Strona Główna
Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi
Ośrodek
Szkolno-Wychowawczy
Dział Absolwentów
Dział Darów
Biblioteka Publikacji Multimedialnych
Biblioteka Tyflologiczna
Placówki Towarzystwa
Rozwój Zakładu
Galeria
Chór Uccelli Forestali
Leśne Ptaki
Kontakty i dojazd

Maks Chlewiński w Kraju Kwitnącej Wiśni 

Maks w słynnej Carnegie Hall w Nowym Jorku

 

Do wzięcia udziału w koncertach w Nowym Jorku zwiastujących 2nd Piano Paralympics, czyli II Międzynarodowy Festiwal Pianistów Niepełnosprawnych, został zaproszony Maksymilian Chlewiński, 16 – letni wychowanek Ośrodka Szkolno–Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych w Laskach, absolwent Szkoły Muzycznej I st. w klasie fortepianu Małgorzaty Samulak.

Piano Paralympics, zapoczątkowany i zorganizowany w 2005 r. w Japonii przez Piano Paralympics Commitee oraz Institute of Piano Teachers & Disabled Research Association (IPD) - (w dosł. tłumaczeniu na j. polski: Instytut Nauczycieli Fortepianu i Stowarzyszenie Badań ds. Osób Niepełnosprawnych) to międzynarodowy festiwal pianistyczny lansujący niepełnosprawnych pianistów z różnych krajów świata, którzy posiadając talent i zamiłowanie do muzyki, mimo swojej niepełnosprawności nie rezygnują z gry na instrumencie.

Do Nowego Jorku zostali zaproszeni pianiści pochodzący z Japonii, Malezji, Francji, Kao-Haung-City, Republiki Korei, U.S.A, Polski oraz Hiszpanii. Nowojorskie debiuty pianistyczne zbiegły się z obchodami w ONZ Międzynarodowego Dnia Osób Niepełnosprawnych. Koncerty odbyły się pod nazwą "Un Heard Notes": 3 grudnia 2007 r. w siedzibie ONZ, w Dag Hammarskjold Auditorium oraz 5 grudnia 2007 r. w Carnegie Weill Recital Hall.

Maks spędził w Nowym Jorku popołudnie i dwa wieczory z publicznością słuchającą z podziwem występów pianistów niepełnosprawnych z różnych, odmiennych krajów świata, reprezentujących wysoką kulturę gry oraz umiejętności techniczne, jakich nie powstydziłby się niejeden zawodowy muzyk. Jako jedyny reprezentował Polskę. Koncerty nakłaniały słuchaczy do przemyślenia przekonań o tych osobach, które są "sprawne inaczej".

Zapraszam do zapoznania się z relacją i wspomnieniami z pobytu w Nowym Jorku, jak również z wrażeniami z koncertów w słynnej Carnegie Hall i w sali koncertowej znajdującej się w siedzibie ONZ.

Przygoda Maksa zaczęła się 1grudnia 2007 r., kiedy to po południu wraz z tatą Bogdanem Chlewińskim oraz swoją nauczycielką Małgorzatą Samulak zawitał na warszawskim lotnisku Okęcie. Z niecierpliwością oczekiwał na wejście na pokład samolotu oraz na ulubiony przez niego moment włączania wszystkich silników i gwałtownego przyspieszania maszyny po starcie.

 


Samolot wyruszył punktualnie. Wkrótce lecieliśmy wysoko ponad chmurami, w stronę malowniczo rozpościerającego się zachodu słońca.

Maksowi dopisywał dobry humor. Był w bardzo dobrym nastroju. Z dużym zainteresowaniem słuchał muzyki zaproponowanej do słuchania w słuchawkach.

W Nowym Jorku, na lotnisku czekali na nas umówieni wcześniej przyjaciele, od lat mieszkający na stałe w USA. Mieli przygotowany samochód z nawigacją Gps, którym bez przeszkód dowieźli nas do hotelu położonego w innym stanie niż Nowy Jork, w New Jersey. Gdyby nie ich pomoc, zapewne trudniej byłoby nam dostać się do dość odległego od lotniska miejsca zakwaterowania.


Następnego dnia, rankiem, tuż po śniadaniu w hotelowej kawiarence w przemiłej atmosferze odbyło się spotkanie uczestników zaproszonych do Nowego Jorku z organizatorami całego przedsięwzięcia. Prezes Institute of Piano Teachers & Disabled w Japonii, p. Tokio Sakoda serdecznie witał wszystkich przybyłych artystów oraz ich opiekunów. Maks znał i pamiętał większość wymienianych i obecnych osób z pierwszego festiwalu Piano Paralympic z Japonii i bardzo cieszył się z ponownego spotkania z nimi po trzech latach.

Szczególnie serdecznie pan Tokio Sakoda przywitał tatę Maksymiliana.
Maks przedstawił się i powiedział do wszystkich parę słów po japońsku, co wzbudziło wielką sympatię wśród zebranych osób.

Po południu przewidziana była dla każdego godzina ćwiczeń dla podtrzymania dobrej formy pianistycznej oraz możliwość odbywania próby przed koncertem na dobrych instrumentach znajdujących się w pobliskim Jimbo Music Studio, do którego dojeżdżało się w przeciągu 15 minut.

 

Podczas oczekiwania na wyznaczony czas dostępu do instrumentów Maksymilian wykorzystywał każdą chwilę na rozmowy i nawiązywanie przyjaźni z pozostałymi uczestnikami.  

Przeznaczony do ćwiczenia czas trzeba było wykorzystać pracowicie, aby nazajutrz w świetnej formie wystąpić na koncercie w siedzibie ONZ.

 

Ostatnie poprawki, rady, praca nad dźwiękiem, utrwaleniem ostatecznego kształtu interpretacji przewidzianych na koncert utworów Claude Debussy’ego oraz improwizacji na temat starodawnej pieśni japońskiej Sakura, sakura (Kwiat wiśni), różne sposoby ćwiczeń i inne szlify dokonywane pod okiem pedagoga Małgorzaty Samulak czuwającej nad prawidłową formą młodego pianisty były bardzo przydatne artyście dla zachowania pewności siebie na scenie.

 

Po intensywnym czasie ćwiczenia na fortepianie można było pójść na spacer i zwiedzić okolicę.

 









Gdy trochę zmęczony wędrowaniem po uliczkach New Jersey Maks przystanął przy kwiecistym przydrożnym klombie, można było dostrzec nieopodal jakby przyglądającą się mu z zaciekawieniem małą, szarą wiewiórkę.

Podczas obserwacji okolicy i przyrody nasunęła się nam pewna refleksja o niespotykanej w polskim klimacie kombinacji przyrodniczych zjawisk. Leżący gdzieniegdzie śnieg przypominał o tym, że jest grudzień i pora zimowa, ale miejscami trawniki zasypane były brązowymi liśćmi – zupełnie jak podczas złotej polskiej jesieni..., natomiast napotkane obficie kwitnące bratki przypominały niewątpliwie wiosenne chwile...

 

Nazajutrz po śniadaniu czekał na nas specjalnie przystosowany do przewozu osób niepełnosprawnych autokar, który zawiózł wszystkich uczestników do siedziby ONZ. Wyjechaliśmy odpowiednio wcześniej, aby każdy mógł wypróbować fortepian na Sali koncertowej i miał czas na przebranie się oraz przygotowanie do występu.

Gdy dojechaliśmy na miejsce – czekała już na nas ekipa telewizyjna z wycelowanymi w drzwi autokaru kamerami oraz dziennikarze, którzy starali się umówić na wywiady i na robienie nam zdjęć, aby przekazać w mediach informację o mających się odbyć w obchodzonym właśnie w ONZ Dniu Osób Niepełnosprawnych dwóch koncertach.

Interesowali się najważniejszymi wydarzeniami i okolicznościami planowanego spotkania naszych artystów z Podsekretarzem Generalnym ONZ do spraw Komunikacji i Mediów p. Kiyo Akasaka.

 

Wejście do budynku ONZ było obwarowane bramkami, strażnikami, a każdy, kto chciał wejść do środka musiał okazać przepustkę. Procedura kontrolna przy wejściu trochę przypominała tę odbywaną na lotnisku. Maks wsłuchiwał się w docierające do niego odgłosy.

Znaleźliśmy się w obszernym holu i oczekiwaliśmy kilka chwil na przewodnika, który miał nas zaprowadzić do sali koncertowej. W wolniejszej chwili Maks pozował do pamiątkowego zdjęcia przy bramce z powitalnym napisem.

 


Gdy można było już wejść, aby trochę pozwiedzać budynek, przechodziliśmy koło ściany, na której wisiały portrety zasłużonych dla ONZ ważnych osobistości i przywódców państw. 

 

Po dotarciu na miejsce, do Dag Hammarskjold Auditorium, każdy z uczestników koncertu otrzymał 15 minut, aby wypróbować instrument i zapoznać się z akustyką Sali. Maksymilianowi fortepian bardzo przypadł do gustu. Do koncertu pozostało kilka godzin, więc można było odpoczywać w fotelach, udać się na posiłek do stołówki lub na zakupy do znajdującego się wewnątrz budynku marketu. Maksowi przypadły do gustu zwłaszcza słodycze.

 

Maks został wytypowany do delegacji pianistów w celu złożenia wraz z panem Tokio Sakodą wizyty w gabinecie Podsekretarza Generalnego ONZ do spraw Komunikacji i Mediów, pana Kiyo Akasaka. Pan Kiyo Akasaka przemówił do nas wszystkich krótko na okoliczność Dnia Osób Niepełnosprawnych. Na koniec z każdym osobiście wymienił uprzejmości, życząc sukcesów i powodzenia oraz każdemu uścisnął dłoń. Podczas rozmowy z nami Pan Sekretarz powiedział, że był w Polsce, w Warszawie i w Krakowie, ma tu przyjaciół i bardzo się mu podoba nasz kraj.

 

Tuż przed godziną 19.00 audytorium wypełniło się do ostatniego miejsca słuchaczami. Uczestnicy koncertu, odświętnie ubrani, z niecierpliwością oczekiwali na swoje występy.

Fortepian ustawiono na środku sceny, z otwartym skrzydłem. Na występujących artystów skierowana była kamera rejestrująca każdy jeden dźwięk koncertu, aby ani jedna spośród nut (Un-Heard Notes) wygrywanych przez pianistów o ‘innych możliwościach’, wydobytych z fortepianu nie poszła w niepamięć. Zbliżenia kamery na ręce pianistów i na ich sylwetki wyświetlane były na dużym telebimie umieszczonym tuż nad fortepianem.

Koncert rozpoczął pan Tokio Sakoda, wygłaszając głęboko przemyślane wystąpienie niosące przesłanie nadziei, miłości i pokoju. Głos zabrał również przedstawiciel ambasady Japonii w U.S.A.

 

Najbardziej jednak były oklaskiwane występy pianistów. Publiczność okazywała wielką życzliwość, otwartość i zrozumienie dla idei Piano Paralympics. Na niektórych twarzach pojawiały się łzy wzruszenia, ocierane ukradkiem.

 

Występ Maksa należał do tych, które na długo pozostają w pamięci. Jego własna improwizacja na temat pieśni japońskiej Sakura, sakura zdawała się wypływać wprost z głębi serca.

 Interesujący był też występ jednorękiego artysty z Korei Jae – Hwan Hwanga, który zaprezentował koreańską pieśń do własnego akompaniamentu.

 

 

Po koncercie, który trwał prawie do godz. 21.00 pojechaliśmy na kolację do chińskiej restauracji, gdzie można było dostać danie na wynos lub podane przy stole. Ponieważ trzeba było długo czekać, a zmęczenie dawało o sobie znać, postanowiliśmy nie czekać na kolację, tylko wrócić do hotelu.




Następnego dnia po południu przewidziane były próby i ćwiczenie w Jimbo Music Studio. Od rana mieliśmy czas wolny, więc mogliśmy poświęcić go na zwiedzanie miasta. Pomógł nam w tym pan Marian, mieszkający na stałe w Nowym Jorku. Już na lotnisku zaproponował nam, że w wolnej chwili może posłużyć nam za przewodnika i pokazać Nowy Jork.

 

Od rana ulice Nowego Jorku tętniły życiem. Przewijali się nimi przechodnie oraz pojazdy. Udaliśmy się na spacer po 5th Avenue. Przechodziliśmy także w pobliżu Central Parku. Zatrzymaliśmy się by obejrzeć Rockefeller centrum ze słynną świąteczną choinką i przepełnionym muzyką, zabawą oraz śmiechem lodowiskiem. Wszędzie można było podziwiać bogate dekoracje świąteczne.

 

Od ulicznego handlarza kupiliśmy tradycyjnie sprzedawane niemalże na każdym rogu pieczone kasztany. Maks posmakował odrobinkę, ale niespecjalnie ten rarytas przypadł mu do gustu.

Uwagę Maksa przyciągnęła hałaśliwie zachowująca się kobieta, dzwoniąca dzwoneczkiem, wykrzykująca, aby dawać datki na najuboższych.

 

Z dużym zainteresowaniem przysłuchiwał się Maks w holu Dworca Głównego rozbrzmiewającym wokół melodyjkom będącym podkładem muzycznym do pokazów laserowych wyświetlanych na ścianach wewnątrz budynku co pół godziny.

W podziemnej części budynku znajdowała się sieć bufetów i sklepów z daniami zimnymi i ciepłymi, gdzie postaraliśmy się w porze obiadowej zjeść posiłek. Maks zamówił pizzę. Zjadł ją ze smakiem i przyznał, że tak dobrej pizzy jak w Nowym Jorku dawno już nie jadł.

 Zbliżało się popołudnie, a więc czas było wracać do hotelu, a następnie pojechać do studia muzycznego, aby pograć i poczynić ostateczne przygotowania do koncertu w Carnegie Hall. Maks miał możliwość ćwiczyć ponad godzinę. Dostaliśmy tym razem salę z fortepianem i zabytkowym pianinem marki Lester. Przystąpiliśmy do pracy.
 

Maks był bardzo skupiony na grze. Starał się dopracować wszystkie nawet najdrobniejsze niuanse w kompozycji C. Debussy’ego i miał marzenie, aby nazajutrz pięknie zagrać. Z takim też postanowieniem wyszedł z Jimbo Studio, gdy skończył się czas ćwiczeń.

 

W autokarze Maks zadziwił mnie chęcią nawiązania kontaktu z pianistką z Malezji. Rozmawiał z nią po angielsku i bardzo dobrze się rozumieli. Odbyli rozmowę o swoim ulubionym hobby i zainteresowaniach. Zauważyłam, że Maks bardzo mobilizował się, aby nawiązywać po angielsku rozmowę i podtrzymywać kontakty z pianistami. U wszystkich osób Maksymilian wzbudzał wielką sympatię.

Późnym wieczorem przewidziana była uroczysta kolacja w restauracji z przepięknym widokiem na Manhattan. Widok na morze świateł po drugiej stronie rzeki, pływające oświetlone statki był urzekający i wzbudził zachwyt wszystkich przybyłych na kolację osób.

Wprost nie można było powstrzymać się przed zrobieniem pamiątkowych zdjęć, choć to nie była łatwa sztuka, uchwycić całe piękno gry świateł nad wodą... 

W tejże restauracji spędziliśmy wieczór, podczas którego każdy mógł porozmawiać z każdym, i spędzić niezapomniane chwile na rozprawianiu o tym, skąd przyjechał, czym się zajmuje oraz o koncercie, który miał się odbyć następnego dnia. Dzieliliśmy się wzajemnie swoimi wrażeniami z pobytu w Nowym Jorku. Dziękowaliśmy sobie za wspólne spotkanie się w Nowym Jorku, składaliśmy serdeczne życzenia. Atmosfera tamtego wieczoru była niepowtarzalna. Wiele osób fotografowało się z Maksem na tle przepięknego widoku na Manhattan.

 

Dzień 05 grudnia 2007 r. - dzień koncertu w Carnegie Hall, przywitał nas piękną pogodą. Przez chmury przebijały radośnie promienie słońca. Po śniadaniu wyruszyliśmy wszyscy na Manhattan. Droga wiodła przez most Washington Bridge, następnie trasa przebiegała zatłoczonym Broadwayem i prowadziła do samego serca Manhattanu.

Po bisko godzinie jazdy osiągnęliśmy cel naszej podróży – Carnegie Hall. Stojąc pod budynkiem i chcąc dosięgnąć wzrokiem jej ostatniego piętra trzeba naprawdę wysoko podnieść głowę i dobrze wyciągnąć brodę...! Aparatem fotograficznym ledwo udało się uchwycić jej wysokość.








W oczekiwaniu na wspólne wejście do środka, przed Carnegie Weill Recital Hall zostaliśmy sfotografowani wraz z pozostałymi uczestnikami i mamy pamiątkowe zdjęcie.











Po wejściu na scenę Carnegie Weill Recital Hall Maks uważnie przysłuchiwał się otaczającym go dźwiękom, rozmowom. W chwilę potem dowiedzieliśmy się, że niestety, nie wolno robić zdjęć ani żadnych nagrań na Sali koncertowej. Wnętrze wyglądało imponująco. Wspaniała akustyka i bardzo dobrej klasy fortepian firmy Steinway & Sons. Każdy uczestnik mógł zaledwie przez 10 minut dotknąć klawiatury i wypróbować brzmienia instrumentu. Tuż przed samym koncertem fortepian był dokładnie dostrajany. Każdy pianista mógł poza tym rozgrywać się w pokoju dla artystów.

 

 

Na koncert zaproszeni byli przyjaciele Lasek z Polonii Amerykańskiej. Do Carnegie Hall przyszła posłuchać muzyki i spotkać się z nami pani Anna Kuropatwińska oraz pan Marian Sak. Bardzo gratulowali Maksowi pięknego występu, zwłaszcza debiutu w Carnegie Hall.

 

 

Podczas koncertu Maks zagrał niezwykle miękkim, śpiewnym dźwiękiem. Atmosfera Sali i nastrojony instrument spowodował, że spod jego palców wypływała muzyka piękna, subtelna. Maks urzekł publiczność swą grą i sprawił, że cała Sala zasłuchała się bardzo w jego dźwiękową wypowiedź. Gdy umilkły ostatnie tony fortepianu, wyciszyły się ostatnie alikwoty, na sali panowała jeszcze parę sekund cisza. Wszyscy jakby zamarli w bezruchu.

Po koncercie ludzie mówili o tym, jak po występie Maksa ze zdziwieniem i z żalem stwierdzili, że oto już skończył się utwór. Niektórzy byli przekonani, że Maks będzie grał jeszcze, że to nie koniec występu... Sam Maks po zejściu ze sceny był bardzo zadowolony z grania. Dokładnie wiedział i czuł, że kompozycję C. Debussy’ego „Dziewczyna o włosach jak len” zagrał bardzo dobrze. Mówił, że wieczorem zadzwoni do mamy powiedzieć jej o tym, jak dobrze mu się grało, że miał ładny występ. Mówił, że mama jego się ucieszy.

Na koniec koncertu wszyscy wykonawcy wyszli na środek i zostały im wręczone dyplomy wraz z wypisanymi przyznanymi nagrodami w dowód uznania. Maks otrzymał nagrodę artystyczną.

Słuchający na Sali i oceniający grę pianistów Jurorzy napisali Maksowi następujące recenzje:

  • Twój delikatny dźwięk fortepianu był piękny i wrażliwy. Mam nadzieję, że fortepian będzie jednym z Twoich najlepszych przyjaciół! Chciałabym posłać same serdeczności da Ciebie. Powodzenia!!! (Mizuko Kambara)

  • Grałeś bardzo miękkim dźwiękiem! Pięknie! Twoja gra była spokojna, jakby bez ruchu, dlatego cała publiczność zamarła w bezruchu. (Masako Watanabe)

  • Piękna gra zdolna poruszyć każde serce! Dziękuję. (Rumi Kai)Bardzo miękko grałeś i pięknym dźwiękiem. Balans między lewą ręką a prawą dobry. Aż po ostatni ton grałeś bardzo pięknie. (Hiroko Abe)

  • Twój dźwięk jest piękny. Jestem zachwycona Twoją muzyką. Twój ton jest tak miękki, tak delikatny jak wygląd Twojego serca. Proszę, kontynuuj grę. Dziękuję. (Michiko Shirano)

 W oczekiwaniu na drugi, wieczorny koncert odbyliśmy razem z panią Anną i panem Marianem spacer po ulicach Nowego Jorku oraz wstąpiliśmy na herbatę do baru.

 

Weszliśmy także do Fundacji Kościuszkowskiej i zwiedziliśmy znajdujące się tam ogólnie udostępnione do obejrzenia pomieszczenia i ekspozycje.

 

Wieczorem rozwieszone niemalże wszędzie na ulicach świąteczne dekoracje wyglądały wyjątkowo uroczo. W jednym z barów wstąpiliśmy na herbatę i wieczorny posiłek.

Ze wszystkich proponowanych do jedzenia dań Maks tradycyjnie najchętniej zamawiał i zjadał bułki.

 

Następnego dnia mieliśmy możliwość zwiedzenia Empire State Buildung – jeden z najwyższych budynków w Nowym Jorku.

W przejściu prowadzącym do windy, na korytarzu, uwagę Maksa zwróciła gra improwizowana jazzowego muzyka na wystawionym w kącie fortepianie. Zatrzymał się na chwilę i przysłuchiwał znajomym, ulubionym przez siebie harmoniom i współbrzmieniom.

 

Na ostatnie piętro dostępne do zwiedzania wjechaliśmy bardzo szybką windą, którą Maks polubił jeździć.

Na 84 piętrze wiał bardzo silny wiatr. Maksowi podobało się tam, choć mocno miał naciągniętą czapkę na uszy. Wsłuchiwał się uważnie w odgłosy miasta.

 Widoki były imponujące. W drodze powrotnej musieliśmy się bardzo pilnować, żeby się nie zgubić – nie odłączyć od grupy. Niektórych osób trzeba było jednak szukać.

Po zejściu z Empire State Building zostaliśmy dowiezieni do domu handlowego, w którym każdy mógł się zaopatrzyć w ciepłe posiłki i w pamiątki. Podczas spaceru oglądaliśmy też zacumowane przy brzegu potężne statki.

W drodze powrotnej do hotelu mogliśmy jeszcze raz z autokaru obejrzeć miasto, przyjrzeć się potężnym budynkom, podziwiać świąteczne dekoracje. Dzień chylił się ku końcowi. Kolorowa różnorodność neonów, światełek i lampek tworzyła niepowtarzalny klimat, który każdy z podróżujących z nami autokarem uczestnik nowojorskiej przygody chłonął, pragnął utrwalić aparatem fotograficznym i zachować w sercu oraz we wspomnieniach.

W hotelu czekała na nas ostatnia, pożegnalna kolacja.

 

Po kolacji odbyło się posiedzenie komitetu organizacyjnego Piano Paralympic Commitee pod przewodnictwem pana Tokio Sakody, który zaprosił również i mnie do grona osób obradujących nad miejscem i sposobami zorganizowania Drugiego Festiwalu Pianistów Niepełnosprawnych w Kanadzie.

 

Nazajutrz wszyscy rozjechaliśmy się na lotniska i do swoich krajów. Pozostały w nas bardzo dobre, miłe wspomnienia i pragnienie spotkania się ponownie. W naszych sercach zamieszkało jedno wielkie pragnienie: oby więcej takich pięknych spotkań mogło się wydarzać, oby więcej takich dobrych, fantastycznych ludzi można było spotykać i mieć więcej możliwości z nimi częściej się spotykać!

 

8 grudnia 2007 r. samolot przywiózł nas do Polski. Do pokonania mieliśmy tysiące kilometrów, co widnieje na zdjęciu ekranu monitora informacyjnego z samolotu.

Gdy szczęśliwie wylądowaliśmy w Warszawie, czułam wielką satysfakcję, że udało się dołożyć następną cegiełkę na drodze rozwoju niezwykle utalentowanego niewidomego, autystycznego Maksymiliana. Pozostanie ona wpisana w jego los, wspomnienia i mam nadzieję, że znacznie wpłynie na dalszy rozwój tego młodego człowieka.

 

tekst: Małgorzata Samulak

fotografie: Małgorzata Samulak (oraz inne poproszone osoby)

[powrót]