka skrzypiec, przeprowadziła lekcję z uczennicą I klasy, 9-letnią Nikolą Weber. Lekcja zawierała: śpiewanie piosenki, analizę rytmu (śpiewanie z klaskaniem), czytanie piosenki zapisanej w brajlu, następnie ustalanie, na której strunie będzie grana. Właściwa nauka utworu obejmowała: granie samego rytmu na pustej strunie, granie melodii bez smyczka (pizzicato) i wreszcie połączenie rąk i próbę zagrania utworu w ostatecznej wersji. Magdalena Kasperska omówiła problemy aparatowe uczennicy - z trzymaniem smyczka i prostym prowadzeniem go po strunach, z odpowiednią siłą przyciskania. Zwróciła też uwagę na wadliwą postawę. Stwierdziła, że dzieci, które mieszkają w internacie i są pozbawione możliwości ćwiczenia kontrolowanego przez osoby dorosłe, uczą się bardzo wolno. Mimo to uważa za niewskazane, żeby same ćwiczyły, bo robią wtedy mnóstwo błędów, których naprawianie dodatkowo wydłuża proces nauczania. Niekorzystne jest również to, że lekcje odbywają się zaledwie dwa razy w tygodniu. Następnie odbyła się lekcja fletu przeprowadzona przez Hannę Szablewską, pedagoga niezwykle doświadczonego z 18-letnią Barbarą Leszczyńską, tegoroczną dyplomantką szkoły w Laskach. Pani Szablewska zwróciła uwagę na kształtowanie odpowiedniej postawy ucznia niewidomego i na rolę motywacji ze strony kolegów (lekcje fletu odbywają się zawsze w małych grupkach uczniów). Nauczycielka akompaniowała uczennicy nie tylko na fortepianie, ale również na drugim flecie, co okazało się znakomitym ćwiczeniem umiejętności słuchania i koncentracji. W dalszej części seminarium Barbara Dębowska, nauczycielka fortepianu, przedstawiła film nagrany podczas lekcji z uczennicą I klasy, Kasią Dojnikowską. Była to lekcja ukierunkowana na poznawanie nut brajlowskich. Barbara Dębowska korzysta podczas swoich lekcji z autorskiego podręcznika „Nuteczki w kropeczki - muzykografia praktyczna”, sporządzonego dzięki współpracy z wydawnictwem Towarzystwa Muzycznego im. E. Kowalika. Z kolei Tomasz Tokarski, nauczyciel organów i gry liturgicznej, przedstawił film nagrany podczas dwóch lekcji. Pierwsza lekcja była nauką harmonizacji pieśni, zaś druga - nauką odpowiedzi mszalnej. Zwłaszcza ta druga była bardzo interesująca, ze względu na dość skomplikowaną odpowiedź mszalną graną przez Martę Głuszkiewicz (obdarzoną słuchem absolutnym) do aklamacji „Wielka jest tajemnica naszej wiary”, intonowanej przez nauczyciela w różnych tonacjach. Ostatnią w części praktycznej seminarium była prezentacja Małgorzaty Samulak zawierająca film „Utalentowany niewidomy uczeń autystyczny” o Maksymilianie Chlewińskim. Film ukazywał specyfikę pracy z bardzo utalentowanym, ale niełatwym do prowadzenia uczniem. Tok lekcji był nieustannie przerywany przez Maksymiliana różnymi muzycznymi dygresjami i pytaniami. Na filmie pokazana jest również nagroda za dobrą lekcję - możliwość pogrania na skomplikowanym elektronicznym instrumencie klawiszowym. Prezentacja pierwsza w części teoretycznej dotyczyła prowadzenia przedmiotu „Kształcenie słuchu” w klasie I szkoły muzycznej dla dzieci niewidomych i została przygotowana pisemnie przez Monikę Chmielewską. Zawierała ona ciekawe i pomysłowe przykłady ćwiczeń z małymi dziećmi i pomocy dydaktycznych. Jednym z nich jest telefon rytmiczny: dziecko wystukuje na plecach kolegi rytm podany przez nauczyciela, kolega przekazuje rytm następnemu koledze, itd. Autorka zaprezentowała też swoją pomoc do nauki podstawowych wartości rytmicznych - klocki odpowiadające poszczególnym wartościom rytmicznym, które umieszcza się w otworze w kształcie koła. Zademonstrowane zostały również ćwiczenia na tabliczkach korkowych. Do tabliczek przymocowuje się kartki z zapisanymi nutami. Nauczyciel mówi np. „Proszę odnaleźć wszystkie ćwierćnuty c”, a zadaniem uczniów jest przymocowanie w odpowiednich miejscach szpilek. Tematykę kształcenia słuchu podjęła również Martyna Drabik- Dziedziczak w referacie „Moje doświadczenia w prowadzeniu przedmiotu kształcenie słuchu z uczniami niewidomymi”, (tym razem w klasach IV-VI). Przedstawiła wpływ postrzegania brajlowskiej notacji muzycznej na wyobrażenia dźwiękowe. Na przykładzie nutowym porównała percepcję zapisu czarnodrukowego i brajlowskiego. Notacja w czarnym druku jest plastyczna - widać kierunek następujących po sobie dźwięków i zarys całej melodii oraz długość trwania poszczególnych dźwięków. Odwzorowanie dźwięków na pięciolinii pomaga więc widzącemu uczniowi wyobrazić sobie jej przebieg. Brajlowska notacja ma charakter linearny. Wszystkie nuty leżą na tej samej płaszczyźnie i wszystkie zajmują tyle samo miejsca. Uczeń, czytając nuty zapisane w brajlu, odwołuje się tylko do wcześniej zapamiętanych wyobrażeń dźwiękowych. Odczytywanie zapisu nutowego zajmuje niewidomemu uczniowi więcej czasu niż widzącemu. Następnie Martyna Drabik-Dziedziczak omówiła problemy związane z podstawowymi aktywnościami w kształceniu słuchu - realizacją ćwiczeń rytmicznych, czytaniem nut głosem i zapisywaniem fragmentów muzycznych ze słuchu. Podkreśliła konieczność dużej podzielności uwagi oraz brak możliwości wykonania przez niewidzących ćwiczenia typu „śpiewanie z graniem”, w których czyta się melodię głosem i jednocześnie wykonuje inną linię melodyczną na fortepianie. Poruszone zostały też problemy z pisaniem dyktand, np. trudności w poprawianiu błędów związane z pisaniem na maszynie brajlowskiej. Nawiązując do spraw zapisu nutowego, przedstawiłam krótką prezentację „Brajlowska notacja muzyczna - wybrane problemy”. Zwróciłam uwagę na istotne kwestie, o których warto pamiętać, dyktując nuty uczniowi niewidomemu, m.in. kolejność znaków, uprzedzanie o powtórzeniu fragmentu, powtarzających się interwałach czy oznaczeniach artykulacyjnych, zasady pisania znaków oktaw. Uczeń w szkole I stopnia nie jest w stanie czytać głosem zapisu o zbyt dużej ilości znaków dodatkowych - oddechów, znaków dynamicznych i artykulacyjnych, gdyż przerasta to jego możliwości percepcyjne. Przedstawiłam również prezentację przygotowaną przez Monikę Chmielewską „Audycje muzyczne - zobaczyć świat dźwiękami muzyki”. Była to wzruszająca, osobista relacja nauczyciela audycji muzycznych, opisująca odkrywanie świata dźwięków, stylów kompozytorskich, historii muzyki przed niewidomymi uczniami. Aby jak najlepiej wprowadzić dziecko niewidome w omawiane zagadnienia, Monika Chmielewska uczy dzieci kroków do tańców ludowych, pokazuje im stroje ludowe, a także modele instrumentów muzycznych. Ucząc niewidome dziecko naznaczone autyzmem, korzysta z porad specjalisty z poradni „Synapsis”, ale jednocześnie intuicyjnie poszukuje własnej drogi do ucznia. Kiedy prowadzi grupę dzieci do filharmonii, dba o to, by mogły pójść do artysty po autograf na specjalnej folii. Monika Chmielewska zaprezentowała się jako niezmiernie wrażliwy muzyk- tyflopedagog, myślący i poszukujący. Pod koniec seminarium wystąpiła Alicja Czołpińska, pianistka i muzykoterapeutka, z referatem „Muzykoterapeutyczny charakter kształcenia dzieci w Ognisku Muzycznym w Laskach”. Prowadzone przez nią zajęcia z muzykoterapii grupowej i indywidualnej obejmują zarówno uczniów w normie intelektualnej, jak i mniej sprawnych. Muzykoterapeuta wychodzi z założenia, że nic, co uczeń wypowiada i wygrywa na instrumencie, nie jest przypadkowe. Nawet wybór instrumentu, jego wielkość, kształt, dźwięk, wygląd mówi za ucznia to, czego nie da się wypowiedzieć słowami. Zajęcia muzykoterapii uczą zachwytu nad dźwiękiem, ale też nad pięknem przyrody, w której przecież tkwi ogromne bogactwo dźwiękowe. Rozwijają słuch wewnętrzny i uczą aktywnego słuchania muzyki. Nasze seminarium w Gdańsku miało trwać od 11.00 do 16.00 z godzinną przerwą. Trwało od 11.00 do 17.30 z półgodzinną przerwą! Z najbardziej wytrwałymi słuchaczami, którzy pozostali z nami do końca (ok. 20 osób), mogliśmy jeszcze trochę podyskutować. Doświadczenia osób uczących jedno dziecko niewidome w grupie z uczniami widzącymi są zupełnie różne od naszych. Wydaje się, że dziecko zdolne muzycznie, przebywające w domu rodzinnym, mające wsparcie rodziców, uczące się wśród osób widzących, prowadzone przez mądrych pedagogów rozwija się znacznie szybciej (zwłaszcza w początkowej fazie nauki) niż zdolny uczeń przebywający w warunkach internatowych. Jesteśmy ogromnie wdzięczni panu Leszkowi Kaufmanowi i pani wizytator regionu gdańskiego za inicjatywę i zaproszenie nas na seminarium. Mamy nadzieję, że w przyszłości również ze szkołami z innych regionów w Polsce uda się nawiązać współpracę i dokonać wymiany doświadczeń.
W związku z rekolekcjami Ojca stanęła mi przed oczami przypowieść o „Synu marnotrawnym”. Rekolekcje te zawsze przyprowadzają takich „synów marnotrawnych”, przychodzą oni do Pana Jezusa przez Ojca, którego Pan Jezus używa za swoje narzędzie. Niestety nie brak również i tych synów, którzy chcieliby, żeby tylko nimi Ojciec się zajmował i, jak drugi syn z przypowieści, zamiast się cieszyć z Ojcem z powrotu syna marnotrawnego, gniewają się nie tylko na Ojca i na syna marnotrawnego, ale nawet na sługi wierne, które przygotowują ucztę. Egoizm jest przyczyną tego. Obecnie trzeba, żeby z tego egoizmu nawrócili się dobrzy synowie do prawdziwej miłości, by wszyscy cieszyć się razem mogli z obecności Ojca i z rekolekcji, które wszystkich jednoczyć powinny w jedną wielką Bożą Rodzinę. [Laski, dn. 30 III 1928]
Kto szuka w Laskach przyjaźni tylko ludzkiej i chce tej przyjaźni wyłącznie dla siebie – znajduje na swojej drodze same zgryzoty i cierpienia. Kto kocha bliźnich w Bogu, kocha ich i Boga coraz więcej, a umartwienia i cierpienia, nieodłączne od życia, przyjmuje z radością dla jedynego Przyjaciela swego. Dlatego, kto szuka w Laskach prawdziwej, Bożej, uczciwej, szlachetnej przyjaźni i chce znaleźć w Laskach dom rodzinny, nie szukając dla siebie (i tylko dla siebie) wyłącznych uczuć, ten znajdzie i powinien znaleźć oparcie i przyjaźń. [Laski, dn. 30 III 1928]
Promocja „Biuletynu Centrum” 19 maja br. odbyło się w Dziale ds. Absolwentów spotkanie z okazji wydania pierwszego numeru „Biuletynu Centrum”. Uczestniczyli w nim przedstawiciele Zarządu TOnO na czele z prezesem – Władysławem Gołąbem i skarbnikiem – Zofią Morawską oraz goście z Wydziału Wdrażania Funduszy Europejskich PFRON – Beata Sitkiewicz i Krzysztof Perkowski, a także reprezentanci PZN. Przybyli dyrektorzy Lasek – panowie Piotr Grocholski i Jerzy Migurski oraz przedstawicielka władz Zgromadzenia – siostra Alverna Dzwonnik. Reprezentowane były placówki Towarzystwa – m.in. Dział Tyflologii i Krajowe Duszpasterstwo Niewidomych. Kierowniczka Działu ds. Absolwentów, a zarazem koordynator projektu – Krystyna Konieczna – omówiła działanie Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku i przedstawiła zespół realizujący projekt. W jego skład wchodzą: Teresa Cwalina (kierownik merytoryczny), pracownicy: Marek Szulc, s. Tabita Mandziarz, Agnieszka Derdziak, Tomasz Wojakowski. Za księgowość odpowiada Anna Płóciennik. Centrum współpracuje z wieloma pracownikami Ośrodka – rehabilitantami i pedagogami specjalnymi oraz specjalistami z różnych dziedzin. Wystąpienie Teresy Cwaliny – redaktora „Biuletynu Centrum”, poświęcone początkom otwartej pomocy dla osób niewidomych prowadzonej przez TOnO, stanowiło wprowadzenie do lektury pisma. Prezes wydawnictwa „Impuls” – Ryszard Dziewa przedstawił zaś profil wydawniczy lubelskiej firmy i przekazał egzemplarze czarnodrukowej i brajlowskiej wersji Biuletynu. Następnie z Tomaszem Wojakowskim – odpowiedzialnym za elektroniczną wersję pisma wprowadzili Biuletyn na stronę internetową Centrum. Obecny na spotkaniu prezes Towarzystwa – Władysław Gołąb – podziękował za pracę Centrum i życzył redakcji Biuletynu czytelniczego sukcesu. Polecamy stronę internetową Centrum www.promocjaikariera.pl Od Redakcji: Redakcja „Lasek” również życzy redakcji „Biuletynu Centrum” wielu udanych inicjatyw i ma nadzieję na wzajemne uzupełnianie się w zakresie promocji sprawy niewidomych.
Teresa Cwalina Lechoń w Laskach 8 czerwca br. minęła 50. rocznica śmierci Jana Lechonia (Leszka Serafinowicza)– wybitnego poety, publicysty, krytyka literackiego i teatralnego. Zginął tragicznie w Nowym Jorku i tam został pochowany na cmentarzu Calvary na Long Island. 35 lat później – 11 maja 1991 roku odbył się drugi pogrzeb poety. Urnę z prochami Jana Lechonia złożono w grobie rodziców na cmentarzu w Laskach. Poeta – powiedział w homilii pogrzebowej ks. Janusz Pasierb – powrócił do domu. W 50. rocznicę śmierci spotkali się przy jego grobie domownicy - uczniowie Jabłonek, nauczyciele, pracownicy Lasek i siostry; przyjechali czytelnicy Lechonia. W uroczystym skupieniu zabrzmiała muzyka, zapalono świece, modlono się. Modlitwom przewodniczył ks. Jan Sochoń. On też odprawił Mszę świętą w kaplicy Domu Rekolekcyjnego i wygłosił kazanie. Przypomniał twórczość Lechonia. Podobnie, jak przyjaciel poety – Józef Wittlin, zauważył, że wszystko, co chcielibyśmy powiedzieć o życiu i twórczości Lechonia, zniekształciła nam jego śmierć. Dlatego trzeba uważnie wczytywać się w słowa poety. Pamiętać o ostatnim zapisie w Dzienniku: Można zawsze znaleźć w swej inteligencji, woli, sercu coś, co pomoże nam w walce z życiem, z ludźmi. Ale na walkę z sobą – jest tylko modlitwa. Przywołajmy jeszcze jedno spostrzeżenie Wittlina: (…) miewał Lechoń i na jawie, i we śnie przeraźliwie wyraziste wizje nie tylko swego umierania, ale i zmartwychwstania, do którego przygotowywał się, jak chrześcijanin, świadomy swych grzechów oraz ich następstw w życiu przyszłym. Niedwuznacznie mówią o tym wiersze, jak „Sąd Ostateczny”, „Spowiedź wielkanocna” lub „Święty Antoni”. Wszystkie – napisane w ostatniej fazie twórczości trwającej mniej więcej od roku 1950 do końca życia. Można z nich wyczytać niezachwianą wiarę w zagrobowe życie duszy. A wyraża się ta wiara nie w mglistych, halucynacyjnych nieprzytomnościach mowy, właściwych tylko wielkim, rzec by się chciało, zawodowym metafizykom, lecz w apolińskich, pantadeuszowych, a nieraz i syrokomlicznych bardzo śpiewnych strofach, w krystalicznej przejrzystości obrazach, dalekich od wszelkich abstrakcji. * W Dziennikach Lechonia odnaleźć można laskowskie akcenty. Wspomina poeta o ostatnim spotkaniu z bratem – Zygmuntem (wówczas nauczycielem w Laskach) w sierpniu 1939 roku. Pod datą 7 maja 1953 roku zaś zapisał: List od Zygmunta, pierwszy po pięciu latach. Będą mu zdejmować kataraktę – co tutaj w Ameryce nie uchodzi za nic ciężkiego, poza tą myślą naprawdę: jakoś się trzyma. Ale spodziewałem się po takim liście Bóg wie czego i doznałem zawodu, choć sam nie rozumiem dlaczego. Przecież nie mógł pisać o niczym naprawdę, daje znać o sobie, pozdrawia mnie. Mimo to odczułem coś dalekiego, jakby wymuszonego, zbyt grzecznego – nie w słowach, ale między słowami. Muszę odpędzić to uczucie – posłać najwięcej jak można paczek. Oto załatwienie całej sprawy. I dalej pisze o s. Marii Gołębiowskiej: List Bronki Wajngoldówny do Feli Kranc, przesłany mi przez nią razem z listem Zygmunta. Poznałem to pismo, alem sobie nie mógł przypomnieć czyje to – 30 lat temu dostałem „Dzieje Tristana i Izoldy” z dedykacją napisaną tą ręką, a później przychodziły raz po raz kwiaty, listy i nareszcie kajety listów. Później ona poszła do klasztoru jak w starej powieści – i spotkała się tam z Zygmuntem. Pismo zostało to samo, pismo młodej dziewczyny, choć Bronka jest już chyba w moim wieku. Jest też w Dzienniku pod datą 18 lutego 1953 roku wspomnienie Matki Czackiej: Widziałem w życiu parę świętych: arcybiskupa Cieplaka, matkę Czacką, matkę Szołdrską, która mnie pielęgnowała, gdym leżał u św. Rocha – i otóż co mnie w nich uderzało przede wszystkim – to pogoda, prawie dowcip, prawie kpiarstwo. Patrząc na nich, czy rozmawiając z nimi czuło się, że są oni udarowani wesołością, o jakiej my, biedni grzesznicy, wciąż bijący się z sumieniem, nie mamy pojęcia. Święta Matka Czacka pojawia się też w wierszu Lechonia Rymy częstochowskie: Rymy częstochowskie Wszystko mi się dziś wydało jak z dziecinnej bajki. Niebo modre jak uszyte z niezapominajki. Organista gra nietęgo, ale tak jak czuje, Przy nim dziad kościelny stęka, ale kalikuje. Dwie jaskółki pod sklepieniem krążą litem chyżym I siąkają nosem baby, które leżą krzyżem. O, wy kwiaty mej młodości, prosto z łąki zioła, Co na Matkę Boską Zielną znoszą do kościoła I stawiają Częstochowskiej, by podniosła rączkę Nad firletkę, macierzankę i nad srebrną drżączkę, Nad rozchodnik i lawendę, nad rutę i miętę, Bo to wszystko przecież Boże, bo to wszystko święte Jak stajenka betlejemska z prostym polskim bydłem. Więc zrównane są te zioła z mirrą i kadzidłem. Matka Boska najpiękniejsza z gwiazdami przy skroni, Ale piękni są też polscy w ołtarzach patroni, Których szaty sam pan cieśla pięknie odmalował I zielonej i czerwonej farby nie żałował. Wpośród dzbanków, w których pachną róża i rumianek, Twarz odwraca swą od ziemi Stanisław Młodzianek, Zaś Stanisław Szczepanowski stoi z drugiej strony I ma pięknie odrobiony ornat krwią zbroczony, Święty Kaźmierz w gronostajach i z chłopięcą grzywką, A Królowa Kunegunda zaraz naprzeciwko Trzyma pierścień, co go Pan Bóg zmienił w sól Wieliczki, I tak słucha, jak jegomość śpiewają kantyczki. Oj jegomość! Macie wy tu też urwane głowy, Chłopcy ciągle piją w karczmie, dach trza stawiać nowy, Zapaliła się krasula, konie poszły w szkodę, Jutro żniwa, a jaskółki wróżą niepogodę. Więc od gradu i od suszy, od pomoru dziecka Niechaj Pan Bóg cię ochrania, ziemio mazowiecka! Idźmy drogą, gdzie jarzębin szumi czub czerwony, I każdemu spotkanemu mówmy Pochwalony, Bo to przecież wszystko swoi biedą przyciśnięci, Albo wiara do wybitki, albo Pańscy święci. Już ich mało, lecz się jeszcze czasem jakiś zdarza, By wciąż nowych Ojciec Święty miał do kalendarza. Matko Czacka, która kijkiem szukasz swojej drogi I masz w oczach niewidzących niebios spokój błogi I wśród głodu, nędzy, zbrodni wciąż uśmiech panieński, Której modłów chętnie słucha Jezus Nazareński, Między Polską a Chrystusem Ty arko przymierza, Włącz nas wszystkich, i mnie także, do twego pacierza.
Wczoraj wieczorem, gdy odprawiałam rozmyślanie, dał mi Bóg zrozumieć predestynację. Zrozumiałam, jak Bóg trzyma człowieka w obłoku swojej łaski. W człowieku zaś są dwie siły: jedna dośrodkowa, która wprowadza coraz głębiej w obłok Boży, druga odśrodkowa, która wyciąga człowieka z obłoku łaski, trzyma go na powierzchni, gdzie dochodzą go odgłosy świata i nęcą go pokusy ucieczki od Boga. Im człowiek bardziej szuka Boga, tym głębiej wchodzi w obłok, tym bardziej się uświęca. Biedny nieszczęsny człowiek, który przez grzech śmiertelny da się z obłoku wyrwać. Nic go już nie trzyma, chyba wola wejścia na nowo do obłoku, chyba szukanie drogi.
[Laski, dn. 29 IX 1933] Dwa dni rekolekcji: modlitwa, spokój. Spokój na zewnątrz, spokój na powierzchni duszy.W głębi ból, cierpienie, obawa czegoś strasznego, nowego, poczucie, że coś się na zawsze skończyło, że coś grozi. Śmierć, pustka. Ostatnie piękne dni jesienne. Zdaje się, że już może ostatni. Ciepło, słonecznie, a chwilami wicher się zrywa i jakaś dziwna groźba czegoś złego, ponurego za tym spokojem w przyrodzie, za tym ciepłym tchnieniem, które chwilami przemienia się w zimny jesienny wiatr. Ból z duszy falą się podnosi, zalewa bólem nieskończonym. La mélancolie des choses qui passent, qui sont passées... Przyszłość do Boga należy. Wydaje się ciężka i smutna jak jesień dżdżysta i wietrzna. Czyściec na ziemi. Potrzebny czyściec. W Bogu nadzieja i ufność. Przyjdzie wieczność po czyśćcu. Wieczność, da Bóg, szczęśliwa, promienna, nieskończona. [Laski, dn. 14 IV 1934]
Babcia na jabłoni – wspomnienie o Hannie Święcickiej* „Babcia na jabłoni” to była jedna z wielu najbardziej ulubionych książek mojej Babci – Hanny Święcickiej. Jedna z wielu, bo takich „najbardziej ulubionych” było tak dużo, że trudno je wymienić. Ale „Babcię na jabłoni” warto wspomnieć, bo moja Babcia przypominała bohaterkę tej książki. Nawet nie udawała, że interesuje się codzienną prozą życia, dziurawymi skarpetkami, śniadaniem, kolacją, czapką, szalikiem. Nie obrażała ani siebie, ani bliskich zawracaniem głowy o takie drobiazgi. Ważne były książki, ważne były mądre myśli, piękne widoki, prawdziwa, dobra komunikacja na głębokim poziomie. Taka postawa życiowa, dla Babci po prostu jedyny sposób w jaki umiała żyć i spotykać się z innymi, ma oczywiście mnóstwo minusów. Pamiętam, że kiedy jako kilkuletni chłopiec musiałem jeść ugotowany przez Babcię makaron, w którym zupełnie przypadkiem znalazła się duża kula świerkowej żywicy, zebranej dlatego, że ładnie pachniała i wyglądała; marzyłem o tym, żeby mieć babcię zdecydowanie bardziej nudną, ale jednak przygotowującą jadalne posiłki. Ale przecież właśnie o tym jest „Babcia na jabłoni” – o tym, że być prawdziwym artystą jest z pewnością pięknie, ale bardzo niepraktycznie i o tym, że wspaniała Babcia z głową w chmurach jest postacią tragiczną, ponieważ musi prędzej czy później ustąpić osobie, która po prostu się o nas troszczy. I to wszystko było w mojej Babci, razem z tą tragicznością, przed którą czasem próbowała uciekać. Wtedy, kiedy dawała mi pieniądze, żebym kupił sobie spodnie (potem mi je odebrała, żeby przeznaczyć na jakiś szlachetny cel, ale przez moment miałem spodnie) i kiedy piekła „niemal” jadalne ciasto. Przypuszczam, że odgrywałem w Babci życiu istotną rolę. Jej pierwsza i najbardziej znana książka „Osiołek Łukaszka” była inspirowana moim urodzeniem, a napisana kilkanaście lat później – „Twoje zdanie Łukaszu”, była okazją do intelektualnego spotkania ze mną, jako młodym dorosłym. Spotkania, które jak mi się teraz wydaje, nie musiało być zbyt przyjemne, ponieważ byłem aroganckim gówniarzem. Ale Babcia znosiła to świetnie, takie rzeczy akurat znosiła świetnie. Pisaliśmy tę książkę razem, kłócąc się niesamowicie i wymyślając sobie. Bywały takie okresy, kiedy nie byliśmy już w stanie ze sobą rozmawiać i wysyłaliśmy sobie niezwykle emocjonalne listy. Ale to była konfrontacja dwojga dorosłych, nie było w tym żadnego protekcjonalizmu, Babcia nie mówiła, co i jak mam pisać, nie sięgała do argumentów w stylu „jestem autorką kilku książek”. W ten sposób oddawała mi prawdziwy szacunek. Chciałbym wierzyć, że na to zasługiwałem. Ostatnie lata były bardzo ciężkie. Przeżyłem je z Babcią dzień po dniu. Odchodziła niezwykle wolno. Zwykle czytam w różnych wspomnieniach, że to straszne, bo ktoś odszedł szybko i niespodziewanie. Proszę mi wierzyć, że wolno i bardzo spodziewanie jest też strasznie. Przede wszystkim nie mogła już czytać, ani pisać. Kilka udarów sprawiło, że litery przestały się układać w znaczące kształty, a z maszyny do pisania wychodziły bezsensowne zlepki. Następne lata, a było ich jeszcze wiele, musiały być przede wszystkim nudne. Choć z pewnością zdarzały się przebłyski – jak na przykład wtedy, kiedy trzy lata temu przyszedłem przedstawić Babci naszego nowego psa – Szpulkę. „To jest Babunia” – powiedziałem jak głupi, nie byłem nawet pewien czy Babcia mnie słucha i czy rozumie. „No, dla niej to raczej Prababunia” – usłyszałem ironiczną, jestem pewien, że właśnie tak, odpowiedź Babci. A potem była bardzo długa cisza i 16 marca, pod sam koniec zimy, ostatni ciężki oddech po porządnie zjedzonej kolacji. O tej kolacji wspominam nie bez powodu. Wiem, że zjedzenie porządnego, choć niekoniecznie smacznego, posiłku było dla Babci zawsze istotne. Zresztą dzień po śmierci przyszła do mnie we śnie i poprosiła o ciasto i słodki sok. Taki deser po kolacji. Jak parówki i rurki z kremem w „Babci na jabłoni”. Była niesamowita. Kochałem ją. Po śmierci Babci napisałem dla niej wiersz. Nie pierwszy, choć pewnie ostatni: Latami uwięziona w prostokącie łóżka A przecież Chcę wierzyć Jak zawsze przede wszystkim wolna Gdzieś tam na zaniedbanych dworcach Gdzieś tam na zakurzonych drogach W stogach siana, namiotach dziurawych I we wszystkich możliwych kałużach Gdzieś tam ciągle byłaś Babciu I gdzieś tam jesteś nadal. Bóg wysłuchuje takich próśb, Chcę wierzyć. * Pogrzeb śp. Hanny Święcickiej odbył się 19 marca 2006 r. w Laskach, gdzie – na zakładowym cmentarzu – została pochowana.
Zamiast kwiatów* „Zwyczajna dobroć” mówi o Jerzym Turowiczu poeta w wierszu „Cafe Greco”. Czy coś tak bardzo cennego i wyjątkowego na tym świecie może być „zwyczajne”? Pewnie w takim właśnie sensie, że nie potrzebuje żadnego przymiotnika wspomagającego. Cenność w tym wymiarze zawarta jest w samym słowie „dobroć”. Jak się pamięta Jerzego, poeta nie obudzi w nas pytań. 5 sierpnia pogrzeb Eli Stommowej, rok mniej więcej po pożegnaniu Stacha Stommy w tych samych Laskach. I znowu chciałoby się znajdować słowa najbliższe straty, nad którą płaczemy. „Zwyczajny urok”? Więcej niż uroda, niż wdzięk, niż wrażliwość i subtelność, wyciszenie wraz z ogromnym słuchem na innych, zawsze reagując, rezonans o wielkiej skali. Jej mąż – 58 lat wspólnego życia... – stworzył kiedyś w liście kondolencyjnym określenie „kultura ostrobramska”. Kresowa, cicha, wysokiej próby. Ela też była z jej kręgu. Była jak ja polonistką, rok mnie wyprzedzając na UJ. W „Tygodniku” zajęłam jej miejsce, kiedy rok po ślubie szła na pierwszy urlop macierzyński. Tak więc zawdzięczam Jej całe swoje życie. zawodowe. Ale i nieporównanie więcej, bo przyjaźń najwyższej próby. Jej i Stacha dzieci były pierwszymi dziećmi w moim życiu emocjonalnym. A ich dom – ten na Czarnowiejskiej w Krakowie i potem na warszawskiej Kanonii – był jednym z domów „Tygodnikowych”, w których historia działa się na równi z redakcją. Tak jak u Jerzego, u Tola Gołubiewa, u Jacka Woźniakowskiego. Dużo wspomnień o tym opowiada, ale nie są one na miarę tej intensywności życia – prywatnego i publicznego równolegle – jakiego tam doznawaliśmy. „Tygodnikowi” redaktorzy następnych pokoleń, nawet najmłodsi, jeszcze coś uszczknęli z tamtego doświadczenia: serdeczności, przyjaźni i zatroskania o „wielką rzecz”. Ela współtworzyła to wszystko na równi ze Stachem, choć zawsze – jak ona to umiała? – jako stojąca „u boka” męża. W niedawnym numerze „Newsweeka” znalazłam serię zdjęć z ostatnich lat życia ks. Jana Twardowskiego, którą zamyka fotografia z podziemi Świątyni Opatrzności, gdzie spoczywa. Bardzo to smutne: marmurowa ściana z napisem, pod którą w chaosie leżące i stojące kwiaty, i znicze. Gdzie mogiła? Gdzie krzyż nad mogiłą, jak by na pewno chciał poeta? Grób Eli będzie na szczęście w Laskach, obok grobu Stacha, razem z mogiłami Jerzego Zawieyskiego, księdza Jana Ziei, Antoniego Słonimskiego i tylu innych ludzi z tej samej duchowej rodziny. Obok cmentarza w Tyńcu, to drugi rozdział coraz bardziej zamykający zeszłowieczną naszą historię. Zostaję tam myślami. Pokój Tobie, Elu. * Przedruk z „Tygodnika Powszechnego” nr 33 (13 sierpnia 2006).
Teresa Cwalina „Kapelanowałem” dziełu Matki Czackiej Swoje wspomnienia o Matce Elżbiecie Czackiej, spisane 11 października 1973 roku w Warszawie, kończy ks. Jan Zieja słowami: „Kapelanowałem” dziełu Matki Czackiej kilkoma nawrotami: na ulicy Polnej 40, Wolność 4 i w Laskach – w latach 1922-1924, 1932-1934 i 1939-1942. W rozmowach prowadzonych we wrześniu 1985 roku z Jackiem Moskwą wielokrotnie będzie powracał do tego czasu: Pociągała mnie atmosfera ubóstwa, dlatego chciałem uczestniczyć w tym Dziele. W Laskach byłem pierwszym kapelanem, mieszkaliśmy u chłopów po stodołach, bo domy Zakładu dopiero się budowało na piaszczystych wydmach. Wspominać też będzie i Matkę Czacką i jej ogromne przestrzeganie prawdy, i ks. Władysława Korniłowicza – przede wszystkim wziąłem od niego zamiłowanie do liturgii, przyzwyczajenie do czynnego udziału wiernych we wspólnej Mszy świętej. Przypomni Antoniego Marylskiego, do którego miał wielki szacunek i Zofię Sokołowską (w zakonie s. Katarzynę), która odegrała ważną rolę na początku jego kapłańskiego życia. Upomni się też o pamięć o Henryku Ruszczycu – to on był w najważniejszym nurcie pracy z niewidomymi. Powie o zasłużonym w gromadzeniu funduszy dla Lasek - Witoldzie Świątkowskim. W końcu wyzna: Ci ludzie pozostawali tak blisko świata świętych i Opatrzności Bożej... W tzw. Kronice słupskiej odnaleźć też można pod datą 6 listopada1945 roku taki zapis: „Czuję, że należę do Lasek. Jestem jakby latoroślą Lasek dzięki siostrze Katarzynie i ks. Korniłowiczowi” – powiedział Ojciec, opowiadając o s. Katarzynie. Siostra Katarzyna obiecała zawsze pomagać Ojcu modlitwą. Przed śmiercią napisała pocztówkę: „widzę plan Lasek, dużo się jeszcze zmieni, widzę i Ojca w tym planie”. Czyżby krzyż ciężki? – wszak Laski dążą „Przez Krzyż do Nieba”. W Laskach również poznał ks. Zieja założyciela Zgromadzenia Misyjnego Białego Krzyża, późniejszego Instytutu Chrystusa Króla - ks. Maxa Józefa Metzgera, W tym też miejscu – co zawsze podkreślał – kształtował się jego stosunek do Żydów. Tam spotkałem Żydów – konwertytów, Żydówki – zakonnice. Laski nauczyły mnie widzieć w każdym człowieku mojego brata. Sprawiły, że sam zacząłem myśleć o nawracaniu Żydów. Nie intelektualistów, ale prostych – z żydowskiego ludu. W tym celu w 1934 roku – (...) – zacząłem studiować w Uniwersytecie Warszawskim judaistykę u profesora Bałabana. Dzięki Laskom zrozumiałem tę potrzebę nawracania, która jest we mnie po dziś dzień, (...)”. Podczas studiów judaistycznych ks. Zieja zamieszkiwał w Laskach. Po latach powie Jackowi Moskwie: to był jakby mój dom, tak czuję się w nim i dzisiaj, bo tam znajduje się grób mojej matki. Zawsze zresztą wracał tu jak do domu. Zwolniony z innymi sanitariuszami 21 listopada 1939 roku ze służby w szpitalu w podwarszawskim Legionowie wspomina: Przyjechałem oczywiście do Lasek. Później również, już po upadku powstania warszawskiego, kiedy znalazł się w obozie przejściowym w Pruszkowie, wyzna: Uciekłem. Dokąd? Oczywiście do Lasek. Pieszo z Pruszkowa powędrowałem. Opowieść ks. Ziei snuta przy okazji rozmowy o budowie kościoła w Motolu wiele też mówi i o przyjaźni z Laskami, i o bliskości z s. Miriam (s. Marią Gołębiowską): Trzeba jednak przedstawić władzom – administracyjnym, a także kościelnym – plan budowy. Na to potrzebny jest architekt. Ani w okolicy nikogo takiego nie ma, ani w Pińsku, więc jedyna rada pojechać do Lasek i tam się popytać, może poradzą mi, kogo poprosić o zrobienie planu. Rozmawiam z s. Miriam, a ona na to:” Klimek! Klimek!” – i bierze za telefon. Zadzwoniła do młodego architekta, który właśnie robił dyplom: „Wiesz, przyjechał z Polesia ksiądz, czy byś nie mógł zrobić dla niego planu niedużego kościółka? – Nie mogę, mam zamówienie z Paryża. – Tam są biedni ludzie, chodzi o to, żeby plan nic nie kosztował. – jeśli tak, to niech ten ksiądz przyjeżdża”. Michał Klimkiewicz przygotował potrzebne plany i latem 1939 roku kościółek był już pod dachem. Zajęcie Polesia przez sowietów nie tylko uniemożliwiło konsekrację, ale oznaczało tragiczny koniec kościoła – rozebrano budowlę do fundamentów. To s. Miriam powiadomiła też ks. Zieję o śmierci Klimka, który zginął we wrześniu 1939 roku w Radzyniu. Jego narzeczoną – Krystynę Żelechowską odnalazł potem ks. Zieja i sprowadził do Lasek; zaopiekował się nią. Dziś na zakładowym cmentarzu w sąsiadujących ze sobą mogiłach spoczywa ks. Zieja, pochowany w grobie matki – Konstancji z Kmieciaków, a obok pochowana jest kobieta, którą Klimek bardzo kochał. * * * O swoich związkach z Laskami pisze ks. Zieja w jednym z listów do s. Marii: + 2. XI. 76 Miriam Kochana! Dziękuję za programy i zaproszenie na udział w uroczystościach 20-21/XI br. – Aż mi zapachniało kilkudniowym pobytem w Laskach – ale muszę sobie tego odmówić. To, czym były Laski dla mnie i dla wielu – już przeminęło, wywarłszy swój wpływ na nas – znany Bogu. – Zostało i jest kilku żywych ludzi i cmentarz. Ja do żadnych uroczystości nie pasuję ani osobą swoją ani słowem, dopowiadającym z boku. O Matce Czackiej pięknie powie Ks. Prymas, s. Assumpta i Stanowski, i Cywiński. Pięknie zaśpiewają chóry pod dyrekcją Stefci Skibówny (jej udział bardzo mnie cieszy!). Matka w mej pamięci – to wielki bogomódlca, łączący się głęboko z Ofiarą Mszy świętej, budująca wszystko na „prawdzie i miłości” podawanej przez prosty katechizm katolicki i Ewangelię, biorąca na siebie wszelkie postacie krzyża i upokorzenia, oddana bez reszty pełnieniu miłosierdzia wobec cierpiących i upośledzonych. – Oby Bóg dał nam znać, że pozwala jej orędować za nami przed Jego miłosiernym majestatem. – W dniach 20 i 21 XI będę z Wami kontemplując Bożą wszędzieobecność tam w Laskach i tu w Warszawie. – Ziejka * * * W papierach ks. Ziei – jak wspomniałam na początku – znajduje się dwustronicowy maszynopis zatytułowany Garść wspomnień o Matce Elżbiecie Czackiej. Warto przypomnieć to świadectwo: nie pamiętam, czy to był rok 1921 czy 1922. Do księży studentów teologii Uniwersytetu Warszawskiego, zamieszkałych w konwikcie przy ulicy Traugutta 1, zgłosił się ktoś, prosząc, by jeden z tych księży zechciał przychodzić do kaplicy przy ulicy Polnej 40, gdzie trzeba staremu i choremu księdzu udzielać pomocy przy odprawianiu Mszy świętej. Gotowość wyraził ksiądz Bolesław Strzelecki z diecezji sandomierskiej. Nie pamiętam, z jakich powodów spełnianie tej posługi przeszło potem na mnie. Gdy chory ksiądz (był nim ks. Krawiecki) wyjechał, poproszono mnie, bym nadal co dzień przychodził do tej prywatnej kaplicy odprawiać Mszę świętą. Ze względu na potrzeby duchowe ociemniałej pani Róży Czackiej, jej towarzyszek i przyjaciół, zajmujących się sprawowaniem i organizowaniem opieki nad niewidomymi w Warszawie i całej Polsce. Chętnie się zgodziłem. Odtąd widywałem panią Różę Czacką codziennie. Po Mszy świętej i skromnym śniadaniu mogłem z nią zawsze zamienić kilka słów, a czasem i dłużej porozmawiać. Pani Czacka była już wtedy członkinią Trzeciego Zakonu św. Franciszka i miała prawo nosić prosty habit tercjarski. Wciąż wierzyła w to i modliła się o to, by wśród jej pomocników w opiece nad niewidomymi znaleźli się ludzie, którzy byliby gotowi poświęcić tej sprawie całych siebie, a nawet związać się w tej służbie ślubami zakonnymi. W warszawskiej Kurii Metropolitalnej ta sprawa przez długi czas nie miała dostatecznego zrozumienia. Gdy w roku 1922 na gruncie ofiarowanym przez państwa Daszewskich postawiono w Laskach pierwszy dom, a w nim jedną izbę przeznaczono na kaplicę mszalną, Matka Elżbieta dopiero za dziewiątą bytnością na Miodowej otrzymała pozwolenie, by w tym domu można było odprawiać Mszę świętą i przechowywać Najświętszy Sakrament. „Zachciało się ślepej babie zakon zakładać” – mówił kiedyś wobec mnie ksiądz prałat Aleksander Fajęcki z Kurii. Pokora, cierpliwość, dobroć i mądrość tej „ślepej baby” i udzielane jej poparcie przez takich ludzi, jak ksiądz prałat Brzeziewicz, z parafii św. Aleksandra, i mieszkający w tamtejszym domu parafialnym ksiądz Achilles Ratti, nuncjusz apostolski, oraz młody i ceniony przez kardynała Merciera ksiądz Władysław Korniłowicz – posuwały sprawę organicznie powoli naprzód. Z tamtych czasów w pamięć moją głęboko się wryła postać godzinami klęczącej w kapliczce przed Najświętszym Sakramentem i zamodlonej Matki Elżbiety Czackiej (odtąd tak będę ją nazywał). Każda ważniejsza sprawa była omadlana „prywatnie” przez Matkę Czacką i „publicznie” przez jej prośby, by w takiej to a takiej intencji została odprawiona Msza święta. Tym sprawom omadlanym we Mszy świętej nie było końca. Czy chodziło o powzięcie jakiejś ważnej decyzji, czy o zawrócenie kogoś ze złej drogi, czy o czyjeś uzdrowienie lub wyratowanie z nędzy – odprawienie w tej intencji Mszy świętej było dla Matki Czackiej pierwszą potrzebą. W tamtym okresie Matka Czacka bardzo poważnie zachorowała i musiała się poddać jakiejś bardzo bolesnej operacji kręgosłupa i to bez narkozy. Mnie wezwano telefonicznie, bym przybył podać Matce Komunię świętą. Zaraz po północy, żeby Matka mogła się posilić nie czekając na ranną Mszę świętą. Przybywszy, zastałem Matkę leżącą w łóżku. Twarz rozpalona, jak bywa w wielkiej gorączce. Zanim Matka przyjęła Komunię świętą odezwała się do mnie: „Księże, taką piękną dziś miałam noc: czułam się jakby rozciągnięta na krzyżu”. A lekarz i całe otoczenie bało się, czy Matka tę operację przetrzyma. Najpiękniejsza noc – na krzyżu! „Przez Krzyż do Nieba” – będzie się potem mówiło w Laskach. Matka tym naprawdę żyła. Byli tacy, co się tego od niej uczyli i może się tego nauczyli. W tamtych czasach (od 1922 do 1924 r.) bywały chwile bardzo trudne; nieraz brakowało podstawowego pożywienia, chleba, cukru, nie mówiąc o mięsie. Któregoś dnia przyszli przedstawiciele YMCA, ofiarując pomoc materialną i gotowość stałego subsydiowania dzieła opieki nad ociemniałymi, z tym, że Matka Czacka i jej pomocnicy będą nadal dzieło prowadzili. YMCA da tylko pieniądze i firmę. Matka Czacka poprosiła o kilka minut do namysłu i zaraz udała się do kaplicy. Uklękła przed Najświętszym Sakramentem; po jakimś czasie wstała i wychodząc do oferentów oświadczyła: „Nie. Wszystko od podstaw musi tu być wyraźnie katolickie”. Tego samego dnia po południu zgłosili się do Matki przedstawiciele amerykańskiej katolickiej organizacji „Rycerzy Kolumba” i złożyli na potrzeby opieki nad ociemniałymi znaczną sumę pieniędzy, wystarczającą na opędzenie pilnych potrzeb bieżących. Książką, którą Matka Czacka bardzo lubiła i kazała ją sobie systematycznie czytywać, był francuski katechizm katolicki Pegue’a, oparty na Summie św. Tomasza z Akwinu. Wybitną cechą charakteru Matki Czackiej była, obok innych, wielka miłość prawdy i dawanie świadectwa prawdzie w różnych sytuacjach i okolicznościach życia codziennego. W tym duchu starała się wychowywać siostry założonego przez siebie zgromadzenia.
s. Rut Wosiek FSK Śp. SIOSTRA BŁAŻEJA od Jezusa Cierpiącego i Matki Boskiej Bolesnej Józefa Królikowska (26.05.1909-18.06.2006) Siostra BŁAŻEJA – Józefa Królikowska urodziła się 26 maja 1909 roku w Szczawinie k.Zgierza, w woj. łódzkim Była siódmym z dziesięciorga dzieci miejscowych gospodarzy: Jakuba Królikowskiego i jego żony Józefy z Malinowskich. Sakrament Chrztu św. otrzymała w rodzinnej parafii w Szczawinie dnia 31 maja 1909 roku, tam także ukończyła cztery klasy miejscowej szkoły powszechnej. Potem została w domu rodzinnym, pomagając wraz z rodzeństwem w rodzinnym gospodarstwie. W wieku szesnastu lat przeżyła swoje, jak je potem nazwała „nawrócenie” – podczas Misji Parafialnych doświadczyła przynaglającego wołania do całkowitego oddania się Bogu. Równocześnie rozumiała, że pragnienie to musi pozostać jeszcze jej wyłączną tajemnicą, ponieważ jej starsze rodzeństwo stopniowo odchodziło z domu, zakładając własne rodziny, co pociągało za sobą i wydatki, i konieczność wspomagania w pracy starzejących się rodziców. Ten stan oczekiwania trwał ponad osiem lat – wypełniony modlitwą o rozpoznanie i realizację woli Bożej. Należała w tym czasie do III Zakonu św. Franciszka i śpiewała w chórze parafialnym. Spowiednik, któremu powierzyła swoją tajemnicę, skierował ją do bliskiego sobie zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia – „szarytek” na Tamce w Warszawie. Chociaż w głębi serca czuła, że jej powołaniem jest zakon franciszkański uznała, że wypełni wolę Bożą, jeśli się podda spowiednikowi i zgłosiła się na Tamkę, gdzie jej jednak nie przyjęto z powodu zbyt niskiego wykształcenia, ale – podano jej adres Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, o których już wcześniej słyszała, i od razu zrozumiała, że to jest właśnie wola Boża. Rodzice przyjęli jej pragnienie bez oporów. Tylko najstarszy brat spytał: „Czy tu ci źle? Czego ci tu brakuje? Masz blisko kościół, własny pokój. Kupię ci jeszcze klęcznik, żebyś mogła się na nim modlić.” – odpowiedziała – „Jest mi tutaj za dobrze.” Wtedy już nic nie mówił. Napisała więc do Lasek i 19 marca 1936 roku, w dniu swoich imienin, po Mszy św. odprawionej w jej intencji i pożegnalnym śniadaniu w gronie najbliższej rodziny – tego samego dnia zgłosiła się do Domu przy ul. Wolność w Warszawie, gdzie przyjęła ją s. Helena Jarnuszkiewicz. Do postulatu została przyjęta 2 lutego 1937 r. Do nowicjatu 24 października 1938 r. Pierwszą profesję złożyła 24 października 1939 r. Profesję wieczystą 24 października 1945 r. W okresie postulatu i nowicjatu pracowała w różnych działach Zakładu w Laskach: przy obsłudze personelu i gości, pomagała w przedszkolu i w pralni. Po pierwszej profesji, złożonej już po wybuchu wojny – wyjechała do Żułowa, gdzie z kolei – obok pracy z niewidomymi dziewczętami, pełniła coraz bardziej odpowiedzialne prace w gospodarstwie i folwarku; w chlewni i magazynach gospodarczych i żywnościowych. W Żułowie złożyła w październiku 1945 r. swoje śluby wieczyste i pozostała tam przez następne lata – do 1953 r. (w sumie 13 lat). Do Lasek przyjechała w 1953 r. na rekolekcje sierpniowe i po nich dowiedziała się, że ma zostać w Laskach, a swoje obowiązki przekazać listownie s. Petroneli. Z okazji obchodzonego w 1989 roku Jubileuszu 50-lecia profesji – wspominała : „Pisząc ten list, zalewałam się łzami na myśl, że nie wrócę tak prędko do ukochanego przeze mnie Żułowa. Ponieważ było to po rekolekcjach, miałam znowu okazję do spełnienia Woli Bożej, o co modliłam się nieustannie. Ta zmiana była dla mnie ofiarą, czego nie ukrywam. Ale wiem, po co przyszłam do Zgromadzenia. W Laskach czekały mnie „niespodzianki”, o które tutaj nietrudno. Matka Benedykta powiadomiła mnie, że mam zastąpić w magazynie s. Stanisławę – tylko na dwa tygodnie. Te „dwa tygodnie trwają aż po dziś dzień...” I tak też w pamięci większości dzisiejszych (starszych) mieszkańców Lasek – świeckich pracowników, dzieci (dawnych absolwentów, którzy przyjeżdżali z wózkami po „prowiant” do magazynu w podwórzu) i sióstr – pozostaje s. Błażeja jako nieodłącznie związana właśnie z magazynami w podwórzu i kartotekami „artykułów delikatesowych” na kuchennym zapleczu. Wszystkim pozostaje też w pamięci jej niesamowita dokładność, troska o „kryształową” przejrzystość tychże kartotek i raportów – przy równoczesnej hojności, szczególnie wobec dzieci, dla których wygospodarowywała odżywki czy słodycze z otrzymywanych zagranicznych darów. W różnych trudnych okresach, także w latach stanu wojennego – przez jej ręce przechodziły nieraz całe transporty darów z kraju i zagranicy, które umiała w zgodzie z sumieniem i posłuszeństwem przechowywać i rozdzielać, co było na owe czasy szczególnie wyrazistym dowodem wspomagania przez Ducha Świętego. Niestety, w miarę upływu lat, nawet przy pomocy młodszych sióstr, obowiązki te coraz bardziej przekraczały już jej możliwości fizyczne. W latach 90-tych odchodziła stopniowo od pracy, do dolegliwości związanych z wiekiem dołączały się też coraz większe ubytki słuchu. Jeszcze przez kilka lat schodziła wiernie ze swego pokoju na piętrze Domu św. Franciszka – do korytarzyka kaplicznego. W 2001 roku skończyła się i ta możliwość – w związku z rozpoczętym generalnym remontem Kaplicy zakładowej. Siostra broniła się przed propozycją przeniesienia do Szpitalika, jednak zdecydowała się na próbę „tymczasowego” przeniesienia do Domu św. Rafała – ze względu na możliwość uczestniczenia na miejscu w codziennej Mszy św. i przez głośnik – w innych nabożeństwach. „Próba” wypadła pomyślnie i na wiosnę 2001 roku Siostra zdecydowała się na całkowite przeniesienie do Domu św. Rafała. Od maja 2003 roku została przeniesiona „na parter” do pokoi chorych sióstr, skąd jeszcze przychodziła samodzielnie do kaplicy domowej, a w większe święta także do refektarza. W ostatnich miesiącach stan Siostry jednak widocznie się pogarszał, traciła równowagę, z coraz większym trudem jadła, przygotowywała się do śmierci i modliła się o nią. Zmarła w niedzielę 18 czerwca 2006 roku około godz. 19.00 – podczas dzwonu z dużej Kaplicy na Anioł Pański, po wieczornej Mszy świętej. W ciągu ostatnich, trudnych godzin otoczona była przez cały czas modlitwą zgromadzonych przy niej sióstr, z Matką Noemi, s. Julittą, Przełożoną Domu św. Rafała, a także s. Marią Rosą z Capodacqua i Nowicjuszkami z siostrą Agnes. Z odchodzącą Siostrą przychodziły się też żegnać Siostry z innych Domów laskowskich. Eksportacja zwłok z kaplicy domowej do kaplicy zakładowej odbyła się następnego dnia, w poniedziałek 19 czerwca 2006 r. o godz. 7.15 – pod przewodnictwem ks. Kazimierza Olszewskiego – po pierwszej Mszy św., a pogrzeb we wtorek 20 czerwca 2006 r. o godz. 14.00.
s. Rut Wosiek FSK Śp. SIOSTRA MARTA od Miłosierdzia Serca Jezusa i Maryi Pośredniczki Łask Wszelkich Stanisława Jaworek (05.02.1911-25.07.2006) Siostra MARTA – Stanisława Jaworek urodziła się 5 lutego 1911 roku w Zadębiu, pow. grójecki. Jej rodzice: Andrzej Jaworek i jego żona Marianna z Wiraszków mieli tam ubogie gospodarstwo, z którego utrzymywali sześcioro dzieci. Stasia była piąta z kolei, miała dwóch braci i trzy siostry. Sakramenty Chrztu św., Eucharystii i Bierzmowania przyjęła w odległym o 5 km kościele parafialnym w Chynowie. W rodzinnej wsi ukończyła miejscową szkołę czteroklasową, dalsze klasy siedmioklasowej szkoły powszechnej ukończyła w Górze Kalwarii, mieszkając u znajomych rodziców i żyjąc z tego, co jej mama pieszo donosiła co tydzień z domu (rodzice nie mieli konia ani furmanki). Pod koniec szkoły jedna z nauczycielek poradziła rodzicom, żeby dobrze się uczącą córeczkę wysłali do Warszawy – do Prywatnego Seminarium Ochroniarskiego. Zamieszkała u swego wuja na Kruczej, ale na czesne nie było jej stać. Wtedy z kolei pomogła jej kierowniczka szkoły. Zaproponowała, że należność za naukę będzie mogła zwrócić, jak zacznie zarabiać. I tak – po ukończeniu dwuletniego Seminarium na Chmielnej – poszła do swojej pierwszej pracy – jako opiekunka dwóch małych córeczek krewnej byłego Prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego, a kiedy one podrosły – zajmowała się trzema synami wdowy po przyjacielu związanego już wtedy z Laskami Zygmunta Serafinowicza. Przyjeżdżając ze swymi wychowankami do Lasek, zapragnęła zostać franciszkanką służebnicą Krzyża, ale wstąpienie do Zgromadzenia odłożyła – na prośbę p. Serafinowicza – do czasu aż chłopcy trochę podrosną. Doszły do tego nowe kłopoty materialne jej rodziców, którym groziła utrata gospodarstwa za długi zaciągnięte na konieczny remont domu, więc zaczęła na spłatę tego długu oddawać całą swoją pensję. Wszystko się dobrze skończyło i w roku 1939 mogła już wstąpić do Zgromadzenia. Odbyła próbę – i wtedy z kolei wybuchła wojna. Wraz z innymi aspirantkami pomagała w czasie nalotów przy ul. Wolność, a potem została, wraz z innymi, odesłana do domu, gdzie miała czekać na dalsze decyzje. Zatrzymała się więc znowu u swojej warszawskiej rodziny, ale zaniepokojona mama zabrała ją na wieś, gdzie po kilku dniach sołtys przyszedł z decyzją wysłania jej na „roboty” do Niemiec. Widząc jej rozpacz, mama zdecydowała, żeby jednak uciekła do Warszawy, a ona jakoś to sołtysowi wytłumaczy. Stasia powędrowała tym razem już prosto na ul. Wolność, żeby się czegoś dowiedzieć. Trafiła szczęśliwie – bo na „okazję” do Lasek, gdzie od razu – 20 lutego 1940 roku dostała z rąk s. Ludwiny chusteczkę aspirancką, a wiosną dołączyła do postulantek przebywających pod kierunkiem s. Nulli Westwalewicz w Kozłówce. Tam zajmowała się zaopatrzeniem domu, wyjeżdżając wozem do Lubartowa po ukwestowaną i przydziałową żywność. Po likwidacji domu w Kozłówce – w latach 1941-1942 była w Żułowie. Pracowała w polu i gospodarstwie. Na czas nowicjatu: 1942-1943 została przeniesiona do Lasek. Pierwszą Profesję złożyła 15 sierpnia 1943 r. Profesję wieczystą 15 sierpnia 1949 r. Była w tym czasie przez rok (1944 -1945) w Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie od 1942 r. ukrywała się s. Miriam Wajngold (późniejsza s. Maria) z opiekującą się nią s. Klarą, a po Powstaniu Warszawskim dojechała do nich cała grupa sióstr z niewidomymi dziećmi i kilka rodzin ze zburzonej Warszawy. Tam także siostra Marta, już jako młoda profeska zajmowała się gospodarstwem i zaopatrzeniem w żywność. Po powrocie (w październiku 1945 r.) do Lasek pracowała w internacie chłopców, załatwiając przy tej okazji znowu wszelkie sprawy w Warszawie, także wyjeżdżając z dziećmi do lekarzy. Od 1955 r. to ostatnie stało się jej głównym zajęciem. Przez prawie czterdzieści następnych lat – siostra Marta stała się „filarem” Działu Lekarskiego w Laskach. Regularnie, a w razie potrzeby też doraźnie – kursowała zakładowym samochodem do szpitali, ambulatoriów i aptek, gdzie stała się jednym z najbardziej znanych przedstawicieli Lasek. Jeszcze wiele lat po jej odejściu od pracy – przy załatwianiu jakichkolwiek spraw w szpitalnych czy aptecznych okienkach siostry odpowiadały na pytania o jej zdrowie i przyjmowały przekazywane pozdrowienia. Była też niezastąpioną „instytucją” na terenie Zgromadzenia. Starsze siostry mają jeszcze w pamięci „Martunię” drepczącą po Kaplicy (gdzie najłatwiej każdego spotkać) z najróżniejszymi kopertkami, karteczkami i zawiniątkami, pełnymi spraw „załatwionych”: umówionych terminów, naprawionych poza kolejką okularów i protez. Większe usługi, jak zreperowane buty czy przywiezione zakupy, wydawała w swoim mikroskopijnym pokoiku na terenie ówczesnego Działu Lekarskiego na parterze Hoteliku od strony podwórza, gdzie też w jej dniach wyjazdowych kłębił się zawsze tłum interesantów, a siostra nie tylko nie okazywała im nigdy zniecierpliwienia, ale zawsze można było uwierzyć, że jej to sprawia prawdziwą przyjemność. Odpowiednikiem korytarzyka przy Dziale Lekarskim w Laskach – był na Piwnej pokoik siostry Marty w końcu korytarza na parterze (który potem służył jeszcze przez parę lat Ojcu Tadeuszowi). Tam skupiały się jeszcze szero136 kie kontakty czysto warszawskie Siostry, w tym pośredniczenie w usługach introligatorskich, co, zwłaszcza przy wydawnictwach brajlowskich, wymagało dużo większej przestrzeni... W miarę upływu lat, tak czynne życie zaczęło przekraczać możliwości Siostry. Dział Lekarski był już dawno przeniesiony do nowego budynku Infirmerii, cały parter „Hoteliku” zajmowały zreorganizowane działy administracji zakładowej. Od 1993 r. (w wieku 82 lat) Siostra Marta została wycofana z obowiązków w Dziale Lekarskim. W tym też roku, w listopadzie, obchodziła swój Jubileusz zakonny 50-lecia Profesji. We wspomnieniach, własnoręcznie spisanych z tej okazji, napisała: Opisałam całe swoje życie, które było i jest pełne Miłosierdzia Serca Pana Jezusa i Maryi Pośredniczki Wszelkich Łask. Za wszystkie łaski pragnę podziękować dobremu i miłosiernemu Bogu i Maryi mojej Matce Bożej – pośredniczce Wszelkich Łask. Niech będzie Bóg uwielbiony i Maryja Matka Boża. Przez pewien czas mieszkała jeszcze w Domku św. Antoniego, jednak samodzielne poruszanie się okazywało się też coraz trudniejsze. Od marca 1996 r. zamieszkała już na stałe w zakładowym Szpitaliku, przeżywając w ciągu upływających ponad dziesięciu lat kolejne etapy ogołocenia, coraz mniejszego i trudniejszego kontaktu z otoczeniem. Zmarła prawie niepostrzeżenie, po kolacji, około godz. 18.30 we wtorek 25 lipca 2006 roku. Po Nabożeństwie wieczornym wiele sióstr i pozostałych uczestników, wraz z ks. Kazimierzem Olszewskim, zgromadziło się jeszcze na chwilę wspólnej modlitwy przy zwłokach siostry Marty w kaplicy infirmeryjnej, po czym trumna ze zwłokami została z powodu tropikalnych upałów przewieziona do zakładu pogrzebowego w Babicach. Pogrzeb odbył się 27 lipca o godz. 14. Mszę św. koncelebrowali: ks. prof. Andrzej Santorski, ks. Kazimierz Olszewski i ks. Edward Engelbrecht. Uczestniczyła w nim licznie Rodzina Siostry – mieszkająca w Laskach i Warszawie, a także przyjezdni z dalszych miejscowości. 20.03 zmarła nagle w Warszawie, w wieku 84 lat, znana wielu siostrom – śp. Janina Wosiek, wdowa po zmarłym w Laskach w 1996 r. Ojcu s. Rut, którego pielęgnowała podczas kilkuletniego pobytu w Infirmerii. Pogrzeb odbył się 29.03 na Cmentarzu Bródnowskim. 21.03 w sali Domu Dziewcząt w Laskach wystąpił chór niewidomych z Żytomierza, prowadzony przez zaprzyjaźnionego z Laskami p. Alfreda Maszewskiego i jego żonę. W skład zespołu wchodziło dwóch panów i dziesięć pań w wieku bardzo zróżnicowanym. Najstarsze panie były już po pięćdziesiątce. Mimo to ich entuzjazm i radość śpiewania urzekły zebranych na sali słuchaczy. Na początek wykonano kilka pieśni religijnych, następnie ludowe pieśni ukraińskie oraz kilka piosenek polskich: „Czerwony pas”, „Sokoły” i inne. Do Lasek zespół przybył z Krakowa, gdzie brał udział w koncercie zespołów osób niepełnosprawnych, organizowanym corocznie przez ks. Tadeusza Zaleskiego – prezesa Fundacji im. św. Brata Alberta i Annę Dymną – wybitną aktorkę, organizatorkę warsztatów artystycznych dla osób niepełnosprawnych. Chór niewidomych z Żytomierza był przyjęty entuzjastycznie zarówno w Krakowie, jak i w Rabce – gdzie odwiedził filię naszego Ośrodka – oraz w Laskach. Inicjatorką przyjazdu zespołu do Polski była siostra Miriam, przełożona domu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Przypomnijmy, że dla sióstr naszego Zgromadzenia Żytomierz jest miejscem, w którym zrodziło się powołanie zakonne Matki Elżbiety Róży Czackiej.
|